poniedziałek, 28 października 2013

31. Konkurs talentów

-Axel! Zaczekaj!- krzyknęła Amber, gdy zobaczyła chłopaka na chodniku.
Podeszła do niego i razem poszli w kierunku szkoły.
-Jak twoja noga?- zapytał
-Dobrze, mój tata mówi, że na razie muszę sobie odpuścić treningi. Gdy dowiedział się, że w meczu z Rycerzami użyłam hissatsu wkurzył się- zaśmiała się- Po szkole pójdę do szpitala i zrobią mi jakieś badania.
Axel spojrzał na nią. Doskonale znała to spojrzenie. Wiele razy używał go, nigdy na niej, ale tym razem.
-Pokłóciłaś się z Nuką?
Wiedziała. Widziała, że kiedyś padnie to pytanie.
-Tak- odparła- Ale nie chcę o tym mówić.
-Dobrze- powiedział
Resztę drogi pokonali w milczeniu.
Gdy przekroczyli bramę szkoły rozeszli się. Axel poszedł w kierunku grupki, którą tworzył kapitan, Nathan, Kevin i Erick z Bobby'm. Amber natomiast poszła od razu do budynku szkoły, a będąc już w środku poszła do łazienki. Gdy weszła do środka i upewniła się, że jest tam sama, wyciągnęła telefon i wykonała dziwny telefon.
-Tak. Nie. O której? Przyjść tam? W jakim dokładnie? Dobra będę. Pa.
Gdy skończyła rozmowę odkryła, że w drzwiach stoi Nuka i bacznie się jej przygląda. Na pewno słyszała jej rozmowę. Brunetka spojrzała na nią pogardliwym spojrzeniem i obojętnie minęła ją w drzwiach. Gdyby nie ta cała sytuacja... Gdyby nie to wszystko teraz pewnie opowiadałby sobie najnowsze szkolne plotki. I wspólnie by się z nich śmiały.
Ale teraz, pomyślała Amber...
Przez cały tydzień poprzedzający konkurs talentów Nelly otrzymywała coraz to kolejne telefony z rezerwacjami biletów. Zgłosiły się do niej takie szkoły jak Akademia Dworska, Liceum Czarnej Magii, Shuriken, Akademia Królewska, ba nawet Zeus! Jednym słowem, wszystkie szkoły, z któymi Raimon kiedykolwiek miał okazję grać. Ale również zgłosiły się szkoły, o których piłkarze nawet nie słyszeli, bo Nelly zawsze wszystko wie.
Wreszcie nastał dzień konkursu. Już za niespełna kilka godzin wszystko się skończy, a Natsumi będzie mogła w końcu odetchnąć i w końcu porządnie się wyspać. Odkąd przygotowania do konkursu ruszyły pełną parą dziewczyna praktycznie całe dnie i noce przesiadywała wśród papierów i innych protokołów. A zorganizowanie UxMishi jako jurorów było mistrzostwem świata! Ile musiała się natrudzić by dotrzeć do bezpośredniego numeru telefonu ich wokalisty! Oj nie chciałaby być gdy przyjdzie rachunek za telefon...
Szkolny plac zmienił się nie do poznania, pod samym budynkiem postawiono przeogromną scenę. Oczywiście zadaszoną, w prawym rogu stał stół oraz cztery krzesła, dla jurorów. Na sole stały, wedle życzenia, wody oraz przekąski.
Scena przebiegała dodatkowo tak jak wybieg dla modelek. Czyli wykonawcy mogli nie tylko stać w miejscu gdzie znajdowały się instrumenty, ale mogli także się przechadzać "wgłąb" publiczności. 
Chyba zaraz umrę, pomyślała Amber i ponownie spojrzała zza kulis na widownie. Cały plac był dosłownie zawalony, a wszystko przez to, że UxMishi musieli zostać jurorami w tym pieprzonym konkursie!
Kilka metrów dalej brunetka dostrzegła Nukę. Widać było, że jest zestresowana i cudem jeszcze nie zemdlała. Ami doskonale wiedziała, że dziewczyna uwielbia ten zespół, a to co powiedzą na pewno weźmie sobie do serca. Niebiesko-włosa miała na sobie różowy komplet a la kimono. Bluzka bez rękawków oraz krótka spódniczka, z charakterystycznymi paskami po prawej stronie. Od połowy ramion dziewczyny zaczynały się długie szerokie rękawy. W pasie miała przewiązane czerwone obi z ogromną kokardą na plecach. Amber natomiast miała na sobie czarny t-shirt oraz czarne legginsy, które razem wyglądały jak całość. Jedynym szczegółem jaki rzucał się w oczy było to, że dziewczyna zamierzała wystąpić na boso.
-Rozpoczynamy widowisko, na które wszyscy czekaliśmy!- dało się słyszeć przez głośniki znajomy głos- Nazywam się Xawier Hóuzi i zostałem wybrany na prowadzącego dzisiejszego show!
-Serio?- jęknęła Amber
-Serio, serio- powiedziała Nelly, która obok niej stała- Prawie wszystkie dziewczyny w szkole błagały mnie bym go wybrała
-W dzisiejszą noc zmierzą się zarówno zespoły jak i soliści, dajcie im ogromne brawa w ramach otuchy!- krzyknął chłopak, trzeba było mu przyznać, miał siłę przebicia, ledwo jego słowa ucichły rozbrzmiała fala oklasków.
-Ale na pewno większość z was przybyła tu tylko dla nich. A więc nie będę dłużej przeciągał, przywitajcie nasze szanowne jury czyli UxMishi!- po czym zszedł ze sceny
Na jego miejsce weszli oni! Czterej bogowie w ludzkich ciałach. Kuuga, wokalista o blond włosach i bursztynowych oczach uśmiechał się uroczo niczym emotka ;3. Za nim morskowłosy basista Kooma, perkusista o blond, prawie białych włosach - Yuujirou oraz gitarzysta, o ciemnych włosach - Shoosei.
Na widowni wybuchły piski i wrzaski porównywalne do wybuchu bomby, co najmniej do bomby.... Chłopcy ustawili się przy sprzęcie i zaczęli grać! Nikt się tego nie spodziewał, wszyscy myśleli, że będą jedynie oceniać. Jednak Nelly stanęła na wysokości zadania, zorganizowała nie tylko promocję w postaci zespołu, ale również ich koncert. Zaczęli od piosenki "Yume no Hana"
 
(...)Yume no (hana wo) sakasemashou
(Kitto) kono yoru ga akeru made
(Hana wo) sakasemashou
Kokoro wo odorasete(...)

Gdy ucichły ostatnie słowa zaśpiewane przez wokalistę na scenę ponownie wszedł Xawier.
-To było coś, prawda? Ale to jeszcze nie koniec, dajcie szansę wykazać się naszym uczestnikom. Na pierwszy ogień zapraszam T-Pistonz + KMC w piosence "Kandou Kyouyuu"
Zza kulis wyłoniło się czterech chłopaków w tym dwóch braci.

(...) Ganbatta mono ni shika ajiwaenai
Tasseikan no subarashisa!
"Kurou shita kai ga atta" to naita
Kotoba ni dekinai
Atsui mon ga kamiagete kuru!
Kandou Kyouyuu!
Minna de hitotsu!
Onaji namida nagashi kandou wakachiattara
Yuujou baizou!
Itsumo Arigatou!
Kimi to Boku wa
Unmei kyoudoutai sa (...)

-Teraz czas na Berryz Koubou z ich "Ryuusei Boy"
Na scenę wbiegło siedem dziewczyn z różnych klas. Wszystkie miały na sobie identyczne żółte sukienki i bezprzewodowe słuchawki. Przeważającą część zespołu stanowiły dziewczyny z trzeciej klasy, ale nie zabrakło także dwóch z drugiej i jeden z pierwszej.


(...) (Never Give Up! Never Give Up!)
(One! Two! Three! Go!)
Namida no kazu dake ryuusei booi
Tsuyoku nareru kara
Pinchi no ato ni wa ryuusei booi
Chansu ga kuru ze (...)

Po dziewczynach z Berryz Koubou pojawili się jeszcze inni wokaliści i zespoły jednak ich występy przeszły bez większego zainteresowania.
-Następna w kolejce jest Nuka Lonbery z piosenką "World is mine"
-Ufff, skup się Nuka. Oddychaj- powiedziała do siebie niebiesko-włosa i weszła na scenę.
Ustawiła się na środku, poprawiła mikrofon, który miała przyczepiony do słuchawek i czekała na muzykę. Spojrzała na jury. Od razu pożałowała. Patrzyli na nią! Momentalnie zrobiła się cała czerwona i nie potrafiła tamu w żaden sposób zaradzić.
-Ale ja się boję....- jęknęła i spojrzała do góry, lampa oślepiła ją- Ała..
Dobra, ustaw się, pomyślała. Prawa noga prosto, lewa luźno. Głowa odwrócona w lewo. Bynajmniej nie muszę na nich patrzeć...  
-Sekai de- zaczęła unosząc ręce ku górze wraz z tym gestem spłynął z niej cały stres oraz trema- ichiban ohime-sama 
Souyu atsukai kokoroete, yo ne- Kolejne wersy przychodziły jej z coraz większą łatwością. 
Po niespełna pół minucie porwała wszystkich widzów do zabawy i wraz z nią zaczęli śpiewać, dobra, próbowali śpiewać.. Nuka zapomniała już kto zasiada w jury i przed jak liczną publicznością występuje. Dała się porwać. Zaczęła wykonywać swoją choreografię oczywiście cały czas śpiewając. Bez żadnego zająknięcia czy też fałszu.

(...)Sekai de ichi-ban ohime-sama
Chanto mitete yone dokoka ni icchau yo?
Fui ni dakishime rareta kyuuni sonna eh?
"Hikareru abunai yo" sou itte soppo muku kimi
Kocchi noga abunai wayo
Oh, hey baby, Ahhhh!!

-Brawa dla Lonbery-san!- powiedział Xawier błyskawicznie znajdując się przy zdyszanej dziewczynie. Bądź co bądź przez cztery minuty śpiewała i tańczyła. Mimo pozorów nie należało to do prostych czynności- Jak się czujesz po występie?
-Tro-szeczkę zmęczona- odparła
-A jak widownia?- krzyknął chłopak kierując jednocześnie mikrofon w kierunku widowni. Gdy to powiedział wśród widzów rozległy się krzyki euforii- Chyba są zadowoleni- dodał uśmiechając się uwodzicielsko. A jak nasi jury?
-To było świetne! Dawno nie słyszałem niczego takiego! Brawa!- powiedział Kuuga
-Jestem pod wrażeniem!- dodał Kooma
Na twarz niebiesko-włosej wpełzły ogromne, czerwone rumieńce.
*WIDOWNIA*
-Kazemaru-sama!- krzyknęła Sophie i przykleiła się do oszołomionego Nathana.
-Co ty tu robisz?
-Przyszłam na koncert, głuptasie- odparła chichocząc w cukierkowy sposób. Chwyciła się jego ramienia i dosłownie zawiesiła się na nim- Kto jest następny Kazemaru-sama?
-Nie wiem- powiedział zrezygnowany.
-Och Kazemaru-sama, uśmiechnij się- Mówiąc to przytuliła się do niego jeszcze mocniej.
-Sophie... Czy mogłabyś...- Spróbował delikatnie wyciągnąć ręke z uścisku dziewczyny, czując się nieco niekomfortowo przy tylu ludziach. Niestety różowa dziewczyna odebrała to nieco inaczej niż zaplanował to chłopak. Delikatnie stanęła na palcach i równie delikatnie musnęła ustami jego policzek, zostawiając na nim niewinne smugi różowego błyszczyka. Biedny Nathan całkowicie się zarumienił, nie tyle ze wzruszenie czy czegoś podobnego. Raczej ze wstydu, zażenowania czy po prostu zakłopotania. Dotknął miejsca, gdzie przed chwilą znajdowały się usta dziewczyny w celu starcia dowodów zaszłej sytuacji. Spohie niestety ponownie odebrała to zupełnie inaczej. Chwyciła chłopka za dłoń i ścisnęła ją mocno wydając z siebie swój 'słodziutki' chichot. Tu się jej już nie udało. Chłopak wyswobodził rękę, otarł policzek i w akcie zdesperowania, bojąc się co jeszcze mogłoby się zdarzyć, postanowił nie robić nic więcej, tylko stać i wystawiać na próbę swoją cierpliwość.
*KULISY*
-Ami, jesteś następna- powiedziała Nelly spoglądając na szczegółowy harmonogram konkursu
-Tak, wiem, wiem- odezwała się z drugiego końca kulis, szybko połknęła to co miała na dłoni i popiła wodą. Miejmy to już za sobą..
-A teraz- zaczął Xawier i spojrzał na listę uczestników- Amber Stourt- i uśmiechnął się szeroko- w piosence...*
-Dobra, nie kończ- powiedziała brunetka stając obok niego i zabrała mu mikrofon- idź już sobie- dodała
Chłopak tylko uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób.


Show you off, tonight I wanna show you off
What you got, a billion could've never bought
We gonna party like it's 3012 tonight
I wanna show you all the finer things in life
So just forget about the world, we're young tonight
I'm coming for ya, I'm coming for ya (...)

Podczas śpiewania coraz to kolejnych wersów dziewczyna zaczęła przechadzać się w głąb publiczności i szukała znajomych twarzy. Kątem oka zobaczyła Marka, niedaleko niego Kevina, który patrzył na nią z wyrzutem jakby kogoś zabiła. Po prawej stronie zobaczyła Mię i Jude'a. A obok nich Celię z Joe'm. Kilka metrów dalej dostrzegła Silvię, Bobby'ego, Ericka i Malcolma z Liceum Kearkwood. Tuż pod sceną w pierwszym rzędzie stał Nathan z jakąś różową porcelanową lalką uwieszoną mu na ramieniu...

(...) Beauty, beauty and the beast
Beauty from the north*, beauty the confessions of the priest
Beast, beauty from the streets, we don't get deceased
Every time a beauty on the beats
(Yeah, yeah, yeah, Let's go, Let's go)(...)
* w orginale east czyli 'piękność ze wschodu', north=północ, odniesienie do europy

-Nie powiem dość zaskakujący wybór repertuaru- zaczął Shoosei
-Lubisz Biebera?- wtrącił się Kuuga
-Nie. Przegrałam zakład, ok? Gdybym wygrała to ktoś inny zaśpiewał tą piosenkę...- odparła poirytowana i jednocześnie rozbawiona dziewczyna
-Zakład?- zapytał Xawier
-Lepiej się nie odzywaj, to również TWOJA wina, że przegrałam....
-Jeśli mam być szczery podobało mi się. Widać było, że śpiewasz i bawisz się jednocześnie, a to jest potrzebne, jeśli myślisz poważnie o tym fachu- odparł Yuujirou
-Cholera nawet jak robię coś na odpierdol to i tak się to wszystkim podoba- mruknęła na tyle cicho, że tylko Xaw mógł to dosłyszeć- Dziękuję za miłe słowa!- powiedziała już głośniej z przyklejonym uśmiechem do ust i wróciła za kulisy.
UxMishi ponownie zaczęli grać. Tym razem zagrali piosenkę "Akane". Wraz z pierwszymi słowami zaśpiewanymi przez wokalistę rozbrzmiały piski wszystkich fanek zespołu. Muzycy kolejno uśmiechali się do siebie i zaczęli grać z coraz większą satysfakcją. Kuuga, delikatnie dotknął kieszeni swojej kurtki, na co rozległy się jeszcze większe piski i wrzaski. Bowiem właśnie w tej kieszeni chłopak trzymał białą różę, którą wedle swego zwyczaju rzuci w tłum, a jedna szczęściara ją złapie. Jednak gdy blondyn usłyszał z jaką reakcją dziewczyny skomentowały jego ruch cofnął rękę. Fanki zostaną zmuszone poczekać jeszcze trochę...
Powoli piosenka dobiegała końca... A to oznaczało tylko jedno. Każda fanka tego zespołu wiedziała co teraz nastąpi. Kuuga wyciągnął różę i ją powąchał. Wzrokiem zaczął sobie wyznaczać kierunek w którym rzuci kwiat. Przed siebie, w prawo albo lewo. W końcu chłopak zdecydował się. Już chciał zamachnąć się, ale wtedy Amber wbiegła na scenę i stanęła przed chłopakiem.
-Mogę?- zapytała spoglądając na kwiat
Z taką sytuację muzyk spotkał się po raz pierwszy, ale mimo wszystko spodobało mu się to, że jego fanka, aż wleciała na scenę by dostać różę.
-Dla fanów wszystko- powiedział po czym ręczył jej kwiat
Brunetka zeszła ze sceny tak szybko jak się pojawiła. Przez cały czas blondyn obserwował co zrobi zanim zniknie za zasłoną. Tymczasem dziewczyna stanęła przed osłupiałą Nuką i wręczyła jej różę.
-Masz- powiedziała wręczając jej ją- Dobrze wiem, że zawsze chciałaś ją mieć
-A-Ami...- zaczęła
-Chciałam cię przeprosić. Głupio się zachowałam. Byłam po prostu w szoku i jednocześnie zła. Mogłaś mi powiedzieć, że ty i Nathan macie coś do siebie. Gdybym to wiedziała nigdy bym nie stawała pomiędzy wami. Tym bardziej, że nic nie czuję do Nathana.
-A-ale...
-Ehhh, Nuka jak zwykle niczego nie rozumiesz. Nigdy nie czułam NICZEGO do Natha. Robiłam to TYLKO dla zabawy.
-A-Ami...
-To jak zgoda?- zapytała uśmiechając się do niej, niebiesko-włosa zamrugała parokrotnie oczami, a Amber traktując to jako odpowiedź twierdzącą przytuliła ją- Tak się cieszę!
W tym momencie ustały ostatnie wersy piosenki granej przez jury. A Xawier mijając przytulone dziewczyny wszedł na scenę i zaczął o czymś mówić.
-W tym momencie powinno nastąpić ogłoszenie wyników, ale niestety nadal mamy pewne wątpliwości- powiedział Kuuga- Dwa występy solowe były na tak wysokim poziomie, że nie potrafimy wybrać lepszego. Dlatego postanowiliśmy zarządzić dogrywkę. By było sprawiedliwe, piosenka, którą wybraliśmy nie miała jeszcze swojej premiery więc finaliści będą mieli równe szanse. Dostaną równe 10 minut by zapoznać się z tekstem. Finalistkami są Nuka Lonbery i Amber Stourt.
-Dziewczyny, chodźcie tu!- zawołał Xawier
-Proszę, tu macie tekst. Jest już podzielony, kolor niebieski to jedna solówka, a fioletowy druga, pozostały tekst zaśpiewacie razem- powiedział Kuuga dając im kartki i pokazując zaznaczone partie. Rozumiecie?
-Hai- odparła Nuka
-Nom
-To dobrze, teraz możecie iść zza kulisy i się przygotować.

***

-To zaczynamy dogrywkę!- krzyknął Xawier schodząc ze scen
-Startujemy!*- krzyknął Kuuga, a jego koledzy z zespołu zaczęli grać.

//Razem//
Kya wa wa ☆ de danzen muchuu torippu YEAH!
Byousoku 30 man kiromētoru de!
Yokubou wa mugen kuukan Naname
↓na jibunrimittā hazushite
Soko kara tobi kkiri Jan pin motte u~in!
Watashitachi,ki ~yurun'na kirakira gāruzu Fasshon ☆ uchuu senshi da! 

//Nuka//
Mitsuketa!
Watashiruuru Hitei nante shitaku wanai no
Īko de taiki toka ne
Dareka-machi ja tsuman'nai yo 

//Amber//
Uiteru?
Yavu~ai Namida emoji Nante yame chae!
O nyūna kōdekimete! Gangan V de susumu ze! 

//Razem//
Kya wa wa ☆ de danzen muchuu torippu YEAH!
Kyuusoku hen kin jizai ni kasanete!
Purode~yuusu BY jibun de!
Shigunaru soushin messēji
Shigunaru ↑ kanjite sōshin messēji
Hirogaru wakusei to kanousei u~ei!
Watashitachi, kyaru n'na kirakira gāruzu
Fasshon ☆ uchuu senshi da! 

-Kurczę teraz to mamy większy dylemat niż na początku- zaczęli po kilkunastominutowej naradzie.
-Jestem pewna, że wygrasz- zaczęła Amber i chwyciła przyjaciółkę za rękę- Wiem to na sto procent 
-Wątpię. Byłaś lepsza. 
-Dobrze! Udało nam się wybrać! Chodź nie było to łatwe! Obie dziewczyny były niesamowite, jednak to występ jednej z nich bardziej chwycił nas za serca! Zwyciężczynią zostaje...
W jednym momencie tłum oszalał. Zaczął krzyczeć i wrzeszczeć z radości. Pozostali uczestnicy konkursu wbiegli na scenę i otoczyli zwyciężczynię dookoła. Pojawiły się gratulację z różnych stron. Mimo całego zamieszania Nuka i Amber nadal nie przestały trzymać się za ręce.

Zapowiedzi Marka!  
 Akademia Królewska dostała propozycję meczu towarzyskiego z nieznaną drużyną, która nawet nie chciała się przedstawić. O dziwo ich trener się zgodził! Jak Królewscy mogą dobrać strategie? Skąd mogą wiedzieć kto z nich jest najsilniejszy. Ba nawet nie wiedzieli na jakiej pozycji gra ich kapitan. Nic, kompletnie nic. Porażka będzie chyba murowana... Niemalże identycznie było z drużyną Zeusa podczas zeszłorocznego turnieju Strefy Futbolu. Ale tym razem nie mogą dać się tak łatwo pokonać. Nie mogą pozwolić sobie na porażkę. Dodatkowo skład ich rywali wywoła spore kontrowersje... Aby dowiedzieć się więcej koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt. "Przyjaciel czy wróg?" Ale będzie się działo!


______________________
Siemanko robaczki ~^w^~
I jak tam wrażenia po konkursie? Jak myślicie, która wygrała? Zrobiliśmy nawet specjalną ankietę ^^
Mam nadzieję, że rozdział się podobał, jest to pierwszy i chyba ostatni raz gdy piszemy o jakiś koncertach. Niestety nie wychodzi nam to tak dobrze jak komuś (czyt. Kryształeczek) 
Dziękujemy za wszystkie komentarze i prosimy o więcej!! ^^
Sayonara!
P.S. Jakby co tam gdzie macie tytuły piosenek i wypowiedzi z * to są linki do youtube ;p

środa, 23 października 2013

30. Spór

Tej nocy, chyba nikt nie spał dobrze. Nuka co chwilę budziła się z kolejnych, coraz bardziej makabrycznych koszmarów. Za każdym razem otwierała oczy we wtórze własnego krzyku.
Nathan z kolei nie zmrużył oka do czwartej nad ranem. W jego głowie nadal głębiły się myśli odnośnie niespodziewanego obrotu spraw związanych z Nuką i Amber.
Sama Amber nie mogła nawet dobrze ułożyć się w łóżku bo ból w nodze był nie do zniesienia.
Nawet Axel nie spał za dobrze.
Punktualnie o dziewiątej karawan został podstawiony pod bramę szkoły. Zawodnicy Raimona wpadli jak burza do środka. Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca do pojazdu wpadła zdyszana Amber. Zdążyła w samą porę. Jej mina daleko miała do szczęśliwej. Rozejrzała się po miejscach. Zobaczyła, że Nuka siedzi razem z Nathanem i o czymś do siebie szepczą. Całą swoją sił woli powstrzymała się by nie patrzeć na nich. Poczuła przy tym ogromne ukłucie w sercu. Postanowiła usiać przy Axel'u i Mark'u. Uśmiechnęła się do nich, ale jej myśli nadal kręciły się przy dwóch niebiesko-włosac​h postaciach siedzących na tyłach autobusu...
Droga do Akademii Dworskiej była niezwykle długa i nudna. Jednakże w końcu ich oczom ukazał się widok szkoły, do której zmierzali. Chociaż nazwanie tej szkoły szkołą było chyba niewybaczalnym błędem. Budynek wyglądał jak najprawdziwszy zamek!
-Niesamowite!- krzyknął kapitan wpatrując się w pałac
-Przepiękne- powiedziała Aki
Gdy podjechali bliżej olbrzymiej bramy, która otworzyła się gdy tylko się zatrzymali. Wtedy pojawiła się postać chłopaka. Miał na sobie niebieski mundurek inspirowany oczywiście średniowiecznym odzieniem. Uprzejmie poprosił by Nelly zamieniła z nim kilka słów.
-Że co?!- krzyknęła Nelly na cały głos patrząc na chłopca, który okazał się menedżerem drużyny z którą mieli się dziś zmierzyć.
-Przykro mi panienko, ale takie są wymogi naszej uczelni. Proszę abyście się do nich dostosowały.
Ukłonił się jej w pas i odszedł. Nelly natomiast wróciła do autobusu gdzie czekała na nią reszta drużyny.
-Dziewczyny mamy problem- powiedziała ciężko wzdychając- Ja, Celia i Silvia musimy założyć to- odparła niemal krzycząc i pokazując przy tym długą zieloną suknię z białymi rękawami.
-A-ale dlaczego?- zapytała najmłodsza menadżerka
-Uważają, że nasze mundurki odsłaniają zbyt dużo. Co nie odpowiada ich etykiecie- Amber, Nuka wy z kolei musicie założyć leginsy i długie rękawy pod stroje.
-Hę?
-Ten sam powód co my. Jak powiedział to ich manager? O wiem "niedopuszczalny jest widok skóry białogłowej"
-O losie- jęknęła brunetka
***
-Więc to jest drużyna Raimona- powiedział wysoki granatowo-włosy chłopak, który patrzył przez okno na wysiadających na dziedzińcu zawodników. Jego wzrok błądził kolejno po wszystkich piłkarzach.
W pewnym momencie jego uwaga została pochłonięta przez pewien szczegół i nawet nie zauważył, że menadżer wszedł do jego dormitorium.
-Finn-san, już czas
-Tak, już idę- odparł cicho i spojrzał w lustro by sprawdzić czy aby na pewno ma na sobie kompletny strój. Wysokie, czarne buty kończące się tuż przed kolanem nie sprawiały wrażenia najodpowiedniejszych do biegania, ale pozory mylą. Do tego czarna tunika z dwoma żółtymi pasami biegnącymi pionowo przez jej środek. Na lewym ramieniu założoną miął żółtą opaskę kapitana, a na plecach widniała również żółta dziesiątka.
Gdy Finn zszedł ze swojej komnaty i znalazł się w holu czekała na niego reszta jego drużyny. Gdy kapitan do niech dołączył ruszyli w kierunku boiska.
-Bardzo miło was poznać, jestem Finn Cheval, kapitan oraz napastnik Rycerskich- powiedział granatowo-włosy stając przed przeciwnikami- Jeżeli damy- zwrócił się w strony menadżerek- są zmęczone po podróży to mogą odpocząć w naszych komnatach. Mam nadzieję, że miło będziecie wspominać mecz w naszej szkole. Życzę powodzenia.
-Wow, ale wygadany- powiedziała Celia
-I jaki szarmancki!- dodała Silvia
Wszyscy zawodnicy Raimona spokojnie weszli na boisko i zajęli swoje pozycje oczekując rozpoczęcia meczu. Mark na bramce szykował się do obrony z determinacją patrzył na nieznanych przeciwników. Rywale zaczynali, podali piłkę między sobą i ruszyli do przodu. Bardzo szybko zostawili za sobą Ericka i Bobby'ego pędząc do przodu niczym strzały. Gdy zbliżyli się do obrońców minęli ich bez problemów, aż dotarli do Amber. Finn zatrzymał się przed nią z piłką pod nogami i ukłonił się w pas. Zdziwiona dziewczyna patrzyła osłupiała na niego, totalnie nie spodziewając się podania piłki do kolegi, który już znajdował się za nią. Dziewczyna, którą nadal przepełniała złość i zazdrość z powodu Nathana i Nuki, szybko otrząsnęła się z szoku i sprawnym wślizgiem odebrała piłkę zawodnikowi tak, że się przewrócił. Chłopak powoli podniósł się i otrzepał zanim rozejrzał dookoła.
W tym czasie dziewczyna zdążyła podać piłkę Erickowi, jakby totalnie nie zauważając Nathana, który miał czystą pozycje, jakby idealną do przeprowadzenia skutecznej akcji. Brunet natomiast osłaniany był przez trzech zawodników, ledwo dostał piłkę, została mu ona odebrana. Rycerze znów przypuścili atak. Podawali między sobą piłkę nie specjalnie spiesząc się do bramki, którą bronił Mark. Zawodnicy Raimona nawet nie musieli się wysilić odbierając im piłkę. Todd z zdziwioną miną biegł rozglądając się na boki i widząc rywali stojących spokojnie i spoglądających na niego z wyższością.
Nieco skrępowany podał piłkę do Nathana, jednak zanim futbolówka zdążyła do niego dotrzeć Amber przejęła ją i pobiegła do przodu. Sprawnie mijała przeciwników oraz osłupiałego Bobby'ego i Axela. Tego było już za wiele. Nuka spodziewała się że jej przyjaciółka będzie wściekła po tym jak zobaczyła ją z Nathanem, ale przelewanie tej złości i zawiści na boisko, to już była przesada. Przecież od tego zależy nie tylko wynik tego meczu, ale także miejsce w kadrze. Niebiesko-włosej zależało na tym i była pewna, że nie tylko jej. Cały jej zespół marzył o tym. Udział w mistrzostwach Azji to wielkie wyzwanie i zaszczyt. Dziewczyna nie mogła pozwolić by ktoś to zespół i zrujnował wszystkim marzenia.Ten mecz wydaje się być nie walką między Raimonem, a Rycerskimi, raczej pojedynkiem między Amber oraz Nuką i Nathanem. Dziewczyna nie chciała dopuścić do straty tak ważnego miejsca, szybko podbiegła do brunetki, stanęła przed nią i sprawnie wykiwała odbierając przy tym piłkę.  

Co ja robię? -myślała biegnąc- Nie chcę by Amber grała samolubnie a sama to robię- jednak mimo to nadal nie chciała oddać jej piłki. Nathan podłapał o co chodzi i szybko pobiegł wraz z Nuką do przodu. Ku zdziwieniu widowni za nimi nie ruszył żaden z rycerzy, a Amber. Biegła za nimi bardzo szybko jednak w dogonieniu ich przeszkodziła jej szybkość Nathana oraz ślizg Hectoni Nuki. Wściekła dziewczyna zdenerwowała się jeszcze bardziej. Nie tylko dla tego że nie mogła ich dogonić. To widok Nathana i Nuki tak ją rozwścieczył. Para widocznie szykowała się do jakiejś kombinacji, ataku. Planowała coś dlatego nagle rozbiegli się na dwie strony, piłka natomiast nadal toczyła się pośrodku. Niebiesko-włosi ominęli przeciwników i już kierowali się w stronę piłki gdy niespodziewanie przejęła ją Amber. Wyskoczyła do góry i wykonała identyczne ruchy jak Axel podczas Ognistego Tornada, tylko, że wokół niej pojawiło się coś w stylu czarnego ognia. Strzeliła tak mocno, że piłka jeszcze długo po dotknięciu siatki kręciła się w niej. Gdy dziewczyna wylądowała, nadal była wściekła jednak jej gniew nieco opadł. Kątem oka dostrzegła odwróconą tyłem Nukę, kierującą się w stronę bramki Marka.Sędzia zakończył pierwszą połowę. Zawodnicy zeszli z boiska. Rycerscy byli na skraju wyczerpania. Nie byli w stanie obronić potężnego strzału wykonanego przez Amber. Nuka zamiast cieszyć się ze prowadzenia w meczu, była wyraźnie zdenerwowana. Więc gdy ledwo zawodnicy Raimona podeszli do trenera i reszty wygarnęła dziewczynie to co miała na myśli.
-Co to miało być?!- Niebiesko-włosa stanęła na przeciw Amber i popatrzyła jej w oczy - Coś ty zrobiła? Jesteś ślepa? Nie jesteś sama na boisku. 

-Wiem- odwzajemniła jej gniewne spojrzenie.
-Zabrałaś nam piłkę!!- Wskazała palcem na siebie i Nathana- Szykowaliśmy się do strzału, a ty nam przeszkodziłaś!!
-To nie ma nic do rzeczy! Strzeliłam bramkę, której wy mogliście nie zdobyć.
-My!? Mieliśmy idealną pozycję! Idealną okazję do zdobycia gola. Twoje zachowanie było nierozsądne i głupie. Odbierając nam piłkę naraziłaś nas na jej stratę co mogło zakończyć się ich golem- Tym razem jej palec wskazywał Rycerskich, siedzących na ławce i popijających wodę.
-A więc twierdzisz, że moje zachowanie było głupie?! Że zdobycie dla nas gola i wysunięcie drużyny na prowadzenie było głupie tak!!
-Głupstwem było odwrócenie się od drużyny!
Teraz już obie prawie krzyczały. Odsunęły się na bok tak by nie zwracać na siebie większej uwagi. Jednak to nie pomogło. Amber jeszcze nigdy się tak nie wściekła ale prawdziwą nowością był widok wiecznie roześmianej Nuki w takim stanie. Niebiesko-włosa jeszcze nigdy nie była widziana w takim napadzie gniewu.
-Gdybym się odwróciła nie przyszłabym dziś na mecz.
-Odwróciłaś się od nas grając samolubnie i egoistycznie. Na boisku nie jesteś sama! Amber, jesteśmy zespołem.
-Przecież podaję do innych! To ze nie do ciebie to inna sprawa- dodała uśmiechając się pod nosem.
-Co do mnie masz? Nie zrobiłam nic złego. Nie podajesz nie tylko do mnie. Zgrabnie wyminęłaś Bobby'ego, obok Axela przebiegłaś nawet na niego nie patrząc, a o Nathanie to już nie mówię!
-Mam swoje powody...
- Co ty sobie myślisz Amber? Że jesteś najlepszym piłkarzem w Japonii!? Sama tego meczu nie wygrasz.
-Pamiętaj ze w Elaqui byłaś tylko rezerwową, podczas gdy ja należałam do czołówki...
-Pamiętaj, że niedługo po założeniu drużyny przeprowadziłam się, a moje zdolności piłkarskie wzrosły. Wcale nie jesteś ode mnie lepsza i nie masz żadnych podstaw by tak uważać.
-Podstaw!? Jesteś ślepa skoro ich nie widzisz!
-Skoro ja jestem ślepa, to ty jesteś żałosnym błaznem!
-Kto jest błaznem ten jest. Jeżeli naprawdę uważasz, ze twoje umiejętności się zwiększyły to musisz być naprawdę idiotką. Nawet nie masz pojęcia jak wszyscy cieszyli się z twojego odejścia z Elaqui.
-Dziewczyny, dajcie spokój. Zaraz zacznie się mecz, lepiej odpocznijcie przed jego rozpoczęciem.
-Grrrr- (Udawajcie że widzicie mini pioruny) obie napięcie się odwróciły i odeszły w przeciwnych kierunkach.

 Nuka w kierunku reszty przyjaciół, Amber w pobliżu niedaleko rosnącego drzewa. Wzięła ze sobą tylko bidon z piciem, który cały czas trzymała i odeszła. Zatrzymała się pod wielkim pniem, oparła się o nie plecami i zamknęła oczy. Odetchnęła głęboko. Zacisnęła mocno powieki i choć łzy usilnie próbowały wypłynąć nie dała im tej możliwości. Za to Nuka nie miała problemu z okazywaniem uczuć. Siedziała na ławce pochylona z twarzą schowaną w dłoniach i cicho szlochała, obok niej siedział... NATHAN! Brunetka odwróciła wzrok. Powinna się już przyzwyczaić do tego widoku... Nathana i Nuki. Razem. Chłopak siedział obok niej, poklepując ją po plecach, pochylając się nad nią i szepcząc. Pocieszał ją, Amber zawsze miała nadzieje, że to on będzie PRZY NIEJ gdy coś złego się stanie. A tym czasem ma dwoje najważniejszych osób postawionych na pozycji wroga. Zamiast się z nimi bawić, walczy przeciwko im. Zamiast dzielić się z nimi swoimi przeżyciami, ukrywa je w głębi siebie. Teraz nie ma nikogo, komu może się wyżalić i opowiedzieć o kłótni. Nikogo kto ją wesprze i pocieszy, gdy tak tego potrzebuje. Tymczasem Nuka ma obok siebie grono przyjaciół i to nie takich byle jakich. Wokół niej są prawdziwi, lojalni i gotowi na wszystko, przyjaciele. Może niebiesko-włosa miała racje. Może jest po prostu za nieśmiała. Tu jest zupełnie inaczej niż w Elaqua. Tu natomiast... To ogromne liceum, pełno ludzi, których nie zna, pełno nowych rzeczy, nowych przedmiotów, nowych znajomych. Początek był straszny, gdyby nie Nuka pewnie nawet nie znalazła by wejścia. Ta dziewczyna ma charyzmę to trzeba jej przyznać, ale gdy się uprze naprawdę potrafi człowiekowi dokopać. Co ona sobie myśli!? Że zawsze ma racje!? Co to, to nie. Tym razem się myli. Myśli, że to ona jest poszkodowana...!​?Akurat! Już ja jej pokażę! W Amber aż się gotowało od natłoku przeróżnych emocji i myśli. Nie potrafiła się uspokoić, jej oddech wciąż był nierównomierny i przyśpieszony. Wyjęła małe białe pudełeczko i drżącymi dłońmi otworzyła wieczko. Wysypała na dłoń dwie małe, białe tabletki i odłożyła na trawę pojemnik. Chwilę wpatrywała się w małe pastylki leżące na jej trzęsących się rękach, próbując się uspokoić. W tej samej chwili na ławce siedziała smutna Nuka z kilkoma osobami dookoła. Nikt nic nie mówił, rzucali jedynie porozumiewawcze spojrzenia, a czasem patrzyli ze współczuciem w stronę brunetki. Wreszcie Kevin poderwał się z miejsca i ruszył w jej stronę. Za chwilę miała się rozpocząć druga połowa, lepiej żeby tego nie zawalić, przeciwnicy z pewnością wykorzystają przewagę psychiczną i mentalną. Już chłopak zbliżał się do drzewa, gdy spostrzegł Amber z wysuniętą dłonią. Wytężając wzrok, dostrzegł na niej dwie białe tabletki. Dziewczyna nie czekając dłużej, wzięła je, a chwilę później schyliwszy się, podniosła białe pudełko i schowała. Kevina zamurowało. Pierwsze myśli, które szybko zaczynały wpływać do jego umysłu, były natychmiast odrzucane, jednak faktem było i nie dało się zaprzeczyć temu co przed chwilą zobaczył. Zrobił krok w tył myśląc gorączkowo, co teraz powinien zrobić. Wreszcie zdezorientowany chłopka szybko odbiegł z miejsca zdarzenia i przerażony wrócił do kolegów. Nie dało się nie zauważyć jego miny, która mówiła sama za siebie.
-Co się stało stary?- Stev pierwszy zauważył kolegę- wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
Reszta drużyny popatrzyła na niego wyczekująco, nawet niebiesko-włosa podniosła głowę, już nie płakała, jednak jej mina nadal nie wyglądała na szczęśliwą. Kolana drżały, podobnie jak ręce, jednak ona również z zaciekawieniem patrzyła na niego. Kevin przeleciał spłoszonym wzrokiem po ich twarzach. Nie wiedział jak im to powiedzieć, jak ubrać w słowa to, co przed chwilą zobaczył.
-Więc... Byłem...I...-Wziął głęboki wdech- Przed chwilą widziałem, jak Amber bierze jakieś dziwne tabletki, a później chowa opakowanie!
Chwila ciszy.
-Jakie... tabletki?- pierwszy odezwał się Mark
-Nie wiem... jakieś małe, białe...okrągłe.
-A pudełko? Było na nim coś napisane?- wtrącił się Axel
-Nie... chyba nie.
-Hmmm
W jednym momencie wszyscy spojrzeli w stronę brunetki. Niektórzy z wyrzutem, inni z niepokojem.
-Może to zwykłe tabletki... na przykład naaa yy ból głowy?- zapytał Sam
-A ty chowasz zwykłe tabletki, nie chcąc by inni je zobaczyli i bierzesz wtedy, gdy nikt nie patrzy!?
Na szczęście lub nie nigdzie w pobliżu nie było trenera, który mógłby usłyszeć to co zobaczył Kevin.
Rozpoczęła się druga połowa. Należała ona do Raimona. Nim którykolwiek zawodnik rycerzy dotknął  piłki już jej nie miał. Prym wiodła jednak Amber. Wyglądało na to, że wstąpiły w nią nowe siły.
Zawodnicy Raimona nie wiedzieli co mają myśleć. Czy naprawdę dostała jakiś zastrzyk energii? A może to sprawka tych białych tabletek, o których mówił Kevin? Nie, to na pewno były jakieś witaminy bądź jakieś inne cukierki. Nikt jednak nie ośmielił powiedzieć na głos tego co każdy myślał. Mianowicie, że te białe tabletki to nic innego jak tylko... doping.
Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla drużyny Raimona. Mimo to zawodnicy nie okazywali radości ze zwycięstwa.
Piłkarze w żałobnych nastrojach zaczęli powoli schodzić z boiska. Nawet Mark nie wykazywał entuzjazmu z wygranej. Wciąż nie mógł wyrzucić z myśli kłócących się dziewczyn...
Wtem pojawił się kapitan Rycerzy.
-Gratuluję wygranej, naprawdę cieszę się, że mogliśmy z wami się zmierzyć.
-Dziękuję- odparł Endou
-Lady jestem oczarowany tym, że cię spotkałem- powiedział Finn podchodząc bliżej do oszołomionej Nuki
-A-ale przecież przegraliście...
-Wygrana jest niczym w porównaniu do faktu, ze mogłem spotkać tak wspaniałą kobietę jak ty, Lonbery-sama.
-Samo Nuka wystarczy- odparła zmieszana niebiesko-włosa
-Nuka-san- chwycił ją za dłoń i pocałował w nią- Nie zniosę jeżeli będzie to nasze ostatnie spotkanie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miał tą możliwość by podziwiać twoje piękno. Mam nadzieję, że również nie uznasz mego zachowania za nachalnego, ale czy nie zechciałabyś towarzyszyć mi podczas zbliżającego się balu?
-Hę? To znaczy, słucham?
-W przyszłym miesiącu Akademia Dworska organizuje bal dla swoich uczniów, chciałbym abyś mi towarzyszyła, Lady.
-H-hai- odparła robiąc się cała czerwona
-To doskonale. W najbliższym czasie skontaktuję się z tobą, My Lady- po czym ukłonił jej się w pas i odszedł pozostawiając zespół Raimona w niemałym szoku.
Od razu wkoło niebiesko-włosej zebrał się łańcuszek zawodników i menadżerek, którzy chcieli jej pogratulować.
Amber stała z ręcznikiem w ręku przy ławce i przysięgamy miała żądze krwi w oczach...
Będąc w szatni i przebierając się nie zamienili między sobą ani jednego słowa. Wszyscy milczeli jakby byli zaklęci. Pierwszą osobą, którą się przebrała była Amber. Szybko wstała, chowając przy tym strój w torbę. Szybkim, pewnym krokiem udała się w stronę drzwi, otworzyła je i wyszła nie żegnając się z nikim. Nuka spojrzała na Nathana, później Bobby'ego i Axela. Przykro jej się zrobiło, że przez takie coś, atmosfera w zespole tak się zagęściła. Zarzuciła torbę na ramię i skierowała się ku wyjściu. W drzwiach dogonił ją Nathan.
-Fatalnie to wyszło- mruknął nie patrząc na nią.
-Hai - przytaknęła smutno. Zaraz jednak uśmiech wrócił na jej twarz. Ona po prostu nie umiała się długo smucić.- Nie martw się Nath, jestem pewna, że w końcu wszystko się ułoży!
Spojrzał na nią najpierw zdziwiony, lecz zaraz potem również się uśmiechnął.
-Masz racje.
-No co tam?- Nagle pomiędzy nimi znalazł się Bobby i zarzucając ramiona na barki przyjaciół, obdarzył ich szerokim uśmiechem.- Wiecie co?! Należy nam się nagroda... i coś słodkiego na poprawę humoru! Co wy na to?- i nie czekając na odpowiedź kontynuował.- Co powiecie na lody? Duuuże lody! Plus bita śmietana, polewa czekoladowa i kilka owoców i!?
-Jestem za! -Wyrwała się Nuka. Koniecznie potrzebowała czegoś, co poprawiło by jej humor. Ruszyli razem w stronę najbliższej lodziarni, powoli poprawiając sobie humor myślą, o pysznym deserze i mile spędzonym popołudniem.

Zapowiedzi Marka! NELLY!
Nadszedł czas na konkurs talentów! To na pewno pozwoli się wszystkim odstresować po ostatnich napiętych zdarzeniach. A może wręcz przeciwnie? Przecież Jurorami w konkursie mają być UxMishi! Uczestnicy konkursu nie będą mieli łatwego orzechu do zgryzienia. Dodatkowo na koncert przybędą wszelkie możliwe szkoły (tylko po to by zobaczyć UxMsihi, ale to swoją drogą). Oczywiście cała impreza będzie na mojej głowie! A wszyscy pragną tylko jednej osoby jako prowadzącego... Aby przekonać się jak wszystko wypadnie i czy dobre imię naszej szkoły nie zostanie naruszone koniecznie przeczytajcie następny rozdział, pt. "Konkurs talentów"!*głos Marka* Ale będzie się działo! 


_______________________
Cześć robaczki! Dziś mi przypadł zaszczyt napisania dla was. (Mi to znaczy Linie to znaczy Amber, a teraz Kawaii-chan) Mówcie jak chcecie ;p ale mniejsza z tym, bo oto już nasz 30! rozdział dobiegł końca! 
Owww. 
Bardzo, ale to bardzo was przepraszamy za to, że dopiero teraz. Ale miałyśmy kryzys twórczy. Keisz ma szkołę, a ja byłam zajęta oglądaniem anime (wiem, wiem gomenasai... ;< czekam na wasze hejty) 
Jak wrażenia po rozdziale? Poleciały iskry co? ;p 
A właśnie! Jak myślicie kim jest osoba, którą każdy pragnie jako prowadzącego/prowadzącą? Jestem pewna, że nikt się nie skapnie! błahahahha
~^w^~
Sayonara!
P.S.  UxMishi o których mowa w zapowiedz to zespół z anime Kaichou wa Maid-sama jeżeli chcecie się czegoś o nich dowiedzieć podaję link byście byli chociaż trochę obeznani z postaciami z następnego rozdziału ;) 
http://kaichouwamaidsama.wikia.com/wiki/UxMishi




niedziela, 6 października 2013

29. waleTYNKI cz2

Po skończeniu pracy w maid cale Amber postanowiła, ze wyjdzie na wieczorny spacer ze swoim pupilem. Przyczepiła psu smycz i udała się do drzwi.
-Idę z Dango na spacer, będę za jakąś godzinkę- powiedziała matce i udała się na zewnątrz.
Szła spokojnie oświetlonymi przez latarnie drużkami w ciemnym parku. Wokół niej hasał sobie spokojnie biały husky. Było już dość ciemno i zimno, jednak zupełnie nie strasznie. Atmosfera tego miejsca wręcz nie pozwalała się bać. Było tu tak cicho i przepięknie, szczególnie gdy robiło się ciemno, a światło księżyca odbijało się w małym jeziorku umieszczonym w samym centrum parku. Raj dla oka i serca. Mimo tej pory na ławkach wciąż siedziały pary zakochanych, tulących się do siebie lub całujących. Psów raczej nie było. Dzięki temu Amber mogła spuścić swojego, żeby spokojnie mógł sobie biegać.
-Nie za daleko- powiedziała odpinając mu smycz. Ledwo to zrobiła, pies sprintem wystartował w stronę gromady ptaków . Merdając ogonem biegł w tą i z powrotem, strasząc kolejne ptaki, które ledwo poderwały się w górę, znów siadały. Na ziemi było pełno chleba i ziarna, na które Dango nie zwracał uwagi, większą frajdę sprawiało mu gonienie ptaków, przynajmniej do momentu w którym zorientował się, że jego pani jest już zbyt daleko. Popatrzył ostatni raz na swoich nowych "przyjaciół" i szybko podbiegł do właścicielki. Szła zamyślona wpatrując się w różne części parku. Nie myślała o czymś konkretnym. Ostatnio dużo się działo, a ona miała wrażenie, że niedługo stanie się coś więcej. Coś co może wszystko zmienić. Ale jeszcze bardziej? Czy już nie dość się stało? Zastanawiała się, co jeszcze może się im przytrafić. Zatrzymała się na chwilę i podniosła patyk z ziemi.
-Dango, Aport!- rzuciła patyk najdalej jak umiała prosto przed siebie. Pies uradowany pobiegł za nim zostawiając dziewczynę samą. Niecałe piętnaście sekund zajęło mu złapanie patyka w locie i przyniesienie go  swojej właściciele. Ta wzięła go z pyska swojego pupila i rzuciła tym razem w przeciwnym kierunku. Pies pobiegł za nim. Gdy złapał patyk powrócił do właścicielki, jednak tym razem położył patyk przed jej nogami i przyłożył nos do ziemi. Coś poczuł. Złapał trop. Wąchał dłuższą chwilę. Znał ten zapach... Doskonale. Tuż przed nimi przechodziła tędy osoba, którą pies doskonale znał... Nie, nie jedna osoba. Dwie! Dango dobrze wyczuł ich zapach, często przebywali z jego właścicielką. Zamerdał raźno ogonem i pędem ruszył w kierunku wyjścia z parku, potrącając przy tym Amber. Dziewczyna z szeroko otwartymi oczami patrzyła jak jej pies odbiega. Za daleko... Za daleko Myślała.
-Dango! Gdzie pędzisz!?- Ruszyła za nim. Pomimo swojego sprintu nie mogła go dogonić. Pies był zbyt szybki. Wybiegł z parku i zniknął. Dziewczyna wyjrzała za bramę. Ani śladu jej psa.
No pięknie. Co teraz? Gdzie popędziłeś mały? Zaczeła panikować. Niespokojnie rozglądała się na wszystkie boki licząc, że dostrzeże radosną mordkę swojego psa, który przybiegnie do niej z jakimś zdechłym ptakiem lub czymś takim. Ale nic takiego się nie działo. Dookoła panowała totalna cisza. Ani śladu jej psa. Gdzie on pobiegł? A jeżeli coś mu się stanie? To wszystko będzie jej wina, bo go nie upilnowała. Rodzice ją zabiją. Nie, wcześniej ona sama to zrobi jeśli nie znajdzie Dango. Co jej strzeliło do głowy by spuszczać psa o tej porze? Jest tu tak pusto, że nie ma szans spotkać jakiegokolwiek przechodnia który będzie coś wiedzieć. Po prostu katastrofa. Złapała się za głowę. W którą stronę mógł pobiec? Były cztery możliwości. O ile oczywiście nie obiegł parku. Jeśli tak zrobił- To koniec. Już go nie znajdzie... Chyba że w schronisku... Tu jest jakieś schronisko!? Dobra, musi się ruszyć. Uliczka po prawej była najbardziej oświetlona... Może tam? W tym momencie usłyszała ciche szczeknięcie. Dochodziło z najciemniejszej uliczki, jednak Amber nie wahała się ani chwili. Ruszyła tam od razu. Pędziła prostą, dość szeroką ulicą. latarnie najwidoczniej się zepsuły, lub ktoś po prostu zapomniał o ich włączeniu. Zatrzymała się przy wąskiej uliczce odchodzącej z prawej strony od centrum. Westchnęła. Znając swojego psa, pobiegł właśnie tam. Wytężyła wzrok. Jedynie w oddali przebijało się słabe światło z okna jednego z mieszkań. Nieco niechętnie, jednak ruszyła powoli w tamtą stronę, czujnie rozglądając się dookoła.Tutaj dopiero było strasznie. Ciemna uliczka i całkowita cisza. Szła dalej prosto. Zatrzymała się dopiero przed ogromnym murem. Pięknie, pomyślała, ślepy zaułek. Rozejrzała się spanikowana, gdy usłyszała cichy szept. Niezrozumiałe słowo. Odwróciła się i przyległa plecami do ściany. Jej oczy nerwowo latały na różne strony, próbując wychwycić jakiś konkretny obraz a pierś unosiła się w rytm szybkich oddechów. Zacisnęła powieki, znów ten szept. Dłonie nerwowo latały po zimnych cegłach, szukając jakiegoś obluzowanego elementu. bez skutku. Kolejny odgłos, nieco wyraźniejszy. Tym razem udało jej się wychwycić, skąd pochodził. Spojrzała ostrożnie, w tamtą stronę. Wolno poruszała głową, by ten, kto ewentualnie na nią patrzył, nie dostrzegł ruchu. Ku własnemu zdziwieniu, po chwili, gdy jej wzrok jako tako przyzwyczaił się do ciemności, dostrzegła zarys wąskiego przejścia między murem a budynkiem. Podeszła do niego ostrożnie, nadal zaciskając pięści. Miejsca starczyło idealnie. Poza tym, wnęka przypomniała raczej coś na wzór tunelu. Wzięła trzy głębokie oddechy i próbując opanować drżenie wsunęła się ostrożnie w szparę. Powoli, muskając dłońmi obie ściany po bokach, przesuwała się na oślep do przodu. Cały czas starała się nogami wcześniej wyczuć bezpieczne podłoże i nie narobić hałasu. Gdy nagle ściana budynku skończyła się, brunetka stanęła. rozejrzała się dookoła. Tutaj było równie ciemno, z tą różnicą, że przestrzeń była większa. Stała nieruchomo zastanawiając się co dalej, nadal przyciskając zaciśniętą pięść do serca, które waliło jak szalone. Po paru chwilach, znów usłyszała szepty. Tym razem wyraźniejsze, choć nadal niezrozumiałe. Ruszyła ostrożnie w tamtą stronę, idąc za dźwiękiem, gdyż nic nie widziała. Zatrzymała się przed bramą. To za nią rozlegały się głosy. Już chciała pchnąć olbrzymie drzwi, gdy dostrzegła, że ich dolna część to wielka szpara. Uklękła na kolanach, i opierając się na łokciach, przeczołgała pod spodem. Pierwsze co zauważyła, nawet nie patrząc przed siebie, było to, że jest tu jaśniej. Nie jasno- jaśniej. Wstała i dopiero teraz spojrzała przed siebie. Znalazła się na czyimś podwórku. Przypuszczalnie, bo pewności nie miała. Nadal było zbyt ciemno by dostrzec szczegóły. Widziała, że z wszystkich stron, otaczają ją wysokie kamienice, a środek to piach, lub trawa. Pewna nie była. Po prawej stronie stało coś na wzór trzepaka do dywanów. Nad drzwiami, naprzeciwko bramy, pod którą się znajdowała, świeciła słaba żarówka. Amber odwróciła się i lewą stroną, wzdłuż ściany ruszyła do przodu. Stanęła jak wryta. Szybko uskoczyła do wgłębienia, gdzie znajdowały się drzwi do jednego z domów. Przed sobą dostrzegła dwie postacie. Widziała jedynie zarys, jednak nie miała złudzeń. To z pewnością były osoby. Oddychała szybko, starając się by nie dyszeć. Gdy już w miarę opanowała oddech, zmusiła się do wyjrzenia za róg. Wystawiła lekko głowę, tak, aby jedynie jej oczy były widoczne. Zamrugała kilka razy, przyzwyczajając wzrok do półmroku. Dopiero teraz dostrzegła coś, co sprawiło że serce jej stanęło. Opierając przednie łapy na udach, osoby o włosach sięgających niemal ziemi, stał jej pies. Merdał ogonem uradowany. Mimo ciemności, Amber miała pewność. Z trudem powstrzymała się by nie wrzasnąć jego imienia. Zamiast tego spojrzała na dwie osoby, do których przymilał się jej pies. Stały tak, że ich twarze schowane były w półcieniu. Choć starała się jak mogła, nie udało jej się dostrzec rysów chociażby jednej z nich. Minęła minuta, później druga. Między dwoma osobami nadal odbywała się jakaś niezwykle interesująca rozmowa, jednak zbyt cicha by brunetka mogła rozróżnić słowa. Stała dalej, w tej samej pozycji, bojąc się, że chociażby jeden ruch, przykuje uwagę rozmówców. W tym czasie, udało jej się mniej więcej opanować drżenie kolan i dłoni. Do czasu. W jednej chwili coś się zdarzyło. Amber miała wrażenie, że jej serce staje po raz drugi tego dnia. Jednak tym razem na dłużej. Źrenice rozszerzyły jej się do maximum. Drżenie na ciele powróciło. Jedna z osób schyliła się do Dango, siedzącego grzecznie, nadal przy osobie z długimi włosami. Człowiekiem który się schylił był Nathan. Jednocześnie brunetka zarejestrowała błękitny kolor włosów powiewających na wietrze osoby stojącej na przeciw chłopaka. Teraz była już pewna. To z pewnością była Nuka i Nathan. Dlatego nie rozpoznała ich od razu, dziewczyna miała rozpuszczone włosy. Chłopak podrapał psa po brodzie i uśmiechnął się lekko. Amber, choć wiedziała że drżenie może ją zdradzić, nie potrafiła temu zapobiec. Z szeroko otwartymi oczami rejestrowała co się właśnie działo. Para wybuchła cichym śmiechem, po czym odezwała się dziewczyna. Tym samym potwierdziła się hipoteza Amber, iż to jest właśnie Nuka.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Ona na pewno to zrozumie...
Słowa choć ciche, wypowiedziane szeptem, tym razem były zrozumiałe.
Nathan przytaknął i dotykając ramienia dziewczyny powiedział coś niezrozumiałego, jednak zielonooka mogła przysiądź, że Nuka zachichotała. Dotknęła jego drugiej dłoni i ścisnęła. Chłopak odwzajemnił się tym samym. Brunetka natychmiast cofnęła się, oparła głową o ścianę za sobą. Przestrzeń była wąska, jednak ona teraz o tym nie myślała. Starała się oddychać głęboko, jednak to nie pomagało. W jednej chwili usłyszała szczekanie swojego psa, a w następnej mordka jej kudłatego przyjaciela pojawiła się tuż obok niej. Amber otworzyła szerzej oczy, Jeśli on tu jest, musiało to znaczyć, że i para za chwilę się zjawi. Nie miała dokąd uciec, a łzy cisnęły się jej do oczu. Szybkim ruchem przypięła obrożę Dango do smyczy, otarła rękawem oczy i sprintem ruszyła do przodu. Pies pognał za nią.
-Nathan!- Nuka puściła dłoń chłopaka i wskazała na oddalającą się osobę. Niebiesko-włosy pobiegł wzrokiem do miejsca, które wskazywała i cofnął się ze zdumienia.
-Amber... - Wyszeptał spoglądając na Nukę.
Ta niepewnie przytaknęła. Światło żarówki, padało akurat tak, że oświetlało jej brązowe włosy i smycz.
Para popatrzyła z przestrachem na siebie, gdy brunetka zniknęła za bramą.
-Myślisz, że nas słyszała...?- zapytał niepewnie chłopak. Wiedział jednak jaka będzie odpowiedź.
-Chyba tak...
Skrzywili się oboje.
-Co teraz?
-Nie wiem
Brunetka chciała zostawić ich daleko za sobą. Jak Nuka mogła? Jej najlepsza przyjaciółka spotkała się po zmroku z Nathan'em, chłopakiem do którego pałała czymś więcej niż tylko sympatią. Teraz nie ma juz co marzyć o tym by kiedykolwiek między nimi coś było... Dziewczyna przyśpieszała z każdą chwilą. Mijała błyskawiczne kolejne domy, bary i ulice. W pewnym momencie poczuła jakby ktoś wbił jej gwoździe w nogę. Na szczęście niedaleko stała ławka. Dziewczyna z bólem do niej doszła, a gdy usiadła dotknęła miejsca w którym to się stało. Lewa łydka.
Nie, błagam tylko nie to, modliła się w myślach, dotknęła delikatnie palcami skórę i poczuła jakby palił ją żywy ognień połączony z żyletkami. Jakby ktoś ja torturował, krojąc ją. Amber chciała wstać i wrócić do domu jednak ledwo zrobiła jeden krok poczuła ze zemdleje.
Wyciągnęła z kieszeni spodni telefon komórkowy, ale był wyłączony. Przycisnęła czerwona słuchawkę i czekała aż się włączy. Ledwo to zrobił, zaświecił się komunikat, ze bateria jest rozładowana i wyłączył sie ponownie.
-Kurwa- syknęła- a przecież dziś ładowałam...
Nie miała jak zadzwonić po ojca by po nią przyjechał, nie miała pieniędzy by zadzwonić z automatu, a we wszystkich domach w okolicy było ciemno. To maił być tylko spacerek, a zrobiła a się rzeźnia. Chcąc czy niechcąc Amber musiała wrócić do domu na piechotę. Każdy krok palił ją żywym ogniem, miała wrażenie, ze zraz umrze z bólu. Dodatkowym obciążeniem okazał sie Dango, który wyrywał sie do biegu.
Odległość do jej domu nie była aż tak duża, ale zajęło jej to ponad 2,5 godziny. Gdy zdyszana, zapocona, zmęczona i załzawiona dziewczyna stanęła w windzie i nacisnęła odpowiedni guzik na szóste piętro poczuła niewyobrażalną ulgę. Gdy winda zatrzymała się i Amber z niej wyszła resztkami sił doszła do drzwi. Ledwo nacisnęła klamkę i oparł się o próg „przywitali” ja jej rodzice. Matka nigdy nie była tak zdenerwowana, emanowała z niej wściekłość połączona z ogromną ulgą. Jej mąż natomiast był na skraju wyczerpania, niedawno skoczył swoja zmianę w szpitalu i gdy zobaczył, ze córki nie ma o tak późnej porze dostał furii.
-Gdzieś ty była?!
-Masz pojęcie, która jest godzina?
Jednak widząc załzawioną twarz córki cała złość zniknęła, zastąpił ją natomiast strach.
-Amber, co sie stało?- zapytał jej ojciec
-Moja noga- powiedziała na skraju załamania- Boli- łzy znowu poleciały jej ciurkiem.
Niewiele myśląc jej ojciec wziął ją na ręce i zaniósł do salonu. Matka poszła za nimi, zabierając z korytarza torbę lekarską męża.
Amber leżała na sofie zaciskając zęby z bólu. Delikatnie pociągnęła nogawkę spodni i cicho syknęła. Ojciec delikatnie dotknął miejsca gdzie znajdowało sie ognisko bólu. Brązowo włosa krzyknęła z bólu prostując sie przy tym do pozycji siedzącej. Doktor Stourt zaczął czegoś szukać w torbie, ale nie mógł znaleźć. W końcu wysypał cała zawartość na stolik i zaczął szukać dalej. Bez skutku.
-Nie mam niczego co by uśmierzyło ból- odparł- Za chwileczkę wrócę i opuścił mieszkanie.
Kilka minut później wróciła z panem Blaze'm i Axel'em. Amber cicho westchnęła.
Doktor Blaze podał jej jakieś tabletki, które popiła wodą. Obaj doktorzy popatrzyli w skupieniu na zaczerwienioną nogę Amber. Doszli w końcu do wniosku, ze powinni nasmarować ją jakimś żelem chłodzącym i zawinąć w specjalne bandaże. Co będzie dalej zobaczą jutro.
-Połóż się spać, skarbie- powiedział do niej ojciec
-Ale będę mogła zagrać jutro, prawda?!- zapytała z nadzieja w głosie i spojrzała na Axel'a- Muszę jutro zagrać.
-Zobaczymy jutro, dobrze Amber?
-Dobrze tato- dziewczyna delikatnie próbowała wstać, ale mimo wszystko zachwiała się. Przed upadkiem uratował ja Axel. Przerzucił sobie je rękę przez szyję i pomógł jej dojść do pokoju.
-Axel, nie mów o tym nikomu. Nie chcę by ktoś o tym wiedział.
-A co jeśli nie będziesz mogła jutro zagrać?
-Zagram, ale jeżeli stałoby się inaczej powiesz mi. Jeżeli jednak będę mogła zagrać zostanie to tylko pomiędzy nami, dobrze? Nikt nie będzie mógł się o tym dowiedzieć.
-Nawet Nuka?
-Zwłaszcza Nuka- szczególnie po tym co dziś zobaczyłam, dodał w myślach

Zapowiedzi Marka!
Nadszedł czas na mecz! Naszym następnym przeciwnikiem będzie Akademia Nadworna! Zawodnicy tej drużyny są mistrzami etykiety! Jednakże coś będzie dziać się w naszej drużynie. Dziewczyny będą miały wymianę bardzo niemiłych słów. Dodatkowo Kevin zobaczy coś czego nie powinien. Aby dowiedzieć się więcej koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt. "Spór" Ale będzie się działo!

________________________________________________________________
Ohayo!
Tak, wiem, że jesteście niecierpliwi, dlatego tutaj taki prezencik - kolejny rozdział. Taka zmiana o 180 stopni, no ale kim byśmy były, gdybyśmy nie rujnowały waszych domysłów? :D Ci, co mnie znają, wiedzą że lubię to robić, a ci co mnie nie znają, od teraz też już to wiedzą ]:->
Jakie my tam aniołki? huehuehue No i co teraz? Przyjaźń zniszczona, miłość zrujnowana... Nie wiem czemu tak mi się to podoba *o*
Ja ne, do kolejnego rozdziału ;*

poniedziałek, 30 września 2013

28. waleTYNKI cz1

-Co ty taka szczęśliwa?- zapytała Amber Nukę, która resztkami sił powstrzymywała się by nie krzyczeć z radości
-No bo dziś dostajemy walentynki!- powiedziała uradowana niebiesko-włosa
-Yuhu- odparła sarkastycznie brunetka
-Walentynki to najpiękniejsze święto w Japonii, oprócz święta Kwiatu Wiśni. Nie widziałaś tych wszystkich wystaw i dekoracji? Na to święto czeka się cały rok!
Faktycznie gdy dziewczyny weszły do budynku szkoły od razu dwie uczennice z samorządu uczniowskiego dały im po jednej przypince w kształcie serca i kazały przypiąć je do koszuli.
-I ani ważcie się ich zdejmować- pouczyła je jedna z nich
-Na jakiej lekcji mają nam rozdawać liściki?- zapytała Nuka
-Chyba od pierwszej- odparła pierwsza z nich- Jeśli chcesz wiedzieć dokładnie to musisz iść się spytać Natsumi-san
-Ok- powiedziała uradowana pomocniczka i popędziła w kierunku klasy ciągnąc Amber za sobą.-Zobaczysz Amber, jestem w stu procentach pewna, że dostaniesz przynajmniej trzy walentynki!
-Idziemy o zakład?
-Przegrasz. Ale zgoda. O co chcesz się założyć?
-Pomyślmy... Tylko nie o kasę!
-Okej, zresztą mam coś lepszego. Jeśli ja wygram, zaśpiewasz podczas konkursu piosenkę Bibera i bierzesz moją dzisiejszą zmianę w maid cafe. Jeśli ja przegram zrobię to samo. Co ty na to?
-Hmmm Zgoda! Przygotuj gitarę mała.

***

Lekcja japońskiego przebiegała dziś inaczej niż zwykle. Nauczyciel wszedł do klasy trzymając ogromny karton w rękach, który zasłaniał mu całkowicie widoczność. Gdy już w końcu uporał się z tym problemem ogłosił, że w środku znajdują się walentynki i ich klasa dostała ich najwięcej z całej szkoły.
-Silvio, proszę rozdawaj- powiedział nauczyciel opierając się o oparcie fotela i ścierając pot z czoła.
Dziewczyna zaczęła krążyć po sali. Po dziesięciu minutach skończyła i z ulgą wróciła na miejsce.
Nuka dostała cztery walentynki: Uroczego pluszowego misia w kształcie królika, który miał przyczepiony karteczkę z napisem: "Dla mojego króliczka". Czekoladki z małą karteczką oraz dwie kartki, żadna podobnie jak miś i czekoladki niepodpisana. Chwilę zachwytu zakłóciła tylko drobna myśl, by podpatrzyć ile walentynek dostała jej przyjaciółka, a co za tym idzie, która z nich będzie musiała zaśpiewać na konkursie piosenką Bibera. Wychyliła się więc ze swojej ławki i dyskretnie spojrzała na ławkę Amber, a szeroki uśmiech wpełzł na jej buzię.
Amber dostała również cztery walentynki, ale miała to "szczęście", że wszystkie były podpisane. Gdy zobaczyła wyznania i ich autorów nie oszczędziła sobie głośnego westchnienia i położenia się na ławce, tak przeleżała do końca zajęć.
Mark dostał chyba największą stertę ze wszystkich w szkole. Kartki, które dostał ledwo co mieściły się na ławce, a sam kapitan miał problem, by wszystkie je zebrać i bezpiecznie wyjść z sali.
Axel też nie miał na co narzekać. Jego wielbicielki postarały się tak samo jak te kapitana. Cała trójka, wliczając w to Nathana, wyszła z rękoma zajętymi utrzymywaniem góry kartek, drobnych pluszaków, czekoladek, a nawet różyczek. Szczerze mówiąc, żadna z tych walentynek nie miała prawa spaść, gdyż gdy tylko coś takiego się zdarzyło, natychmiast znajdowała się przy nich jedna z ich wielbicielek piszcząca z faktu możliwości noszenia własności jednego z trzech najpopularniejszych piłkarzy w szkole oraz tego, że mogą bez sprzeciwu iść za nimi, lub nazywając rzecz po imieniu - śledzić ich. Chcecie wiedzieć, jak było z resztą zawodników Raimona? Otóż zdecydowanie żaden z nich nie narzekał na brak kartek. Nawet nasz okularnik Willy dostał swoją porcję i zaszywając się gdzieś w koncie liczył po cichu, że któraś została przesłana przez Amber. Za dominującą trójką z największą ilością adoratorek ( i adoratorów [*]) stała Nelly, która była przecież oschła dla każdego ucznia w szkole, a też dostała sporo paczek, liścików, pluszaków, a nawet bukiet kwiatów. Erick, Bobby, Kevin czy też Jack, również bardzo cieszyli się ze swojego przydziału. Wychodziło więc na to, że tylko biedna brunetka była niezadowolona z tegorocznych walentynek i bynajmniej nie chodziło tu tylko o przegrany zakład.
-Ej, Ami co taka smutna?- zapytała Nuka gdy lekcja się skończyła, a obie dziewczyny stały na holu.
-To!- powiedziała jej pokazując jej przed nosem cztery kartki- To się, kurwa stało.
-Ale co?
-Przeczytam ci- odparła i wyciągnęła z koperty pierwszą z nich- "Na górze fiołki, na dole róże zatańczę dla ciebie (nago) na rurze. Twój kochający na zawsze Xawier xoxo". Kolejna, "Nawet kosmiczna Reina nie jest tak słodka i urocza jak ty, mój ty cukiereczku, schrupałbym Cię, Twój wierny i oddany rycerz na białym koniu William Glass". I na koniec- powiedziała dobitnym głosem- "Kiedyś zrzucę z ciebie ten fartuszek i falbanki, Logan", prawdziwy romantyk...
-.....
-Nie patrz na mnie tak, to moja wina, że każdy z nich jest....
-Idiotą?- dokończyła za nią
-No!
-Hmmm... A czwarta walentynka?
-Czwarta?
-No tak. Dostałaś przecież cztery prawda?
-Racja- przytaknęła brunetka, która dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że jedna z kopert, a ściślej mówiąc śliczna, jasno różowa koperta z pięknie napisanym jej imieniem i nazwiskiem, nadal nie została przez nią otworzona. Szybko to zmieniła, delikatnie odklejając papier i wyjmując z niej ślicznie przyozdobiony kawałek papieru z króciutkim wierszykiem. Obie szybko przeczytały go nawet kilka razy wyczuwając przy tym delikatny aromat ulubionych perfum Amber, a do tego zauważając pewną ciekawostkę, sprawiającą, że dziewczyna zapomniała na chwilę nawet o piosence Bibera, a mianowicie: list był NIEPODPISANY!
-Niesamowite! Patrz Amber, masz cichego wielbiciela!
-Mhm- Brunetka nadal była oszołomiona. Szkoda, że Nuka nieświadomie musiała zepsuć jej tę chwilę radości.
-To ci pewnie poprawiło humor po walentynkach tych zboczeńców, przynajmniej jedna jest normalna, a to już zawsze coś. Myśl o niej gdy będziesz śpiewać na scenie, na pewno doda ci to otuchy.
Amber spojrzała na nią morderczym wzrokiem i żądzą krwi.Westchnęła jednak widząc rozpromienioną twarz przyjaciółki.
-Pokaż lepiej twoje.
-Może lepiej nie....
-Dawaj!
Walentynki Nuki całkowicie dobiły brunetkę, wszystko łącznie z misiem było mega... normalne? Więc czemu tylko ona dostała jakieś dwuznaczne propozycje?
-Dlaczego?!- jęknęła Amber i zaczęła uderzać głową w swoją szafkę szkolną- Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
-Dlaczego jeszcze nie dałaś mi buziaka? Możemy to nadrobić- usłyszała za sobą głos
-Nie teraz Xawier....- powiedziała przez zaciśnięte zęby i bardzo powoli odwracając się w jego stronę, gdy w końcu to zrobiła stanęła z nim twarzą w twarz, tak ze ich nosy niemalże się stykały.
Chłopak uśmiechnął się uwodzicielsko i delikatnie zmrużył oczy. Chyba uznał, że walentynki to doskonały pretekst by zaliczyć pierwszą bazę. Bowiem, nie zamierzał tylko tak stać, a działać dalej.
-Ej co jest?- w jednym momencie ciemnowłosy przestał się zbliżać, a wręcz przeciwnie oddalać. Ktoś zaczął go od niej odciągać i nie była to Nuka... "Wybawcą" okazał sie być Logan...
-Z deszczu pod rynnę- mruknęła brunetka, ale nim któryś z nich zdążył cokolwiek zrobić zainterweniowała niebiesko-włosa. 
-Ma dziś kiepski dzień- powiedziała i prowadząc dziewczynę za ramiona poszła z nią do łazienki.
-Domyślasz się od kogo mogą być?- zapytała Amber gdy już znalazły się w środku i obie usiadły na umywalce
-Niee- powiedziała cicho- Ale to takie miłe!
-A... Axel?- zapytała brunetka uśmiechając się tajemniczo
-Co Axel?- Amber wskazała wzrokiem na misia- Nie w życiu! Axel? Nie no coś ty.
-Skoro tak twierdzisz- odrzekła uśmiechając się i kładąc ręce za głowę- Tak tylko głośno myślałam- dodała- A ty coś wysyłałaś? Widziałam, że coś tam dostał...
-Coś tam dostał od połowy dziewczyn w szkole- mruknęła
-Ale tylko jedna koperta była podpisana błękitnym atramentem- powiedziała brunetka, dobrze wiedziała, że Nuka używa takiego atramentu do wypisywania różnych wyjątkowych rzeczy
-No i co?- odparła wymijająco rumieniąc się przy tym
-Ok... Już o nic nie pytam...
Pewnie chcielibyście wiedzieć kto od kogo dostał swoje walentynki. Niestety nie wiemy od kogo był 4 liścik dla Amber i wszystkie prezenty dla Nuki. Na pewno znacie Chestera on z kolei wysłał po jednaj kartce każdej z menadżerek oraz naszej Lucy. Prawdziwą sensacją, zresztą jak co roku okazał się Xawier. Jego szafka ledwo zamykała się przytłoczona taką ilością kartek i czekoladek. Jak na ironię prze boski Hóuzi wysłał tylko jedną walentynkę. Również pierwszaki nie mieli na co ponarzekać. Todd, Timmy i Jack mogli pochwalić się całką pokaźną kolekcją czekoladek. A Celia natomiast dostała malutki bukiecik stokrotek i kilkanaście kartek. Nasza kochaniuteńka Miles oczywiście musiała wysłać kopertę naszemu Nathanowi.
Nim ktokolwiek by przepuszczał nadeszła przerwa śniadaniowa. Czyli czterdzieści minut czystego obijania się. Uczniowie porozrzucani po terenie całej szkoły jedli swoje drugie śniadania. Prawie wszyscy piłkarze znajdowali się w świetlicy klubowej bądź w okolicach boiska. Amber, Nuka i Silvia  siedziały pod drzewem na małej ławeczce. Niestety ławeczka była o tyle mała, że Nuka wylądowała na ziemi.
-Ej co to za zamieszanie tam przy bramie?- zapytała zaciekawiona Aki
Ale odpowiedź przyszła do niej sama, Lucy biegła w ich stronę.
-Silvio, chyba będą kłopoty. Przyszedł tu jakiś chłopak. Z Akademii Królewskiej...
-Kidou-kun?
-Nie to nie on, ale chyba ktoś z jego drużyny... Trochę znajomy się wydaje...
-Chodźmy zobaczyć- powiedziała Nuka i wszystkie cztery udały się w kierunku szkolnej bramy
Faktycznie. Opierając się o mur szkoły stał uczeń Akademii. Joe King we własnej osobie. Widząc przybyłą trójkę uśmiechnął się delikatnie, ale nadal wędrował wzrokiem po terenie szkoły.
-Eeee może spytajmy się czego chce?- powiedziała Nuka w kierunku Silvii
Nim menadżerka zdążyła jej odpowiedzieć Joe ruszył się z miejsca i podszedł bliżej nowo przybyłej grupki pierwszaków z Miles na czele. Chłopak wyciągnął rękę i zanurzył ją w tłumie, bo tak to należy nazwać. Po chwili wyciągnął ją, ale trzymał kogoś za nadgarstek. I pociągnął trzymaną osobę w swoim kierunku. To była Otonashi.
-Zostaniesz moją walentynką?- zapytał ją tym swoim boskim głosem, Celia nic nie powiedziała. Była w zbyt dużym szoku, a jedyne na co byłą ją "stać" to spuszczenie wzroku w ziemię i wymamrotanie czegoś niezrozumiałego pod nosem. Joe uśmiechnął się. Uwielbiał gdy była taką kruszynką. Nachylił się nad nią, bo był sporo wyższy i szepnął jej coś na ucho. Po wypowiedzianych przez niego słowach zarumieniła się jeszcze bardziej, o ile można było. Rekord w rumienieniu się pobiła jednak dopiero wtedy, gdy niespodziewanie chłopak wyjął zza siebie 11 pięknych, fioletowych różyczek, owiniętych dekoracyjnie błękitną wstążką i pozłocone brokatem. Chwycił je w obie ręce i przysunął w stronę dziewczyny z miłym uśmiechem. Celia jak sparaliżowana patrzyła się na podarunek, nie wiedząc jak teraz powinna postąpić. Ręce trzęsły się, a nogi załamywały pod nią, jakby były zrobione ze złamanych zapałek. Następnie brunet pocałował ją w policzek i opuścił teren Raimona.
-Awwwwww- mruknęły wszystkie dziewczyny, które zebrały się wkoło by zobaczyć źródło zamieszania.
-Podobno fioletowe róże daję się komuś jeżeli chce się powiedzieć "Od razu mnie zachwyciłaś" i "Zasługujesz na to co najwspanialsze"- powiedziała jedna z koleżanek Celii 
-Kawaii- odparła druga
-Ej chłopaki widzicie to co ja?- zapytał rozbawiony Kevin, który wraz z pozostałymi chłopakami z drużyny spędzał przerwę pod domkiem klubowym. Pogoda na dworze była tak świetna, że aż szkoda byłoby pozostać w środku świetlicy.
Co tak rozbawiło Kevina? Przy boisku nerwowo kręciła się jakaś dziewczyna. Od razu dało się zauważyć, że nie jest z tutejszej szkoły. Kogoś takiego na pewno by zapamiętali. Z daleka wyglądała jak guma orbit dla dzieci, czyli jedno wielkie różowe coś. W pewnym momencie dziewczyna spojrzała w ich kierunku i od razu rzuciła się w ich stronę.
-KAZEMARU-SAMA!- wrzasnęła na całe gardło, ale nawet to z jej ust brzmiało tak cukierkowo i uroczo- Kazemaru-sama! W końcu cię znalazłam!- powiedziała zdyszana gdy znalazła się przy oszołomionym chłopaku- Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek!- wydyszała jakże dziecinnym głosikiem i wpadła mu w ramiona przewracając go przy tym.
-S-Sophie?
-Oczywiście, że ja głuptasku- powiedziała powoli podnosząc się z niego i niby przypadkowo kładąc mu dłoń na klacie- Proszę to dla ciebie- dodała wyciągając drugą ręką pudełeczko czekoladek- Wszystkiego dobrego Kazemaru-sama!
Mina Nathana mówiła sama za siebie. Jedno wielkie WTF?! Oczywiście reszta drużyny nie podzielała jego zdania i w pełni rozbawieni, turlali się po trawniku przed świetlicą.
-Eeee Sophie- Zaczął zdezorientowany niebiesko-włosy. Nie dość, że nie podobała mu się ta sytuacja, to przecież w każdej chwili mógł ich ktoś razem zobaczyć, a co najgorsze - wyciągnąć złe wnioski. Wszyscy dobrze wiedzieli jak szybko plotki rozchodzą się wśród uczniów Raimona. A szkolna gazetka? Gorzej niż te kolorowe brukowce w które wczytuje się masa dziewczyn. tam napisane było WSZYSTKO! Zero prywatności... Zero.
-Sophie, mogłabyś ze mnie zejść... proszę?
-Och, och jasne Kazemaru-sama- Odparła przesłodzonym głosikiem, po czym powoli zaczęła się podnosić, nadal trzymając dłoń na jego torsie.- Przykro mi, jestem taka nieostrożna. hihi- Zachichotała zasłaniając usta jedną dłonią. I właśnie wtedy, niby 'przypadkiem' dłoń, na której się podpierała, delikatnie osunęła się do góry. Dziewczyna zachwiała się i z wdziękiem 'runęła' (czytaj - delikatnie opadła) na chłopaka, oczywiście z teatralnym wyczuciem, chcąc złączyć ich usta w "namiętnym pocałunku".
Niestety, zarówno cierpliwość jak i maniery Nathana w tym momencie zostały dosadnie wyczerpane, i w ostatniej chwili przesunął głowę na bok, chcąc uniknąć zderzenia (Choć 'spadała' tak wolno, że to 'zderzenie' to naprawdę wyolbrzymione słowo). Dziewczyna tego nie przewidziała i zamiast na usta Nathana, natrafiła na słodziutki piach na drodze.
-Ups- powiedział niebiesko-włosy ostatkami sił powstrzymując się by nie parsknąć śmiechem
Ale również z tej sytuacji lolitka wyszła z klasą. Błyskawicznie wytarła usta od piasku i zalotnie zarzuciła różowymi kłakami tak, że spalone od prostownicy końcówki przejechały po policzku chłopaka.
-Kazemaru-sama- zaczęła już rekordowo przesłodzonym głosem- Może zechciałbyś pójść jutro ze mną na randkę?- i tradycyjnie już zatrzepotała doklejonymi rzęsami
-Wybacz Sophie ale już mam plany, poza tym gramy mecz
-To cudownie Kazemaru-sama! Na pewno przyjdę ci kibicować!
Boże, nawet jak daję jej kosza to i tak się nie poddaje i strasznie przy tym podnieca, pomyślał chłopak...

Zapowiedzi Marka!
Walentynki wciąż trwają! Niestety poprzez niespodziewany zwrot akcji rozpadnie się coś co tak ciężko było stworzyć! Rozpadnie się nie tylko związek, ale i przyjaźń! Dodatkowo pojawi się dość ciężka i poważna kontuzja, która może zaważyć raz na zawsze o losach jednego zawodnika. Jak potoczą się dalsze losy święta zakochanych, czyja długoletnia przyjaźń rozpadnie się na kawałeczki? Aby dowiedzieć się tego koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt."waleTYNKI cz2". Ale będzie się działo!

_____________________________________________________________________

Halu! Zgadnijcie kto to? :P
No więc, łapcie kolejny rozdział. Myślę, że w miarę udany (co ja gadam, mnie tam się strasznie podoba *o* )
Walentynki, waletynki ach ach. Pokój i miłość wszystkim xD
Kolejny rozdział już niedługo! Szok co? Ale postaramy się szybko wstawić ;p
Co do dzisiaj to:
Drodzy panowie, chłopcy i chłopczęta. Skoro dziś jest poniedziałek, a co więcej 30 września i skoro moja pamięć jeszcze nie szwankuje, ten rozdział jest specjalnie dla was ;P I obyście w życiu nie trafili na takie landryny jak Sophie! ^^ (I wara upodabniać się do Logana czy Xawiera, bo już moja w tym głowa, byście tego pożałowali)
^^ <3
Dziękujemy za komentarze i czytanie :* Szacun dla was
A teraz czary mary Bayuuu wszystkim, wracam oglądać film :*


poniedziałek, 23 września 2013

27. Nowe wyzwania

Gdy Nuka i Amber weszły na teren szkoły od razu zauważyły tłum gapiów, którzy stali pod głównymi drzwiami torując tym samym przejście.
-Jak myślisz o co chodzi?- zapytała zaciekawiona Amber
-Nie wiem, ale zaraz się dowiem- powiedziała Nuka, odeszła od przyjaciółki i podeszła do gapiów- Hej, Duncan, o co chodzi?
-Został ogłoszony konkurs talentów. Chętni mają się zgłaszać do Nelly Raimon. Konkurs odbędzie się dwa tygodnie po walentynkach, a jurorami mają być podobno UxMishi..
Ale Nuka już go nie słuchała szybko przybiegła do Amber i wszystko jej powtórzyła. 
-Konkurs talentów? Nuki powinnaś się zgłosić! 
Przez cały dzień nie było mowy o niczym innym jak o tym właśnie wydarzeniu. Wszyscy uczniowie zastanawiali się kto się zgłosi oraz kto jest w stanie wygrać.
***

Amber i Nuka siedziały w salonie niebiesko włosej. 
-Ok. No to zaczynamy. 
Nuka siedziała na stoliku do kawy z czarną, elektryczną gitarą na klanach. Amber natomiast przy białym pianinie. Obie zaczęły grać melodię. Nuka natomiast zaczęła do niej śpiewać. 
-Sekai de ichiban ohime-sama. Kiga tsuite nee nee. Mataseru nante rongai yo. Nie to bez sensu...- przerwała
-Ale o co ci chodzi? Tekst jest świetny... Muzyka też. 
-Ale to bez sensu. Jeżeli nawet wystąpię to nie mam z kim zagrać. Ty i ja to ewentualnie gitara i klawisze. A basy? Perkusja? Nie znajdę w tak krótkim czasie zespołu....
-Ale przecież możesz nagrać muzykę w jakimś studiu nagraniowym i puścić muzykę z komputera... 
-No... a jeżeli źle zaśpiewam? Lub się nie spodoba? Ośmieszę się przed caaaaałą szkołą!
-Dobra, co zrobiłaś z prawdziwą Nuką? Ty się tak nie zachowujesz. Od kiedy obchodzi cię zdanie całej szkoły. Masz śliczny głos, dodatkowo ułożyłaś rewelacyjną piosenkę. Przestań się przejmować i z głoś się do jasnej cholery! 
-...
-No dawaj!- nalegała brunetka. Wyciągnęła z kieszeni spodni telefon komórkowy, wybrała numer z listy kontaktów i wręczyła go Nuce- Dzwonię do Nelly. Masz się zgłosić!
-Dobra, dobra...- powiedziała nadąsana dziewczyna i już po paru minutach znajdowała się na liście kandydatów, ale oczywiście wkręciła również brunetkę do konkursu- Ami też się zgłasza, zapisz ją! Pa!
-Zabiję Cię!
-Dżinka!-Nuka zerwawszy się z miejsca podbiegła w stronę drzwi. Zatrzymała się kilka kroków przed nimi i uklękła. Do pokoju powoli weszła szara kotka. Spojrzała na swoją właścicielkę i podeszła jeszcze dwa kroki po czym mruknęła cichutko. Niebiesko-włosa jak na zawołanie poderwała się na proste nogi i pochwyciła kotkę, na co ta odpowiedziała tylko cichym miauknięciem. Dziewczyna z kotem na rękach podeszła do pianina i usiadła na stołku sadzając sobie Dżinę na kolanach. Mimo założeń Amber, kot nie uciekł, gdy tylko dziewczyna go puściła, wręcz przeciwnie. Zwierzak usiadł  i zaczął się przymilać oraz mruczeć gdy tylko ręka właścicieli musneła jej śliczne futerko.
-Dżina to typowy kot- Nuka skierowała się w stronę brunetki nadal głaszcząc swojego pupila- Chodzi własnymi ścieżkami i uwielbia być głaskana. Masz!- dziewczyna sprawnym ruchem posadziła kota na kolanach Amber- Nie bój się, ona nie gryzie- Mówiła uśmiechnięta widząc niepewną twarz przyjaciółki- Ewentualnie może podrapać, ale to się rzadko zdarza. Mnie jeszcze nigdy nie drapnęła.
Zielonooka powoli podniosła rękę i niepewnie spojrzała na kota siedzącego teraz na jej kolanach i uważnie śledzącego każdy jej ruch. Oczy zwierzaka były skierowane prosto na nią, a wzrok jakim ją obdarzał nie należał do tych przyjaznych.
-Auć- szepnęła, gdy pazury kota zaczęły wbijać się jej w nogę.
Nuka nie chcąc czekać dłużej chwyciła za wierzch jej dłoni. Zanim zdążyła się zorientować, już głaskała Dżinę, podczas gdy ona mruczała i naprężała się ocierając głową o jej rękę.
-Widzisz, nie taki diabeł straszny- Uśmiechnęła się niebiesko-włosa i zabrała kotkę do siebie - Ona tylko wydaje się taka, ale to urooooczy kotecek!- Mówiąc to podniosła Dżinę do góry i przysunęła do swojej twarzy pocierając swoim nosem o jej.
-Wiesz, że Dżinę znaleźliśmy jeszcze w Polsce!?- Zwróciła się do koleżanki siedzącej obok i przypatrującej się jej wyczynom- Była wtedy taka malutka. Biedactwo. Znalazłam ją w tym parku obok twojego domu. W krzakach przy stawie. Gdy zaniosłam ją do domu rodzice byli przeciwni jej przygarnięciu... No wiesz co się wtedy działo. Ale mama stwierdziła że zwierzęta to najlepsze lekarstwa na ból i przekonała tatę.
Nastała chwila ciszy przerywana tylko co jakiś czas miauczeniem i mruczeniem kota leżącego na kolanach niebiesko-włosej.
-Mu hau hau miaaaahauu!
-Co to!?- Amber rozglądnęła się dookoła zaniepokojona dziwnym dźwiękiem.
-HuMiaaaaauuuuuu Wof Wof Muuuaaa Hau!
-Eee Nuka? -Amber spojrzała w kierunku drzwi. Słysząc dziwne odgłosy zmarszczyła brwi. Ktoś... lub coś nadciągało w ich stronę, a że drzwi niestety były przymknięte, nic nie było widać. Zbliżało się całkiem szybko, nadal wydając dziwne dźwięki. Nagle drzwi szerzej się rozchyliły. Tuż przed nią pojawił się... drugi kot! Na pierwszy rzut oka był tego samego wzrostu, jednak jego barwa zdecydowanie różniła się od pierwszego pupila. Dżina wyglądała na typowego dachowca, szarobura kotka bez żadnej cechy wyglądu wyróżniającej jej z pośród innych przybłęd. Ten, jak Amber przypuszczała kocur, wyglądał na rasowca lub przynajmniej kota hodowlaneg. Całe ciało było pokryte pasami, dookoła. Sam pyszczek miał biały, pas z oczami był w kolorze złocistego miodu, uszy- ciemnobrązowe, a szyja pomarańczowa. Dalej były kolory zbliżone do żółci, czerni, czerwieni i bieli. Jednym słowem można było bez przesady powiedzieć, że jest piękny. Zwierzę zbliżyło się do stołka i popatrzyło na dziewczyny. Było spokojne i zupełnie opanowanie, ale tylko Nuka wiedziała, że to cisza przed burzą. W jednej chwili kot zaczął skakać dookoła własnej osi wydając przy tym niestworzone dźwięk, coś jak mieszanka kociego miauczenia i psiego szczekania. Latał po całym pomieszczeniu odbijając się od ścian i wskakując na każdy dostępny mebel, aż wreszcie zatrzymał się przy ścianie, dokładnie na przeciwko przyjaciółek. Ustawił się do nich przodem i pochylił. Wyglądał teraz jak każdy pies, który w ten sposób próbuje zachęcić do zabawy swojego właściciela. Ogon latał mu na wszystkie możliwe strony, wyglądał jak mały helikopter, dziwne, że jeszcze nie odleciał. Nagle zaczął biec i to bardzo szybko jak na tak małego kota. Rozpędzał się coraz bardziej i bardziej...
-Uważaj- Ostrzegła Nuka śledząc go wzrokiem-On...
Kocur jadąc na tyłku i próbując przednimi łapami hamować usiłował się zatrzymać. Przeleciał pod nogami Amber i walnął w pianino.
-...Nie umie hamować- Dokończyła niebiesko-włosa i roześmiała się- Weź go!
Amber ostrożnie podeszła do zwierzęcia i podniosła. Kot spojrzał na nią z niesfornymi iskrami w oczach i zamachał przednimi łapami, które mineły twarz dziewczyny o zaledwie kilka milimetrów.
I tak dziewczyny miały już przyjemnie zajęty czas do wieczora.
-Uroczy... 
             
                                                                                ***

Tymczasem Sophie weszła po schodach, delikatnie stawiając stopy na stopniach i prostując się, niczym modelka na wybiegu. Stanęła przy drzwiach, jednak ich nie otworzyła, usłyszała bowiem, że za nimi, już ktoś zmaga się z zamkiem. Przybrała najmilszy wyraz twarzy na jaki było ją stać i uśmiechnęła się łagodnie. Każdemu, kto by ją teraz zobaczył, szczęka opadłaby do ziemi, a serce stanęło w oczekiwaniu na jej kolejne cudowne spojrzenie. Wszystkim, za wyjątkiem Edgara, który właśnie otworzył drzwi i gestem zaprosił do środka. Dziewczyna skierowała się do salonu, gdzie usiadła na kanapie, niby obojętnym wzrokiem lustrując wygląd wnętrza domu, podczas gdy Edgar podszedł do schodów i zawołał brata.
-O co chodzi?- chłopak zszedł przecierając oczy, widać było na pierwszy rzut oka, że przed chwilą drzemał.
-Jak ty wyglądasz! Ogarnij się trochę! Zrób coś z włosami!- Edgar w dwie sekundy znalazł się przed nim wymachując nerwowo rękami, poprawiając mu włosy, prostując koszulkę i wyrzucając z siebie setki innych poleceń.
W końcu, gdy uznał, że Nathan jest "mniej-więcej" ogarnięty, pozwolił mu wejść do salonu. Niebiesko-włosy nic nie powiedział. Jego kroki w tamtym kierunku były mniejsze niż zwykle a wyraz twarzy zdradzał raczej niepewność. Jedynie ponaglające ruchy ręki brata zmuszały go do dalszej drogi. Niepewnie wszedł do pokoju, zatrzymując się w drzwiach.
-Eeeeeeee- Nie odrywając wzroku od siedzącej na kanapie dziewczyny, przekręcił głowę do tyłu.- Edgar?
Ten jedynie spojrzał na dziewczynę i skinieniem głowy dał jej do zrozumienia, że ma zacząć show.
-Kazemaru-sama tak się cieszę, że w końcu mogę cię poznać!- powiedziała błyskawicznie znajdując się przy oszołomionym Nathanie. Jej twarz wyglądała jak najsłodszy cukierek. Jasno różowe długie, proste włosy opadały uwodzicielsko na jej ramiona, a duże fioletowo- bordowe oczy dopełniały efektu. Była przepełniona słodyczą i sprawiała wrażenie najsłodszej na świecie lolity.
-Mam na imię Sophie! Edgar tyle mi o tobie opowiadał! Nie mogłam doczekać się naszego spotkania!- wydusiła z siebie jednym tchem trzepocząc przy tym doklejonymi rzęsami.
-Edgar?- powtórzył aby się upewnić. Teraz Nathan był w stu procentach pewien, że to kolejny spisek jego starszego brata.
-Dokładnie tak głuptasku, opowiadał mi tyle wspaniałych rzeczy o tobie, że po prostu MUSIAŁAM cię poznać!- i zachichotała się w najbardziej uroczy i słodki sposób na jaki można było kogokolwiek stać.
Po niespełna godzinie dziewczyna opuściła dom Nathana. Przez ten czas zdążyła chyba wykorzystać wszystkie chwyty na podryw jakie znajdują się w magazynach dla nastolatek. Za każdym razem gdy pytała go o coś lub opowiadała jakąś "ciekawą" anegdotę do tego nie oszczędziła sobie trzepotu sztucznymi rzęsami... A Nathan, jak to on, był zbyt dużym dżentelmenem by wywalić ją za drzwi.. A powinien...

***
-Co to miało być?- zapytał Nathan stojąc w drzwiach do pokoju brat- Co to za szkopka?
-Mówiłem ci, że znajdę ci przyzwoitą dziewczynę. Sophie jest.. idealna dla ciebie. Jeszcze mi podziękujesz- powiedział wypychając Nathana na korytarz i zamknął mu drzwi przed nosem
-Już to widzę- mruknął i poszedł do swojego pokoju
Gdy tylko znalazł się w środku wyciągnął z kieszeni spodni telefon i wybrał numer. Już po kilku sygnałach usłyszał w słuchawce znajomy głos.
-Możemy się spotkać? Potrzebuję porady- dodał spoglądając z obawą na drzwi, że za chwile może w nich pojawić się Edgar
Usłyszał pozytywną odpowiedź.
Już po niespełna dziesięciu minutach niebiesko-włosy czekał w umówionym miejscu- na moście przy boisku KFC Inazumy.
-Przepraszam za spóźnienie- usłyszał za plecami, odwrócił się i stanął twarzą w twarz z poważną Nuką- co się stało? Nigdy nie dzwoniłeś w takim stanie....
-Edgar się stał- powiedział wzdychając
-Nie wierzę!- krzyknęła niebiesko-włosa gdy Nathan opowiedział jej o randce w ceimno z Sophie, którą zorganizował jego brat- Spodziewałam się po nim wielu rzeczy, ale nie tego. Jaka ona jest?
-Jaka? No nie wiem.. - odparł po chwili namysłu- Nuka zrozum ona jest za bardzo, zbyt no wiesz taka mega....- szukał odpowiedniego słowa
-Przesłodzona?
-Dokładnie!
-Cholera!- powiedziała dziewczyna patrząc na telefon i widniejący na nim napis Ami-chan
-Co się stało?
-Nic, nic- powiedziała naciskając czerwoną słuchawkę tym samym odrzucając przychodzące połączenie i ponownie schowała telefon do kieszeni

Zapowiedzi Marka AMBER!
Tego się nie spodziewaliście co? Dobra mniejsza z tym, wielkimi krokami zbliża się najbardziej różowo-czerwone święto na świecie, podczas którego sprzedaż prezerwatyw na całym świecie wzrasta parokrotnie. Tak to walentynki, wszystko dookoła przyozdobione jest jakimiś dzieciakami w pieluchach, które strzelają do ludzi serduszkowymi strzałami... Dodatkowo Nuka wrabia mnie w najbardziej upokarzający zakład na świecie... Ekhem. *głos a la recytator* Jeżeli chcecie zobaczyć co będzie się z nami działo koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt. "waleTYNKI cz.1" Wspominałam już że nie cierpię tego święta?!

______________________
Błahahhaha! W końcu zakończyłyśmy nasz już 27 rozdział! Brawo my!
Dzisiejsza data jest mega wyjątkowa, bo właśnie dziś mija dokładnie rok odkąd na naszym kochaniutkim blogu pojawił się pierwszy post! ;)) W związku z tym mamy dla was "nagrodę".
Co najbardziej chcielibyście zobaczyć na naszym blogu? Jeżeli w odpowiedni sposób uargumentowujecie swoje zachcianki będziemy jak dobry dżin i je spełnimy ;d

Starunna- musisz NATYCHMIAST wstawić nowy rozdział, bo inaczej Keisza cię rozszarpie ;d
Kryształowa- przepraszamy, że ostatnio nie komentujemy twojego blogaska, ale na bieżąco go czytamy i czekamy na kolejne rozdziały ;))
;**





poniedziałek, 16 września 2013

26. Obozowa impreza

Następnego dnia na zawodników Raimona czekała bardzo zaskakująca, ale zarazem dobra wiadomość. Po śniadaniu trener miał im coś do ogłoszenia.
-Dobra dzieciaki- zaczął gdy wszyscy zebrali się przed boiskiem i czekali na jego polecania- Wczoraj Amber i Nuka zjadły zapasy, które miały nam starczyć do końca naszego obozowiska- spojrzał wymowie na dwie piłkarki- Tak wiec jestem zmuszony wyjechać i zrobić zakupy byśmy nie padli tu z głodu. Nie będzie mnie, aż do wieczora, do tego czasu władzę na polanie sprawować będą Nelly i Mark, tylko wam mogę zaufać- powiedział w kierunku tej dwójki- Podczas mojej nieobecności przeprowadzicie normalny trening, nie będę was sprawdzał, jesteście już na tyle odpowiedzialni. Jeżeli zależy wam na drużynie zrobicie to o co was proszę.
Następnie trener odwrócił się, wszedł do karawanu i odjechał uśmiechnięty.
-No dobra chłopaki! Zaczynajmy!- krzyknął uradowany Mark- To może na początek pobiegamy, co? Pięć okrążeń wkoło boiska!
Już po chwili wszyscy zawodnicy biegli za swoim kapitanem, który wyznaczał prędkość z jaką mają się poruszać. Raz biegli sprintem, a raz truchtem. 
Później nadszedł czas na mini mecz. Zawodnicy zostali podzieleni na dwie drużyny, każda z nich miała za zadanie atakować bramkę strzeżoną przez Marka. Zasady były takie. Jako że ich kapitan, był zarazem jedynym bramkarzem w drużynie, zadanie było dość specyficzne. Chroniona została tylko jedna bramka, do której miał za zadanie strzelać każdy z swojej drużyny. Gracze musieli zdobyć piłkę, a następnie obiec przeciwległą bramkę i dopiero wtedy mieli pełne prawo strzelać Markowi. No więc zaczęli.
Amber, Bobby, Kevin, Steve, Todd, Jack, Timmy, Willy kontra Nathan, Erick, Axel, Nuka, Sam, Jim oraz Max.
Rozpoczęła drużyna Axela. Chłopak, wraz z Nuką i Erickiem ruszyli z piłką do przodu, podczas gdy Natkan, Sam i Max podążali z animi, osłaniając przed ścigającymi ich z pierwszej drużyny Amber, Kevina, Todd'a i Steva. Biegli zawzięcie, starając się zdobyć przewagę dla swojej drużyny i zdobyć pierwszą bramkę. Okazało się, że to nie jest takie łatwe, ponieważ wpojone przez marka zasady, skutecznie uniemożliwiały przeciwnikom, złamanie ducha walki rywalom. Właśnie przez to, nawet tuż przy bramce Marka, przeciwnej drużynie udawało się przechwycić piłkę i ruszyć z nią na przeciwną stronę. Tak się właśnie zdarzyło teraz, gdy Axel z Nuką po raz kolejny zbliżali się do pola karnego. Za nimi, wolnym krokiem biegł Nathan. Osoby, które go mijały, nawet nie zwracały na niego uwagi. Wyglądam na zamyślonego i raczej bardziej przeszkadzał niż pomagał. Warto tu wspomnieć, że pisząc "biegł za nimi" miałam raczej na myśli "biegł w przeciwną stronę" A to, że za nimi, to już inna historia. Wracając do tematu. Kevinowi i Amber właśnie udało się odebrać piłkę, teraz biegli najszybciej jak im pozwalały zmęczone nogi, by uciec przed rywalami. Ominęli dalej nieświadomie biegnącego Nathana, zawrócili za bramką i ruszyli z powrotem. A Nathan biegł, biegł i biegł, gdy nagle ŁUP.
Jego nos i słupek bramki, niespodziewanie postanowiły się bliżej poznać, w tym celu przyprawiając chłopaka o niesamowity ból i krwotok.
-Nathan!- Celia natychmiast zauważyła zranionego kolegę. podbiegła do niego i pomogła mu dojść do ławki. tam podała mu chusteczkę.
-Nic ci nie jest?- spytała.- Jesteś dziś wyjątkowo rozkojarzony. Co się stało.
nawet na nią nie spojrzał. przytaknął, po czym odłożył chusteczkę i wrócił na boisko machając ręką.
-Nie, nic mi nie jest.
Gra została wznowiona. Grali przez dobre trzy godziny, ponieważ nie licząc rozkojarzenia Nathana, wszyscy świetnie się bawili. Śmiali, grali, trenowali, nie obyło się bez wspólnych wybuchów śmiechem i niesamowitych bramek. Wynik końcowy to 13:12 dla drużyny Axela.
-Dobra! Wystarczy!- Wrzasnęła Nelly wychodząc na środek boiska.- Na dziś już wystarczy,m jak dalej tak pójdzie, będziemy musiały zeskrobywać was z ziemi, a nie za bardzo mi się to widzi... -Odwróciła się i wraz z resztą dziewcząt (bez Nuki i Ami) odeszła w stronę stołówki.
-Ma rację - Poparł ją Mark- Na razie koniec! Musimy chwilę odpocząć.
reszta zawodników przyjęła te opcję z ulgą, mimo to, uśmiechy nie schodziły z ich twarzy. To był udany trening. Ich relacje nareszcie całkowicie wróciły na stare tory.
Po skończonym treningu zawodnicy rozeszli się do swoich domków i kolejno zaczęli doprowadzać się do porządku. Nuka i Amber miały najlepiej. Miały prysznic w swoim domku praktycznie tylko dla siebie, podczas gdy chłopcy mieli jeden prysznic na pięciu. Pierwsza wykąpała się Nuka czysta i pachnąca przebrana w krótkie spodenki i t-shirt zaczęła krążyć po domku. Menadżerki nawet tu nie zajrzały, od razu po treningu udały się do świetlicy i zajęły się przygotowaniem czegoś na wzór obiadokolacji. Cóż w spiżarni został już tylko ryż wiec dziewczyny postanowiły ulepić kulki ryżowe. Oczywiście Nelly po swoich wcześniejszych przygodach z gotowaniem postanowiła jedynie przyglądać się jak to robią Celia i Silvia. Po pewnym czasie na tacach już leżały kulki gotowe do spożycia. Teraz już cała trójka postanowiła przygotować stół na przybycie piłkarzy. Przy każdym miejscu postawiły kubek z sokiem i serwetkę do wytarcia rąk. Już po chwili wszyscy siedzieli na miejscach i oczekiwali polecania pod tytułem możecie jeść. Ale nadal brakowało dwóch osób. Nuka i Amber ni raczyły się pokazać.
-Ile można czekać?- powiedziała rozgoryczona Nelly- Dzwonię do nich- po czym wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała numer niebiesko-włosej - Gdzie jesteście? Czekamy na was... Na pewno?... Dobrze. Jak chcecie- i się rozłączyła- Dziewczyny nie są głodne. Możecie jeść.
Ledwo wypowiedziała te słowa stado wygłodniałych chłopaków rzuciło się na jedzenie. Już po chwili tace były całkowicie czyste, nie zostało na nich nawet jednego ziarenka ryżu...
***
-No, Ami. Gadaj co się stało i czemu jesteś taka dziwna. Coś musiało się wczoraj stać, bo odkąd wyszliśmy z tego lasu się tak zachowujesz... 
-Masz rację, stało się coś... 
-CO? 
-No ten... Nieważne- powiedziała skrępowana spuszczając wzrok 
-Ważne, ważne. GADAJ! 
-No bo ja.. ja no ten..... no po-po...pocałowałam N-Nathana? 
Gdyby dziewczyna coś piła z pewnością wyplułaby wszystko. 
-Że co? 
-No co? 
-Haha, teraz wiem, czemu Nathan jest taki... rozkojarzony. Tak o dobre słowo...- dodała szczerząc zęby
-To nie jest śmieszne..
Wtem drzwi do doku otworzyły się z hukiem, a w progu stanął nie kto inny tylko Kevin, Steve i Max.
-Dzwonił trener- zaczął Kevin- Auto mu się rozwaliło, jakiś olej się rozlał czy coś, a wszystkie warsztaty są już zamknięte. Więc postanowił zaczekać z tym do następnego dnia. Tak więc, najprędzej wróci jutro około południa. 
-A to oznacza tylko jedno!- powiedział Max- Imprezkę! I nie zgadniecie kto to zaproponował! Nelly!
Obie dziewczyny popatrzyły po sobie i jednocześnie krzyknęły, czy jakkolwiek to nazwać:
-Eyye?!- oczywiście nie oszczędziły sobie zrobienia min typu małpa w zoo
-Za dziesięć minut w świetlicy- powiedział Steve- Ubierzcie się ślicznie i czekamy na was- dodał, po czym cała trójka zniknęła tak szybko jak się pojawiła.
-Słyszałaś Ami? Imprezka! To idealny moment do... wiesz czego!- dodała puszczając w jej kierunku oczko- Powinnam mieć w torbie jeszcze jakieś chipsy i orzeszki!- powiedziała wyciągając spod swojego łóżka ogromny plecak, który wesoło zaszeleścił gdy go rozpinała. W środku, aż roiło się od niezdrowej żywności.
-Nie idę- powiedziała po chwili brunetka
-DLACZEGO? Przecież to IDEALNY moment by móc sobie wyznać co czujecie!- powiedziała Nuka nie mogąc powstrzymać się od wykonania licznych gestykulacji.
-Wyznać co czujemy?- powtórzyła dziewczyna unosząc jedną brew i przechylając głowę
-Ami...
-Nie patrz na mnie w ten sposób. Nigdzie nie idę. Powiedz, że jestem zmęczona. Albo wymyśl coś.
-Niech ci będzie. Jesteś uparta jak osioł- dodała stojąc w drzwiach z zawieszonym na ramieniu plecakiem z przekąskami- Jak zmienisz zdanie to wiesz gdzie nas szukać- i wyszła.

Spokój Amber nie trwał długo, bo już po paru minutach w drzwiach domku pojawił się Bobby.
Niewiele mówiąc podszedł do łóżka, na którym siedziała brunetka, przerzucił ją sobie przez ramię i wyniósł na zewnątrz.
-BOBBY! Ty idioto! Zabiję cię! Matka cię nie kocha! Bobby! BOBBY! Jakie to upokarzające- powiedziała gdy zrozumiała, że i tak nie da rady mu się wyrwać. Bez problemów zaniósł ją do świetlicy. Tam postawił ją na ziemię, wręczył koc i książkę, po czym wskazał kanapę i uśmiechnął się.
-Teraz możesz iść czytać.
-Baaardzo śmieszne- żachnęła się i obrażona udała się w stronę wskazanej przez chłopaka sofy.
Nuka natomiast roześmiała się głośno.
-Brawo Bobby! Dokonałeś niemożliwego!
Tańce, tańce i jeszcze raz tańce!! Muzyka sama zachęcała do ruchu, nie minęło więc dużo czasu, a sama Amber odłożyła lekturę i zaczęła nucić pod nosem.
Niebiesko-włosa stała oparta o ścianę, gdy podszedł do niej cudotwórca- Bobby.
-Coś nie tak?- Zapytał pokazując głową siedzącą na kanapie dziewczynie, uśmiechając się lekko, dając tym samym znak, że o wszystkim wie. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
-Jak dzieci... Zamiast pogadać, wolą zamknąć się w sobie.
-Jak dzieci- Poparł ją kiwnięciem głowy, jednak nie na długo udało im się powstrzymać śmiech.
-Gdybym cię nie znał- Powiedział chłopak śmiejąc się głośno.- Pomyślałbym, że zostawisz to tak, jak jest.
-I kto to mówi- szturchnęła go w ramię szczerząc się od ucha do ucha. Niewiele mówią, a wymieniając porozumiewawcze spojrzenie, ruszyli w stronę drzwi wyjściowych, zawzięcie o czymś dyskutując. Wrócili po 20 min, od razu rzucając się w wir tańca.

                                                                                         ***

 -I... Jak się bawisz?- zagadała Nuka, z trudem docierając do pobliskiego stolika, jednak na jej twarzy malował się szeroki uśmiech. Stojąca obok Amber spojrzała na przyjaciółkę i roześmiała się.
-Jest wspaniale. Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak świetnie bawiłam.
-Haha a widzisz. Mówiłam, że to świetny pomysł- powiedziała nalewając sobie soku pomarańczowego. Na przyjęciu nie było piwa ani żadnego innego alkoholu. Bądź co bądź są na obozie. Dziewczyna wypiła wszystko za pierwszym razem i szybko nalała sobie jeszcze dokładki. Amber również wzięła sok. Gdy niebiesko- włosa skończyła drugą szklankę, do stolika podszedł Bobby. 
-To jak? -to pytanie było skierowane do Nuki- Idziemy dalej tańczyć?
-Hej Bobby, a może dasz nam chwile odpocząć- wtrącił​a się roześmiana Amber.
-Się robi- powiedział i chwile potem zniknął w tłumie tancerzy. Brunetka zerknęła na koleżankę, wlewającą w siebie kolejną porcje soku. Widać, że była już nieco zmęczona po tylu godzinach ciągłego tańca. Na jej policzki wpełzły czerwone rumieńce, a ona sama dyszała szczęśliwa i uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Przez ten caaaały czas tańczyłaś z Bobbym- szturchnęła ją w bok. Dziewczyna, która właśnie piła omal nie wypluła picia na podłogę. Spokojnie połknęła i chytrze uśmiechnęła się w jej stronę.
-Tak....
-Nie nic, nie mówiłam, tylko stwierdzam fakty....
-Ja ci dam fakty- powiedziała śmiejąc się szturchając ją w bok
-Co by powiedział na to Charlie... Byłby chyba zazdrosny, ale bardziej o Bobby'ego niż o ciebie...
-Tylko nie mów, że jest GEJEM! TO BYŁABY STRATA DLA LUDZKOŚCI!- wrzasnęła niebiesko- włosa na całe gardło na tyle głośno, że wszyscy spojrzeli się w ich stronę i przestali wykonywać to co robili w danej chwili. Chłopaki wyłączyli muzykę i spojrzeli z zaciekawieniem na dziewczyny.
-Kto jest gejem?- zapytał z ironicznym uśmiechem Steve
-Taki jeden z Elaqui- powiedziała Nuka- Taki jeden boski...
-On nie jest gejem- przerwała jej Amber- Cóż w sumie prawda, że zachowuje się czasami jak gej, ale jest w stu procentach hetero, wiec wiesz zawsze możesz się za niego zabrać- powiedziała puszczając oczko w kierunku niebieskiej- wiem, że chcesz- dodała czochrając ją po głowie- a on zawsze mówił, że lubi niskie dziewczyny, dlatego się mną nie zainteresował- powiedziała wystawiając język
-Chciałbym to zobaczyć- wtrącił Bobby
-Co zobaczyć?
-Jak się poznałyście
-Haha, pamiętasz Ami? Kiedy to było? W kozie co nie?
-Yhym, Nuka ty trafiłaś tam za rozwalenie pracowni chemicznej, co nie?
-Nikt mi nie powiedział, że jak się doda to zielone do czarnego to będzie bum- powiedziała dąsając się
-Ja trafiłam tam bo spałam na lekcji... I tak się zaczęło, co nie Nuki?
-Tak, tydzień później wylądowałaś przeze mnie na pogotowiu ze złamaną ręką- zaśmiała się
/RETROSPEKCJA/
//Szkolny korytarz, uczniowie w różnym wieku przechadzali się we wszystkich możliwych kierunkach. Gdzieś na wysokości pasa najstarszych z nich właśnie przebiegała ośmioletnia dziewczynka. Miała duże błękitne oczy i długie blond włosy zaczesane w dwa kucyki. Gdy przeciskała się między starszymi uczniami ci kolejno przystawali by zobaczyć kto może tak swobodnie poruszać się w takim tłumie.
-Ami zaczekaj!- krzyczała w kierunku brunetki, która stała przy szafce i z kimś rozmawiała- AMI!
-Nuka- powiedziała ośmioletnia Amber- Co się stało?
-Idzie w tym kierunku! Idzie tu!- powiedziała uradowana i chwytając przyjaciółkę za nadgarstek poprowadziła ją bliżej w kierunku z którego biegła- Zobacz!- dodała wskazując dyskretnie palcem.
-Widzę- szepnęła
Przez korytarz właśnie szedł chłopak, na punkcie którego szalały wszystkie uczennice. Nie ważne czy były w pierwszej klasie czy w ostatniej, serce każdej należało do niego - Jonathana Browna.
Kolejno z każdej strony pojawiały się przywitania rzucane przez wszystkie dziewczyny, które mijał.
-Cześć Jo!
-Hej Jo!
-Cześć dziewczyny!
-Idzie tu, przygotuj się Ami- powiedziała uradowana Nuka- Cześć Jo!- krzyknęła wymachując rękoma. W chwili gdy to zrobiła niechcący szturchnęła brunetkę, a ta straciła równowagę i spadła z najbardziej stromych schodów w szkole- Ami?- zdążyła tylko powiedzieć, ale było już za późno... //
-Tsaaa- zaczęła Nuka gdy przypomniała sobie jak to było z incydentem złamanej ręki przyjaciółki- Chyba już mi wybaczyłaś, co?
-Daj spokój dzięki temu spełniło się nasze marzenie i Jo w końcu nas zauważył- powiedziała puszczając w jej kierunku oczko- Okazało się nawet, że znał nasze imiona
-I podpisał ci się na gipsie, co nie? Chyba nawet zdjęcie zrobiłyśmy, haha!
-Nadal je mam!
-Opowiedzcie coś o tamtej szkole- nalegali piłkarze
-Do Elaqui chodzą najprzystojniejsi sportowcy jacy kiedykolwiek chodzili po tej ziemi! Od wyboru do koloru, np. taki Scott Bregstocke- powiedziała Nuka rozpływając się na myśl o przystojnym chłopaku
-Ale bez obaw chłopcy, na ładne dziewczyny też nie ma co narzekać.
-Yhym, chociażby taka Roxana Prix, ta to miała wzięcie
-Ale nie można narzekać na brak wrażeń
-Na przykład jak włamałyśmy się do szkolnego radiowęzła! Pamiętasz Ami? W środku lekcji puściłyśmy "Hard Rock Hallelujah" i jeszcze Behemota!


Zapowiedzi Marka! 
Czas do domów! Jednak gdy wrócimy do szkoły będzie czekać na nas niespodzianka. Nuka będzie miała w związku z tym mały dylemat, którym będzie musiała sobie poradzić. Pomimo tego, że Edgar wraca do Hiszpanii nie da nam o sobie zapomnieć bowiem pozostawi po sobie dość... hymmm charakterystyczną osobę... Aby dowiedzieć się więcej koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt. "Nowe wyzwania" To będzie niesamowite!


___________________________________________________________________

W końcu udało nam się dokończyć ten nieszczęsny 26 rozdział ^^ Alleluja! Przepraszamy waz, że tak długo czekaliście, ale obie przeżywałyśmy kryzys twórczy :( ale jakoś udało nam się go pokonać :) obiecujemy, że następny pojawi się szybciej niż ten ;P
P.s. ZDAŁAM PRAWKO! Like as boss :D