wtorek, 9 sierpnia 2016

słowa

Bardzo trudno jest mi pisać tego posta... jednak zasługujecie na słowa wyjaśnienia. Prawda jest taka, że prawdopodobnie to koniec naszego bloga i opowiadania o Inazumie. Nie chodzi o to, że nie mamy pomysłów, czy braku czasu. Prawda jest taka, że mamy dość długą listę planów na następne wydarzenia, a wolny czas zawsze można wygospodarować. Prawda jest taka, że od dłuższego czasu okłamuję was i siebie. Prawda jest taka, że zostałam na blogu sama i tak już jest prawie od trzech lat. Naprawdę dziwię się, że nikt nigdy się nie zorientował, że od trzech lat niezależnie czy na sb, asku czy w notkach "od autorek" udzielam się tylko i wyłącznie ja. Keisza straciła zapał do pisania rozdziałów już dawno temu. A ja łudziłam się, że to "przejściowe"... I nie nie jest to żadna nagonka na jej osobę. Rozumiem, że każdemu kiedyś mija jakaś pasja, a zmuszanie kogoś do pisania to najgorsze co mogłabym zrobić. Dlatego przez ten czas okłamywałam i was i siebie, że to "przejściowy kryzys", że "to minie", że "wracamy". Nie. Nie wracamy.
Owszem mogłabym dalej pisać bloga, sama.... jednak czuję, że to byłoby wbrew Keiszy i temu co razem stworzyłyśmy. Byłoby to zabójstwo naszej historii.. dlatego przepraszam was za to, że tak długo was oszukiwałam i wmawiałam, że wszystko jest ok. Mogłabym teraz napisać jak skończy się nasza historia. Jak potoczą się losy poszczególnych bohaterów. Ale wciąż mam głupią nadzieję, że może uda nam się wrócić do pisania. (jeżeli zależy wam na tym by dowiedzieć się jak to się miało skończyć dajcie znać)
Przepraszam.
Mizu
Dziękuję, że byliście razem z nami, ze mną...

niedziela, 10 kwietnia 2016

39. Husaria Polski

Zdecydowanie, ale to zdecydowanie ta podróż nie należała to najbardziej komfortowych. Amber wyszła z samolotu cała poobijana próbując rozmasować obolały kark i siłą woli powstrzymując się by nie rzucić się na ziemię by ją ucałować dziękując Bogu za koniec tych męczarń. Z całą pewnością musiała wyglądać jak siedem, ba nawet osiem nieszczęść bo gdy stała w kolejce terminalu podeszła do niej jakaś kobieta pytając się czy dobrze się czuje, a jakaś starsza pani zaproponowała jej by zajęła jej miejsce.... Po całej procedurze związanej z kontrolą i innymi ceregielami Amber mogła w końcu wygodnie usiąść na tylnym siedzeniu auta należącego do starszego brata i pojechać do domu.
-Myślałam, że umrę- jęknęła cicho
-Tak to jest, kiedy nie ma się rezerwacji na bezpośredni lot...- odparł Tony wyjeżdżając z parkingu
-Pieprzone sknery, mogli mi chociaż bilet fundnąć....
-Ciesz się, że w ogóle chcieli cię w tej reprezentacji. Nie wiem czemu cie wybrali.....
-Bo jestem geniuszem
Tony parsknął śmiechem w ramach odpowiedzi na jej nieskromne stwierdzenie. Po krótkim czasie rodzeństwo dojechało do domu, a Amber zanurzyła się w świeżo pościelonym łóżku i zapadła w głęboki relaksujący sen.

***

Następnego dnia miało odbyć się pierwsze spotkanie zawodników Husarii. Amber weszła do odpowiedniej sali ogromnego gmachu centrum szkoleniowego. W środku znajdowała się już całkiem spora grupka osób. Rozejrzała się po twarzach zebranych i podeszła do miedzianowłosej dziewczyny.
-Więc ty też- odparła spoglądając na Amber
-Tak- przyznała- minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania, Opal.
Dziewczyna nie zdążyła już odpowiedzieć bo do środka wszedł mężczyzna, który najprawdopodobniej został wybrany trenerem reprezentacji.
Miał co najwyżej czterdzieści pięć lat, ubrany był w szykowny czarny garnitur. Należał do takich typu ludzi, których niezauważalnie mija się na ulicy i zwraca się na nich uwagę dopiero wtedy gdy się z nimi zderzy. Zmierzył zebranych nastolatków przenikliwym spojrzeniem szarych oczu i przeczesał dłoniom czarne włosy głęboko wzdychając.
-Nazywam się Mikael Smith, jak pewnie się wszyscy zdążyli domyśleć zostałem selekcjonera drużyny. Osobiście wybrałem każdego z was tu obecnych i jestem przekonany, że w najbliższym czasie utwierdzicie mnie w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję. Jednak w tym momencie chciałbym was poprosić, aby każdy z was się przedstawił i powiedział kilka zadań o sobie.
Jako pierwszy przemówił Chris Richi uczeń Elaqui z męskiej sekcji piłki nożnej, który gra na pozycji bramkarza. Następna z kolei była jego młodsza siostra Nova, która również uczy się w tej szkole. Późniejszym osobom Amber już się nie przysłuchiwała, a raczej nie potrafiła niczego zapamiętać z ich wypowiedzi. W końcu nadeszła pora i na nią.
-Nazywam się Amber Stourt, uczę się w  Liceum Raimona w Japonii, gram na pozycji obrońcy, czasami wchodzę do gry ofensywnej.
Po wysłuchaniu wszystkich nastała krępująca cisza. Amber wykorzystała ten moment na analizę drużyny. Oprócz niej powołano jeszcze siedem osób, które uczyły się w Elaqui, tego akurat się spodziewała. Wszyscy najlepsi sportowcy kraju, a nawet ze świata trafiali do tej szkoły. Jednak zmartwiło ją to, że powołano jedynie trzy dziewczyny. Przecież w Polsce było mnóstwo utalentowanych kobiet więc dlaczego? Już miała podnieść rękę by zadać to nurtujące ją pytanie jednak trener ubiegł ją i ponownie przemówił.
-Do tej pory mistrzostwa świata opierały się na tym samym schemacie: poszczególne kontynenty rozgrywały mecze pomiędzy sobą i wyłaniano po trzy kraje, które jechały na mistrzostwa świata. Jednak tym razem będzie inaczej. Czterdzieści osiem krajów, które zgłosiły swoje reprezentacje zostanie podzielone na grupy od A do H. Każda z drużyn rozegra jeden mecz z każdą z drużyn ze swojej grupy. Następnie dwie z nich przedostaną się dalej. 16 drużyn, które zostaną wyłonione z grup A-H będą walczyć ze sobą na zasadzie przegrywasz = odpadasz, aż do samego finału bez możliwości rewanżu. Jeżeli po regulaminowym czasie gry będzie remis to o wygranej zadecyduje albo zasada złotej bramki lub strzały karne.
Za dwa tygodnie ogłoszone zostaną składy wszystkich reprezentacji i wylosowane zostaną grupy. Od tamtego czasu będziemy mieli miesiąc na przygotowanie się. Ale my już od jutra zaczynamy zgrupowanie. Dlaczego? To proste, by móc się ze sobą wzajemnie zgrać i stworzyć prawdziwą drużynę. Mieszkać będziemy w obozie treningowym nad morzem. Każdy z was będzie miał własny schemat treningowy oraz dopasowaną do niego dietę. Na ten czas prosiłbym, abyście ograniczyli korzystanie z portali społecznościowych i udzielanie komukolwiek z mediów informacji dotyczących naszego treningu.
Po tych słowach selekcjoner zakończył spotkanie, a zawodnicy mogli rozejść się do swoich domów. Jednak jedyną osobą, która opuściła pomieszczenie był trener Smith.
-Także ten....- zaczął Chris- może jakaś zapoznawcza pizza? W końcu spędzimy ze sobą kilka miesięcy wiec warto by było....- jednak nie dokończył, przerwał mu wysoki czerwonowłosy chłopak o jadowicie zielonych oczach.
-Sorki, ja pasuję, nie mam zamiaru poznawać kogokolwiek z was bliżej- odparł prowokująco, jednak Chris nie dał się podejść i spojrzał na pozostałych
-A wy? Podoba się wam mój pomysł?
Kilka osób odmówiło, jednak zdecydowana większość, w tym oczywiście siedem osób z Elaqui wyraziło swoje zainteresowanie.
W tej chwili Amber pomyślała o Inazumie Japan, mimo, że zaczynają zgrupowanie dopiero za dwa tygodnie, ciekawiło ją czy chłopaki już zaczęli skakać sobie do gardeł czy nadal się kłócą o bóg wie co.... Uśmiechnęła się w duchu. Bardzo chciała teraz przy nich być i wkurzać się na ich dziecinne zachowania. Chciała wyciągnąć telefon i napisać wiadomość do Byrona, jednak przypomniała sobie, że była spłukana, dlatego postanowiła napisać do niego przez internet, w domu.
Ciekawiło ją również jak kapitan znosi fakt, że nie dostał się do IJ. To samo z Nuką, przecież od zawsze o tym marzyła... Miała nadzieję, że nie będzie się smucić i znajdzie jakieś zajęcie by zapomnieć o porażce, podobnie jak Endou.
Westchnęła. Jakoś myśl o spędzeniu najbliższych miesięcy z daleka od tych wszystkich "nowych" twarzy nie napawała ją optymizmem. Pomimo, że wróciła do Polski, do znajomych i przyjaciół z dawnej szkoły czuła pewną pustkę, którą nieprędko uda się jej załatać, o ile w ogóle uda...

***


W niemalże tym samym czasie zawodnicy Inazumy Japan stali pod dużymi, sosnowymi drzwiami i czekali. Czekali, aż pojawi się trener i wyjaśni im po co tu są. Piłkarze widzieli go tylko raz i jedynie przez chwilkę. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie i sprawiał wrażenie osoby, której nie należy się sprzeciwiać. Jednak w reprezentacji kraju i drużynie nie liczyła się wzajemna sympatia, liczyło się godne reprezentowanie kraju. A to mogło udać się tylko wtedy jeżeli będą współpracować i szanować się nawzajem. Nawet Kevin to wiedział, dlatego podobnie jak Nathan i pozostali postanowił nie afiszować się ze swoją nienawiścią do Byrona Love. Nawet po tym co zrobił w zeszłym roku z drużyną Królewskich. Nawet po tym co zrobił z Raimonem. Nawet po tym co zrobił z ich przyjaciółmi. Nawet po tym jak załatwili Bobby'ego podczas ostatniego meczu. Różowowłosy zawodnik nerwowo zaciskał dłonie w pięści by nie rzucić się na znienawidzonego rywala. Po pewnym czasie pojawił się trener, towarzyszył mu jakiś mężczyzna, w średnim wieku o siwych włosach.
-Będziecie wchodzić pojedynczo w celu wywiadu medycznego- odparł i wraz z mężczyzną wszedł do środka.
-Wywiad medyczny- powtórzył Steve- Ale po co?
-Pewnie chcą wiedzieć czy jesteśmy w stu procentach zdrowi czy coś- powiedział Jude trafiając w sedno, zresztą jak zwykle.
Pierwszy wszedł Hiroto, chłopak, który uratował Celię przed natrętnym Xawierem. Po nim nastała kolej Saila. Wreszcie zaczęli wchodzić zawodnicy Raimona. Na pierwszy rzut...
-Steve Grimm, tak. Masz jakieś uczulenia?- zapytał lekarz, wzrok miał utkwiony w formularzu, ale podniósł go i przeniósł na chłopaka
Trener siedział w kącie sali na taborecie i opierał się o ścianę.
-Nie- odparł zgodnie z prawdą, lekko się denerwował co nie umknęło uwadze trenera
-Czy ktoś z rodziny choruje na dziedziczną chorobę?
-Nie
-Masz wadę wzroku?
-Nie
-Chorowałeś ostatnio na jakiś wirus?
-Nie
-Chorujesz na coś przewlekle?
Tego pytania obawiał się najbardziej w świecie... Wiedział, że musi powiedzieć prawdę, ale bał się jak na wiadomość o TYM zareagują ci dwaj mężczyźni. W końcu to była poważna sprawa, której nie mogli bagatelizować... Nastała głucha cisza, której nikt jak na złość nie przerywał.
-Cóż Steve- zaczął trener- wygląda na to, że musimy zakończyć naszą współpracę.
Chłopak zesztywniał.
-Ale jak to?
-Nie potrzebuję w mojej drużynie kogoś takiego jak ty. Chcę mieć całkowicie zdrowych, w pełni dysponowanych graczy, a nie...- nie dokończył- Gdy stąd wyjdziesz udasz się od razu do siedziby Głównej Izby Japońskiego Młodzieżowego Stowarzyszenia Piłki Nożnej i złożysz rezygnację. Jako powód podasz powody osobiste. Jeśli zaś tego nie zrobisz, cały kraj dowie się o twoim ojcu... Jak chcesz? Na twoim miejscu wybrałbym tą pierwszą opcję. Jeśli komukolwiek, kiedykolwiek powiesz o tej rozmowie zniszczę nie tylko ciebie, ale całą twoją rodzinę, zrozumiałeś?
Steve nie wiedział co odpowiedzieć.
-A teraz wyjdź z uśmiechem na ustach i poproś kolejną osobę- powiedział
Jak kazał tak zrobił. Gdy znalazł się z powrotem na korytarzu, oczywiście z uśmiechem na ustach oznajmił, że ma wejść kolejna osoba. Tym razem wszedł Byron Love. Mimo niechęci jaką obdarzał kapitana Zeusa, życzył mu by nie usłyszał tego samego co on.
-O co pytali Steve?- zapytał Kevin
-O takie pierdoły jak uczulenia. Wiecie. Później wam opowiem, na razie się śpieszę- i niemalże wybiegł zostawiając kolegów z drużyny, do której należał zaledwie dwa dni....

______________________________________
Dzień dobry!
Na pierwszy rzut- Przepraszam was ogromnie! pomiędzy 38 a 39 rozdziałem jest aż 7 miesięczna luka. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Kilkanaście razy zabierałam sie by coś napisać, zawsze kończyło się tak samo- ręce na klawiaturze i migający kursor na pustej stronie. Mimo, że wiedziałam co dokładnie chcę wam przekazać, opisać to nie potrafiłam przelać swoich wizji na bloga. Nie wiem dlaczego, ale będę z tym walczyć obiecuję!
We wrześniu, wraz z publikacją 38 rozdziału weszliśmy w drugi sezon na naszym blogu. Akcja teraz skupi się na losach dwóch reprezentacji- Inazumie Japan oraz Husarii Polski. Skład pierwszej z nich już znamy, jednak z Husarii znana jest jedynie piątka osób. Kochani, czy chcielibyście dodać coś od siebie i stworzyć kilka postaci z naszej rodzimej reprezentacji? Jeżeli tak to bardzo proszę o komentarze z opisem bohaterów- pamiętajcie potrzebujemy 6 chłopaków na pozycjach obrońca, pomocnik lub napastnik. Fajnie by było gdybyście dali również jakąś grafikę przedstawiającą bohatera ;)
Zrezygnowałam również, z "Zapowiedzi Marka" jest to spowodowane tym, że po protu jest za dużo planów na kolejne rozdziały, że po prostu nie wiem co znajdzie się dokładnie w kolejnym... 
Pierwotnie planowałam dodać rozdział w moje urodziny- 5.04 jednak przeceniłam swoje możliwości i nie udało mi się dokończyć wszystkiego. Szczerze powiem, że również bałam się, że na dziś się nie wyrobię, bo miała pewne problemy z internetem jednak udało się!
Jak pewnie zauważyliście, albo i nie xd pojawiła się nowa karta pt. spis treści są tam chronologicznie spisane wszystkie rozdziały. Dodałam również gadżet "informacje" w nim możecie zobaczyć jak wygląda postęp w kolejnym rozdziale oraz planowaną datę publikacji.
Dodatkową opcję jaką chcę wprowadzić jest bezpośredni kontakt na maila. Chcesz dostawać wiadomość na swoją skrzynkę, że najnowszy rozdział jest już gotowy? Nic prostszego! Napisz do mnie na Elektras14@gmail.com w tytule wiadomości wpisz "INAZUMA" i zaraz po premierze otrzymuj wiadomość ;)
W takim razie przepraszam i zapraszam do komentowania- każdy komentarz to jedna motywacja do dalszego pisania! Do zobaczenia w kolejnym, oby szybszym, już 40 rozdziale!
Mizu Chan
P.S. Do zakładki Postacie Inne dodałam opisy ważniejszych postaci z Elaqui ;)


wtorek, 1 września 2015

38.

Amber weszła na lotnisko spokojnym krokiem, rozglądając się ciekawie dookoła. Wszędzie było pełno kompletnie nieznanych jej ludzi, którzy witali się bądź żegnali z rodziną i przyjaciółmi. Niektórzy mieli za sobą wiele godzin lotu. Ją to dopiero czekało. Westchnęła ciężko na samą myśl o kilku godzinach spędzonych w niewygodnym siedzeniu, mając za rozrywkę jedynie przepływające powoli chmury za oknem.Stanęła pośrodku holu, nie wiedząc co powinna zrobić dalej. Byron miał tu na nią czekać. Razem mieli pójść dalej... a tam powinna być reszta. Rozejrzała się jeszcze raz. Żadnej znajomej twarzy wśród wielkiego tłumu. Zrezygnowana postawiła walizkę do pionu i niezdarnie oparła się o jej uchwyt ramieniem. Kątem oka dostrzegła godzinę na wielkim zegarze, która połyskiwała wyraźnie na czerwono, udogadniając przyszłym pasażerom określenie czasu. Do odlotu jej samolotu pozostała godzina. A ona sterczała tu całkiem sama, nie mając nawet biletu, który czekał na nią do odebrania w jednej z kas.Czy mogło być lepiej. Jak widać mogło. Nagle nastała całkowita ciemność, a Amber zanim zdała sobie sprawę z przyczyny tego stanu, mimowolnie pisnęła cicho. Śmiech Byrona rozległ się zza jej pleców, a przed oczami dziewczyny znów rozjaśniało. Odwróciła się do chłopaka, udając naburmuszoną. Jednak żadna gra aktorska nie miała przy nim sensu.
-Ok, wygrałeś- mruknęła podchodząc do niego- Tym razem Ci się udało.
-Mówiłem, że tak będzie- odparł z wyższością unosząc podbródek.
Amber prychnęła cicho. Ich spojrzenia spotkały się, ujawniając wesołe iskierki w ich oczach. Uśmiechnęli się do siebie w tym samym czasie. Blondyn podszedł do walizki dziewczyny i chwytając ją, skierował się w głąb pomieszczenia.
-Chodź, czekają już na Ciebie.- Powiedział nie odwracając się.
-Mhmmmmmmm- mruknęła w odpowiedzi podbiegając do niego.
Szli w milczeniu, rozglądając się ciekawie na boki. To nie był pierwszy raz Amber na lotnisku, mimo tego, stresowało ją całe to zbiorowisko, ten hałas i ogólne zamieszanie. Z jednej strony dobiegały ją krzyki jakiegoś niezadowolonego czterolatka, z drugiej, rodzina witała się głośno rozprawiając o wrażeniach z podróży. Przed nimi rozciągał się niekończący tłum, zmierzający w nieokreślonym kierunku.
-Najpierw muszę odebrać bilet- przypomniała Byronowi, który już kierował swe kroki w stronę balustrady, przy której byli umówieni z resztą. Spojrzał na nią kiwając głową.
Nie zajęło jej to dużo czasu. Szybko uporała się z kasjerką odbierając z jej rąk bilet na drugi koniec świata.
-Miałaś jakiś problem przy kasie?- Amber mogła przysiąc, że pod powagą, kryła się w głosie nutka drwiny. Tylko czekał na okazję, żeby się z niej trochę ponabijać. Co się dziwić, nie zobaczą się przez naprawdę długi okres.
-Nie mogłam przypomnieć sobie słówka- odparła pewnie. Nie myliła się. Ledwo wypowiedziała, co jej na duszy siedziało, na usta chłopaka wstąpił chytry uśmieszek. Wywróciła oczami, w zamian otrzymując kuksańca w ramię.
Ruszyli w kierunku balustrady. Gdy tylko podróżni zeszli im z drogi, natychmiast dostrzegli Ericka, z jego charakterystyczną, pooblepianą naklejkami walizką i torbą sportową, lekko zużytą po tylu męczących treningach, jednak nadal w pełni sprawną. Jego widok ucieszył Amber, choć starała się nie dać tego po sobie poznać, bo to by mogło zaszkodzić jej wizerunkowi. Zmusiła się całą siłą woli, by nie podbiec do bruneta i nie rzucić się mu na szyję wyrażając swą głęboką wdzięczność, że nie tylko ona sama musi opuścić dziś Tokio. Zamiast tego pięknego i jakże kolorowego scenariusza, chwyciła Byrona za dłoń i razem z nim, powoli (Dla Amber, zdecydowanie zbyt powoli! ) podeszli do oczekującej ich grupki.
Byli już prawie wszyscy: Erick, Mark, Silvia, Nuka i Nathan. Brakowało jedynie Axela, ale on zawsze się spóźniał. Przywitali się i zapadła dość niezręczna cisza, którą po pewnym czasie przerwał Erick.
-Byłem dziś u Bobby'ego, czuje się o wiele lepiej- jednak dopiero później dotarło do niego do jak nieprzyjemnych wydarzeń nawiązał w tej chwili. Byron chyba po raz pierwszy odkąd go znają poczuł się niezręcznie.
-A w reprezentacji USA jest ktoś kogo znasz już prędzej?- zapytał Mark by odejść od tematu Bobby'ego i jego kontuzji
-Znam ich kapitana, Marka. Chodziliśmy razem do podstawówki. Ogólnie spoko gość, zresztą jak ty Mark- zaśmiał się- A ty Amber? Znasz kogoś z Husarii?
-Nova Richi, która grała w meczu z Królewskimi na bramce i Opal, ona z kolei praktycznie stała cały mecz- zaśmiała się- oraz kilkoro innych z Elaqui. A wy chłopaki? Kiedy zaczynacie zgrupowanie Inazumy Japan?
-Za dwa tygodnie. Jest czas na zorganizowanie pewnych spraw i przygotowanie się- powiedział Nathan
-Nie wierzę! Axel!- Amber uśmiechnęła się szeroko. Ku nim szedł Axel, a przy jego nodze szedł wesoło rozglądający się pies.
-Dango!- brunetka kucnęła przy swoim pupilu i zaczęła go głaskać i przytulać
-Pomyślałem, że chciałabyś się z nim pożegnać- odparł blondyn
-Co nie zmienia faktu, że znów jesteś spóźniony- zaśmiał się Evans
-Za pół godziny mam wylot- rozmarzył się Erick- Półtorej godzinki i jestem w Stanach!
-Dziewięć godzin lotu, trzy przesiadki już nie mogę się doczekać!- powiedziała Amber z udawanym entuzjazmem
-Ile?- zapytała z niedowierzaniem Silvia
-Najpierw z Japonii do Rosji, później z Rosji do Niemiec, później z Niemiec do Anglii, a potem z Anglii do Polski, a nie to nam daje cztery przesiadki- poprawiła się- Także ten znając moje szczęście nie zmrużę oka przez całą podróż..- jęknęła- A na koniec czeka mnie jeszcze Haruka z Hirokim, którzy będą chcieli się pobawić- wzdrygnęła się na wspomnienie świąt w towarzystwie bratanków- i rozpoczęcie obozu przygotowującego reprezentacji Polski!
-Ale ktoś będzie na ciebie czekał na lotnisku, co?- zapytał Nathan
-Yhym- przytaknęła- Ina i Tony mają po mnie przyjechać.
-Dobrze, że Tony też tam będzie, bo Iriny mogłabyś w tym tłumie nie zauważyć- zaśmiał się Byron na wspomnienie niskiego wzrostu przyjaciółki Amber
-Bezczelny!- dała mu kuksańca w brzuch
-Oj tam oj tam
-Ami!- Nuka wyrwała się i zamknęła brunetkę w szczelnym uścisku ramion- Dzwoń, pisz maile, listy, smsy i ogólnie odzywaj się do nas, będę za tobą tęsknić!
-O-obiecuje....
W tej chwili rozległ się komunikat. Spikerka prosiła by osoby lecące do USA oraz Rosji mają udać się na odprawę. Amber poczuła dziwny ścisk w sercu, więc już czas się pożegnać.
-Zobaczymy się na boisku- powiedział Erick salutując w swoim zwyczaju- Sajonara!
-Sajonara!- odpowiedzieli mu wszyscy
-Na mnie również czas- powiedziała brunetka i przyklękła by móc pożegnać się z psem, powiedziała mu coś po polsku, czego inni nie byli w stanie zrozumieć- Pa!
Tylko dlaczego gdy tylko odwróciła się do nich plecami łzy zaczęły jej gromadzić się w kącikach oczu i spływać po policzkach?!

***

Nie tylko Amber wzruszył moment pożegnania. Zawodnicy stojący przy barierce jeszcze długo machali za oddalającymi się przyjaciółmi, nawet wtedy, gdy ci zniknęli im już z oczu. Łzy gromadziły się w kącikach oczu, a ręce i nogi trzęsły się, jakby były zrobione z galaretki. Wielu z nich zaciskało zęby nie rozumiejąc własnej reakcji. Doskonale wiedzieli, że niedługo znów się zobaczą i ponownie będą mogli zagrać w piłkę. A jednak ich serca przeszywał ogromny ból na samą myśl o tym, że nie zobaczą się z nimi przez długi czas, że gdy staną ponownie na boisku, nie będzie tam Ericka, który nie zmarnuje żadnej okazji by odebrać im piłkę, testując na nich własne możliwości, ani Amber, której obrona była niemal nie do przejścia, nie ważne od której strony się próbowało. Nuka odwróciła głowę. Nie będę płakać, nie będę płakać... Obiecałam Amber, że nie będę... Powtarzała sobie w myślach, wycierając wierzchem dłoni mokre oczy. Przyrzekła sobie i Amber, że będzie silna i poświęci cały swój czas na trening, aby stać się najlepszą pomocniczką, jaką świat widział. Zacisnęła mocno pięści nieświadomie unosząc je do twarzy i powtarzając przysięgę jaką sobie złożyły. Już niedługo obie ponownie się spotkają. I będą najlepsze. Nikt im nie dorówna. Nikt!
-Spokojnie, niedługo się zobaczycie- Spokojny głos Axela i jego dłoń na ramieniu, skutecznie przywróciły Nukę do rzeczywistości. Zamrugała wielkimi, niebieskimi oczami, patrząc na chłopaka, nie za bardzo wiedząc o co chodzi. Wiedziała, że chłopak coś do niej powiedział, a delikatny uśmiech na jego twarzy tylko to potwierdzał, jednak... Zbyt późno wybudziła się ze swoich rozmyślań i nie zdążyła zarejestrować, co to takiego było. Z ratunkiem przybył jej Mark, który wzdychając ciężko jednocześnie zakładając ręce za głowę, odwrócił się w ich stronę, uśmiechając się przy tym szeroko.
-Erick i Amber... polecieli aby wziąć udział w mistrzostwach, grając w reprezentacji. My... my również musimy ciężko trenować, aby im dorównać!- Spojrzał zdeterminowany na przyjaciół. Nuka miała jednak wrażenie, że patrzy prosto na nią, jakby to jej chciał przekazać nadzieję i pocieszenie. Kiwnęła głową potwierdzając jego słowa.- Każdy z nas... Zróbmy wszystko, aby w przyszłości stworzyć najlepszą i najsilniejszą drużynę Japonii!
-Będziemy ciężko trenować!- Odpowiedzieli chóralnie na jego słowa, zbliżając się do swojego ukochanego kapitana.
Jak zwykle Mark dawał im nadzieję. Jak zwykle Mark motywował ich do gry. Jak zwykle zwiększał ich miłość do piłki nożnej.
A każdy z tu obecnych łapał tą miłość i trzymał się jej kurczowo. Wierzyli w słowa swojego kapitana, on w końcu nigdy się nie mylił.

Zespół czekał tak długo, aż oba samoloty wystartowały, zabierając ich przyjaciół daleko od Inazumy. Dopiero wtedy jeden po drugim zaczęli się rozchodzić, aż na opustoszałym placu przed lotniskiem został tylko Steve.Młody piłkarz jeszcze długo stał wpatrując się pustym wzrokiem w kostki chodnika, zastanawiając się, jak potoczą się dalsze losy jego ukochanego zespołu. Tak długo byli wszyscy razem, dzieląc się zwycięstwami i klęskami, podnosząc w trudnych chwilach, razem znosząc trudy codziennych treningów i wspierając się wzajemnie, gdy świat walił się im na głowy. Teraz stojąc tu, miał wrażenie, że w ich układance brakuje paru puzzli. Powoli wymykały im się z rąk, niezauważone, cicho uciekały w całkiem różnych kierunkach. Ale dziś, gdy w blasku porannego słońca stał razem z resztą przyjaciół na lotnisku i widział ich roześmiane, pełne nadziei twarze, nie dostrzegł tego, czego się spodziewał, tego co sam czuł i o czym rozmyślał w tej chwili. Czyżby tylko mu przyszło to do głowy? Czy tylko on zauważał jak zespół powoli się wykruszał? Inni byli tego nieświadomi, nie wiedzieli lub po prostu nie chcieli widzieć, czy on niepotrzebnie szukał dziury w całym? Czemu wyjazd Ericka i Amber, aż tak go niepokoił, skoro razem z nim w Japonii zostawała cała reszta przyjaciół z drużyny?

_____________________________________________________________________

Hejo, Elo, Yo yo yo ludziska! :D
Wróciłyśmy ;3;
Pierwsza sprawa to: WIELKI, MEGA ZAJEBIŚCIE OGROMNY OCHRZAN DLA TEGO KTO SIĘ PODE MNIE PODSZYWA NA SB!! super zabawa nie ma co -_-""
(A wy... jak mogliście w to uwierzyć?! Nie jestem taka! TT_TT <//3 )
Nie zapomniałyśmy hasła, miałyśmy tylko lekką awarię w wennie ;-; Lina nie zrezygnowała z Inazumy (nadal jej miłość do tego przytłacza wszystko dookoła, łącznie ze mną ;)  ) tylko stała się pełnoprawną studentką po maturze, którą jakimś cudem zdała (nie no, żart. Poszło jej zajebiście *-* #takbardzodumna <3 ).
Poza tym Keisza (czyt. JA ) miała swoją super osiemnastkę i razem z swoją maturzystką (która specjalnie dla mnie przyjechała *o* ) super się bawiła i balowała i tak, było super *-* <3
No, na tym chyba koniec ;w; Nie martwcie się o bloga, mamy plany na kolejny sezon, więc tak tego nie zostawimy, a przerwa czasem jest potrzebna ;)))
A u was co wydarzyło się przez ten rok jak nas nie było? 
Mamy ogromną nadzieję, że jeszcze nie wszyscy stąd uciekliście ;*; Do zobaczenia!!!! :D
P.S. Kryształowa-chan masz meeeeeega opierdol za to, że nie pisałaś....

niedziela, 31 sierpnia 2014

37. Inazuma Japan

Lekcja angielskiego. Niezwykle wyczerpujące zajęcia podczas, których sensei wygłaszał arcyciekawy monolog odnośnie piękna angielskiego oczywiście w całości przeprowadzony w tym właśnie języku. Co za tym idzie połowa klasy nie miała pojęcie o co chodzi ich nauczycielowi.. Erick ze zmartwioną miną wpatrywał się w okno. Okazało się, że rany Bobby'ego nie są, aż tak poważne na jakie wyglądały, ale mimo wszystko jego przyjaciel był na miesięcznym zwolnieniu ze szkoły i cały czas musiał leżeć w łóżku. Mimo tragicznego w skutkach wypadku niebiesko-włosy zachował swoją pogodę ducha i nie przejmował się swoją niedyspozycją.
W pewnym momencie drzwi do klasy rozsunęły się i stanęła w nich Nelly. No tak teraz dopiero zauważył, że nie było jej na lekcji. Robiła to tak często, że większość przestała na to zwracać uwagę.
-Kaichou* (*kaichou w języku japońskim oznacza przewodniczącego samorządu uczniowskiego)- profesor przerwał swój wywód i spojrzał na brunetkę
-Przepraszam, Sensei, mam do rozdania parę listów- powiedziała z wolna wchodząc do klasy, a za nią weszła Lucy, którą dopiero teraz wszyscy zauważyli.
-Cóż za listy?
-Wygląda na to, że od Japońskiego Młodzieżowego Stowarzyszenia Piłki Nożnej
-POWOŁANIA DO REPREZENTACJI INAZUMY JAPAN!!- wstał Mark wydzierając się wniebogłosy
-Dokładnie
Na twarze wszystkich wstąpiło oczekiwanie. Kto dostanie się do drużyny marzeń? Nelly odetchnęła ciężko.
-Jak donoszą informację do reprezentacji Inazumy Japan zostało powołanych jedenaście osób- zaczęła poważnym i rzeczowym tonem- do Liceum Raimona napłynęło pięć listów od Stowarzyszenia, co może oznaczać, że pięciu uczniów naszej szkoły dostało się do Reprezentacji. Te pięć osób należy do naszej klasy 2-1.
Wszyscy wstrzymali oddech.
-Kevin Dragonfly- kontynuowała przewodnicząca, napastnik momentalnie wyprostował się na ławce i wypiął dumnie pierś w chwili gdy dziewczyna wręczyła mu list w szczelnie zamkniętej kopercie. Chłopak niby obojętnym tonem spojrzał na nią. Tuż pod adresem szkoły Raimona widniało jego imię i nazwisko. Gdy odwrócił kopertę zauważył zapieczętowanie woskiem, z logiem Stowarzyszenia, co oznaczało, że list w środku był nietknięty.
-Axel Blaze- Nelly rozdawała dalej. Blondyn z pokerową twarzą wziął kopertę i czekał.
-Nathan Swift- niebiesko-włosy wzdrygnął się na dźwięk własnego nazwiska. Nie żeby poczuł rozczarowanie czy jakieś pretensje, raczej zaskoczenie i radość.
-Amber Stourt- gdyby dziewczyna piła coś w tym momencie z pewnością by to wypluła. Brunetka rozejrzała się po klasie i odkryła, że wszyscy wlepiają w nią wzrok. Drżącą ręką odebrała list i nie zwracając na nikogo uwagi otworzyła go. Serce podskoczyło jej do gardła gdy go przeczytała, musiała powtórzyć tę czynność jeszcze parę razy zanim sens zapisanych słów do niej dotarł..
-Steve Grim- powiedziała przewodnicząca i położyła mu kopertę na biurku, chłopak otępiałym wzrokiem spojrzał to na nią to na Nelly- To wszyscy- zakończyła menadżerka.
Amber, Kevin, Axel, Nath i Steve. Ta piątka otrzymała listy, ale.. gdzie tu miejsce dla Marka?! Osoba dzięki, której klub istniał, działał i zaszedł tak daleko nie dostała się do reprezentacji? Przecież to niemożliwe. Niedorzeczne. Ale, prawdziwe. Silvia z zatroskaną miną spojrzała w kierunku kapitana. Ten z poważną miną wpatrywał się w swój stolik i walczył z napływającymi emocjami.
To nie ja powinienem otrzymać powołanie, pomyślał zrozpaczony Steve, to z pewnością pomyłka. Otworzył list i był święcie przekonany, że w środku znajdzie list adresowany do ich kapitana, a nie jego. Jednak okazało się inaczej, piękną czcionką widniało właśnie jego nazwisko. W innych okolicznościach chłopak skakałby z radości, że udało mu się dostać do Inazumy Japan, jednak teraz gdy wiedział, że Marka nie przyjęli czuł jedynie wstyd, rozpacz i ból.
-Jak donosi stowarzyszenie, Liceum Raimona zostało wybrane na miejsce spotkania wszystkich członków reprezentacji Inazumy Japan, dziś po lekcjach zaczną zjawiać się pozostali wybrani kandydaci. Tak więc trening szkolnej drużyny piłkarskiej zostaje odwołany, a pozostali zawodnicy mogą albo udać się do domów, albo poczekać na pojawienie się innych. 

***

-No i gdzie oni są?- zapytała Nuka, wraz z pozostałymi członkami klubu siedziała przy boisku i czekała na przyjazd innych reprezentantów.
-Mnie ciekawi kto jeszcze dostał się do Inazumy- zaczął Kevin- jestem przekonany, że wybrali samych najlepszych spośród najlepszych.
-Skoro wybrano tylko jedenastu, to oznacza, że pozostało nam sześć niewiadomych- zaczął Max
-Tylko, że...- zaczęła Amber, ale ktoś jej przerwał. Nie ktoś tylko coś. Ogromne wstrząsy ziemią i wyłaniający się z ulicy ciemny autokar w towarzystwie ciemnego dymu.
-Teikoku- powiedział cicho Mark, a wspomnienia z ich pierwszego meczu ożyły- Kidou!- krzyknął uradowany gdy jego przyjaciel wyszedł z autokaru.
-Więc ty również dostałeś się do reprezentacji- bardziej stwierdził niż spytał Axel
-Tak, ja, David i Joe- powiedział Jude w chwili gdy jego przyjaciele stanęli obok niego.
-Wasza trójka plus nasza piątka daje nam ośmiu zawodników, więc brakuje tylko trzech osób.. Musimy więc jeszcze trochę poczekać.
Cała grupa zaczęła się rozglądać wkoło, by uniknąć kontaktu wzrokowego z Markiem, którego wszystkim było szkoda.
Jednak wbrew pozorom bramkarz już pogodził się ze swoim losem. Nie został zwerbowanym, a to oznaczało jedno. Był zwyczajnie zbyt słaby by móc bronić bramki Inazumy Japan. By to zmienić musiał zrobić tylko jedno. Ciężko trenować. Jeżeli znajdzie się na dostatecznie wysokim poziomie będzie mógł przywdziać barwy narodowe Japonii. Każdy kto zna Marka wiedział, że jeżeli sobie coś obiecał to zawsze tego dotrzymywał. Więc jeżeli będzie trenował dłużej i ciężej tak też zrobi. Chłopak nie odpuści szansy by znaleźć się na takim poziomie piłki nożnej jak kiedyś jego dziadek Endou Daisuke.
-Ichinose. Aki.- zarówno Erick jak i Silvia odwrócili się w kierunku, z którego ich wołano, gdy dostrzegli sylwetkę starego przyjaciela od razu się rozchmurzyli.
-Malcolm!- krzyknęli jednocześnie i podbiegli do przyjaciela z dzieciństwa
-Byłem dziś u Bobby'ego, nie wygląda najlepiej, ale humor go nie opuszcza- przyjaciele mu przytaknęli- Więc to tutaj odbywa się zapoznanie IJ?- zapytał wyciągając z kieszeni identyczną kopertę z listem jaki rano rozdawała Natsumi
-Więc ty też! Wspaniała wiadomość!
-Tak, bracia Murdock o mało nie padli na zawał jak im pokazałem list... Prawie się na mnie nie rzucili, dobrze, że był tam trener- odetchnął z ulgą- ale- kontynuował- chodzą plotki, że oni dostali się do reprezentacji Niemiec...
-Niemiec?- do rozmowy wtrąciła się Nuka
-Yhym. Nie udawaj, że nie zauważyłaś ich akcentu.
-Co racja to racja...
-Żałosne. Po prostu żałosne, więc to mają być członkowie reprezentacji kraju?!- dobiegł ich czyiś komentarz, chociaż i tak wszyscy wiedzieli, kto jest jego autorem. Na widok zbliżającego się blondyna wszyscy nie wykluczając Amber napięli wszystkie mięśnie i czekali na dalszy rozwój wydarzeń. Gdy chłopak z chytrym uśmieszkiem wyciągnął z wewnętrznej kieszeni mundurka list wszystko stało się jasne, chociaż każdy się domyślał co Byron tu robi.
-I masz jeszcze czelność pokazywać się tu po ostatnim meczu?! Ależ tupet- syknęła w jego kierunku Nuka.
-Uspokójcie się. Wszyscy- zaczęła Amber- muszę wam coś powiedzieć....
-Też macie wrażenie, że ktoś nas obserwuje?- przerwał jej David
-Na dachu!- krzyknął Steve pokazując na główny budynek szkolny. Na szczycie ogromnej błyskawicy ktoś stał. W chwili gdy spojrzenia wszystkich powędrowały w jego kierunku postać rozmazała się i zniknęła.
-Wygląda na to, że mnie szukacie- za ich plecami rozległ się znajomy głos
-Sail- powiedział Nathan- więc i ty..
-W rzeczy samej- uśmiechnął się ninja

***

-Celia!- do dziewczyny podszedł Xavier Hóuzi- Nie chciałabyś przeprowadzić, ze mną wywiadu?
-Z tobą?- zapytała wyraźnie zdziwiona menadżerka
-No tak- powiedział mrużąc swoje oczy i posyłając jej zalotne spojrzenie
-Wybacz, ale piszę tylko artykuły o piłce nożnej...
-Mi to nie przeszkadza, a może by tak to zmienić!- podszedł do niej i objął ją ramieniem, wyciągnął rękę i otwartą dłonią przejechał po niebie- Xavier Hóuzi najprzystojniejszy chłopak w Japonii, a może i na świcie!
Widząc spojrzenie dziewczyny, które wyraźnie mówiło "what the fuck" przejął inną taktykę.
-Wiesz... zawsze uważałem, że te spódniczki są zdecydowanie za krótkie...- mówiąc to zsunął rękę, którą ją obejmował i zaczął ją kierować w dół.
-Dobra- odparła Celia odpychając namolnego chłopaka- Jestem troszeczkę zajęta
-Wiem- chłopak wyszczerzył swoje białe zęby w olśniewającym uśmiechu- Ale to chyba nic nie zmienia.
Dziewczyna zacisnęła powieki i przyciskając mocniej notes do siebie, odwróciła głowę. Twarz chłopaka momentalnie znalazła się tak blisko jej, że aż czuła jego oddech na swojej szyi, a przyparta do muru, nie była wstanie uciec.
-Stary, odwal się od niej- czerwono-włosy chłopak wolnym krokiem szedł już w kierunku namolnego flirciarza.
Celia lekko otworzyła oczy i poczuła jak jej serce momentalnie podskoczyło do gardła. Ten chłopak nie tylko był niesamowicie przystojny, co też spokojny i opanowany. Oprócz krwistoczerwonych włosów miał skórę bladą jak śnieg oraz ciemnozielone tęczówki oczu. Te trzy czynniki sprawiały, że wyglądał jak bożyszcz nastolatek z żywca ściągnięty z plakatu czy też ekranu kina...
-Hey- Xav spojrzał na niego groźnie- Ja ci nie przerywam, to ty nie przerywaj mi. Jesteśmy zajęci.
Chłopak spojrzał na czerwoną twarz Celi, w jej oczy, a później przeniósł już bardziej rozgniewany, jednakże wciąż emanujący spokojem wzrok na chłopaka.
-Odsuń się od niej- poprosił grzecznym tonem, nieznoszącym sprzeciwu. A jednak.
-Bo co? Odwal się stary i mi nie przeszkadzaj.
Celia wyżej podniosła trzymany przez siebie notes i popatrzyła na czerwono-włosego, czując jak na jej policzki wpływają rumieńce.
-Skoro po dobroci się nie dasz- zdjął nogę, którą trzymał na leżącej na ziemi piłce i jednym zgrabnym ruchem podrzucił ją stopą do góry i kopnął idealnie celując w twarz szatyna.
-Stary...co ty...!?- Nim dokończył, futbolówka wylądowała na jego nosie. Siła była dość spora, chłopaka odrzuciło do tyły i upadłszy na plecy przeturlał się kilka metrów. O dziwo nie stchórzył i odbiegł, zamiast tego zdenerwowany zaczął się podnosić. Wstał i podciągając rękawy zaczął iść w kierunku czerwonowłosego. Jego pięść powędrowała szybkim ruchem wprost na twarz chłopaka, jednak ten zgrabnie uniknął ciosu lekkim przechyleniem na prawą stroną. Mimo to podkoszenia się nie spodziewał. Upadł na ziemię, a czarno-włosy chłopak rzucił się z pięściami na niego. W ostatniej sekundzie, przeturlał się na prawą stronę. Spojrzał na ziemię, w której znajdował się teraz dołek i odetchnął z ulgą. Flirciarz ponownie rzucił się na niego z pięściami, które ten złapał, a pomimo tego ledwo udawało mu się utrzymać je kilka centymetrów od twarzy. Skąd on ma tyle siły!?- przeszło mu przez myśl, gdy mrużył oczy. Zebrał się w sobie, zacisnął zęby i odepchnął chłopaka do tyłu. Obaj z trudem złapali równowagę i wyprostowali się. Nie minęła nawet minuta, a chłopacy znów nacierali na siebie z pięściami. Raz jeden lądował na ziemi, zaraz potem drugi potykał się obok. Gdy pięść czarno-włosego walnęła przybysza prosto w szczękę, pojawili się zawodnicy Inazumy Japan. Byron Love podszedł wolnym krokiem do bijących się chłopaków, i gdy tylko się podnieśli stanął między nimi.
-Odsuń się- warknął na niego Xavier, w każdej chwili gotów się na niego rzucić.
-Grozisz mu?- Rozległ się nagle głos dobiegający z prawej strony.
Wszyscy trzej spojrzeli w kierunku Kevina, który już szedł na pomoc bądź co bądź największemu wrogowi jakiego kiedykolwiek miał. Jednak teraz byli drużyną, chodź nie do końca mogło mu to przejść przez gardło. Xavier otwierał usta żeby coś odpowiedzieć  jednak jego kolega go uprzedził. Wysoki, umięśniony chłopak, o porzeczkowych włosach, stanął przed czarno-włosym, zupełnie go zasłaniając. Obok niego zaraz pojawił się drugi. Kevin dołączył do czerwono-włosego i Byrona. Teraz było 3 na 3. Stali na przeciw siebie rzucając wrogie spojrzenia. Jasne było, iż od ostatecznej bójki dzielą ich może sekundy.Gdy chwilę później wokół nich zebrali się już wszyscy, oni nadal stali, jak gdyby toczyli wojnę na spojrzenia. W końcu zainterweniować postanowił Joe.
- Chłopaki, może trochę spokojniej? Proponuję..- zaczął, lecz Xavier przerwał mu niespodziewanym wybuchem, któremu towarzyszył ruch, jakby odganiał muchę.
- Nie wtrącaj się! Nie twoja sprawa!- jasnym było, iż nie chciał by i bramkarz wtrącał się, gdyż wtedy, na przeciw siebie miałby już czterech przeciwników. Zyskał jednak odwrotny efekt. Joe zmarszczył brwi i skrzyżowawszy ręce na piersi zwrócił się w stronę chłopaka. Ten natychmiast się wyprostował. W jego spojrzeniu chłopak już nie dostrzegł tej samej pewności siebie co pięć sekund temu, podczas krzyku.
-Do mnie mówiłeś?- spytał Joe nadzwyczaj spokojnie i poważnie, co tylko spotęgowało strach Xaviera. Mówiąc te słowa uniósł jedną brew. Mimo to Xavier, choć z niemałym trudem, opanowując drżenie głosu odpowiedział.
-Tak. Przesuń się. To ciebie nie dotyczy.
-Ach tak?- Joe przeniósł wzrok na trzech chłopaków po czym na powrót spojrzał na Xaviera i jego dwóch przyjaciół. Stali w pełnej gotowości. Nie odpowiadał jeszcze przez parę sekund dając tym samym czas na przyswojenie jego słów, po czym rzekł.- A mnie się wydaje, że właśnie rzuciłeś wyzwanie mojej drużynie. Jakby nie patrzeć- zrobił chwilę pauzy posyłając Xavierowi chytre spojrzenie.- Wyzwałeś również mnie.
-Nie! Nie, to nie tak!- Zaprzeczył natychmiast. Zrobił to jednak ciut za wcześnie. Od razu zdradziło to jego zmieszanie, na co zawodnicy reprezentacji wymienili między sobą rozbawione spojrzenia. Chociaż niektórzy z nich, znali Joe'a tylko z meczów, zdążyli się zorientować, że jest mistrzem gry słów.
-Nie?
-Nie..nie nie! znaczy nie że nie.. tylko Nie!
Joe znów uniósł brew i spytał z udawanym zdziwieniem.
-Możesz powtórzyć?
Xavier odchylił się do tyłu. Wiedział, że to co właśnie powiedział było niezrozumiałe. Nawet jego dwaj przyjaciele spojrzeli na niego głupio, jakby był ostatnim kretynem. Napowietrzył się i z obrażoną miną posłał stojącemu na środku chłopakowi wyniosłe spojrzenie.
- Odsuń się - powtórzył swój wcześniejszy tekst totalnie ignorując wcześniejszą wpadkę.
- Co jeśli tego nie zrobię?- Joe zaczął przechodzić do ofensywy. Wiedział że chłopak zna się na piłce prawdopodobnie tak samo dobrze jak na ripostach - czyli wcale.
Jednak pomimo całej swej rozwagi i jasności umysłu, mimo iż śledził każdy jego ruch, nie był przygotowany na atak. Sekundę wcześniej dostrzegł, lekki ruch towarzyszący przeniesieniu ciężaru ciała na drugą stronę. Później leżał już na ziemi przygnieciony ciężarem ciała Xaviera. Poczuł jak coś ciepłego spływa mu po brodzie. Krew- pomyślał, a chwilę potem oberwał pięścią w nos. Tym razem wcześniej dostrzegł ruch i zdążył się uchylić, jednak pięść dosięgnęła celu, choć nie z taką siłą jaka była zamierzona. Nim Xavier zamachnął się by uderzyć po raz kolejny, poczuł jak odlatuje parę metrów. Rozpędzona futbolówka trafiła go prosto w brzuch gdy się prostował, i posłała na ziemię uwalniając tym samym Joe'go od czarno-włosego oprawcy. Gdy tylko Xavier upadł, rzucili się na niego Kevin, czerwonowłosy chłopak i Byron. Na przeciw nim pobiegli przyjaciele Xaviera, natomiast do krwawiącego bramkarza podbiegł Axel, który wcześniej wykopał piłkę. Pomógł chłopakowi wstać, i zarzucając sobie jego ramię na barki, podprowadził chłopaka do ławki. Tam natychmiast zajęła się nim Celia i Silvia. Blondyn szybko pochwycił najbliższą piłkę i pobiegli do reszty, będąc w każdej chwili gotów do rzucenia się na pomoc. Zatrzymał się obok Jude'a i Malcolma, którzy co jakiś czas postępowali krok na przód chcąc jakoś rozdzielić szalejącą zgraję, po czym cofali się, by nie oberwać. Robiło się gorąco. I naprawdę było na co patrzeć. Nad miejscem w którym bili się chłopacy wisiała gęsta chmura pyłu i kurzu. Mimo to, nie przesłaniała całkowicie widoku. Widać było cios Byrona w szczękę Xaviera i uderzenie Rickiego w brzuch Kevina. Zaraz potem czerwonowłosy oddał serię celnych pchnięć i uderzeń w jednego w większych przyjaciół Xaviera, których liczba teraz znacznie wzrosła. Ten stracił równowagę i przewrócił się do tyłu, miażdżąc przy tym Kevina, który wrzasnął z bólu, czując jak wszystkie żebra są o krok od złamania. Jude i Axel odchylili głowy, gdy w ich stronę wypadł Sail, pomocnik również rzucił się w wir walki, i upadł tuż przed ich nogami. Zaraz jednak chłopak się podniósł i machając pięścią wbiegł w tuman kurzu. Słuchać było ostry świst przeszywający powietrze, a chwilę później niezidentyfikowany krzyk. Coś błysnęło i już można było się domyślać, że był to ruch jednego z zawodników reprezentacji. Nim rozległ się okrzyk zachwytu ze strony kibiców, z grupy wylecieli prekursorzy tej bitwy, trzymający się za ramiona i turlający po ziemi. Obaj zaczęli zadawać cios za ciosem. Większość niecelnych, gdyż nawet nie patrzyli co robią. Ważne by uderzyć i nie dać się dotknąć. Gdy jednak chłopak, który chciał tylko pomóc Celi oberwał dwa ciosy w skroń, a Xavier w szczękę, czterech chłopaków, przyglądających się na razie z niedowierzaniem zaistniałej sytuacji- oprzytomniało. Popatrzyli na siebie z rozwartymi szeroko oczami, po czym jeszcze na chwilę przenosząc wzrok na bijatykę, zarejestrowali kilka faktów. Po pierwsze, obie strony były mocno wkurzone. Po drugie, nikt nie odpuści. Będą się bić, prawdopodobnie aż opadną z sił. Na taką furię nie ma rady. Po trzecie i chyba najważniejsze, pomimo, teraz już, tej samej liczby osób z każdej strony, to właśnie piłkarze mieli przewagę! I to nie byle jaką. Póki co, jeszcze nie wykorzystali tajnej broni, ale dobrze każdy wiedział, że gdyby to zrobili, ich przeciwnicy długo leżeli by w szpitalu z całym ciałem owiniętym w gips. Czwórka graczy ponownie spojrzała na siebie. Malcolm, Axel, David i Jude pokiwali zgodnie głowami.
-Jeśli użyją Hissatsu- na dobre zaniepokoił się David robiąc przy tym troskliwą minę.
-Mogą sobie zrobić poważną krzywdę- dokończył za niego Jude na co każdy przytaknął.
-I nie tylko sobie - dodał jeszcze Malcolm, po czym każdy spojrzał wyczekująco na drugiego.
Coś trzeba było zrobić. Problem w tym co. Bo jeśli zbliżą się zbyt blisko, oberwą jak nic. Jednak stojąc tu też nic nie wskórają. Gdy tak się zastanawiali, niespodziewanie z tłumu wypadł Byron, lądując dokładnie w tym samym miejscu co kilka chwil wcześniej Sail. Zdążył podnieść się na kolana, gdy za ramiona chwyciły go dwie pary silnych rąk i pociągnęły w swoją stronę, nie dając mu możliwości wyszarpnięcia się. Czując, że te dwie osoby posadziły go na ziemi, podniósł wzrok by zobaczyć od kogo zaraz oberwie. Ku jego zdziwieniu, zobaczył nad sobą wściekłą twarz Axela i Davida, a dalej za nimi również Jude'a. Widząc te przytłaczające spojrzenia, natychmiast oprzytomniał. Brwi Axela opadły i na powrót przybrał swój normalny wyraz twarzy. Wszyscy trzej spojrzeli na Byrona wyczekująco. Ten pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie musieli nic mówić, zrozumiał ich od razu. Puścili go, a on wstał i całkiem już opanowany, podszedł do stojącego Malcolma. Zatrzymał się, a obok niego Jude, David i Axel. Blondyn przymknął powieki, uniósł dłoń i pstrykając palcami wyszeptał Boski Czas. Wszystko w jednej chwili zamarło. Byron rozejrzał się po znieruchomiałych sylwetkach bijących się chłopaków i musiał przyznać, że w zwolnionym tempie wyglądało to naprawdę zabawnie. Powoli zaczął odsuwać ciała chłopaków tak by żaden z nich nie otrzymał ciosu. Najpierw pociągnął czerwonowłosego chłopaka za kaptur pomarańczowej kurtki i dociągnął go aż do stojących na tyle dziewczyn. Kevina niechętnie, ale jednak doprowadził do Axela i pozostałych, którzy mieli siłę by go ewentualnie powstrzymać od próby powrócenia w wir walki. Pozostałymi się nie przejmował. Sail już dawno przestał się udzielać w ławce siedział na wysokim korzeniu drzewa i oglądał bitwę z góry. Byron upewnił się jeszcze raz czy nikt z "jego" nie oberwie i otrzepując dłonie z wyimaginowanego kurzu ponownie włączył czas. Pozostali, ci, którym nie pomógł wyrzucali pięście trafiając jedynie na powietrze i wywalili się ponieważ nie trafili na nic. Wykorzystując sytuację, na scenę walki wkroczyła wściekła Nelly.
-Radzę wam wymyślać jakąś dobrą wymówkę, bo będziecie się zdrowo tłumaczyć przed radą uczniowską czy nawet samym dyrektorem. I obiecuję wam, że skończy się co najmniej na miesięcznym zawieszeniem..
Każdy, kto zna regulamin szkolny Raimona wie, że szkoła dopuszcza jedynie 30 dni nieobecności w szkole. Co za tym idzie jeżeli Xav i reszta zostaną zawieszeni będą musieli czy to w zdrowiu czy chorobie chodzić na zajęcia, bo jeżeli opuszczą po tym chodź jeden dzień zostaną wywaleni...- Nelly doskonale wiedziała w jak koszmarnej sytuacji ich stawia, jednak nie miała zamiaru odpuścić. No chyba że prędzej wyciśnie z nich ostatnie poty, zmiesza z ziemią, rozwalcuje i zakopie.
-To jak?- zapytała poważnym głosem, ale z nutką ironii i bezczelności.
-Co mamy zrobić?
-Zgłosicie się do woźnego i zróbcie każdą pracę na rzecz szkoły, o którą was poprosi. Każdemu z was przydzielam po 35 godzin prac społecznych. Idźcie zanim zmienię zdanie i wlepię wam po 50!
Nim ktokolwiek zdążyłby chociażby zamrugać delikwentów już nie było. Zadowolona z siebie Nelly odwróciła się do pozostałych.
-Nic ci nie jest, Otonashi?- zwróciła się do menadżerki
-Nie, wszystko dobrze
-A ty to kto?- zapytała czerwonowłosego chłopaka, który wycierał kurz z policzka
-Nazywam się Kiyama Hiroto z Akademii Aliea- pokazał list w białej kopercie- zostałem powołany do Inazumy Japan, podobnie jak wy.
-Chwila, ale reprezentacja ma już komplet!- wtrącił się Joe- Piątka z Raimona, nasza trójka z Akademii Królewskiej, Malcolm, Aphrodi i Sail. To nam daje już jedenastkę, a w liście wyraźnie było zapisane, że właśnie tyle osób jest powołanych!
-Na to pytanie to akurat mam odpowiedź- zaczęła Amber, a wszyscy przenieśli na nią wzrok- próbowałam wam powiedzieć już wcześniej- wzięła głęboki oddech- ten list, który dziś rano dostałam to nie było zaproszenie do reprezentacji- zrobiła krótką pauzę, by dotarł do nich sens z tego co powiedziała
-Więc co to było?- wyrwała się Nuka, która nie potrafiła dłużej czekać
-Pozwolenie na grę poza Japonią. Dostałam się do Husarii czyli reprezentacji Polski- wzruszyła ramionami

_________________________________________________________
Cześć pyszczki ;w;
Kolejny rozdzialik w ostatni dzień wakacji :o: Wow Wow Wow
Powiem tak: Na Niuconie było ZaJeBiŚcie <3 Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu mogłam poznać moją kochaną mamcię <3 ;w; Dziękuję Ci za te trzy dni :3 Było super i fakt, że kiedy wysiadałam przyszłaś się pożegnać... Oh to było takie poruszające T_T <3 Dziękuję ;*
Wracając do rozdziału, mam nadzieję, że się podobał, trzymajcie kciuki, żeby kolejny był szybciej xDDDD
Baaaaaayuuuu kochani ;****






sobota, 2 sierpnia 2014

NiuCon 2014 Konwent Wrocław

Nuka wbiegła domku klubowego niczym burza i o mało nie przewróciła sterty opon stojących przy ścianie. Mimo wszystko niebiekso-włosa nie dbała o to. Liczyło się tylko to co miała zamiar przekazać przyjaciołom z drużyny.
-Aaaaaa!- krzyknęła stając przed wszystkimi, na jej ustach malował się gigantyczny uśmiech od ucha do ucha, na policzki wpełzły różowe rumieńce podekscytowania, a oczy mało co nie wychodziły z orbit.
-C-co cię stało?!- zapytał się Timmy
-Mam GENIALNEGO niusa! Normalnie nie uwierzycie jak wam powiem czego się przed chwilą dowiedziałam!- wykrzyknęła uradowana skacząc na palcach
-Aż boję się zapytać- powiedział Nath, od feralnego artykułu plotkary nie przepadał za niusami..
-To naprawdę super czadowa, niesamowita i zarąbista wiadomość!
-No to gadaj!- nalegali piłkarze 
W tym samym momencie do domku weszła Amber, na jej twarzy malował się chytry uśmieszek i zadowolona z siebie oparła się o futrynę drzwi.
-Mów!!- krzyknęli wszyscy razem, gdy pomocniczka nadal milczała.
-No więc... Słyszeliście kiedyś o Konwencie NiuCon?- widząc potakujące gesty przyjaciół kontynuowała- Od 8 (ósmego) do 10 (dziesiątego) sierpnia we Wrocławiu odbędzie się Konwent w jednej ze Szkół. Ale to nie wszystko!!- krzyknęła jeszcze uradowana- Nie zgadniecie kto tam będzie?!
-No?
-Keisza i Lina! Nasze autorki! Obie będą na NiuConie i może uda nam się z nimi spotkać! No znaczy na pewno uda nam się z nimi spotkać, tylko musimy się streszczać by zorganizować dojazd i w ogóle!
-Z tego co wiem rezerwacje można było robić do ostatniego lipca- powiedziała Nelly
-Tak, ale tylko przez stronę internetową. Z tego co pisze na stronie wynika, że każdego przyjmą z otwartymi ramionami na Konwent. Więc nie mamy się czego obawiać!
-Ile kosztuje wstęp?- zapytał Willy
-50zł za trzy dni. Więc opcja finansowa jak najbardziej przyziemna. Dodatkowo będzie tam mnóstwo atrakcji i wspaniałych ludzi! Ja i Ami na pewno jedziemy! Już nie mogę się doczekać!



A wy? Wybieracie się może na NiuCon we Wrocławiu jak my?! Jeśli tak to uważnie przypatrujcie się Identyfikatorom uczestniczek, jeżeli na którymś będzie "Keisza" albo "Lina" to nas znaleźliście. Dodatkowo byście mieli stuprocentową pewność, że my to my Lina będzie przy swoim ID mieć przyczepione żółtego kurczaka ;d Czego to nie musimy dla was robić ^.^''

Prawda, że uroczy? ~^w^~


Więcej na stronie    http://niucon.pl/

czwartek, 3 lipca 2014

36. Boski mecz

Nigdy w życiu, aż do tej pory Nathan nie pragnął stać się niewidzialnym. Gdy tylko pojawiał się na horyzoncie ucichały wszystkie rozmowy, które i tak były prowadzone szeptem i liczne pary oczu wlepiały w niego wzrok. Chłopak cicho westchnął. Przecież mógł się tego spodziewać, w końcu stał się głównym tematem plotki numer jeden krążącej po całej szkole jak i okolicach. Jedynym marzeniem niebiesko-włosego było jak najszybsze znalezienie się przy swojej szafce i zabranie książek na następną lekcję. Jednak nie mogło mu to pójść zbyt gładko. Drogę zastąpiła mu pewna dziewczyna. Miała długie filetowe loki i szare oczy, po niebieskiej kokardzie zawiązanej na szyi chłopak wywnioskował, że jest z trzeciej, ostatniej klasy.
-Cześć Nathan!- powiedziała uradowana- Nazywam się Lavender Sumrie, bardzo miło mi cię poznać! Jestem naczelną szkolnej gazetki Raimona i mam do ciebie parę pytań- mówiąc to wyjęła z torby dyktafon, po czym go włączyła- Powiedz Nathan przez jeden malusieńki artykuł stałeś się głównym tematem w całej szkole jakie to uczucie?- zapytała z uśmiechem
Nathan spojrzał na nią nie wiedząc co jej odpowiedzieć
-No dalej- ponaglała go życzliwym tonem- spokojnie Nath, cała szkła czeka na twój komentarz...
-Eeee- zaczął rozglądając się na boki za ewentualną drogą ucieczki
-Sumire-senpai! Tego już za dużo, obiecałaś, że nie napiszesz na ten temat ani linijki!- krzyknęła Celia stając pomiędzy dwójką
-O-Otonashi- zaczęła naczelna cofając się o krok- ja tylko chciałam... Błagam! Pozwól mi napisać sprawozdanie z plotkary!- wybuchnęła klękając przed menadżerką i chwytając ją za nogi- Celia to moja jedyna szansa na napisanie artykułu rooooku! Wyobraź sobie- w jednej chwili znalazła się powrotem na nogach i przybrała pozę marzycielki- Ja Lavender Sumire na zawsze zapiszę się w kartach historii szkoły jako legendarna redaktor naczelna gazetki, która nie boi się żadnego tematu! Zawsze gotowa poświęcić swój czas i energię by tylko przekazać swoją wiedzę innym! Ten artykuł otworzy mi drzwi do dziennikarskiej kariery!
-S-Sumire-senpai...- wykrztusiła zbita z tropu menadżerka
-Postaw się na moim miejscu- krzyknęła i chwyciła Celię za ramiona- Muszę napisać ten artykuł!
-Nie- odparła stanowczo. Trzecioroczna przybrała minę bezdomnego szczeniaczka: duże błyszczące szklane oczy, a w ich kącikach duże łzy plus usta wygięte w odwróconą podkówkę
-A-ale, ale..- widząc nieugiętą postawę dziewczyny Lavender zrobiła naburmuszoną minę i niczym obrażone dziecko odeszła głośno stąpając butami.
-Sumire-senpai ma wiele wad jest dziecinna, uparta i nie widzi wielu oczywistych rzeczy, ale zawsze dotrzymuje słowa. Jeżeli powiedziała, że nie skomentuje tej sytuacji to tak też zrobi, nie musisz się obawiać- uśmiechnęła się życzliwie i odeszła w przeciwnym kierunku.

***

-Szybko, szybko!- ponaglał wszystkich Mark, którzy wchodzili do autokaru- Szybciej! Już nie mogę się doczekać by skopać drużynę Zeusa!- krzyknął uradowany
-Obudź mnie gdy będziemy na miejscu- powiedziała Amber do Nuki siadając w połowie autobusu. Zdjęła bluzę od dresu i uformowała z niej prowizoryczną poduszkę, po czym ułożyła ją pomiędzy oknem, a swoją głową.
-Hej, Domon-kun- zaczęła niebiesko-włosa do siedzącego po przeciwnej stronie Bobby'ego- oglądałeś wczoraj Tokyo shore. Ekipa z Tokio? Zapomniałam, że leciało w tv i nie wiem kto odpadł...
-Moe Momo- odparł obrońca,widząc pytający wzrok dziewczyny zaczął wyjaśniać- no wiesz jaka ta co ma takie pomarańczowe włosy i kazała na siebie mówić Nekko-chan
-Już wiem jaka to- powiedziała Nuka klepiąc się w czoło
-Trochę przeraża mnie myśl o dzisiejszym meczu- mruknął Max
-Daj spokój stary, pokonamy ich z palcem nosie!- doparł hardo Kevin- Tym razem pokażemy im gdzie raki zimują!- dodał wstając i zaciskając pięść, reszta towarzyszy mu przytaknęła
Nuka nerwowym wzrokiem rozejrzała się po przyjaciołach. Z twarzy wszystkich emanowała pozytywna energia połączona z zapałem do walki. Miał być to jej pierwszy mecz przeciwko drużynie Zeusa.. Pamiętała jak starała się o przyjęcie do drużyny. Wtedy następnego dnia pojawił się on, Byron Love, Nuka spojrzała ponuro na Amber, doskonale pamiętała jak wtedy kapitan Zeusa kopnął w nią piłką i jak długo zwijała się po tym z bólu. Wtedy wystraszyła się nie na żarty. Jak ktoś mógł tak mocno kopnąć i to bez użycia hissatsu? Ale teraz przyrzekła  sobie, że ten mecz będzie jej rewanżem, że pokaże, że ona też potrafi grać w piłkę. Myśląc o tym wszystkim zaciskała dłonie w pieści.

***

-Witam, Liceum Raimona!- powiedziała dumnym głosem podchodząca do nich dziewczyna. Wysoka, nawet bardzo. Zgrabne długie nogi i włosy do pasa przyciągały spojrzenia zawodników. Szczególną uwagę zwracał ich kolor. Jasny blond z wyróżniającymi się, krwistoczerwonymi pasemkami. Wizerunek diablicy dopełniały czerwone oczy, niemal takie same jak u Byrona.- Jestem Rav, menadżerka drużyny Zeusa- rzeczywiście teraz zauważyli, że ma na sobie tak znany im, znienawidzony mundurek szkolny. Plisowana biała spódniczka z błękitnym paskiem na dole, do tego biała marynarka z niebieskimi mankietami oraz szarfa w tym samym kolorze biegnąca od lewego ramienia do prawego biodra. Jej marynarka była rozpięta do połowy piersi ukazując przy tym koronkowy czarny stanik i co za tym idzie połowę biustu. Na nogach miała czarne pończochy. Jej spódniczka, która normalnie powinna się kończyć kilka centymetrów przed kolanami, kończyła się kilkanaście milimetrów przed pośladkami. Ten szczegół nie umknął płci męskiej Raimona, z otwartymi buziami i śliną cieknącą z nich wpatrywali się w nogi dziewczyny do czasu gdy nie pojawiła się druga dziewczyna. Ta była kompletnym przeciwieństwem Rav. Jasne brązowe włosy miała związane w kucyk, jej makijaż był bardziej naturalny. W rękach miała kilka notatników. Jej spódniczka była odpowiedniej długości, a zamiast pończoch założyła podkolanówki.
-Wasza szatnia już czeka- powiedziała cichym głosem
-Dobra, Noriko nie zawracaj sobie nimi głowy, ja ich odprowadzę- powiedziała gestem dłoni odprawiając dziewczynę, ta przestraszona przytaknęła i szybko odeszła.
Gdy brunetka zniknęła z zasięgu wzroku Rav spojrzała na nich i przygryzła dolną wargę jednocześnie kręcąc na palcu kosmyk włosów.
-To co? Idziemy?- powoli wyciągnęła z kieszeni saszetkę z gumą do żucia i wyciągnęła jeden listek. Żując zrobiła obrót na pięcie tak, że jej spódniczka ukazała połowę jej tyłka i zadowolona z siebie ruszyła prowadząc za sobą piłkarzy Raimona.

***

-Proszę oto wasza szatnia- powiedziała blondynka wchodząc do środka- Jeżelibyście czegoś potrzebowali...
-Nie dzięki Sireno, możesz już sobie iść- powiedziała Amber chwytając ją za nadgarstek i dosłownie wywalając z pomieszczenia.
Gdy menadżerka drużyny Zeusa opuściła szatnię w środku nastała niezręczna cisza. Dziewczyny udały się do swojej części przebieralni. Podczas zmiany strojów nikt nie wypowiedział ani jednego słowa. Od razu wróciły wspomnienia sprzed ostatniego roku, gdzie właśnie na tym stadionie rozegrała się walka o wszystko. Już od ponad roku Kageyama Reji był zatrzymany w więzieniu i odbywał swoją karę, za spowodowanie wielu wypadków. Zamach na stadionie Królewskich na piłkarzy Raimona, wypadek Yuuki, wypadek samochodowy Raimona 40 lat temu i śmierć dziadka Marka oraz podawanie nielegalnych substancji zawodnikom Zeusa...
Tym razem, przysiągł sobie Mark, będzie inaczej. Pokażemy im, że miłość do futbolu jest silniejsza niż siła, którą taks obie ceni Byron. 
-Ludzie- zaczął gdy wszyscy byli przebrani, a dziewczyny pojawiły się w drzwiach- Po dzisiejszym meczu zostanie wyłoniona reprezentacja kraju. Zagrajmy jak najlepiej, pokażmy się z jak najlepszej strony i pokonajmy drużynę Zeusa! Już raz nam się to udało, więc zróbmy to kolejny raz!
-TAK!- krzyknęli wszyscy popierając kapitana, wszyscy tylko nie Amber, która stała ostatnia, pod ścianą i nikt dzięki temu nie zauważył jej braku entuzjazmu.
W bojowych nastrojach piłkarze udali się na murawę boiska by przeprowadzić rozgrzewkę i zapoznać się z polem bitwy. Menadżerki przyniosły piłki, bidony, ręczniki, apteczkę i wszelkie inne gadżety potrzebne zawodnikom.
-WOW- zaczęła Nuka rozglądając się dookoła z wpółotwartą buzią- Z tej perspektywy robi o wiele większe wrażenie, niż z trybun! Prawda Ami?- zwróciła się do przyjaciółki, nie tylko ona zauważyła, że brunetka jest dziwnie milcząca.
-Można się przyzwyczaić- powiedziała z nieobecnym spojrzeniem. Nuka prześwietliła ją oskarżającym wzrokiem. Obie wpatrywały się w siebie nawzajem krótszą chwilę- Pójdę się rozgrzać- powiedziała cicho brunetka i zaczęła wolno biec wkoło boiska.
-Dziwnie się zachowuje- powiedziała Celia wyciągając z przenośnej lodówki bidon z wodą i podając go Bobby'emu
-Masz rację- przytaknął jej- oby podczas meczy wróciła do siebie, bo będzie ciężko...
W tym momencie również drużyna Zeusa zaczęła pojawiać się na boisku. Pierwszy pojawił się Hera, brązowowłosy napastnik w towarzystwie Ateny blondyna z blizną po lewej stronie twarzy. Obaj weszli wolnym dostojnym krokiem posyłając w stronę przeciwników pogardliwe spojrzenia. Tuż za nimi szła brązowowłosa menadżerka. W przeciwieństwie do Raimona, nie zabrała ze sobą tego całego ekwipunku, jedyne co miała ze sobą to notes oraz.. przenośna lodówka w barwach drużyny. O to czy w środku znajdowała się boska woda nie należało się martwić. Tuż za nimi szli obrońcy i bramkarz. Byron szedł tuż za nimi z tym swoim pewnym siebie chytrym uśmieszkiem. W chwili gdy przekraczał linię boiska akurat przebiegała jego dziewczyna z piłką. Amber przecięła mu drogę i zatrzymała się gdy do minęła. Postawiła nogę na piłce by nie poturlała się nigdzie. Blondyn powiedział coś do niej, a ta kiwnęła delikatnie głową, nie odwracając się do niego twarzą.
-Nie wierzę- syknął Nath rzucając o ziemię bidonem z wodą- widziałeś to?- zwrócił się wściekły w kierunku Axela, blondyn kiwnął głową w odpowiedzi- Nie wierzę, wiesz jak to wygląda? Tak nie powinno...- ruszył w kierunku pary, ale zatrzymała go Silvia
-Nieważne jak to wygląda to nie mamy prawa się wtrącać- powiedziała- Chcesz tam do nich podejść i zrobić awanturę? Tylko odpowiedz, o co?
Właśnie o co?, pomyślał, Aki miała rację, powinien zostać na miejscu i udawać, że niczego nie widział. 
Po chwili drużyna gospodarzy była już w komplecie. Druga menadżerka Zeusa, Rav szła jako ostatnia. Wolno idąc poprawiała włosy i ubranie, które były w nieładzie.
-Dzieciaki- zawołał trener Hibiki, gdy wszyscy znaleźli się przy nim przemówił- Podaję dzisiejszy skład: na bramce Endou. Obrona: Bobby, Jack, Amber, Nathan. Pomoc: Erick, Nuka, Max i Steve. Atak: Axel i Kevin.
-Tak jest!- zawołali wszyscy wybrani do pierwszego składu.
-ZAAAAACZYNAMY!- krzyknął głośno w mikrofon Cheaster Horse Senior- Dziś ma miejsce ostatni mecz towarzyski przed wyłonieniem reprezentacji Inazumy Japan. Gospodarze spotkania Liceum Zeusa podejmie zwycięzców Strefy Futbolu Liceum Raimona! Zapowiada się emocjonujące spotkanie i to możemy wam zagwarantować. Żadna drużyna nie odda łatwo wygranej!
Piłkarze obu zespołów ustawili się na swoich pozycjach. Na stadionie, również wśród publiczności można było wyczuć nerwową atmosferę...
-Sędzia główny otwiera spotkanie!! Raimon rozpoczyna.
Axel podał krótką piłkę w kierunku Kevina. Napastnicy rozpoczęli bieg ku przeciwnikom. W głowach nadal mieli wizję poprzedniego zwycięstwa z rywalami i nawet pomimo ostrzeżeń, ich chwilowa pewność siebie wzięła górę nad strachem. Posuwali się do przodu wymieniając piłkę z Erickiem, Max'em i Nuką. Zespół Zeusa gonił za nimi, jednak puki co utrzymywał dystans.
-Pobawmy się z nimi- mruknął Byron do stojącego obok Hery.- Niech myślą, że są silniejsi....
Posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia, po czym Hera ruszył do przodu. Kapitan natomiast stał i z tego miejsca obserwował całą sytuację przywołując na usta chytry uśmieszek. Plan zemsty na drużynie Raimona własnie się rozpoczął. Zabawa z piłką na boisku trwała. Raz trafiała pod nogi zawodników Zeusa, a już po chwili biegł z nią członek Raimona. Nikt nie przejmował kontroli, nikt nie dominował. Wyglądało to jak całkiem przyjemna gra. A przynajmniej tak wydawało się widzą na trybunach, gdyż nie mogli oni dostrzec tego, co naprawdę się działo na murawie. Choć póki co obyło się bez fauli czy jakiś brutalniejszych akcentów, dzięki rozkazowi Byrona, gracze Zeusa nie mogli się powstrzymać od drobnych przepychanek, 'małego' trącenia ramieniem, niewidocznego kopania po kostkach czy podkasywania nóg. Axel i Kevin wysunęli się do przodu walcząc z obrońcami Zeusa. Pomocnicy starali się kryć ich od tyłu blokując pozostałych, jak na razie skutecznie. Blondyn stojący kilka metrów dalej zacisnął pięści, znów nie przewidział siły Raimona.... zaraz strzelą bramkę... nie. Nie dopuści do tego. Podniósł rękę wysoko do góry dając tym samym znak swoim kolegom z drużyny. Opuścił ją wskazując na własną bramkę. Dla Raimona mogło wydawać się to bez sensu, ale przecież wszyscy wiedzą, że każdy ruch jaki wykona kapitan Zeusa niesie za sobą jakieś konsekwencje. Dla rywali był to znak. Sygnał, że koniec zabawy, czas na poważną grę. Axel podał piłkę. Drugi napastnik odwrócił się i przekazał futbolówkę do tyłu tuż pod nogi Ericka. Zawodnik z Ameryki od razu posłał ją dalej do czekającej już Nuki. Niebiesko-włosa niestety nie miała tego szczęścia co chłopcy. Drogę zastąpił jej Byron. Uśmiechnął się wrednie mrużąc przy tym swoje oczy. Dziewczyna próbowała odgadnąć co on sobie myśli, ale zanim się spostrzegła straciła grunt pod nogami i znalazła się w centrum małego tornada, które szarpało jej ciałem na wszystkie strony. Z wysokości czterech metrów runęła na ziemię, upadając na plecy. Cała wgnieciona w murawę nie mogła złapać oddechu przez parę długich sekund. Kątem oka spostrzegła kapitana Zeusa, który kierował się na ich bramkę. W tym samym momencie podbiegł do niej Erick by pomóc jej podnieść się z boiska.
-Wszystko dobrze?- zapytał z troską w głosie.
-T-tak- odparła podnosząc się ostrożnie i otrzepując spodnie.
Napastnicy gospodarzy dalej biegli w kierunku Marka i innych. Minęli Maxa i Bobbyego jakby ci byli powietrzem. Amber nawet nie ruszyła się z miejsca nie zauważając szarżujących napastników, zbyt zajęta oglądanie swoich paznokci. Obejrzała się za siebie dopiero gdy Ci oddali pierwszy strzał na bramkę Marka.
-Och...- mruknęła przekrzywiając głowę.
W przeciwieństwie do nikłego zainteresowania Amber, Mark był idealnie skupiony. Przeciwnicy oddawali systematyczne strzały na jego bramkę, a on musiał wyczyniać przeróżne akrobacje, aby nie dopuścić piłki do siatki. Już nie raz i nie dwa serce mu na moment stawało, gdy stał po przeciwnej stronie niż ta, do której leciała piłka. Na szczęście mógł polegać na pozostałych obrońcach, którzy przybyli mu z pomocą widząc kiepską sytuację, w którą wpadli. Pomocnicy i napastnicy również zaczęli interweniować, szczególnie, gdy pod bramkę Raimona zawitali obrońcy Zeusa. Mimo takiego natłoku po stronie gości, bramka nie padała. Raimon z całych sił starał się dorównać drużynie bogów i póki co udawało im się to. Gdy po kilku minutach jako taką kontrolę nad piłką w końcu przejął Erick, ruszył on na stronę przeciwnika. Niestety drogę zagrodził mu Byron, odebrał futbolówkę i używając Boskiej Wiedzy strzelił wprost w Marka. Siła była duużo większa niż bramkarz mógł się spodziewać. Siłował się z strzałem przez chwilę, jednak tym razem przegrał pojedynek lądując w bramce z piłką wiercącą mu dziurę w brzuchu. Dla Raimona czas na chwilę stanął w miejscu ( i nie, tym razem nie była to sprawka Byrona ) gdy widzieli upadającego Marka, a zaraz potem po całym stadionie rozszedł się donośny krzyk komentatora oznajmujący zdobycie gola przez zespół blondyna. Zawodnicy powoli zaczęli wracać na swoje pozycje. Nie dość, że byli wyczerpani po walce o piłkę to jeszcze przegrali z kretesem szybko tracąc swoją pierwszą bramkę.
-Mogłabyś nam pomóc- mruknął Erik przechodząc koło niewzruszonej niczym brunetki.
-Mhm- mruknęła w odpowiedzi i tyle jej było. Poszła dalej smętnie kopiąc stopami murawę. Brązowo-włosy chłopak westchnął tylko odprowadzając ja wzrokiem. Mógłby jej coś powiedzieć, dać reprymendę lub cokolwiek, wiedział jednak, ze nie ma na to czasu. Mecz zaraz zostanie wznowiony, a on musi do tego czasu znaleźć się na swojej pozycji, by nie dopuścić do dalszych strat. Teraz przyszła ich kolej na zdobycie bramki. Muszą to zrobić! Muszą wygrać.Gdy już ustawił się na miejscu rozejrzał dookoła. Niedaleko niego stało dwóch pomocników Zeusa. Wyglądało na to, że byli w bardzo dobrych humorach i już nie mogli doczekać się dalszego niszczenia przeciwnika. Tego właśnie Erick obawiał się najbardziej. Chyba nadszedł koniec spokojnej gry. W najlepszym wypadku mogą spodziewać się podobnej pierwszej połowy co ostatnim razem. Przed wznowieniem meczu udało mu się jeszcze na kilka chwil wymienić spojrzenia z Markiem. Pomocnik zdziwił się bardzo, gdy zamiast bólu, na twarzy przyjaciela dostrzegł szeroki uśmiech, a zaraz potem gest zachęcający do dalszej walki. 'Cały Mark' przeszło mu przez myśl zanim odpowiedział w stronę bramkarza tym samym. Gwizdek. Piłka znów ruszyła. Na nieszczęście Raimona do piłki jako pierwsi dotarli zawodnicy Zeusa. Sprawnie wyminęli pomocników i obrońców znów znajdując się pod bramką, która strzegł Mark. I już gdy zmierzali do oddania strzału, plany zburzył im niebiesko-włosy obrońca raimona, pięknym wślizgiem zabierając piłkę i natychmiast przekazując ją w stronę pomocników zespołu. Nathan wstał, otrzepał spodnie i jeszcze ostatni raz zerkając na zaskoczone twarze napastników, odbiegł uśmiechając się lekko.Po akcji pomocników, którzy w świetnym stylu wykiwali resztę zespołu Zeusa, nadeszła kolej Axela i Kevina.
-To jedyna taka okazja- mruknął ten drugi, gdy biegł do przodu nadal wzrokiem śledząc lecącą ku niemu piłkę. Futbolówka opadła na ziemię, a zaraz przy niej był już Kevin.
Szybka wymiana podań i napastnicy już stali przed zaskoczonym bramkarzem Zeusa. Jako, że Kevin wysunął się z piłką do przodu, strzelił jako pierwszy używając swojego hissatsu, jednak siła była zbyt mała i chwilę później wybita piłka szybowała w powietrzu tuż pod nogi kapitana Zeusa. Jednakże! Zanim tam dotarła, w powietrzu została przejęta przez innego blondyna. Pierwszy napastnik Raimona tylko czekał na sprzyjającą okazję i gdy piłka znalazła się na odpowiedniej wysokości, wkładając w to całą siłę i determinacje jaka się w nim zrodziła z chęci zdobycia wyrównawczego gola, strzelił przy pomocy Ognistego Tornada, wypalając w powietrzu ognistą ścieżkę, kierującą się wprost do bramki rwali.
-GOOOOOOOOOL!!- zawył do mikrofonu komentator, wstając jednocześnie tak energicznie, że przewrócił krzesło.
-Taaak! Brawo Axel! Tak trzymać, dokopiemy im!!
Jednak w pierwszej połowie nie padł już żaden gol. Gra znów była wyrównana, zawodnicy obu drużyn męczyli się biegając to w jedną, to w drugą. Za piłką i z powrotem. Główna akcja toczyła się na samym środku boiska, gdzie było najwięcej zawodników. Co jakiś czas przenosiło się pod jedną z bramek, by zaraz wrócić znów na centralną część murawy.
Gdy rozległ się gwizdek oznajmiający przerwę, wyczerpani zawodnicy włócząc nogami udali się do szatni. Jedynie Amber, w przeciwieństwie do reszty, nadal miała na tyle dużo sił, by szybciej niż inni pobiec do przejścia mającego zaprowadzić ich do szatni. Oczywiście powodem tej energii, którą nadal w sobie miała było nie co innego, jak brak jakiegokolwiek zaangażowania w grę. Nie raz piłka, która do niej trafiała, została później niecelnie oddana, przejęta przez Zeusa, lub totalnie przepuszczona, gdyż brunetka nie zdążyła do niej dopiec. Koniec końców reszta przestała do niej podawać w efekcie czego obrończyni stała jak kołek na boisku przyglądając się tylko grze pozostałych.
-Ja nie rozumiem- obolały Max szedł między resztą zawodników, pocierając czerwone od upadku łokcie.- Dlaczego trener nie zdjął jej z boiska... Gdyby wszedł ktoś inny...
-Tak- poparł go niechętnie Erick, którego postawa dziewczyny bardzo zdenerwowała.- przynajmniej gralibyśmy w jedenastu....
-Gdzie ona właściwie poszła?- Nuka, która szła obok bruneta zaczęła rozglądać się za towarzyszką, jednak nigdzie jej nie było.- Ktoś coś widział?
-Wyrwała się do przodu... pewnie już jest w szatni- odparł Kevin przyśpieszając kroku.
-Nie w szatni....-Max stanął powodując, ze reszta wpadła na niego robiąc przy tym sporo hałasu. Chłopak jednak uciszył ich szybko wskazując na odległy zakręt korytarza po lewej stronie.
-Amber i.... Byron?- Nathan stał w szoku dopóki reszta drużyny nie pociągnęła go za sobą, aby się schował. Scena przed nimi wyglądała następująco: Stojąca na przeciw para. Chłopak przekazujący dziewczynie białe pudełko po tabletkach... a raczej z tabletkami.
Skojarzenia przyszły same.Tym bardziej gdy doszła do nich rozmowa toczona między parą.
-Przyniosłeś?- zapytała zdenerwowana brunetka, Aphrodi kiwnął głową potwierdzająco- Daj to szybko, póki nikt nie idzie- powiedziała półszeptem
Blondyn jedną ręką chwycił jej koszulkę na brzuchu i delikatnie pociągnął w swoją stronę, tak, że dziewczyna musiała zrobić dwa małe kroczki w przód. Drugą wolną ręką dał jej pudełko z tabletkami, tak by wykonać jak najmniej niepotrzebnych gestów.
-Dobra, dzięki- rzuciła szybko i odwracała się by odejść. W tej samej chwili Byron objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Aphrodi i takie zachowania? pomyślała, jednak szybko zrozumiała reakcję chłopaka
-Widzieli nas?- zapytała szeptem.
-Yhym, pomyślałem, że możemy zapewnić im odrobinę rozrywki- mruknął cicho
-Szybko zmywajmy się zanim nas zauważą- Axel poprowadził resztę do szatni gdzie rozwiązała się dyskusja na temat widzianego przed chwilą zdarzenia.
Amber wróciła do szatni i powoli zamknęła za sobą drzwi. Gdy się odwróciła stanęła twarzą w twarz z rozwścieczonymi spojrzeniami kolegów z drużyny. Na szczęście dla niej trener udał się parę chwil wcześniej do karawanu po jakieś dokumenty. Irytacja wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i dobrymi manierami.
-Czego?- zapytała z wyrzutem mierząc wściekłym spojrzeniem każdego z nich
-Co on ci dał!- prawie krzyknął wściekły Nathan- Pokaż to natychmiast
-Nie bądź żałosny- usłyszał w odpowiedzi
-Ty...- krzyknął na nią, w jednej chwili brunetka podskoczyła do niego i zacisnęła dłoń na jego koszulce i pociągnęła w swoim kierunku, tak, że jej twarz była przy jego
-Zapamiętaj sobie raz na zawsze, ze mną się nie zaczyna- syknęła, chłopak był na tyle blisko, że mógł dokładnie zauważyć, że Amber ma sporo powiększone źrenice
-H-hej uspokójcie się oboje- sytuację próbował załagodzić Mark
-Skoro tak bardzo wam zależy- dziewczyna puściła ... i wyciągnęła z torby pudełko z tabletkami- O to wam chodzi, czyż nie?- rzuciła je w kierunku chłopaków- Przeczytajcie sobie. Powinno was to zainteresować- dodała z sarkazmem
-Co to?- pytali między sobą
-Tabletki antykoncepcyjne, sieroty- powiedziała z wyższością w głosie
-Co? Po co?
-Nie mówcie, że nadal wierzycie, że dzieci biorą się z kapusty. Takie tabletki się bierze, by nie zajść w nieplanowaną ciążę, głąby. Tłumaczyć dalej?!
-A-ale...
-Tak, są moje. Jeśli was to interesuje to nie trzymamy się tylko za rączki i nie patrzymy w oczka z uśmiechem na ustach- zaśmiała się
-I on ci takie coś załatwia?- zapytała z podejrzeniem i rumieńcem na twarzy Nuka
-Zostawiłam u niego... po ostatnim razie
-Takie tabletki powinno się brać o jednakowej porze, a ty brałaś je w różnych godzinach- zauważyła Nelly
-Widzę, że jesteś obeznana w tym temacie. Te są nowością na rynku, można je brać w różnym czasie, ważne by codziennie- podeszła do Marka, trzymającego opakowanie i zabrała je. Zadowolona z siebie przeszła do części szatni należącej do dziewczyn i tam schowała pudełko ponowie do torby. Tam w środku było inne, identyczne. To powinno ich uspokoić i odrobinę ujarzmić, pomyślała zapinając plecak

***

-Rozpoczynamy drugą połowę! Zawodnicy ustawiają się już na pozycjach! Dwie minuty pozostały do pierwszego gwizdka w drugiej połowie tego spotkania!!
Dwaj napastnicy Zeusa ustawili się za piłką z tajemniczymi uśmieszkami nie opuszczającymi ich ust.
Sędzie podszedł do nich i chwilę później zaczęła się gra. Byron śmignął między Raimonem niepostrzeżenie, pozostawiając po sobie ślady w postaci małych huraganów porywających przeciwników i zrzucających ich na ziemię z zdecydowanie zbyt dużej wysokości. Po drobnej zabawie z obrońcami stał już z tryumfującym uśmiechem na ustach, przed gotowym do obrony Markiem. Bramkarz spodziewał się ataku, wiedział, że tym razem zanosi się na coś większego. Byron stał w dość sporej odległości od niego, normalnie żaden napastnik nie decydowałby się na atak z takiej odległości... chyba, że posiadałby jakieś wystarczająco potężne hissatsu.
-Jesteś gotowy Mark?- uśmiech nie schodził z ślicznej buźki Byrona. Pomimo tego, że chłopak to mówił, bramkarz nie miał problemu z usłyszeniem tych słów. Czas jakby się zatrzymał. Czas i miejsce przestały mieć znaczenia, na boisku stała ta dwójka tocząc między sobą niewidzialną bitwę, w której o zwycięstwie decydować miała wewnętrzna wola walki.
-Nie boję się Ciebie i twoich strzałów- odparł w końcu kapitan Raimona.
-Dobrze Mark. Bardzo dobrze.
Po tych słowach blondyn ruszył do przodu. Najpierw powoli, po czasie przechodząc w trucht, aż do zawrotnego pędu. W jego dłoni pojawiła się błyskawica. Tłum wstrzymał oddech widząc co dzieje się przed bramką gości. Walka pomiędzy kapitanami drużyn. Niekończąca się wojna między przeciwnymi zespołami. Kolejna bitwa między tą dwójką. Jak skończy się tym razem...
Grom został wystrzelony w stronę bruneta, który teraz całą swoją uwagę skupił właśnie na nim. Ni stąd ni zowąt pojawił się Byron z piłką przed nogami. Kopnął futbolówkę prosto w błyskawicę. Po połączeniu razem popędziły z ogromną mocą w stronę siatki, wypalając trawę na murawie. Obrona Marka, choć stawiała silny opór i długo powstrzymywała strzał, nie mogła uniknąć tego co hissastu niosło za sobą. Blask gromu oślepił wszystkich.
-Błyskawica Zeusa- powiedział Byron z wyższością w głosie nazwę swojego hissatsu.
Gdy gwizdek sędziego oznajmił zdobycie kolejnego gola dla Zeusa, na trybunach, murawie i pomieszczeniu dla komentatora panowała głucha cisza. Zwęglona bramka i dym unoszący się w tym miejscu mówiły same za siebie. Siła rażenia była na tyle ogromna, że nawet stojący najbliżej obrońcy czuli na sobie jej efekty. Aż trudno sobie wyobrazić co w takim razie musiał czuć Mark, który znajdował się bezpośrednio w centrum 'wybuchu', a teraz nadal nie podnosił się z ziemi. Nie, nie przez moc strzału, która go powaliła, a jedynie przez przytłaczającą go własną bezradność, która nie pozwalała mu wstać. Zaciskał pięści coraz mocniej leząc na murawie i myśląc gorączkowo o sytuacji w której się przed chwilą znalazł. Znów nie dałem rady obronić bramki. Jestem za słaby. Dziadku czemu to nie działa. Co robię źle.... Muszę stać się silniejszy. Dużo silniejszy! Muszę zatrzymać ten strzał. Dziś... musimy wygrać!! 
Przeciwnicy powoli wrócili na swoje pozycje nie oszczędzając sobie głośnych komentarzy odnośnie gry Raimona.
-To będzie prostsze niż myślałem- powiedział poprzez śmiech Demeter, a Hera mu przytaknął
-Spodziewałem się chociaż odrobimy wyzwania, a tu.. gorzej niż w zeszłym roku...- tym razem obaj się zaśmiali
Axel ze skoncentrowaną miną analizował sytuację w jakiej się znaleźli. Zeus wygrywali 2:1, ale to była różnica tylko jednego gola, więc wciąż była nadzieja. Wystarczyło się jej tylko mocno chwycić, by wyjść z tarczą z tego meczu...
-Erick!- krzyknął blondyn podając do amerykańskiego czarodzieja piłki, brunet rozejrzał się i podał w kierunku Nuki, która nie była jeszcze przez nikogo kryta. Niebiesko-włosa posłała piłkę dalej tym razem do Kevina. Wymiana podań trwała jeszcze z parę minut oczywiście omijając Amber, która nawet nie zareagowała na to. W końcu futbolówka trafiła pod nogi Bobby'ego.
-Zabawmy się trochę- powiedział Byron mijając w biegu Herę i Demeter. Obaj uśmiechnęli się chytrze na słowa swojego kapitana. Napastnicy Zeusa szykowali się do użycia nowego, zabójczego hissatsu. Zatrzymali się gdy odległość między nimi, a niebiesko-włosym wyniosła pięć metrów. Ustawili się w sporej przerwie od siebie, tak, że nawet ich bramkarz i Jack mogliby walczyć sumo pomiędzy nimi. W jednym momencie obaj wyrzucili w górę po jednej złotej monecie, które nie wiadomo skąd znalazły się w ich rękach. Zanim monety upadły na ziemię, pomiędzy trzema chłopakami pojawiła się czarna rzeka. Bobby spojrzał na swoje nogi, które były po kolana zamoczone w gęstej niczym smoła wodzie, i tym samym odkrył, że piłka zniknęła mu z pola widzenia. Zdezorientowany zawodnik próbował się wyswobodzić z objęć rzeki jednak im bardziej się siłował tym Styks bardziej nie ustępował. Jednak to nie był koniec. Za plecami Hery i Demeter pojawiły się ogromne ciemne drzwi, które otworzyły się. Rzeka zmierzała właśnie w otwarte wrota. Najpierw powoli, później coraz bardziej bezlitośnie zaczęła wciągać obrońcę. Bobby stracił równowagę i się przewrócił. Rzeka zaczęła mu wpływać do ust i nosa, tak, że nie mógł złapać oddechu. Chłopak poczuł przerażające płomienie na swoim ciele. Miał wrażenie, że pali się żywym ogniem, jednak nadal znajdował się w rzece.
-Skończcie z tym- rozkazał rozbawiony Byron
Dwaj napastnicy kiwnęli głowami i krzyknęli jednocześnie nazwę zabójczego hissatsu.
-Brama Hadesu!- w tym momencie Bobby poczuł jak coś rozrywa go od środka. To ta rzeka, pomyślał. Słowo ból to było zdecydowanie zbyt łagodne określenie dla zawodnika Raimona. Dotąd miał wrażenie, że palił się ogniem, jeżeli jest coś gorętszego to z pewnością teraz w tym się znajdował. W nodze czuł jakby kości pokruszyły się na miliony kawałeczków.
Nagle wszystko ustało. Mimo, że nie minęło nawet pięciu minut chłopak nie wytrzymał z cierpienia i zemdlał.
-Bobby!- pierwsza z szoku otrząsnęła się Nuka- Bobby!- w jednej chwili znalazła się przy nim i próbowała ocucić. W ślad za nią podbiegli wszyscy pozostali zawodnicy Raimona, nawet Amber z tym, że ona szła na samym końcu.
-Bobby- jęknęła Silvia zasłaniając usta dłońmi z przerażenia
-Spokojnie- powiedziała Nelly, kładąc jej dłoń na ramieniu- Są tu lekarze- wskazała jej na dwóch ratowników, którzy już biegli z apteczkami w kierunku boiska.
-To mogło skończyć się o wiele gorzej- zauważyła Celia- Takie hissatsu powinny być nielegalne
-Bobby, stary- obok nieprzytomnego chłopaka klęknął jego najlepszy przyjaciel- Nie rób nam tego.
-Odsuńcie się dzieciaki- powiedział ratownik, gdy znalazł się przy nich
-Co robimy? Nie wygląda to za ciekawie- powiedział drugi, dokładnie obejrzał nogę chłopaka oceniając jej stan, już na pierwszy rzut oka było widać, że niewiele brakowało do tego aby kość wydostała się na zewnątrz.
-Musimy zabrać go do szpitala. Złamanie wygląda zbyt poważnie. 
-Dobra, niech chłopaki przyniosą nosze- dał znak w kierunku ambulansu, po chwili podjechało auto, a kontuzjowanego Bobby'ego wniesiono do środka. Silvia uparła się, że pojedzie z przyjacielem i będzie na bieżąco informować resztę o jego stanie zdrowia. Trener na to przystał.
-Willy- zaczął Hibiki- wchodzisz na obronę 
Wszyscy nadal mieli w pamięci obraz okrutnego hissastu, które doprowadziło chłopaka do takiego stanu.
-Prawie otwarte złamanie nogi, mnóstwo siniaków, poturbowane żebra, stłuczone kolana i łokcie, podbite oko i dwa guzy- wyliczyła Amber- Tym razem przesadziliście- odwróciła się w stronę Byrona, który stał za nią, ten tylko wzruszył ramionami i spokojnym krokiem odszedł w kierunku swojej pozycji
Wznowiono mecz, jednak zawodnicy Raimona byli wstrząśnięci tym, co się przed chwilą stało. Jak do tego doszło? Stali bezradnie na boisku, rozglądając się nerwowo dookoła. Między nimi panował strach. Co jeśli się zbliżą do przeciwnika i skończą tak samo jak ich przyjaciel? Mark na ten widok zacisnął jeszcze mocniej pięści. Widział jak Jack i Willy spanikowani trzęśli się ze strachu, nerwowo patrząc to w jedną, to w drugą stronę, byle w razie potrzeby znaleźć się jak najdalej od szarżujących przeciwników. Amber stała tylko z boku, spokojnie analizując wygląd swoich paznokci, niezbyt zainteresowana tym, co aktualnie działo się w połowie boiska. Jedynie tam, Nuka i Erick, wykazywali skrajne zaangażowanie w rozgrywkę, desperacko usiłując zablokować zawodników Zeusa, co chwila lądując twarzą do ziemi. W pewnym momencie, nawet Max, który do tej pory wahał się, czy lepszym rozwiązaniem będzie dołączyć do tej nieszczęsnej wymiany podań, czy bezpiecznie usunąć się z drogi. Koniec końców zdecydował się na pierwsze rozwiązanie, mrucząc pod nosem, że za chwilę z pewnością tego pożałuje. Wspomniał na te słowa zaledwie dwie minuty później, wąchając świeżo skoszoną, wydeptaną trawę.
Zeus ponownie ruszył do ataku, tym razem Aphrodi postanowił nie fatygować się i pozostawił zdobycie bramki w rękach, a może raczej nogach Hery. Brunet wyskoczył wysoko w powietrze i parokrotnie uderzył piłkę pod różnymi kątami, krzycząc przy tym:
-Boska strzała!
-Nie tym razem! Mur!- Jack ustawił się na linii strzału, a zanim pojawił się wspomniany wcześniej mur. Piłka nacierała na niego jednakże boskość przez nią niesiona musiała ustąpić przed obrońcom Raimona.
-Świetna robota Jack- usłyszał zza pleców głos kapitana. Zielono-włosy rozejrzał się, Nathan był z pomocnikami w połowie boiska, Amber z kolei nie wykazywała zainteresowania co do piłki i pewnie nie zauważyłaby jej nawet gdyby dostała nią w twarz, najbliżej niego znajdował się Willy i również do niego skierował swoje podanie. W chwili gdy dotknął jej znikąd pojawili się Hera i Demeter. Okularnik zdążył jedynie obdarzyć ich przerażonym panicznym spojrzeniem, ponieważ w następnej chwili ci wyrzucili po złotej monecie w powietrze, a przestrzeń między nimi wypełniła się rzeką.
-Cholera Willy!- krzyknęła Amber- Uciekaj stamtąd!
Chłopak spojrzał na swoje nogi, które do połowy były zanurzone w smolistej wodzie, drugi raz nie trzeba było mu powtarzać tego polecenia. Z całych sił próbował wyszamotać się z objęć Stuksu, ale woda nie ustępowała coraz mocniej obejmując jego nogi.
Amber niewiele myśląc pobiegła w jego kierunku by mu pomóc. Jednak zdążyła zrobić tylko kilka małych kroczków gdy ktoś ją złapał.
-Nie ruszaj się!- syknął jej do ucha Byron- Chcesz skończyć jak ten cały Bobby?!- wrzasnął
-Nie, i on też tak nie skończy!- krzyknęła szamocząc się- Puszczaj mnie!- jakimś cudem wyrwała się z objęć blondyna i podbiegła do pozostałych. Na całe szczęście chłopaki nie zdążyli jeszcze przywołać Bram Hadesu. Nie zastanawiając się dziewczyna wbiegła prosto w rzekę i stanęła przed wystraszonym na śmierć Williamem, który trząsł się ze strachu i kulił oczekując najgorszego. Amber rozłożyła ręce w obronnym geście i czekała. Doskonale wiedziała, że Byron zakazał swoim kolegom atakowania jej. Sam jej przecież to powiedział w chwili gdy wchodził na boisko. Więc oczywiste było, że jeżeli teraz stanie im na drodze to będą musieli przerwać tę rzeź.
Kamień spadł jej z serca w chwili gdy Hera i Demeter wyciągnęli ręce, a w ich dłonie wpadły złote monety, które wcześniej wyrzucili. W momencie gdy to się stało, również woda zniknęła uwalniając ją i Willy'ego. Ten drugi padł na kolana cały czas się trzęsąc.
-Hej, spokojnie, już wszystko dobrze- mówiła pomagając mu wstać i prowadząc w kierunku ławek. Tam zajęła się nim Celia, okrywając go ciepłym kocem i mówiąc pocieszające słowa. Na jego miejsce wszedł Tod. Gdy pierwszoroczny wszedł na boisko rozległ się gwizdek sędziego.
-A niech to sędzia główny odgwizduje faul!- powiedział przez mikrofon Horse Senior
-Co?
-Gdzie?
-Kiedy?
-Kto?- pojawiały się pytania z różnych stron, ale odpowiedź pojawiła się sama.
Na ogromnym telebimie, który pokazywał wynik meczu pojawił się moment, w którym Byron trzymał swoją dziewczynę i szamotał się z nią. Co oznaczało... piłkę na rzecz Raimona! To była ich szansa na wyrównanie!
-Wygląda na to, że rzut karny wykona sama poszkodowana- powiedział komentator widząc idącą wolnym krokiem Amber w kierunku połowy Zeusa. Dziewczyna spojrzała na ławkę, spojrzała w twarze wszystkich, zatrzymując wzrok na trenerze. Ten również spojrzał na nią i kiwnął lekko głową.
Posejdon, bóg mórz i oceanów, jak cię pokonać, myślała stawiając piłkę, jako swojej obrony używasz wody i powietrza. Zasłaniasz się wodnym murem lub wbijasz piłkę w ziemię... Które z moich technik jest w stanie cię pokonać? Ha, przecież doskonale wiem, tylko czy jestem w stanie... 
Z rozmyślań wyrwał ją gwizdek sędziego nakazujący strzał. Brunetka podbiegła go piłki i piętą podzieliła ją na dwie nowe, jedną otoczoną niebieską, a długą czerwoną aurą, które wzniosły się w powietrze. Wyskoczyła za nimi i kopnęła je obiema nogami, w trakcie lotu na bramkę Posejdona złączyły się w jedną i z podwójną siłą wpadły w bramkę przyciskając boga mórz do siatki.
-Shoot Command 07 jak zwykle niezastąpiony- powiedziała do siebie i odeszła wolnym krokiem w kierunku swojej pozycji, nie czekając na okrzyki radości kolegów z drużyny.
-Do końca drugiej połowy zostało tylko piętnaście minut. Czy Raimon zdąży przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?- komentował Horse Senior- Czy Zeus tak łatwo odda wygraną?!
-Żarty się skończyły- syknął Aphrodi do pozostałych
-Chyba coś ten mecz nie układa się po waszej myśli, co?- zapytała z przekąsem Nuka powstrzymując się jednocześnie od wybuchnięcia śmiechem
-Nie prowokuj ich- powiedział Nath, który przeszedł do pomocy, teraz gdy Amber wykazała się wolą walki nie musiał martwić się o defensywę.
-Gomen, gomen..
W tym samym czasie Byron spojrzał na ławkę rezerwowych swojej drużyny. Oczywiście nie było tam nikogo oprócz dwóch menadżerek. Jego wzrok padł na blondynkę, która mogłaby być jego siostrą. Dał jej sygnał, a dziewczyna odrzuciła bajecznie długie włosy do tyłu i wypięła piersi do przodu.
-Słuchajcie- Amber zwróciła się po raz pierwszy do pozostałych podczas meczu- Pod żadnym pozorem nie wolno wam patrzeć w stronę Sireny. Ona również posiada własne hissastu, które omamia mężczyzn. Jeżeli dopuścicie do uszu jej głos lub co gorsza spojrzycie na nią mamy przechlapane..
-Sirena?- zapytał Tod nie wiedząc o co chodzi, pozostali szczerze mówiąc również
-Chodzi o kurwiastą Rav, ich menadżerkę. To Syrena, omamia wszystkich mężczyzn, by ich wykorzystać. Jak myślicie, że jest tam tylko ze względu na duże cycki i krótką spódniczkę?! Oczarowuje wszystkich swoim wpływem. Dlatego czekała na nas jak przyjechaliśmy.
-Więc co mamy robić?- zapytał Max
-Sirena omamia facetów swoim urokiem osobistym- zastanowiła się- myślcie o czymś innym, nie wiem o jakiś innych dziewczynach, które wam się podobają, albo nie wiem.. samochodach? Czy co tam lubicie. Marka raczej nie trafi jej urok, bo nie myśli za dużo o... tych sprawach. Ja i Nuka jesteśmy bezpieczne, dopóki nie zaczniemy preferować dziewczyn. To nam daje trzy osoby na jedenastu..
-Więc cała nadzieja opiera się na tym, że chłopcy pokonają swój testosteron, albo któraś z nas strzeli trzeciego gola- podsumowała niebiesko-włosa pomocniczka
-Dokładnie
-Więc wiemy wszystko. Ami- zrobiła krótką przerwę- dobrze, że znów jesteś sobą..
-Ja też się cieszę.
Wznowiono mecz. Przy piłce znajdowali się gospodarze meczu. W chwili gdy Hera podał piłkę w stronę Atheny, dziwna, czerwono-niebieska ledwo widoczna mgła wstąpiła na boisko. Wszyscy zawodnicy Raimona płci męskiej usłyszeli w swoich głowach bajeczny śpiew i głos tak piękny, że wszyscy bez wyjątku stanęli jak wryci.
-Oho, wygląda na to, że się zaczyna- mruknęła Nuka
Myśl o czymś innym, upominał się w myślach Axel, nie daj się pokonać. Myśl o meczu, o przeciwniku. O piłce nożnej!, w tym momencie poczuł na skórze pod koszulką mały wisiorek w kształcie korka zawieszony na szyi. Yuuka, pomyślał, a przed oczami objawiła mu się postać siostry.W jednej chwili mgła wkoło niego upadła, a blondyn znów był gotowy do walki. Jednak inni nie potrafili sobie poradzić z tym czarem tak szybko i łatwo jak on. Nie było czasu na na czekanie, musieli działać. Teraz, choćby w trójkę.. Pozostawiając Makra bez obrony. Napastnik wślizgiem odebrał przeciwnikowi piłkę i rękom dał znać dziewczyną by te biegły wraz z nim.
Jakoś wspólnymi siłami przedarli się przez połowę boiska należącą do Zeusa. Jednak ci wyczuli zagrożenie z ich strony i zacieśnili szeregi. Axel znajdował się w posiadaniu piłki, ale niestety był zbyt dobrze kryty by mógł użyć Ognistego Tornada by strzelić. Amber również, otoczona była jeszcze bardziej niż on, zauważył nawet, że Byron przyłączył się do obrony uniemożliwiając brunetce najmniejszy ruch. Nuka, ona również była kryta, ale nie tak bardzo jak oni.. Dodatkowo widać było, że znalazła już ewentualną drogę ucieczki, ale. Ale była za daleko by podanie do niej dotarło..
-Podaj tutaj!- usłyszał głos i szybki bieg. Nath! Więc i jemu udało wyswobodzić się z hissastu Rav! Blondyn podał piłkę w kierunku niebiesko-włosego, a ten przedłużył podanie, które padło do Nuki. Dziewczyna wyskoczyła wysoko w powietrze, a wkoło niej pojawiły się ciemnoczerwone linie wiatru, które zamieniły się w ogromną czerwoną różę, zamykając ją w środku. Następnie kwiat otworzył się, a Nuka wyskoczyła z niego wysoko w górę i kopnęła piłkę z podwójnej przewrotki.
-Floral Despair!
-GOOOOOOOL! Drużyna Raimona zdobywa trzeciego gola! Pięć minut przed końcem meczu!!
Gdy uradowana dziewczyna odwróciła się, zauważyła, że nie tylko Nath wyswobodził się z hissastu menadżerki. Wszyscy pozostali osłaniali napastników Zeusa, a inni byli nawet na ich połowie.
-Niesamowite- powiedziała bardziej sama do siebie niż kogokolwiek innego.
Przez następne pięć minut gospodarze meczu nieustannie atakowali swoich rywali, jednak bezskutecznie. Za każdym razem na ich drodze stawała cała jedenastka krzyżując tym samym ich plany. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 2:3 dla Raimona. Kto by pomyślał, po tak nieciekawym początku! 

Zapowiedzi Marka! 
Udało się! Pokonaliśmy Zeusa! Teraz czeka nas coś jeszcze bardziej niesamowitego! A konkretnie wyłonienie reprezentacji Japonii! Wszyscy będą nieźle zdenerwowani oczekując wyników! Wśród reprezentantów nie zabraknie naszych wrogów, ale i także przyjaciół. Kim okaże się być selekcjoner? Czy jego decyzje przypadną wszystkim do gustu? Czy reprezentanci będą w stanie odłożyć własne spory na bok i połączyć swoje siły by stworzyć drużynę z prawdziwego zdarzenia? Aby się tego dowiedzieć koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt: "Inazuma Japan"! Ale będzie się działo!


_____________________________________________________________

Ohayo!! :D
Oczywiście przepraszamy za tak długą nieobecność, ale przecież najważniejsze, że wróciłyśmy prawda...? ^^"
Dziękujemy, ze tak długo czekaliście, liczymy że jeszcze wszyscy nie odeszli i zostawicie po sobie jakiś komentarz ;*

Oto wyniki konkursu!
Kryształowa
Will
Starunna
Anonim ( ^^")

Zamiast 3 osób, wybrałyśmy 4, gratuluję!
Na nasz ask wyślijcie proszę opisy waszych postaci, jakieś przykładowe zdjęcie, określcie ich wiek, szkołę, która klasa (Przykładowo Mark ma 17 lat ;) ), kim są dla drużyny Raimona (lub poszczególnych zawodników) itp.