piątek, 14 grudnia 2012

8. Trochę zmian


-Amber! Ambeer! Ambeer! Aaambeer! Amber! O cześć Xawier!- Nuka pędziła głównym korytarzem liceum Raimona, goniąc za swoją przyjaciółką, której głowa dosłownie przed chwilą mignęła jej wśród tłumu. Niezdarnie próbując przeciskać się między uczniami powoli zbliżała się do koleżanki, machając przy tym rekami w nadziei na zwrócenie jej uwagi- Ambeer! Ambeeer! Zaaczekaaaj Noooo!
Dziewczyna zrobiła jeszcze parę kroków, gdy poczuła nagle, że leci wprost na podłogę. Pod jej nogami stał plecak, którego dziewczyna w pędzie nie za uwarzyła.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaa- Stojąc na palcach jednej nogi i lecąc w dół machała rekami niczym małymi wiatraczkami, licząc na jakiś cud. Zacisnęła powieki, gotowa na spotkanie z podłogą, gdy nagle poczuła pod sobą cos miękkiego. Otworzyła jedno oko, a z zdumienia zrobiła to samo z drugim.
-Auć- szepnął Mark pocierając głowę i otwierając oczy -Co te plecaki robią na ziemi?- Oboje uśmiechnęli się szeroko.
Usiedli na podłodze, naprzeciwko siebie, Mark spojrzał zdziwiony na dziewczynę.
-Dokąd się tak śpieszyłaś?
-Goniłam Amber. Chyba nie słyszała jak ją wołam- Uśmiechnęła się do niego- Mijałeś ją przed chwilą.
-To prawda- Skinął głową. Zdziwienie zastąpił szeroki uśmiech- miała słuchawki w uszach.
-Ach- Dziewczyna klepnęła się otwartą dłoniom w czoło- To dlatego nic nie słyszała. Hahaha. Ciekawe czego słucha. W sumie nigdy się jej nie pytałam. Może czegoś podobnego do tego co ja. A może jakiś polskich piosenek. Albo rapu. Jak myślisz Mark?
-Nie wiem, ale wyglądała na totalnie zapomnianą w muzyce.
-Och. Muszę się dowiedzieć, co to takiego. Hahah Mark. Jak wam idą treningi? Słyszałam, że macie niezły wycisk- Wstali z podłogi i skierowali się w stronę sali, w której mieli mieć teraz lekcje.
-To prawda- przytaknął z satysfakcją- Trener ani trochę nam nie odpuszcza. Musimy dużo i ciężko trenować jeśli chcemy być najlepsi. Za rok kolejny turniej strefy futbolu. Musimy wziąć w nich udział. I wygramy! Zobaczysz! A na razie będziemy trenować najciężej jak się da. Będziemy wyciskać siódme poty! Nie odpuścimy dopóki…
-Ale Mark- Nuka przerwała mu w rozbawieniem patrząc się na niego- Turniej dopiero co się skończył.
-No niby tak… Sama widziałaś co się działo podczas meczu z Kirkwood. Nasi przeciwnicy rosną w siłę i my też musimy. Jeśli chcemy być najlepszym zespołem w Japoni nie możemy próżnować.
-Więc lepiej zatrenować się na amen i nie wystąpić w turnieju z wycieńczenia?
-C-co?- Mark najpierw zdziwiony spojrzał na dziewczyną, a później uśmiechnął się szeroko- Spokojnie, nic nam nie będzie. Zawsze ostro trenujemy. To jeszcze nic.
-Nic? Więc robicie coś więcej?
-Jasne- skinął głową i spojrzał przed siebie jakby wspominał dawne czasy- Wszyscy ciężko trenujemy, ale czujemy, że to nie daje pełni efektu dla tego często sami wykonujemy indywidualne ćwiczenia.
-Indywidualne?
Znów skinął.
-Każdy z nas stara się dawać z siebie wszystko i nie poddawać, choć czasem bywa naprawdę ciężko. Nie zawsze szło nam łatwo. Były momenty, gdy chcieli się po prostu poddać, uciec. Pamiętam, gdy Axel i Jake próbowali opanować zrzut inazumy. Oboje bardzo ciężko trenowali by dojść do celu, ale z początku nic z tego nie wychodziło. Jake miał lęk wysokości, ale przezwyciężył go i dzięki niemu wygraliśmy z dzikim gimnazjum.
-Pamiętam- Uśmiechnęła się- Pierwsze próby kończyły się fiaskiem, bo Axel nie był w stanie odbić się od Jake.
-Tak- Mark skinął głową.
-Ale wkońcu udało im się. Wykonali zrzut inazumy a wy wygraliście i dostaliście się do turnieju.
-To nie wszystko- Mark uradowany spojrzał na dziewczynę- Udało nam się wykonać zrzut Inazumy jeden.
-Nikt się tego nie spodziewał. Tak nagle opuściłeś bramkę i wyskoczyłeś z Axelem. Bramkarz był totalnie w szoku. Zresztą ja też. No bo w sumie. Nie często widzi się bramkarza opuszczającego stanowisko i przechodzącego do ataku. No mówię ci. Widownia zawsze wstrzymywała oddech gdy to robiłeś. Jak przy trój fenixie… Znaczy pegazie. Jejku. To dopiero było coś.
-To prawda- przytaknął jej nadal się uśmiechając- Ale kosztowało nas sporo pracy.
-Mhm- skineła- To bardzo skomplikowany ruch. Nie wyobrażam sobie wymyślić coś takiego. Musieliście naprawdę sporo trenować.
-Tak, ale ćwiczenia z chłopakami to prawdziwa przyjemność. A Erick ma taki zapał do gry, że aż trudno się powstrzymać.
-Żeczywiście dziwne- szturchnęła go w ramię-Jednego dnia poznać nieznajomego chłopaka, który okazuje się być doskonałym graczem i zaprosić go do gry tym samym odkrywając niesamowitą technikę strzału.
-Ahahahaha – Zarzucił ręce za głowę.
Dziewczyna zamyśliła się.
-To musiał być dla nich spory szok, gdy dowiedzieli się, że Erick jednak żyje. Dla Silvi i Bobbiego. Przecież to był ich przyjaciel z dzieciństwa. On i… Eeee
-Malcolm- Dokończył- Malcolm Night.
-Właśnie. To niesamowite.
-Tak. Wszyscy spotkali i zaprzyjaźnili się w Ameryce. Połączyła ich miłość do piłki nożnej i ta sama miłość pozwoliła im na spotkanie po latach tu, W Japoni.
-To musiało być przeznaczenie- Nuka wyrzuciła ręce do góry, zadowolona ze swojego stwierdzenia- Bo jak to można nazwać inaczej? Rozstali się bedąc dziećmi na zupełnie innym kontynencie… Ameryka. To strasznie daleko stąd.
-Erick miał ten wypadek, Malcolm pewnie wyjechał… Ale wiesz co? Strasznie się cieszę, że za nim to wszystko się stało, obiecali sobie że zawsze będą grać w pilkę.
-Taaak, to prawda.
-Jeśli naprawdę kochają grać, nic nie powinno im stć na drodze.
-Ale czasem dzieją się rzeczy… na które nie mamy wpływu.
Mark skinał głową i zmarszczył brwi. Opuścił ręce. Przypomniała mu się legendarna jedenastka Inazumy. Niesamowici zawodnicy z ogromnym potencjałem i szansą na wygraną w turnieju strefy futbolu. Jeden wypadek zniszczył wszystko o czym marzyli i przekreślił ich piłkarską nadzieję. A już z pewnością jego dziadkowi. Mark westchnął. Oddałby wszystko by tamtego dnia autobus jedenastki Raimona bezpiecznie dojechał na boisko, a piłkarze mogli wyjść i grać jak tego pragnęli.
-O czym myślisz?- zagadnęła Nuka widząc zadumany wyraz twarzy kolegi.
-O moim dziadku- Westchnął.
-Davidzie Evansie?
-Słyszałaś o nim!?- Mark z niedowierzanie spojrzał na niebiesko-włosą uśmiechając się szeroko.
-No jasne, to legenda. Był naprawdę niesamowity  Poprowadził drużynę do finału.O mały włos minęli się z zwycięstwem. Ach, ile bym dała żeby go spotkać… Ojć. Naprawdę mi przykro Mark…
-Eee nie ma się czym przejmować- Chłopak ponownie zarzucił ręce za głowę i przymknął oczy.
-To był niesamowity piłkarz… Słyszałam, że boska ręka to jego technika.
-Eeech haha- Mark zatrzymał się na chwilę- To prawda- Spojrzał na Nukę uśmiechnięty.
-Ale jak ci się udało…?
-Wszystko jest zapisane w jego dziennikach.
-Dziennikach?
-No jasne- Przytaknął- Dziadek wszystko opisał w zeszytach. To dzięki jego specjalnym treningom udało nam się dojść tak wysoko-Mówił coraz bardziej podekscytowany patrząc dumnie przed siebie.
-Specjalnym treningom? Mark, co to za zeszyt?
-Dziadek wszystko tam opisał. Również jak opanować rękę MaJina.
-Serio!?- Wykrzyknęła podskakując lekko- Pokarzesz mi ten zeszyt!?
-Jasne- Chłopak uśmiechnął się do niej i skierował pod najbliższą ścianę. Zdjął plecak i usiadł pod nią wyjmując stary, zniszczony, oprawiony w niebieską okładkę zeszyt. Nuka usiadła obok niego uważnie przypatrując się dziennikowi. Ręka Marka z cenną zawartością poszybowała w jej stronę. Nieco oszołomiona dziewczyna wzięła zeszyt i z przejęciem otworzyła go na pierwszej lepszej stronie.
-Hęęęę!?- Zdziwiła się nieco zawiedziona patrząc na liczne szlaczki na papierze, tak wspaniałego, wydawałoby się notesu- Mark, co to za bazgroły?- Zapytała z wyraźnym wyrzutem w głosie.
-To żadne bazgroły- mówił pochylając się nad zeszytem nadal trzymanym przez Nukę- To instrukcja jak wykonać rękę MaJina.
-Serio?- Przysunęła notes bliżej twarzy mrużąc jedno oko. Przechyliła zeszyt najpierw na prawo, później na lewo, aż w końcu obróciła go do góry nogami- Mark, ja tu nic nie widzę.
-Jak to nie? Tu jest wszystko napisane- Palec chłopaka wskazał pierwszy „rysunek”- Tu mówi coś o sercu. Długo zajeło mi rozszyfrowanie i zrozumienie o co dziadkowi chodziło.
-Ty naprawdę to rozumiesz?- Zdziwiona dziewczyna jeszcze raz zmrużyła oczy w uwagą wpatrując się w zeszyt. W końcu westchnęła zrezygnowana i wzruszyła ramionami.
-Tak- przytaknął jej chłopak i wziął od niej notes- Ale nie pisze tu tylko o tym. Jest też mnóstwo strzałów i technik których…
-Naprawdę!?
-…jeszcze nie udało mi się rozszyfrować.
-Och- dziewczyna wstała spod ściany i uśmiechnęła się do chłopaka- To niesamowite, że ty cokolwiek rozumiesz z tych bazgrołów.
-Haha- chłopak też wstał i podrapał się po głowie- To wcale nie jest takie trudne.
-Ja widzę tu tylko jakieś szlaczki, kreski, kropki i kołeczka- uśmiechnęła się szerzej i ruszyli dalej korytarzem. Dziewczyna jeszcze na chwilę wzięła od niego zeszyt i przekartkowała go powoli, szukając czegoś, co wydawało by się jej najbardziej normalne. Gdy doszła do końca, zaczęła jeszcze raz. Zatrzymała się na jakimś rysunku i przekrzywiła głowę.
-A tu o co chodzi? To wygląda… Jakby wpakowali wieloryba do rakiety… A too jakby jakaś ryba jadła tosta łyżką. Mark, co ryby i tosty mają do technik strzeleckich?
-Tosty? Wieloryb? To żadne ryby. Pokarz mi to.- Chłopak zabrał jej zeszyt i przysunął tak blisko, że omal dotykał go nosem. Zatrzymał się na chwilę z nosem utkwionym w dzienniku i dokładnie go studiował.
-I co? I co? Co tam jest napisane!?- Nuka niecierpliwie skakała dookoła- Prawda, że mówi tam coś o rybach? Tak? No przecież to tak wyglądało. Jakby miało płetwy i łyżkę… I w ogóle.
Mark zmarszczył brwi. Odetchnął głęboko jakby odkrył jakąś ważną tajemnicę.
-No więc- spojrzał na dziewczynę na tyle poważnie na ile umiał, a następnie natychmiast, w jednej sekundzie usiadł na środku korytarza kładąc notatnik przed sobą i podparł brodę rękami- Nie mam pojęcia.
-A-ale jak to? Przecież rozumiesz co twój dziadek tam napisał?
-No tak- skinął głową.
-Więc co?
 -Tu pisze BaDuduMa Hop Ziiiiiuuu Hop trach.
-Badudu? Mark, jesteś pewien?
Przytaknął i oderwał wzrok od zeszytu.
-Dokładnie to napisał tu mój dziadek.
-Napisał…- Pochyliła się nad nim spoglądając na zeszyt. Podparła się dłońmi kolan i chwilę wpatrywała- Nic nie rozumiem.
Oboje westchnęli. Chłopak wstał z podłogi i trzymając dziennik w ręku, założył plecak.
-Powiedz, co jeszcze udało wam się opanować z tego… Notatnika?
-Całkiem sporo- rozpromienił się i spojrzał na dziewczynę. Ruszyli w dalszą drogę w kierunku sali- Boska ręka, zrzut Inazumy, ręka MaJina, ognisty kogut…
-Ognisty kogut!?- Przerwała jego wyliczanie Nuka, która uśmiechnęła się szeroko- To strzał Axela i Nathana prawda?
-Zgadza się- przytaknął- Opanowali go podczas meczu z legendarną jedenastką.
-Graliście z legendarną jedenastką!? Naprawdę!?
-Hahahaha Tak. Są całkiem nieźli, chociaż nie grali od dobrych paru lat.
-I jak wam się udało opanować ten strzał?
-Na początku się nie udawało- Mark podrapał się w głowę- To była ich technika, a oni wcale nie chcieli przekazać nam jej instrukcji. Jim odkrył cały ten sekret.
-Jim?
-Tak. Gdyby się nie domyślił o co w tym chodzi pewnie nadal męczylibyśmy się jak to zrobić.
-Jejku, to niesamowite.
-To prawda- Przytaknął jej i spojrzał się gdzieś w przestrzeń- Wydaje mi się, czy zaraz powinien być...
Wtem rozległ się dzwonek zapraszający wszystkich uczniów na 4 lekcję. Dla Nuki i Marka była to lekcja japońskiego. Popatrzyli na siebie i biegiem ruszyli pod salę. Weszli już spokojnie. Klasa uważana była za najładniejszą w całej szkole, okna wychodziły prosto na bieżnię, ściany miały przyjemny liliowy kolor, wisiało na nich pełno kaligraficznie napisanych piktogramów. Nuka opuściła Marka i podeszła do Amber, która była zagadywana kolejno przez Xawiera i Willy'ego. Brunetka siedziała na ławce z założonymi rękoma oraz zamkniętymi oczyma. Nuka chcąc ratować przyjaciółkę podeszła szybkim krokiem do niej.
-Ami- gdy nie widziała reakcji potrząsnęła dziewczynę za ramię, ta spojrzała na nią i wyjęła słuchawki z uszu- Pędziłam za tobą przez całą przerwę.
-Przepraszam- powiedziała pokazując przepraszająco słuchawki
-Zresztą nieważne, przyniosłam ciasto, tak jak obiecałam wczoraj.
Mówiąc to wyciągnęła z torby pudełko z kawałkami ciasta i łyżeczkami. Dziewczyny pochyliły się nad nim i szybko zjadły, nim pojawił się nauczyciel.
-Ymmmm, pycha. Musisz dać przepis mojej mamie.
-A co sama nie dasz rady upiec?- zaśmiała się niebiesko-włosa
-Znalazłaś ją?!- prawie krzyknęła uradowana Amber spoglądając na nadgarstek dziewczyny, na którym była bransoletka.
-Yhymmm- uśmiechnęła się, tym samym na jej buzi pojawił się gigantyczny banan- Opowiem ci o tym później- dodała szeptem
Lekcja przeszła bez większego echa. Temat był stosunkowo nudny i nic ciekawego nie działo się na lekcji.
Po zakończonych zajęciach Mark podszedł do dziewczyny. Zaproponował jej by razem z nim próbowała dowiedzieć się o co chodzi z tą rybą jedzącą tosta.
-To jak?- zapytał bramkarz uśmiechając się w ten charakterystyczny dla siebie sposób- Wpadniesz?
-Yyyy no nie wiem....- zaczęła.
-Jasne, że wpadnie!- wtrąciła się Amber, posyłając jej znaczące spojrzenie.
-Ale, Ami miałyśmy pójść...
-Pójdziemy kiedy indziej. Muszę dziś jeszcze gdzieś iść.
Nim Nuka zdołała się zorientować była już w domku klubowym i ślęczała nad notesem.
Po pewnym czasie do pomieszczenia zaczęły schodzić się kolejne osoby. Każdy z nich widząc dziewczynę reagował tym samym: wytrzeszczem oczu, pytającym wyrazem twarzy oraz ogólną dezorientacją.
-Yyy Mark dziś nie mamy treningu?- zapytał Kevin nie wiedząc co powiedzieć.
-Nie, jest. Tylko może idźcie beze mnie. Potrenujcie strzały. Muszę koniecznie dowiedzieć się o co chodzi z tą techniką. Później do was dołączę. Jude, poprowadzisz trening.
Większość osób, które przyszły do domku opuściła go. Zostali tylko Mark, Nuka oraz Kevin.
-Poddaję się- odparł zrezygnowany Mark po piętnastu minutach bezczynnego wpatrywania się w rysunki dziadka- Nie mam pojęcia co to jest! Dziadku!- zwrócił się w sufit- Nie mogłeś zrobić czego bardziej czytelnego?!
Kevin i Nuka zaśmiali się pod nosem, spojrzeli na siebie i uśmiechnęli.
Nie wierzę, że to zrobię, pomyślał z ciężkim uczuciem Kevin
-Przepraszam, za wtedy. Za to co wtedy powiedziałem- powiedział do niebiesko-włosej, wzrok miał utkwiony w podłodze, tak zawsze robił Kevin. Zawsze gdy przepraszał nie był w stanie spojrzeć w oczy danej osoby. Było mu zbytnio wstyd, a szczególnie gdy wiedział, że nie miał racji...
-Nic się nie stało- odparła dziewczyna uśmiechając się szeroko i mrużąc przy tym oczy- Czasami trzeba powiedzieć to co ma się na sercu.
-Słuchajcie, a może by tak zakopać topór wojenny i zacząć wszystko od początku?- zaproponował kapitan- Może zechciałabyś do nas dołączyć?
-N-nie wiem, mam mały dylemat w głowie.
Amber by mnie zabiła gdybym teraz odmówiła, przez ostatnie dni nasłuchała się mnóstwa opowieści o tym jak bardzo żałuję, że do niech nie dołączyłam...
-W sumie, czemu by nie spróbować.
Mark wstał i podszedł do dziewczyny, wyciągnął do niej dłoń. Ta ujęła ją, był to początek ich piłkarskiej przygody.
***

Po ciężkim treningu, w końcu przyszedł upragniony czas na powrót do domu. W klubowym dresie, z plecakiem i torbą sportową przerzuconą przez ramię większość piłkarzy zmierzała już do swoich mieszkań. Duża grupa szła w tym samym kierunku, jednak jak zawsze, i tym razem przy jednej z ulic musieli się rozdzielić. Nathan skręcił w jedną z większych alejek, stanął na przeciwko swojego domu i wolnym, zmęczonym krokiem zaczął zbliżać się do wejścia.
-Cześć mamo, wróciłem- Nathan ostrożnie zamknął za sobą drzwi i przekręcił zamek, który lekko zaskrzypiał. Położył plecak pod ścianą  i szybko zdjął kurtkę oraz buty. Ruszył w kierunku salonu, w którym jak mu się wydawało, słychać było telewizor. Otworzył drzwi do pomieszczenia i stanął w nich, z wrażenia upuszczając, trzymany plecak.
-E-Edgar?- Zapytał z wyraźnym zdumieniem, cofając się kilka kroków jakby z lekkim przestrachem.
Siedzący na czerwonym fotelu, niebiesko-włosy chłopak spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko. Był wysoki i wysportowany, o włosach sięgający łokci. Wstał i spokojnie, wolnym, dumnym krokiem podszedł do chłopaka.
-Cześć braciszku- przywitał go z łagodnym aczkolwiek chytrym uśmieszkiem, który pomimo tylu miesięcy nie zmienił się ani odrobinę. Nathan popatrzył mu w oczy. Było w nich widać gniew i wyraźne rozdrażnienie. Jego brat był świetnym aktorem, jednak oczy zdradzały wszystko.
-Edgar zrobił nam niespodziankę i przyjechał wcześniej- Matka braci podeszła do wpatrujących się w siebie chłopaków i objęła oboje- Zostanie do świąt. Prawda, że to wspaniała nowina?
-Taaak. Wspaniała- Powtórzył cicho, jak echo Nathan i jeszcze raz spojrzał się na brata. Nic się nie zmienił, mimo tak długiego pobytu za granicą. Choć może...
-Stęskniłem się za tobą- Edgar położył mu rękę na ramieniu i ścisnął tak mocno, że chłopak musiał zacisnąć zęby by nie krzyknąć- Chodźmy na górę. Masz mi tyle do powiedzenia- Ostatnie zdanie powiedział przez zaciśnięte zęby, kierując się już w stronę pokoju brata, jednocześnie nie rozluźniając uścisku.Szedł korytarzem ciągnąc spiętego z bólu Nathana za sobą. Co mu odbiło? Jego brat wydawał się być wściekły i to jeszcze lekko powiedziane. Sprawnym kopniakiem otworzył drzwi, posyłając mu wściekłe spojrzenie i wepchnął go do środka. Trzasnął drzwiami i spojrzał z wyższością na brata, który omal się nie przewracając, odwrócił się w jego stronę.
-Mogę wiedzieć, co ty wyprawiasz!?
-O co ci chodzi?
-Nie udawaj niewiniątka. Piłki ci się zachciało- powiedział lekceważąco, rzucając mu wyzywające spojrzenie- Ja tu sobie flaki wypruwam, by zaproponowali ci kontrakt w klubie lekkoatletycznym, a ty co!? Gonisz z jakimiś frajerami za piłką zamiast się skupić na bieganiu!
-To nie frajerzy, tylko moi przyjaciele- Spokojnie, choć już zaciskając pięści powiedział Nathan patrząc na bladego jak ściana brata.
-Och, przyjaciele. Dobra- podszedł do łóżka i usiadł na nim odchylając się do tyłu i opierając na rękach- Dawno się nie widzieliśmy  Jak ci idzie w szkole?
- Dobrze...- Odpowiedział podejrzliwie, mierząc brata wzrokiem.
-A jak ci idzie w klubie lekkoatletycznym? Słyszałem że zbliżają się zawody- Zamknął oczy, starając się odprężyć.
-Tak- Skinął głową i odbiegł wzrokiem- Ale ja już nie należę do tego klubu.
-Co!?- Edgar, który wydawał się już uspokoić, natychmiast wyprostował się i spojrzał na brata- Jak to nie należysz!?
-Przeszedłem do klubu piłkarskiego i...
-Piłkarskiego!? Mój brat zrezygnował z biegania!? Opuściłeś klub lekkoatletyczny!? A więc to tak mi dziękujesz...
-Edgar...
-Słuchaj młody. Wyjechałem do Hiszpanii, dostałem się do najlepszego z tamtejszych klubów i zyskałem przychylność dyrekcji za sukcesy, które udało mi się osiągnąć. Wiesz do czego je wykorzystałem!!?? Od miesięcy staram się o kontrakt dla ciebie! Żeby zapewnić ci godną przyszłość! A ty co robisz!? Marnujesz się w tym klubiku piłkarskim!
-Daj spokój Edgar, o nic cię nie prosiłem.
-Masz pojęcie jak trudno jest się dostać do tego klubu? Dziesiątki osób na jedno miejsce. Trenują nas najlepsi z najlepszych, przecież zawsze kochałeś biegać, co się stało?!
-Tak jakoś wyszło...
-Zrezygnowałeś z biegania bo "tak jakoś wyszło"?! Odbiło ci zupełnie?! A Miles nie powstrzymała cię?
-Próbowała...
-Jakoś słabo.
-Miles nie ma tu nic do rzeczy, to był mój wybór.
-Najgorszy jaki mogłeś wybrać.
-Edgar...
-Piłka nożna nie jest warta zachodu. Sam pomyśl. Zagrasz parę meczy i co?- Edgar podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu. Mówił spokojnie, zupełnie opanowany- Stwierdzą, że jesteś za słaby do drużyny i zastąpią cię jakimś tępym osłem.
Nathan otworzył lekko usta, chciał coś powiedzieć, ale nie za bardzo wiedział co. Edgar trafił w jego słaby punkt. Jakby dokładnie wyczuwał jego największą obawę jaką jest własnie strach, że nie nadąży za resztą. Że będzie za słaby, by móc dalej grać w najlepszej drużynie. Że go zastąpią.
Jego brat podszedł do drzwi i chwycił klamkę. Katem oka dostrzegł, że Nathan cały czas osłupiały stoi w jednym miejscu, i uśmiechnął się lekko. Czuł, że właśnie znalazł jego piętę Achillesa. Przymknął oczy i wyszedł z pokoju. W jego głowie powoli zaczął tworzyć się plan.


Zapowiedzi Marka!
Udało się! Mamy Nukę w zespole! A to jeszcze nie wszystko! W końcu odkryliśmy o co chodzi z tą rybą! Wydawałoby się, że najgorsze za nami, jednak jest zupełnie inaczej. Opanowanie tej techniki to... masakra. W życiu nie szło nam gorzej! Po raz pierwszy Nathan jest taki... jakby nie w sosie. Co się z nim dzieje?! Wszystko się komplikuje, dodatkowo dostaliśmy zaproszenie na mecz towarzyski od nieznanego klubu! Aby dowiedzieć się co z tego wyniknie koniecznie czytajcie następny odcinek pt. "Strzał z piekła rodem". Ale będzie się działo!


_____________________________________________________________________
No proszę :D Kolejny rozdział dokładnie tydzień później XD
Myślę że jest dość udany... Z pewnością jeden z lepszych, przynajmniej dla mnie ;P
W każdym razie dialog z pewnością do krótkich nie należy ^^
Podobało wam się?
Tak więc, nie będę dłużej nawijać, liczę tylko że się wypowiecie ;]

PS: Oficjalnie ogłaszam, że w końcu zaczyna się "coś" dziać :D

sobota, 8 grudnia 2012

7. Bransoletka


Nuka przez całą noc nie mogła spać, miała liczne koszary. Każdy z nich miał ten sam schemat, czyli fakt, że nie dołączyła do Raimona to najgorsza decyzja jaką mogła podjąć.
Dzień w szkole też nie należał do udanych. Wszyscy nie mówili o niczym innym jak o wczorajszym meczu oraz o tym, że dziewczyna nie przyjęła propozycji Marka.
-Przecież niedawno sama chciała dołączyć do klubu, sam widziałem.
-Dokładnie.
Szeptali miedzy sobą po kątach. Myśleli, że dziewczyna niczego nie słyszy, ale w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Podczas każdej lekcji udawała, że czyta omawiany temat w książce, co oczywiście było dalekie od prawdy. W końcu nadszedł czas na wf. Istną katorgę dla dziewczyny. Tam nie mogła udawać, że myśli o lekcji. Tam MUSIAŁA myśleć o lekcji. Inaczej mogło skończyć się do dla niej nieprzyjemnymi siniakami.
-Dobra dzieciaki, dziś zagramy- zaczął nauczyciel robiąc chwilę pauzy by wywołać napięcie- w dwa ognie.
Wśród uczniów pojawiły się okrzyki zadowolenia, ale i radości.
-Dwa ognie?- jęknęła Amber w stronę przyjaciółki- Ale ja nie posiadam jakiejkolwiek siły w rękach....
-Pierwsza połowa dziennika to pierwsza drużyna, a druga to druga.
Tak więc Nuka i Amber musiały stanąć naprzeciwko siebie, w dwóch różnych drużynach. Matką pierwszego zespołu został Mark, a drugiego Silvia. Uczniowie ustawili się na boisku i rozpoczęli grę.
Walkę o piłkę wygrała drużyna pierwsza. Po pewnym czasie większość graczy z obu drużyn została zbita. W drużynie pierwszej zostali tylko Kevin, Nuka, Axel, Erick i Lucy. W drugiej pozostali Amber, Nathan, Jude i dwóch innych chłopaków. Piłka leciała to w jedną to w drugą stronę. Lucy chciała skuć Amber, ale ta bez problemu złapała piłkę. Dziewczyna niewiele myśląc podbiegła do linii dzielącej boiska na pola obu drużyn i wyskoczyła z piłką. Rzuciła, a ta trafiła Kevina prosto w twarz, oczywiście Amber nie miała tego na umyśle, ale uśmiechnęła się pod nosem. To samo zrobiła Nuka. Jako następny odpadł Axel, stał zamyślony i nie zauważył, że Jude wymierzył w niego piłkę. Oberwał nią prosto w plecy i padł płasko na ziemię. Po kilku minutach skład obu drużyn jeszcze bardziej się zmienił. W drużynie pierwszej pozostali już tylko Erick i Lucy, a w drugiej sama Amber. Piłka latała to w prawo, to w lewo. Problem w tym, że osobami wymieniającymi ciosy były osoby z pierwszej drużyny. Wszyscy celowali w brunetkę, ale ona nadal zgrabnie unikała wymierzonych w siebie ataków.
W pewnym momencie Lucy źle wymierzyła cios, piłka odbiła się od podłogi prosto w wyciągnięte dłonie dziewczyny. Ta wykorzystała to i zbiła dwójkę przeciwników jednocześnie, sama nie wiedziała jak, ale zrobiła to. Ich miejsce zajął Mark. Amber miała utrudnione zadanie, chłopak był bramkarzem  tym samym łapał piłki o wiele lepiej niż ona. Rzuty i ciosy, zarówno w jedną jak i drugą stronę okazywały się tak samo niecelne, lub wręcz przeciwnie, Tak idealnie dopasowanie, że gracz bez problemu mógł złapać piłkę. Cofając się gwałtownie, by nie oberwać prosto w twarz dziewczyna na coś wpadła. To był Jim.... Po plecach brunetki przeszedł zimny dreszcz, a na policzki wpełzł rumieniec. Jak mogła go nie zauważyć?! Byli na tej samej połowie i dopiero teraz zorientowała się, że tam stał... Jednak wyglądało na to, że nie tylko ona go nie zauważyła.
Po kilkunastu minutach strzelania do siebie nawzajem sytuacja w ogóle się nie zmieniła. Obie drużyny były bezradne, a dzwonek, który rozległ się nagle i bardzo niespodziewanie zakończył całą zabawę. Wszyscy uczniowie spoceni udali się do szatni, by się przebrać i odświeżyć.
-Taaa, nie mam żadnej siły w rękach- powiedziała sarkastycznie Nuka w kierunku Amber
-No wiesz. Jak cię zmuszają do gry w siatkę, podnoszenie ciężarów i tak dalej, to jakoś coś się pojawi.
-Jakiś biceps, triceps, coś-tam-ceps.
-Haha. Ale spójrz, nie widać niczego- powiedziała brunetka podsuwając ramię pod oczy przyjaciółki.
Po lekcji WFu wszyscy udali się na lekcję wosu. Ta lekcja była wyjątkowo ciekawa, bowiem od połowy lekcji do samego końca, a nawet przez przerwę w klasie panowała gorąca atmosfera. Nauczyciel Xìngzh, który oprócz biologii uczył również tego przedmiotu, kłócił się z Amber odnośnie jakiegoś wydarzenia.
-Chyba wiem jak się nazywa najbardziej prestiżowy obóz sportów zimowych! Panno Stourt! Snow Camp!
-Nie, wcale nie! Snow Camp to drugi w kolejności obóz sportowy! Miano najlepszego nosi Axel Paulsen!
-Nie znam żadnego Axela, chyba że z tej klasy!
-To twórca najtrudniejszego ze skoków łyżwiarskich. Na jego cześć został nazwany ten obóz.
Kłótnia jak już wspomniałyśmy trwała przez większą część lekcji. W końcu ktoś zaproponował by sprawdzić w internecie kto ma rację. Gdy w końcu okazało się, że prawda leży po stronie uczennicy, Xingzh uznał, że to spisek, a informacje w necie są zafałszowane. Ostatecznie brunetka dostała uwagę do dziennika, za jak to ujął nauczyciel "chamskie i lekceważące podejście do profesora oraz tematu omawianej lekcji".
-Wow, ale mu pokazałaś- powiedział Nathan podchodząc do dziewczyny gdy już w końcu wyszli z klasy.
-Skąd wiedziałaś? O tym całym obozie?- dołączył się Kevin
-Połowa dzieciaków z Elaqui corocznie wysyła zgłoszenia na ten obóz. Zbierałam wszystkie te papiery, a czasem i nagrania, a następnie zanosiłam do dyrekcji. Ale mniejsza z tym. Nuka co teraz mamy?
-Fizykę. O nie....- jęknęła- Pewnie znowu zrobi kartkówkę.
-Nie ma z czego- odparł Kevin
Od wczorajszego meczu traktował Nukę o wiele lepiej niż przedtem. Stał się miły, ba nawet myślał o tym by poprosić ją o to by dołączyła do drużyny.
-On zawsze znajdzie sposób by zrobić kartkówkę, albo by kogoś zapytać. I kto pójdzie pod tablicę, oczywiście 15, Lonbery! Ami daj zeszyt, ty piszesz o wiele wyraźniej niż ja...
*** 
-Celia! Zaczekaj!
Dziewczyna odwróciła się. Właśnie szła w kierunku kółka dziennikarskiego.
-Jude?
-Muszę z tobą porozmawiać.
-Stało się coś?
-Nie, nic. To znaczy. Przejdę od razu do rzeczy. Mój tata, to znaczy mój ojczym on... on chce... On chce cię poznać. Zaprasza cię na obiad, w przyszłą sobotę.
-Chce mnie poznać?
-Chce poznać osobą o którą zawarliśmy układ, moją młodszą siostrę.
-N-naprawdę? Och Jude! To wspaniale.
-Przyjdziesz?
-Jeszcze się pytasz?! Będę mogła poznać twojego ojca!
Dziewczyna przytuliła się do brata. Przez ten drobny gest wykonany przez ojczyma chłopaka poczuła się jakby przynależała, ale tak całkowicie do jego rodziny.
-Celia!- zawołała jakaś dziewczyna spod szkoły, zapewne z kółka dziennikarskiego- Czekamy na ciebie.
-Muszę iść- zwróciła się jeszcze do brata- Spotkamy się później.
Menadżerka opuściła brata i udałą się w stronę wołającej dziewczyny. Jude natomiast poszedł w stronę domku klubowego.

Nuka wracała do domu.
Idąc powoli chodnikiem usłyszała coraz głośniejsze kroki. Odwróciła się gwałtownie i stanęła dosłownie twarzą w twarz z Axelem. Ich twarze dzieliły centymetry. Speszona dziewczyna cofnęła sie gwałtownie kilka kroków o mało nie wpadając na latarnię.
-Yyyy. Cześć- zaczął niepewnie blondyn.
-Siema....
-Możemy chwilę porozmawiać? Nie zajmę ci dużo czasu.
-Jasne. Więc o co chodzi?
-Wolałbym w innym miejscu... Kojarzysz boisko nad rzeką?
Dziewczyna kiwnęła głową. Udali się równym krokiem w wybrane miejsce. Po dziesięciu minutach byli już na boisku. Nuka usiadła na schodach, Axel natomiast na trawie w pewniej odległości od niej.
-Znalazłem to, w swojej torbie- powiedział wyciągając z kieszeni...
-Moja bransoletka!- wykrzyknęła w euforii dziewczyna- Byłam pewna, że przepadła.
-Nie wiem jakim cudem się u mnie znalazła... Musiała jakość wpaść do niej gdy się przebieraliśmy.
-To nie ma znaczenia. Już się bałam, że jej nie odzyskam!- powiedziała zakładając ją na lewą rękę.
-Jest dla ciebie aż taka ważna?
Dziewczyna przytaknęła, uśmiechając sie przy tym i zamykając oczy.
-Dostałam ją od... najlepszej przyjaciółki, dzięki niej zaczęłam grać w piłkę nożną. Jest dla mnie bardzo ważna. Może to i głupie, ale przypomina mi o niej...
-Nie, to wcale nie jest głupie. Jeśli już mówimy o talizmanach- wyciągną spod mundurka długi łańcuszek z zawieszonym na nim wisiorkiem w kształcie korka- dostałem go od mojej młodszej siostry. Julii. W dzień zeszłorocznych mistrzostw Strefy Futbolu. Prosiła bym strzelił jednego gola dla niej...
-A-ale przecież ciebie nie było- przerwała mu niepewnie- No bo, wiesz, oglądałam ten mecz. I nie widziałam żebyś grał....
-Tak, tuż przed pierwszym gwizdkiem zadzwonili do mnie ze szpitala. Julia miała poważny wypadek, potrąciła ją ciężarówka. Do dziś leży w śpiączce...- westchnął cicho
-Musisz ją bardzo kochać. Ile ma lat?
-6. Od ponad roku leży w tej cholernej śpiączce, a lekarze nie widzą szans by ją wybudzić. Nie potrafią- Zacisnął pięść i walnął nią w trawę- albo sama to zrobi, albo na zawsze....
-Nie mów tak. Zawsze jest jakaś nadzieja. Czekaj!- krzyknęła uradowana pstrykając palcami- Tata Amber!  On jest lekarzem, zawsze był specjalistą od skrajnych przypadków. Może on wam pomoże! Teraz pracuje w szpitalu.... tylko jakim? Chyba w głównym Inazumy, ale nie jestem pewna. Nie! To na pewno Główny!
-Głównym Inazumy? Jesteś pewna?
-Tak. Na tysiąc procent. Wiem bo niedawno Ami pytała mnie jak tam dojść najszybciej.
-Muszę iść. Dzięki za wszystko. Do zobaczenia.
Nuka ze zdziwieniem wpatrywała się w kierunek w którym oddalał się Axel. Zamrugała kilkakrotnie szeroko otwarto oczami.
Czy ja właśnie rozmawiałam sam na sam z Axelem Blezem?! I nie wyszłam na kompletną kretynkę? Cuda się zdarzają!  Juhu!, pomyślała w euforii. Wstała z miejsca i cała w skowronkach udała się w drogę powrotną do domu.
Axel natomiast udał się natychmiast do szpitala. Pojawiła się nadzieja. Wbiegł szybko do jasnego holu, zapytał w recepcji gdzie może znaleźć teraz ojca.
-Powinien być w gabinecie- odpowiedziała pielęgniarka.
Chłopak biegł jak szalony, nie zwracał uwagi na pacjentów, którzy wolnym, chorym krokiem poruszali się po korytarzach. Teraz liczyło się tylko jedno. Znaleźć jak najszybciej ojca.
Wbiegł, nawet nie pukając do gabinetu ojca, ale go nie zastał. Przechodzący własnie ratownik oznajmił mu, że doktor właśnie zaczął operację i nieprędko skończy.
Zrezygnowany Axel poszedł do sali Julii. Dziewczynka spała. Jakżeby inaczej, jej stan nie zmienił się od tak dawna, ale za każdym razem blondyn miał nadzieję, że siostrzyczka będzie na niego czekała siedząc w łóżku lub rysując kredkami. Za każdym razem spotykał go zawód.
-Witaj Julio- powiedział siadając na krześle- Pamiętasz, rok temu, rok temu po raz pierwszy przyszedł do ciebie Mark. Wtedy dowiedział się wszystkiego o tobie i mnie. Był pierwszą osobą, której o tym powiedziałem. Dziś dowiedziała się o tym kolejna osoba. Nuka Lonbery, pamiętasz, niedawno ci o niej wspominałem. To ona chciała dołączyć do drużyny. Polubiłabyś ją, ma długie niebieskie włosy, mogłabyś je czesać godzinami, prawda? Dziś na japońskim oglądaliśmy twoją ulubioną bajkę.
-Ile jeszcze zostało ci do obejścia wszystkich?- Axel usłyszał znajomy głos za ścianą
-To już ostatnia.
Drzwi do sali rozsunęły się. Za nimi stał wysoki mężczyzna na około czterdziestopięcioletni. Miał gęste, brązowe włosy oraz piwne oczy. Na twarzy można było zauważyć delikatny, kilkudniowy zarost. Ubrany miał długi, biały fartuch. Za mężczyzną wyłoniła się postać dziewczyny. Amber.
-Axel?- zapytała zaskoczona- Co ty tu....- jednak nie dokończyła, ponieważ zauważyła śpiącą dziewczynkę.
-Witaj Axel, miło mi cię w końcu poznać. Jestem John Stourt, ojciec Amber i twój sąsiad.
-Sąsiad?
-Sąsiad?
-Tak, mieszkamy obok siebie, nie mówcie, że nie wiecie....
Dzieciaki popatrzyli na siebie, na twarze obojga wpełzł uśmiech. Axel popatrzył na siostrę.
-Twój ojciec liczył na to, że będę w stanie wybudzić Julię. Na razie nie dysponujemy żadnymi lekami czy też środkami by ją wybudzić. Wygląda na to, że twoja siostrzyczka odniosła uraz korę mózgową, to najgorsze co mogło ją spotkać. Przez to stan śpiączki jest silniejszy niż w innych przypadkach... Jednak to nie przekreśla szans, że się wybudzi.... A jak tam moja królewna?- zapytał podchodząc do łóżka dziewczynki, spojrzał na liczne przyrządy, kroplówkę oraz wyniki- Wszystko dobrze, nic złego się z nią nie dzieje. Musi mieć naprawdę piękny sen. Nigdy nie widziałem by czyjekolwiek serce biło tak wymiarowo. Nie przyspiesza  ani nie zwalnia. Gdyby było inaczej to by oznaczało, że śni się jej koszmar. Dobrze, już skończyłem obchód. Julka była ostatnia. Amber idziemy do domu czy chcesz zostać?- powiedział ojciec dziewczyny stojąc w progu
-Y-yyyy pójdę, nie będę przeszkadzać...- powiedziała i wyszła zanim Axel zareagował
Kolejna nadzieja... okazała się żmudna. Julia nie obudzi się... na razie, pomyślał Axel
***
-Chciałaś mnie widzieć- powiedział Mark wchodząc do gabinetu. Nelly już na niego czekała.
-Wejdź. Muszę ci coś pokazać.
Mark niepewnie wszedł do sali. Dziewczyna siedziała za biurkiem. Gestem wskazała by do niej podszedł.
-Zobacz, to są akta naszych wszystkich uczniów- wskazała ręką na liczne, akta walające się po każdej wolnej przestrzeni w pomieszczeniu.
Marka zamurowało. Było ich setki! A może nawet tysiące...
-Mam je z tobą przejrzeć?- zapytał przerażony
-Nie, nie- zaśmiała się- W sumie to mogłaby być kara za tamtą bójkę z Zeusem. Ale wracając do tematu. Przejrzałam je wszystkie, po dwa razy...
Mark spojrzał na nią z podziwem.
-Wśród wszystkich tych akt znalazłam tylko dwie które się nadają...
-Czekaj, nie rozumiem. Do czego niby mają się nadać?
-Do drużyny, oczywiście. Każdy szanujący się zespół robi wszystko by jak najdłużej utrzymać się na szczycie, a do tego potrzebni są nowi zawodnicy.
-A-ale po co... nasz zespół jest świetny.
-Wiem Mark- Uśmiechnęła się do niego lekko, jakby pokazując, że nic złego nie miała na myśli- Wracając jednak do tematu, tylko dwie osoby z tej szkoły nadają się by dołączyć do klubu. Jedną z nich już znasz.
-Nuka.
-Dokładnie.
-Ale ona nie chce grać...
-I właśnie to ma związek z tą drugą osobą. Zobacz.
Piłkarz otworzył błyskawicznie biała teczkę podsuniętą mu przez Nelly. W środku znajdowało się multum kartek spiętych spinaczem oraz fotografia.
-Ta nowa, Amber.
-Zobacz stronę 16.
-Piłka nożna, baseball, koszykówka, bieganie, gimnastyka, hokej, łyżwiarstwo, tenis, karate, taekwondo... O matko cała lista...
-Nie uważasz, że to idealna kandydatka do drużyny?
-Taaaak.
-Jeśli uda nam się ją namówić do grania, bez problemu nabędziemy Nukę. Ale jest haczyk.
-Wiedziałem...
-Amber nie gra od dłuższego czasu i wątpię by chciała do tego wrócić.
-A to z jakiego powodu? Jeżeli kocha futbol nie powinna mieć powodów by nie grać.
-Nie wiem dlaczego nie chce. W jej aktach pisze tylko, że zaprzestała trenowania tego sportu.
-To dziwne....
-Nawet bardzo- zgodziła się Nelly- Rozgryziesz dlaczego nie gra, przekonasz ją by dołączyła, a Nuka wpadnie nam przy okazji prosto w ręce...
Mark spojrzał na nią nieco nie pewnie i pokiwał głową ze zrozumieniem.



Zapowiedzi Marka!

Wygląda na to, że wszystko ułoży się samo! Przypadkowe spotkanie z Nuką na korytarzu przewróci wszystko do góry nogami! Ale to nie koniec! Dodatkowo na Nathana będzie czekać niespodzianka gdy wróci do domu. Aby się dowiedzieć co to takiego, koniecznie przeczytajcie następny odcinek "Trochę Zmian". Ale będzie się działo! 


____________________________________________________________________

Kolejny rozdział już wstawiony ;D
Mamy nadzieję, że się podobał, bo kolejny już w połowie napisany, więc za tydzień powinien się pojawić ^^
A na koniec ogłoszenia parafialne.
-Dnia 20 grudnia( czwartek) Odbędzie się przemeblowanie na blogu, prawdopodobnie pojawi się też post.
-Bardzo prosimy anonimy/anonima by się podpisywał, zdecydowanie ułatwi nam to odpowiedzi na komentarze. (Swoją drogą, założenie gmaila nie boli XD)

Dzięki za komy i do zobaczenia przy kolejnym odcinku ;*

sobota, 1 grudnia 2012

6. Deska ratunkowa


-To jakaś masakra- powiedziała zrezygnowana Nelly- Celio pójdź proszę na trybuny i przyprowadź Nukę Lonbery.
Chłopaki nawet nie protestowali. Siedzieli na ziemi o resztkach siły. Jakikolwiek zastrzyk energii był im jak najbardziej potrzebny. Celia szybko udała się w poszukiwanie niebiesko-włosej. Pięć minut później przyszła, ciągnąć na siłę Nukę, a Amber jej pomagała.
-Nuka, proszę zagraj. Potrzebujemy cię- powiedziała Nelly
Dziewczyna przebiegła wzrokiem po wszystkich zawodnikach, a następnie spojrzała na Amber. Widząc zachęcający wyraz twarzy przyjaciółki odwróciła wzrok.
-Dalej Nuka. To prawdziwa szansa. Nie możesz jej zmarnować- zachęcała Amber, a gdy ta nie odezwała się, chwyciła ją za ramię. Gdy spojrzała w jej oczy, już wiedziała, że dziewczyna podjęła decyzję, teraz tylko górowała nad nią duma i uprzedzenie. Pochyliła się i szepnęła jej na ucho.
-Dalej, zagraj i pokaż im jaka jesteś dobra. Niech żałują, że cię nie przyjęli- Odsunęła się od niej. Na twarze obu wpełzł chytry uśmieszek., niebiesko-włosa pokiwała głową, zwróciła się do Nelly i przyjęła propozycję gry.
-Po przerwie wynik 2:0 dla Liceum Kirkwooda. W Raimonie dostrzec można zmiany. Za Kevina Dragonfly'a weszła o ile się nie mylę Nuka Lonbery. Tak to ona! Zagra na pozycji pomocnika zamiast Sharpa, który wesprze Blaze'a na ataku. Obydwaj ustawiają się za piłką. Gwizdek! I ruszyli! Przy piłce drużyna Raimona, wygląda na to, że wstąpiły w nich nowe siły! Czy uda im się nadrobić stratę dwóch punktów!?
Jude i Axel wymieniali szybkie strzały kierując się w pole karne przeciwników. Piłka zatrzymała się przy Axelu, stojącym teraz na przeciwko Night'a. Nieco zaskoczony tym chłopk oglądnął się by podać piłkę do Juda, jednak ku jego zaskoczeniu, był on kryty przez Meenan'a. Szybko, zanim przeciwnik zdążył pomyśleć o odebraniu piłki, podał ją do tyłu. Nuka wykorzystała szansę. Podbiegła do piłki i jako że nikt ją nie krył zaczęła przedostawać się bliżej bramki przeciwnika. Zaskoczeni rywale z początku stali się i wgapiali jak dziewczyna wraz z dwoma chłopakami szturmuję na bramkę. Malcolm i Alfred nawet nie spostrzegli gdy kryci przez nich zawodnicy udali się za niebiesko-włosą. Na ich przeszkodzie, teraz stał już tylko Dan. Zadnie proste, ominąć go i strzelić, jednak jak się okazało nie takie łatwe.
-Trojka zawodników Raimona kontra Dan Mirthful! Czy jeden obrońca poradzi sobie sam z trzema napastnikami? Trzeba pamiętać co o nim mówią. Mistrz wślizgów! Zawsze gotowy i czujny, z pewnością nie bez powodu sam stanął na środku obrony! Zobaczmy co się dzieje na boisku. Nowa zawodniczka Raimona przekazuje piłkę bardziej doświadczonemu graczowi i biegnie prawym skrzydłem wymijając przeciwnika! Blaze podaje do Sharp'a... NIE! Mirthful przechwytuję piłkę w połowie drogi i nie czekając podaje do swoich kolegów z drużyny! Jak widzimy Meenan już otrząsnął się z wrażenia, że wykiwała go dziewczyna i ruszył z futbolówką do przodu. Szarżując prawym skrzydłem, ma wolną drogę... I nie! Jednak nie! Tuż przed nim, jak z pod ziemi wyrasta Eric Eagle! Próbuje odebrać piłkę, jednak zawodnik Kirkwood sprytnie ją utrzymuję choć widać, że nie idzie mu tak łatwo jak w pierwszej połowie! Czyżby zmęczenie!? Utrzymuje piłkę, chce podać... I nie udało się! Sharp w mig wykorzystał okazję i przejął futbolówkę zdezorientowanym przeciwnikom! Już widzimy jak wraz z Blazem ponownie kieruje się na bramkę Kirkwood. Strzela, jednak bramkarz skutecznie odrzuca piłkę wysoko w górę... Tam czeka na nią Axel i smoczym tornadem próbuje ponownie swoich sił jednak z marnym efektem. Bramkarz ponownie odbija piłkę! Leci... O! jak widzimy w górze czeka na nią zawodniczka Raimona, próbuje swoich sił strzelając z główki w lewe okienko... Niestety i taki strzał z zaskoczenia nie zrobił na Neville'u wrażenia! Cóż za niesamowity refleks! Kirkwood z pewnością może być dumne z swojego zawodnika! Do tej pory nie wpuścił jeszcze ani jednej bramki, próby strzału są nadaremne!
Axel spojrzał na dziewczynę, która właśnie wylądowała. Mimo, że nikt, nawet on nie spodziewał się jej strzału, bramkarz przeciwnika i tak to obronił. Przeniósł na niego wzrok. Jak on to robi? Atakują go z wszystkich stron, wszystkimi możliwymi sposobami, a mimo to nie udaje im się strzelić. Żeby obronić smocze tornado, nawet nie ruszył się z miejsca... Jak!? Jest tylko jeden sposób pomyślał. Podszedł kilka kroków do Juda i spojrzał na niego wymownie. Ten odwzajemnił spojrzenie i kiwnął głową.
-Przy najbliższej okazji trzeba strzelić, z pozoru najsilniejszym jednak bardzo słabym strzałem
Jude pokiwał głową.
-Musimy rozgryźć co się dzieje. Jestem pewien, że mają jakiś sekret, coś co pozwala im na obronę naszych najpotężniejszych strzałów.
-Myślisz, że trój feniksa też by obronił?
Jude znów przytaknął.
-Jestem tego prawie pewny.
Oboje spojrzeli na bramkarza.
Ich przeciwnik szybko wznowił grę natychmiastowym podaniem do obrońcy. Ten ominął Juda, nie dając mu nawet spojrzeć na piłkę. Gdy zbliżał się do Axela uśmiechnął się lekko. Kopnął piłkę, tak, że ta przeleciała mu nad głową i odebrał ją z drugiej strony.
-Teraz wam pokażemy- syknął przebiegając obok blondyna- Tym razem nas nie pokonacie!
Przekazał piłkę do przodu i obrócił się ku zdziwionemu chłopakowi.
-Bracia Murdock znów przy piłce! Zmierzają ku bezbronnym zawodnikom Raimona! Czyżby szykowali się do wykonania potężnego trójkąta Delta!?- Krzyczał komentator z zaciekawieniem wpatrując się na murawę.
-Nie podoba mi się to- Mruknął Jude podążając wzrokiem za napastnikami.
Nie mógł zrobić nic. Zresztą jakakolwiek próba działania i tak zakończyłaby się fiaskiem. On podobnie jak Axel wolał przeanalizować całą sytuację i odkryć strategię przeciwnika. Stał w miejscu spokojnie obserwując przeciwników. Dwóch z nich biegło prawym skrzydłem, tam gdzie stała większość zawodników Raimona. Po lewej prócz przeciwników nie było prawie nikogo.
-Nathan!- Wrzasnął chłopak zwracając na siebie jego uwagę- Po lewej!
Niebiesko-włosy obejrzał się przez ramię i dostrzegł niekrytych zawodników. Zdziwienie malowało mu się na twarzy. Jak mogli tego nie za uwarzyć!? Szybko podbiegł do jednego z nich, który usilnie próbował się wyswobodzić. Nathan jednak nie dał się zmylić jago kiwaniom na prawo i lewo. Piłka poszybowała w jego stronę i teraz bez problemu mógł ją przejąć. Nie czekając ruszył do przodu. Pędził jak strzała. Żaden z przeciwników nie potrafił go zatrzymać. Błyskawicznie przebiegł całe boisko, aż ominął obronę.
Strzelił najmocniej jak potrafił. Piłka leciała z ogromną siłą i szybkością na bramkę. Wtedy Neville wykonał bardzo dyskretny, niemalże niezauważalny ruch. Wyglądało to jakby po prostu przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą, ale w tym monecie wkoło jego dłoni pojawił się delikatny złoty blask. Jude zauważył, że coś wyszeptał. Prawdopodobnie nazwę jakiegoś Hissatsu. Piłka nie zwolniła, nie stało się z nią kompletnie nic.
Jednak bramkarz złapał ją jakby byłby to balon.
-Już wiem- Szepnął do siebie Jude, widząc jak bramkarz po raz kolejny wyłapuje piłkę.
To właśnie dlatego nie udawało nam się strzelić. Jeśli tylko moglibyśmy...
-Jude!!!- Chłopak gwałtownie wyrwany z przemyśleń w ostatniej chwili dostrzegł szybującą ku niemu piłkę. Odebrał ją i rozglądnął się dookoła. Szarża na bramkę nie miała jeszcze żadnego sensu. Dopóki nie odkryjemy jak można z tym walczyć, nie możemy nic zrobić. Przed nim jak z podziemi wyrosło nagle dwóch zawodników z uśmieszkami na twarzy. Chłopak zacisnął zęby. Jeśli strzelą nam jeszcze jedną bramkę to koniec.
-Jude!! Tutaj!!- Machając ręką w jego stronę, Nuka biegła w kierunku Axela, czyli dokładnie naprzeciwko. Nie było w tym żadnego sensu, ale też nie było czasu na przemyślenia. Nie widząc innej opcji wykopał piłkę, która minęła nogę przeciwnika o zaledwie milimetr. Widząc to chłopak na chwilę znieruchomiał. Tak mało brakowało. Coś tu nie gra. Spojrzał na swoich przeciwników. Jeden z nich, stojący zaledwie dwa kroki przed nim, obserwował czujnie dziewczynę, biegnącą, z głową skierowaną ku niebu. Dokładnie obserwowała szybującą piłkę, gotowa na jej odebranie. Drugi stał nieco bliżej i patrzył mu w oczy. Mając tą samą możliwość, Jude zmarszczył brwi. Coś mu tu  nie pasowało. Ale co? Wszystko wydawało się być na swoim miejscu, normalny mecz towarzyski pomiędzy dwoma zespołami. Więc co go tak niepokoiło? Jego obserwator szybko zmienił kierunek spojrzenia.Teraz z kolegą obserwowali dziewczynę. Lub raczej, czaili się na nią. Otworzył szerzej oczy, jakby go olśniło.
-Nuka!!
Dziewczyna biegnąc dalej spojrzała się na niego. Dostrzegła o co mu chodzi. Zawodnicy kryjący Juda patrzyli się na nią niczym sępy na umierające zwierze. Zacisnęła zęby. Co mogła teraz zrobić. Szybka analiza najkorzystniejszych wyjść nie dała wiele, bo każda z nich kończyła się fiaskiem. Zmarszczyła brwi i odwróciła się. Biegła teraz tyłem patrząc na piłkę coraz bardziej zniżającą lot. Biegła dość szybko, jednak nie była w stanie patrzeć gdzie, lub w jakim kierunku. Za nią Thomas wykonał wślizg, tym samym podcinając jej nogi. Dziewczyna zachwiała się i spadając na lewy bok wysunęła rękę w stronę podłoża. Prawa noga poszybowała w górę, a ręka, która właśnie dotknęła murawy zgięła się pod przedziwnym kątem. Karkiem omal nie dotknęła ziemi, a pozycja w której obecnie się znalazła, nie należała do wygodnych. Nuka zacisnęła mocniej zęby, odbiła się z lewej nogi, a prawą dłoń przyłożyła do boiska. Obie ręce zgięte, podobnie jak nogi. Szybko to wykorzystała i odbiła się do góry. Chwyciła piłkę pomiędzy ugięte w kolanach nogi i prostując je, posłała piłkę do Axela. Chłopak kolanem podbił ją do góry i wykonał pół obrót, tym samym mijając zawodnika, który właśnie obstawiał go, usilnie próbując zabrać piłkę.Gdy narzędzie gry wylądowało, spokojnie na ziemi, Axel spojrzał w oczy przeciwnikowi i uśmiechnął się lekko. Przyłożył stopę do jej boku i popchnął lekko do przebiegającego obok Ericka. Mina, która wpełzła na twarz rywala była dodatkową satysfakcją i przyczyną uśmieszku blondyna. Obrońca odwrócił się napięcie podążając wzrokiem za oddalającym się brunetem. Śledził go, jednak nadal nie spuszczał wzroku z Axela, co zdecydowanie mu nie pasowało. W takiej sytuacji nie był z stanie nic zrobić. Postąpił krok w lewo, a następnie w prawo chcąc go zmylić, jednak ten zrobił to samo, nie dając mu drogi odwrotu. Axel przybrał surowy wyraz twarzy. Tak się go nie pozbędę. Muszę wymyślić sposób, w którym nie zauważy gdy się wymknę. Zrobił minimalny krok w tył i zastał opór.Odwrócił się szybko i napięcie z zdziwieniem na twarzy. Za nim stał potężny obrońca. Nawet na niego nie patrzył, ale mimo to uśmiechał się pod nosem. Axel zrobił to samo. Postąpił krok w prawo, a gdy obaj przeciwnicy powtórzyli ruch, szybko odbiegł prawą stroną. Zawodnicy Kirkwood chcąc ruszyć za nim, zderzyli się i zachwiali. Meenan upadł i szybko spojrzał w górę. Nad nim pochylała się postać jego kolegi. Stał na czubku palców jednej nogi i szybko zataczał rękami koła dla utrzymania równowagi. Alfred otworzył szerzej oczy.
-A-a-a-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa -Zawył gdy kolega spadł prosto na niego, miażdżąc go przy tym- Złaź ze mnie- rozkazał zduszonym głosem- D-duszę sięęęę!- Ręka, która jako jedyna wystawała spod ciała, drgnęła lekko i zacisnęła się w pięść, która walnęła w ziemię.
-W-wybacz- powiedział podnosząc się na nogi jednocześnie wyciągając rękę w jego stronę. Lekko się skrzywił widząc kolegę dosłownie wbitego w ziemię.
W tym samym czasie, Axel zdążył dołączyć do Ericka i teraz biegł z nim ramię w ramię, a tuż za nimi Jude. Chłopacy jednym sprawnym ruchem przekazali piłkę koledze za nimi i sami przyspieszyli. Jude natomiast zatrzymał się z futbolówką i spojrzał na bramkę. Jednym gwizdnięciem przywołał pingwiny, które natychmiast otoczyły piłkę.
-Królewski Pingwin!
Wykrzyknął wykopując piłkę do góry. Za nią poleciało stado ptaków. Na dole już czekali pozostali zawodnicy.
-Numer Dwa!- Erick i Axel z obu stron wykopując piłkę dodali jej szybkości.
John Neville spojrzał na piłkę pędzącą z niesamowitą szybkością, z lekkim przestrachem. Wykonał Grawitację, bo tak właśnie nazywał się tajemniczy ruch, i jakże wielkie było jego zdziwienie, gdy futbolówka ani trochę nie zwolniła.
-N-nieee- szepnął. Piłka walnęła go w brzuch i razem z nim wpadł do bramki.
-GOOOOOOOOOL- Rozległ się krzyk Cheaster'a, a tłumy fanów zaczęły wiwatować.
-Tak jest- trzej zawodnicy podeszli do siebie i z satysfakcją przybili sobie piątkę.
-Juuuuhuuuu- Nuka wybiegła przed nich i przybiła z Erickiem piątkę. Zacisnęła pięści i spojrzała na chłopaków.
-To było rewelacyjne! Nie przypominam sobie, żeby królewski pingwin miał kiedyś taką moc!
-To rzeczywiście było niezwykłe- przytaknął jej Jude krzyżując ręce na piersi i uśmiechając się lekko.
-Idźmy za ciosem- Dodał Erick zaciskając pięść przed twarzą- Skoro udało nam się raz trafić, uda się i drugi.
Wszyscy przytaknęli z uśmiechami na twarzach
-Sekret tkwi w szybkim i niespodziewanym kontrataku. Ich bramkarz nie jest przygotowany na nagły strzał.
Gracze pokiwali ze zrozumieniem.
-Too jest to!!- Wykrzyknął uradowany Mark podskakując przy tym do góry. Piękna pierwsza bramka ich zespołu w tym meczu dodała mu jeszcze więcej sił.-Dalej drużyno!
Wściekły bramkarz Kirkwood wyciągnął piłkę z siatki i zaciskając zęby cofnął się parę kroków. Wykopał piłkę do jednego z pomocników. Chłopak odebrał ją i ruszył na bramkę Marka.
-Nie tak szybko...
Zawodnik wylądował twarzą na murawie. Powoli potrząsnął głową i podniósł się, z niedowierzaniem patrząc za siebie. Tuż za nim stał Bobby z piłką przed sobą.
Chłopak podbiegł parę kroków i podał do Ericka, który ledwo po otrzymaniu futbolówki, główką przekazał ją Axelowi... A przynajmniej chciał przekazać, bo piłka odbiła się od kolana jednego z przeciwników i upadła na murawę, a po chwili turlania się bez celu- zatrzymała. Tą szansę szybko ktoś wykorzystał. Nuka podbiegła do białej linii, kończącej boisko po prawej stronie. Położyła stopę na piłce i rozglądnęła się szybko. Jakieś trzy metry od niej stał Axel, a przed nim dwaj gracze Kirkwood. Jeden z nich, mniejszy od niego, rozłożył ręce udaremniając mu plany dojścia do piłki. Drugi, stojący bardziej z boku, lewą nogę trzymał przy kostkach blondyna, narażając go w razie jakiegokolwiek ruchu na upadek. Po jego lewej stronie kryty przez Tylera i Marvina Jude próbował się wyswobodzić kiwając się na obie strony, jednak nie przynosiło to żadnych efektów. Dziewczyna szybko przeniosła wzrok za siebie. Obrońcy Raimona, podobnie i jak pomocnicy, stali kryci przez przeciwników. W tej chwili nie zostawało jej nic innego jak samej ruszyć na przód. Popchnęła piłkę lekko do przodu i jeszcze raz spojrzała na Axela. Patrzył na nią z zmarszczonymi brwiami i zaciśniętymi ustami. Wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, jakby gorączkowo nad czymś myślał. Strzelaj! usłyszała jego głos w swojej głowie. Przytaknęła i zwróciła się w stronę bramki przeciwnika. Ruszyła na przód  Najpierw powoli, szła kopiąc piłkę, po paru krokach przeszła w lekki trucht, by następnie sprintować najszybciej jak umie. Gdy zaczęła zbliżać się do bramki, zaledwie parę metrów przed nią pojawił się obrońca Kirkwood. Widziała grymas na jego twarzy, nogi szeroko rozsunięte i ręce  zgięte w łokciach. Trzymał zaciśnięte pięści, jakby zaraz miał nimi komuś przywalić. Normalnie nie miała by  żadnych szans minąć go utrzymując piłkę przy sobie. Gotów był do odebrania futbolówki i naprawdę nie trzeba było wiele, by to zauważyć. Nie wysilał się przy tym za bardzo. Stał w miejscy, a gdy gracz, przebiegał obok, jednym ruchem odbierał mu piłkę. Ale co dziewczyna mogła teraz zrobić? Otóż bardzo dużo. Będąc zaledwie parę kroków przed przeciwnikiem, popchnęła piłkę na lewą stronę, sama mijając przeciwnika prawą. Futbolówka turlała się bezwładnie po ziemi, aż trafiła prosto pod stopy Axela, który  nie wiadomo kiedy okiwał obrońców i teraz biegł z piłką mając przed sobą tylko bramkę. Biegł, a przed nim, parę kroków po prawej, niebiesko-włosa zawodniczka ich drużyny. Chłopak długo nie czekał. Szybko wyskoczył z piłką i zaczął kręcić się wokół własnej osi. Wykonał Ogniste Tornado, jednak strzał tylko odbił się od rąk bramkarza i poszybował w górę.
Blondyn i Nuka spojrzeli na siebie. Oboje pokiwali głowami jakby wiedzieli co drugiemu chodzi po głowie i szybko ruszyli do przodu. Dokładnie w tym samym czasie, z doskonałą precyzją i wyczuciem wyskoczyli do góry. Niebiesko-włosa lecąc śledziła uważnie piłkę. Gdy ta zalazła się zaledwie metr nad nią dziewczyna wykonała obrót o 180 stopni i wykopała futbolówkę jeszcze wyżej. Tam czekał na nią gotowy Axel. Ledwo piłka znalazła się przed nim, została wystrzelona w stroną bramki. Tego Neville się nie spodziewał. Zabrakło mu czasu na jakąkolwiek reakcję. Strzał był silny i na tyle potężny, że wpadając do bramki, przewrócił bezbronnego bramkarza.
-Kolejny Wspaniały Gol dla zawodników Raimona. Jednak im się udało. Zdobywają drugą bramkę tuż przed ostatnim gwizdkiem!
-Tak!- krzyknęła Silvia i przybiła piątkę z Amber tuż nad głową Celi- Udało im się!
-Co nie zmienia faktu, że to tylko remis- powiedziała bez entuzjazmu Nelly spoglądając chłopaków- Ale lepsze to niż porażka- dodała po chwili
Zadowoleni zawodnicy Raimona zeszli z murawy boiska. Wszyscy byli w bajecznych humorach. Jeszcze przed godziną byli pewni, że przegrają to spotkanie. Teraz udało im się zremisować co samo w sobie było dla nich ogromnym sukcesem.
Nuka kroczyła na końcu, nie tryskała energią jak pozostali, uśmiechała się jedynie. Wszyscy piłkarze odwrócili się w jej stronę. Mark wyszedł przed nich i uśmiechnął się przyjacielsko.
-Udowodniłaś, że nadajesz się do drużyny. Witaj w zespole- powiedział wyciągając dłoń w jej kierunku.
Niebiesko- włosa spojrzała na nią. Westchnęła cicho. Dołączenie do drużyny było jej największym marzeniem. Dziewczyna trzęsącymi się dłońmi chwyciła dół koszulki i zdjęła ją. Pod spodem miała biały top. Spojrzała na t-shirt. Po raz kolejny westchnęła.
-Dziękuję- wręczyła chłopakowi koszulkę- ale nie skorzystam.
Wszyscy z niedowierzaniem wpatrywali się w Nukę, nikt nie mógł uwierzyć co przed chwilą zrobiła. Dziewczyna natomiast poczuła ogromną ulgę, jakby ktoś zdjął z niej ogromny ciężar. Udała się wolnym krokiem do domku klubowego by zabrać swoje ubrania. Amber szła za nią.
-Nie mogę uwierzyć, co przed chwilą zrobiłaś. Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała.
-Nie chcę być przyjęta w taki sposób. Gdyby był ktoś na rezerwie nigdy bym nie zagrała. Musiałam im udowodnić w meczu, że się nadaję. Robiłam dokładnie to samo na treningu, ale jakoś wtedy to ich nie usatysfakcjonowało. Niech sobie radzą sami. Nie jestem służącą, która zjawi się i zagra na ich zawołanie.
Nastała chwila ciszy, po której Nuka znów przemówiła
-Może zapiszę się do jakiegoś innego klubu... Może do jakiegoś miejskiego zespołu...- Nuka zaczęła swój kolejny monolog o piłce nożnej, rozważała różne, coraz dziwniejsze opcje. Wymyśliła sobie, że zapisze się do klubu z Osaki, do którego z Tokio jest ponad 500 kilometrów. Nuka i jej nierealne pomysły, pomyślała Amber. Reszta drogi ze szkoły zajęły rozważania niebiesko-włosej o tym jak może dalej grać w piłkę.

Zapowiedzi Marka
W końcu do nas dotarło - potrzebujemy Nuki. Musimy zrobić wszystko by zgodziła się do nas dołączyć. Dodatkowo Nelly ma mi coś bardzo ważnego do przekazania, to może przewrócić wszytko o sto osiemdziesiąt stopni. Również Axel zachowuje się dość nienaturalnie, coś wisi w powietrzu. Aby się tego dowiedzieć, koniecznie przeczytajcie kolejny odcinek pt. "Bransoletka", ale będzie się działo!

______________________________________________
Udało się, zakończyłyśmy 6 rozdział, muszę przyznać, że był to najbardziej męczący, jak dotąd. Dziś   górował wątek meczu, ale nie martwcie się, w następnych rozdziałach skupimy się bardziej na losach bohaterów, zamiast meczach ;) Miłego czytania ;]  

sobota, 17 listopada 2012

5. Mecz





Następnego dnia Nuka czuła się bardzo nieswojo bez swojej bransoletki. Próbowała zająć czymś myśli, ale to i tak nic nie dawało. Niebiesko włosa wciąż myślała o wczorajszym treningu, o tym jak chłopaki nie przyjęli jej do drużyny. Ale myślała także o przyjemnościach poprzedniego dnia. O tym jak trenowała z Amber, jak zobaczyła Oddech wykonywany przez przyjaciółkę oraz jak dzięki niej wykonała potrójną śrubę. Zamknięta we własnym świecie, była zamyślona na każdej lekcji. Na ostatniej siedziała jak na szpilkach. Gdy zabrzmiał kończący dzisiejsze lekcje dźwięk dzwonka Amber i dziewczyna o miękkich nogach udały się w kierunku boiska. Brunetka poleciła jej zostać przy murawie, podczas gdy sama poszła w kierunku domku piłkarzy.
Uderzyła płaską dłonią w drzwi po czym otworzyła je.
-To wasze- powiedziała bez przywitania pokazując trzymany w dłoniach strój.
Silvia zabrała od niej ubrania i ułożyła je w jednej z szafek. Wszyscy wpatrywali się w dziewczynę jakby chcieli żeby już sobie poszła.
-Yyyy, bransoletka?- zapytała poirytowana widząc ich pytające spojrzenia.
-Jaka bransoletka?- pojawiło się kilka pytań jednocześnie.
-Nuki. Zrobiona z muliny. Z literkami Z i N. Znaleźliście?
-Nieee- odpowiedziało kilka głosów.
-To poszukajcie. Wygrać turniej czegoś-tam to potraficie, ale znaleźć bransoletki w czterech ścianach to już nie? Jest was.... 15? Mniejsza z tym. Więc sprężcie się. Zajmie wam to kilka minut.
-A-ale musimy trenować. Niedługo gramy ważny mecz- wtrącił się Max
-A co mnie obchodzi wasz mecz? Macie znaleźć bransoletkę. Potrenować możecie w każdym momencie.
-Nie będziesz nam rozkazywać....- zaczął Kevin
-Czyżby...?- przerwała mu podnosząc przy tym jedną brew- A chcesz się założyć?- dodała mrużąc oczy.
Chłopak wstał z miejsca i podszedł do niej. Ponieważ był wyższy spojrzał na nią z góry. Chciał już coś odpowiedzieć, ale gdy otwierał usta wszyscy zebrani w domku,oczywiście oprócz tej dwójki, w jednej chwili zaczęli rozglądać się po wszystkich kontach w poszukiwaniu talizmanu.
-Hej sprawdzałeś tutaj?
-Tak, niczego nie ma....
-Hej! Zaglądał ktoś tu?
Jednak po paru minutach skrupulatnych poszukiwań nikt nie znalazł chodź by nitki z bransoletki Nuki. Zrezygnowana Amber opuściła budynek. Gdy brunetka przyszła do przyjaciółki nerwowo oczekującej poczuła ucisk w sercu. Nuka szybko znalazła się koło niej z nadzieją w spojrzeniu.
-Niestety, przeszukaliśmy cały domek. Ani śladu..
-Och- powiedziała smutna niebiesko włosa.
***
Przez kolejny miesiąc Liceum zmieniło się nie do poznania. Nuka, która zawsze była przyjaźnie i pokojowo do wszystkich nastawiona niemalże namacalnie rzucała mordercze spojrzenia w kierunku niektórych osób. Nie musimy chyba pisać w czyim kierunku, prawda? Dla tych, którzy jeszcze się nie domyślają mamy podpowiedź- grupa 14 chłopaków z klubu piłki nożnej. Niebiesko- włosa przeprowadziła małą rewolucję. Kiedyś cała w skowronkach siedziała obok Axel'a na lekcji matematyki. Teraz siedziała na tej lekcji z Lucy, a Amber musiała zadowolić się miejscem obok blondyna. Również rewolucja pojawiła się na lekcji japońskiego. Dziewczyny wysłały Sam'a do ławki Nathana, tym samym mogąc siedzieć razem. Na szczęście podczas innych lekcjach dziewczyny siedziały razem albo każdy siedział osobno.
Jak dotychczas bransoletka Nuki nie znalazła się. Dziewczynie było bardzo z tego powodu nieswojo. Pewnego dnia Amber zrobiła jej niespodziankę.
-W prawdzie nie jest to zrobione własnoręcznie, ale jest tylko ode mnie- powiedziała dając jej pudełko. Nuka otworzyła je, w środku znakował się wisiorek w kształcie litery A. Oczy niebiesko- włosej zabłyszczały- Mam taki sam- dodała brunetka wyciągając spod bluzki identyczny tylko, że w kształcie litery N.
-Jest przepiękny....
-I w dodatku, A. A jak Axel- dodała szczerząc zęby w kierunku dziewczyny, ta zrobiła się czerwona jak burak.
-Taaa, N jak Nathan....
Tym razem to Amber się zarumieniła.
-To co? Może się zamienimy?
Obie wybuchnęły śmiechem.
***
W końcu nastał ten dzień. Długo wyczekiwany przez fanów futbolu. Był to słoneczny pażdziernikowy dzień. Słońce delikatnie grzało, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Wszyscy uczniowie Liceum Raimona, punktualnie o 14 opuścili klasy i wraz z nauczycielami udali się przed szkołę by oglądać zmagania swoich mistrzów. Wiele dziewczyn taszczyło ze sobą transparenty. Jak się okazało z takimi hasłami jak "Mark, skarbie jesteś najlepszy", "Max do boju" czy też "Chcemy by Bobuś strzelił gola".Wychodząc z klubowego domku i widząc te wszystkie napisy, chłopacy usiłowali się uśmiechnąć. Co mieli myśleć? Cieszyć się z popularności czy załamywać wszystkimi tekstami jakie do nich kierowano. Kevin z początku dumny jak paw kroczył ku boisku. Dopiero gdy zobaczył napis "Kevin, kiedyś za Ciebie wyjdę" a pod nim jakiegoś chłopaka zrzedła mu mina.Udali się na skraj boiska by wykonać rozgrzewkę i wysłuchać co trener ma im do powiedzenia.
-Trenerze- zaczęła wystraszona Silvia podchodząc do mężczyzny- właśnie dostałam SMSa od Sama jest chory.
-Gorzej być nie może.Willy jest na konkursie matematycznym, Sam chory, Jim jest na weselu, a Steve?
-Steve zwichnął kostkę na WFie i został w szpitalu na obserwacji.
-Słuchajcie dzieciaki- zaczął trener do zebranych wkoło zawodników- to nie będzie łatwe spotkanie. Kirkwood mają dużą motywację. Na nasze nieszczęście nie mamy żadnego rezerwowego. Więc grajcie zachowawczo i uważajcie na kontuzje. Ich drużyna na pewno zagra ofensywnie. Tak więc obrona- powiedział spoglądając na obrońców- uważajcie na nich uszczelnijcie krycie i uważajcie by nikogo nie faulować. Mark, staraj się oszczędzać. Używaj Ręki MaJina tylko w ostateczności.
-Tak jest!- odparli wszyscy chórem i rozproszyli się by wykonać niezbędne ćwiczenia.
-To nie będzie łatwe starcie- Do Marka podszedł Axel i poważnie spojrzał na przyjaciela.
-Bracia Murdock nie zdecydowali by się na rewanż, gdyby nie uważali, że są gotowi. Już podczas poprzedniego meczu mieliśmy problemy z zatrzymaniem ich strzału - Do dyskusji włączyła się Celia- Z tego co udało mi się znaleźć odbywali potajemne treningi, tak by nikt nie mógł ich zauważyć. Żadni reporterzy czy nawet przyjaciele członków zespołu, nie mogli wejść...
-Chcieli opanować nowy strzał?
-Na to wygląda-Przytaknęła
-Chyba mamy problem- Kevin, Mark, Axel, Celia i Nelly spojrzeli na swoich przeciwników, stojących w zwartej grupie i najwidoczniej uzgadniających taktykę na mecz.
Na trybunach tłum fanów oby dwóch drużyn już zagrzewał ich do walki. natomiast oba zespoły rozgrzewały się przy swoich stanowiskach.
-Musimy dać radę!Ajć!- Mark gwałtownie złapał się za nadgarstek, ból, który przeszył go, gdy tylko spróbował zacisnąć pięść był niewyobrażalny. Grymas pojawił się na jego twarzy i choć próbował zamaskować go szerokim uśmiechem, nie zmyliło to jego przyjaciół.
-Nadal uważam, że nie powinieneś grać w takim stanie- Do paczki podszedł Jude i skrzyżował ręce na piersi. Podobnie jak Nelly i Axel, on również próbował przekonać Marka, by ten odpuścił sobie mecz i doprowadził rękę do stanu używalności. Jednak chłopak nawet nie chciał słyszeć słów protestu. Decyzja zapadła, a on nie należał do ludzi, którzy odpuszczają i uciekają gdy tylko nadarzy się okazja. Odwieść go od postanowienia jakie sobie wybrał graniczyło z cudem. Jedynym sposobem zostawienia chłopaka w domu było przywiązanie go łańcuchami do krzesła, choć i to wydawało się nie dość silne, by utrzymać wielki zapał Marka do gry.
-Dajcie spokój! Nic mi nie jest. To tylko zadrapanie.
Axel i Jude popatrzyli po sobie. Dobrze wiedzieli, że nie ma żadnego sensu tłumaczyć mu czym to się może skończyć, bo i tak by ich nie słuchał. Wyszedłby na boisko, choćby to miała być ostatnia rzecz w jego życiu. Westchnęli i razem udali się w przeciwną stronę dokończyć rozgrzewkę. Spokojnie doszli do Nathana i obok niego zaczęli się dalej rozciągać. Trener nie wygłaszał teraz już przemowy ani nic z tych rzeczy. Zrobił to wcześniej i to im wystarczyło. Teraz siedział z skrzyżowanymi rękoma i z uwagą przyglądał się przeciwnikom, co chwila zerkając, czy przypadkiem jeszcze choćby jeden zawodnik Raimona nie stawi się na meczu. Idealna liczba zawodników jednak była niewystarczająca, a nóż widelec ktoś złapie kontuzje. Nie trzeba było wiele by pamiętać ich poprzedni mecz z Kirkwoodem. Grali agresywnie, a co dopiero teraz. Jeśli zdarzy się kontuzja... Nie! Lepiej nie martwić się na zapas. Będzie dobrze, pokonali liceum Zeusa to i z Kirkwood dadzą sobie radę. Zabrzmiał dźwięk gwizdka dający sygnał zawodnikom do wyjścia na boisko. W głośnikach rozległ się głos komentatora, trybuny oszalały i teraz już tylko piłkarze wydawali się zachowywać spokój i powagę... choć nie wszyscy. Piłka została wniesiona na boisko i położona na środku pola. Tyler i Thomas podeszli do niej ustawiając się naprzeciwko Axela z tryumfalnymi uśmiechami na twarzy.
-Tym razem pokażemy ci Blaze- powiedzieli wszyscy trzej- Jaka naprawdę jest nasza siła- położyli zaciśnięte w pięści dłonie na biodrach i spojrzeli na niego z wyższością. Blondyn cofnął się parę kroków. Czekali teraz już tylko na gwizdek.
                                                                     ***

-Jesteś zła?- zapytała zmartwiona Amber widząc poważną minę Nuki
Dziewczyny stały na trawie i spoglądały na piłkarzy, którzy właśnie byli w połowie rozgrzewki.
-Nie.... W sumie tak. Mogłam stać na miejscu któregoś z nich.
-Jeszcze będziesz grać. Czuje to, a ja nigdy się nie mylę.
Niebiesko-włosa spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko. Miała nadzieję, że intuicja przyjaciółkę nie myli, fajnie było by zagrać i sprawdzić się na boisku.
           
                                                                        ***

-Najwyższy czas rozpocząć to ekscytujące spotkanie! Obie drużyny już wyszły na boisko, a ich zawodnicy ustawili się na pozycjach. Po stronie Raimona, jako napastników  zobaczymy jak zwykle wyśmienitego Axela Blaze oraz niesamowitego Kevina Dragonfly!! Wysunięci pomocnicy to oczywiście Jude Sharp oraz Eric Eagle! Tuż za nimi zobaczyć możemy Bobiego Shearer'a i Max'a Carsona! Obrońcy to znani nam wszystkim Jack Wallside, Nathan Swift i Timmy Sanders. Bardziej z tyłu stoi Tod Ironside, a na bramce tradycyjnie- fenomenalny Mark Evans!! A oto skład Kirkwooda! Napastnikami oczywiście są niezastąpieni bracia Murdock! Za nimi, w środku pola zagra York Nashmit i Zachary Moore! Po lewej, jako cofnięty pomocnik wystąpi Rick Clover, po prawej natomiast jego kolego- Toby Damian! W podobnym ustawieniu, jednak na innej pozycji zobaczyć możemy, po lewej niesamowitego Malcolm'a Night'a, po prawej wyśmienitego piłkarza- Alfred'a Meenan'a! Jako jedyny na środku obrony wystąpi niepowtarzalny mistrz wślizgów- Dan Mirthful! Bramkarzem jest John Neville! Zapowiada się naprawdę emocjonujący mecz! Od rozpoczęcia spotkania dzieli nas zaledwie gwizdek sędziego! Niecierpliwość, stres i determinacja malują się na twarzach zawodników obu drużyn. Czekają... I rozpoczęli!! Kirkwood, które rozpoczynało, natychmiast przeszło do ataku! Niesamowite jak ci zawodnicy się szybko poruszają, jak to możliwe!? Bracia Murdock- Znani wszystkim trzej napastnicy, mijają bezbronnego Bobbiego i w zaskakującym tempie zbliżają się do jack'a! Jeśli dalej  tak pójdzie możliwe, że bramkarz Raimona za chwilę będzie musiał wyciągać piłkę z siatki! Marvin i Tyler już stoją przed Jackiem... A gdzie się podział Thomas!? Niesamowite!! Kiedy on zdążył przedostać się za obronę!? Jak on to zrobił!? Piłka wylądowała pod jego stopami! Szykuje się do strzału! Czy to możliwe, by w tak krótkim czasie padła pierwsza bramka!? Najwidoczniej  zwycięscy strefy futbolu  nie mają tu wiele do gadania... Chwila! Ach proszę państwa! Nie doceniliśmy naszych mistrzów! Niesamowity Tod Ironside szybkim wślizgiem odebrał napastnikowi piłkę i nie zwlekając przekazał ją szybkiemu jak błyskawica Nathanowi Swift! Chłopak nie szczędząc nóg biegnie do przodu, nie dając sobie odebrać piłki atakującemu go Rick'owi! Szarżujący lewym skrzydłem chłopak, praktycznie nie może liczyć na wsparcie przyjaciół, którzy są mocno i jak widać bardzo skutecznie kryci przez Kirkwood! Widzimy jak między innymi Jude Sharp czy też Max Corson próbują się wyswobodzić i okrążyć obstawiających ich rywali jednak z marnym skutkiem. A nie! Myliłem się proszę państwa! Corsonowi właśnie udało się wyminąć Night'a i teraz pędzi za kolegą, który już wbiega w pole karne. Co to!? Co się dzieje!? Nagle wszyscy zawodnicy Kirkwood znaleźli się w polu karnym! Widocznie postanawiają postawić na obronę, jednak tym samym dali Raimonowi wolnych wszystkich zawodników, co niewątpliwie wykorzystają. Dragonfly i Blaze szturmują na bramkę podczas gdy bracia Murdock już znaleźli się tuż przed bramką Marka! Co oni kombinują!? Czemu nie próbują odebrać piłki!? Ich zachowanie z pewnością dziwi jednak teraz warto skupić swoją uwagę na wykonujących smocze tornado zawodnikach Raimona. Blaze wznosi się do góry... Strzela...I.... Niesamowita technika obrońców Kirkwood pozwala im na zatrzymanie tego potężnego strzału! Cóż za widowisko!
-A niech to- Kevin spojrzał na Axela -Jak oni to zrobili!?
Chłopak nic mu nie odpowiedział, spojrzał tylko na trojaków i zmarszczył brwi. Co oni kombinują?. Gdy bramkarz wyrzucił piłkę do jednego z nich, był już pewien. Zawodnicy Kirkwod biegli skrzydłami w stronę Marka, otaczając pozostałych zawodników Raimona. Zapędzili nas w pułapkę! Już nie było drogi odwrotu. Nim zawodnicy się spostrzegli, piłka była w siatce.
-Co jest-Mark spojrzał na swoją dłoń- Ognista pięść nie dała rady?
Popatrzył na przyjaciół. Na ich twarzach malowało się zdziwienie. Jak im się to udało?
-Nie martwcie się!- krzyknął do nich i uśmiechnął się- Następnym razem uda mi się obronić!
Przytaknęli.
Chłopak wyjął piłkę z siatki i rozglądnął się. Wykopał piłkę z zamiarem podania do Maxa, szczęście chciało, że akurat był wolny, pech niestety, że to była pułapka. Piłka już miała wylądować na ziemi, gdy jeszcze w powietrzu przechwycił ją pomocnik przeciwników.
-No nie- szepnęli równocześnie Jude i Axel. Ten pierwszy natychmiast wykonał wślizg i dzięki niespodziewanemu atakowi udało mu się odebrać pilkę. W mgnieniu oka stał otoczony przez trzech zawodników. Najbliżsi gracze- Max, Kevin i Bobby również byli kryci i niestety nie zapowiadało się , by udało im się uwolnić. Ku jego zdziwieniu Axel stał niekryty, jednak oboje dobrze wiedzieli co to oznacza- kolejną pułapkę! Chłopak szybko to rozgryzł. Przeciwnicy tylko go osłaniają, ale nie atakują. Są gotowi i czujni, cały czas szykują się do skoku…. Ponieważ liczą na górne podania! No tak! Obok niego przebiegł Eric, pułapka czy nie, teraz to było jedyne wyjście! Obrócił się i między nogami Clover'a podał koledze piłkę
-Eagle przy piłce! Biegnie w stronę bramki! Tuż obok niego pojawia się Blaze. Zawodnicy Kirkwood przezornie nie dają Dragonflajowi się wymknąć i szczelnie kryją go przez co zawodnicy Raimona nie mogą wykorzystać ulubionego strzału- smoczego tornada! Dwójka zawodników szturmuje na bramkę jednak przed nimi jak spod ziemi wyrastają zawodnicy Kirkwood! Podania między Eagl'em i Blazem jak na razie przynoszą oczekiwany rezultat. Przedostają się za obronę i właśnie w tej chwili napastnik wznosi się wykonując ogniste tornado. Co za moc! Wątpię jednak by to coś dało… Zobaczmy. Miałem rację! Bramkarz obronił to bez najmniejszego wysiłku.
-Wygląda tak jakby w ogóle się nie starał, tak jakby mój strzał w trakcie lotu stracił całą swą moc.
Jude przytaknął.
Piłka potoczyła się pod nogi Alfreda Meenan'a, który szybko podał na przeciwną stronę boiska, do swojego kolegi na obronie- Malcolam Night'a. Ten stanął naprzeciwko Eric'a.
-Jesteście nieźli- pogratulował członek Raimona uśmiechając się lekko.
-Dzięki, nie było łatwo. Wybacz- to już szepnął przebiegając obok- ale nie możemy przegrać.
Chłopak podążył za nim zdziwionym wzrokiem. Jego kolega z dzieciństwa opuścił swoją pozycję i wysunął się do przodu. Razem z Zacharym Moore teraz atakowali bramkę.
-Ich styl się bardzo zmienił- Jude podszedł do Axela i rozglądnął się dookoła. Jako jedyni na tym boisku byli niekryci przez przeciwników
- Podczas ostatniego meczu skupili się tylko na zemście, że nie przyszedłem na mecz i zrujnowałem im możliwość wygranej.
-Skupili się przede wszystkim na tobie - przytaknął mu Jude- Sądzili że sami nas pokonają więc grali samolubnie. Teraz walczy cały zespół co skutecznie utrudnia nam dojście do piłki i strzelenie.
-Nie mówiąc już o bramkarzu.
-Dokładnie. Nie wiem o co tu chodzi, ale trzeba się tego jak najszybciej dowiedzieć.
-Jeśli nie chcemy przegrać- Dokończył blondyn i obaj spojrzeli jak More i Night chcą wykiwać Marka i strzelić kolejnego gola. Rozejrzeli się, przy nich nie było żadnego z piłkarzy przeciwnika. Jedynie Dan Mithful stał parę kroków za nimi czujny, gotowy by w każdej chwili rzucić się na rywala. Obaj jeszcze raz przenieśli wzrok na własną bramkę. Dwaj gracze, których normalną pozycją nie jest atak, teraz szykowali się do strzału. I nagle to zobaczyli! Po prawej dwaj gracze pozornie usiłowali udawać że strzelają, podczas gdy z przeciwnej strony, bracia Murdock szykowali się do strzału. Przerażeni spojrzeli po sobie. Nie mogli dopuścić do straty kolejnej bramki. Pędem ruszyli do przodu nie zważając ani na krzyki zawodników, ani kibiców. Jako jedyni dostrzegli podstęp i teraz musieli zrobić wszystko, by nie dopuścić do strzału. Biegli mijając graczy, jednego po drugim. Gdy wreszcie dobiegli, piłka już szybowała do trojaków, a osłupiały Mark tępym wzrokiem podążał za nią. Bracia Murdock już wykonywali swój słynny trójkąt Z... Nie...
-Niesamowite proszę państwa! Sławni napastnicy Kirkwooda najwidoczniej rozwinęli swój firmowy strzał!
Thomas, który w Trójkącie Z stał na szczycie piramidy tym razem wylądował na dole, natomiast Marvin z Tylerem wylądowali na jego barkach tworząc trójkąt odwrócony do góry nogami.
-Co to jest!?- sapnął Axel.
Piłka z niezwykłą prędkością szybowała...
-Niemożliwe, mamy kolejną Bram...! Nie! Blaze i Sharp usiłują zatrzymać potężny strzał!
Obaj piłkarze wyskoczyli wysoko w górę i z dwóch stron kopiąc w piłkę, usiłowali ją zatrzymać. Determinacja i zacięcie malowały się im na twarzach, pot spływał po czole. Ten strzał miał ogromną moc. Po chwili obaj opadli na murawę, podczas gdy piłka dalej szybowała w stronę bramkarza  Na szczęście piłkarze wystarczająco osłabili piłkę, więc boska ręka tym razem powinna zatrzymać strzał. Aby jeszcze bardziej zmniejszyć siłę piłki Kevin postanowił stanąć na jej drodze. Wyskoczył do niej i kopnął. Jednak siła z jaką leciała futbolówka była zbyt duża jak na chłopaka. Upadł jak przedtem Axel i Jude. Mark, przygotowywał się do wykonania Boskiej Ręki. Już trzymał otwartą dłoń w górze. Piłka uderzyła w nią z niesamowitą siłą. Mark nijak mógł zatrzymać ten strzał. Moc tego uderzenia była, aż tak potężna, że kapitan wpadł do bramki.
-Goooooool! Liceum Kirkwood'a prowadzi 2:0!
Jednak zawodnicy Raimona nie zważali na słowa Chester'a. Piłkarze znajdowali się obok Kevina, który kurczowo trzymał się za kolano. Wyglądało na to, że musiał sobie coś zrobić gdy próbował zatrzymać strzał. Natychmiast pojawiła się Silvia i zajęła się opatrunkiem. Gdy przyłożyła do kolana chłopaka woreczek z lodem ten wydarł się wniebogłosy.
-Mark, Kevin musi zejść, nie da rady zagrać w takim stanie.
-Nie mogę. Muszę grać. Inaczej przegramy.
-Nie!- do dyskusji dołączyła się Celia- możesz sobie zrobić coś jeszcze gorszego. Przecież ledwo trzymasz się na nogach. Musisz jechać do lekarza.
-Ajć- Chłopak skrzywił się lekko, gdy Mark pomagał mu dojść do ławki. Posadził kolegę i spojrzał na niego.
-Nie martw się, mecz się jeszcze nie skończył! Wygramy, zobaczysz!
Kevin przytaknął i spróbował się uśmiechnąć, bramkarz wrócił na swoją pozycję. Klasnął w dłonie i wyszczerzył zęby!
-Dalej chłopaki! Nie poddawajcie się!
-Nie macie żadnych szans- Zaśmiał się Thomas Murdock podchodząc do niego- Sam widziałeś jak nasz Tlujkąt (to nie błąd ortograficzny, tylko ich specjalny akcent!) Delta zmiótł waszych zawonikchów z boiskcha!
-Nie masz z nami szans nędzny pchryszczu!
-Teraz dopiero poznacie prawdziwchą siłę braci Murdock! Ha HaHa!- wykrzyknęli wszyscy naraz.
Mecz toczył się dalej. Raimon nie miał szans nawet dotknąć piłki, mogli tylko bezczynnie patrzeć jak przeciwnicy mijają ich z tryumfalnymi uśmiechami na twarzach.





                                                  Zapowiedzi Marka!


Pierwsza połowa to nie wszystko! Wynik może zmienić się w każdej minucie, to jest piłka nożna! Nasza drużyna jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa! Udało nam się uzyskać dodatkowe wsparcie na kilka minut przed gwizdkiem. Czy okaże się ono dla nas korzystne? Aby się tego dowiedzieć koniecznie czytajcie następny odcinek pt "Deska ratunkowa" Ale będzie się działo!


_____________________________

Udało się! 5 rozdział wędruje do waszej dyspozycji. Jakie są wasze wrażenia? Czekamy na wasze komentarze. Dodatkowo pojawił się nowa zakładka pt. "Znaczenia nazw" ;]

sobota, 3 listopada 2012

4. Konsekwencje


-Co to ma znaczyć-wrzasnęła wściekła- Mark...!- Jej wzrok powędrował w stronę bramy.
Zawodnicy Zeusa czmychneli zadowoleni z siebie. Tym czasem zawodnicy Raimona powodów do radości nie mieli. Kevin, którego w tym momencie zżerała zazdrość i gniew, ulotnił się równie szybko co przeciwnicy. Nuka nadal leżała na ziemi z obolałym brzuchem i koszulką, na której został wyraźny ślad po piłce. Nathan, Axel i Jude stali zawstydzeni nieco z tył, uznając, że lepiej się nie wtrącać, na to miast Mark leżał pod nogami Nelly z krwawiącym nosem i obolałą szczękom. Dziewczyna patrzyła na wszystkich gniewnym wzrokiem, który nieco dłużej zatrzymywał się na ofiarach bójki. Stali w milczeniu dłuższą chwilę. Nikt ani myślał choćby westchnąć z obawy przed morderczym spojrzeniem Nelly. Ciszę przerwały kroki osoby biegnącej. Sekundę później Amber klęczała już przy Marku usiłując stłumić krwawienie z nosa. Popatrzyła na chłopaka. Krwawiący nos, śliwa pod okiem, z szczęką też coś chyba było nie tak. Mark podniósł prawą rękę, by przytrzymać chustkę przy nosie i cicho jęknął. Natychmiast ugryzł się w język by nie krzyknąć wniebogłosy. Ból to było zdecydowanie za lekkie słowo opisujące to co teraz czuł, jednak zacisnął mocno zęby by nie dać nic po sobie poznać. Jeszcze tego by brakowało, by Nelly to dostrzegła. Niestety bólu nie udało mu się ukryć przed Amber, która zauważyła grymas malujący się mu na twarzy, w mig zarejestrowała przyczynę. Nadgarstek, na którym w tym momencie się opierał, był lekko zaczerwieniony i zaczął puchnąć.
-Oprzyj się na drugiej ręce- poleciła mu szybko, a chłopak bez sprzeciwu, a wręcz z ulgą wykonał jej polecenie. Nie czekając, aż Mark coś powie, ujęła jego dłoń i szybko posmarowała ją maścią. To nic nie da myślała zrezygnowana oglądając dokładnie rękę. Strasznie zaczerwieniona i napuchnięta. To może być coś poważniejszego. 
-Boli ci...Spytała lekko zginając jego rękę i szybko tego pożałowała. Ledwo przekrzywił się o centymetr Mark wrzasnął przeraźliwie, a oczy zaszły mu mgłą.
-Przepraszam- szepnęła już odwracając się do apteczki, którą przyniosła ze sobą i nie zwracając uwagi na chłopaka, który z miną zbitego psa patrzył na lewą dłoń i wydawał z siebie dźwięki podobne do skomlenia. Znalazłszy bandaże powoli i delikatnie zaczęła owijać mu opuchliznę. Muszę to unieruchomić, przynajmniej do czasu, aż obejrzy go lekarz. 
-No pięknie! Jeszcze tego nam brakuje, by nasz bramkarz był kontuzjowany- prychnęła rozgniewana Nelly krzyżując ręce.
-Nelly...
-Daruj sobie tłumaczenia! Co ty sobie myślałeś? Przecież on to specjalnie mówił, żeby was sprowokować!- Zaszczyciła spojrzeniem Nathana i Tod'a, którzy patrzyli się w ziemię z rumieńcami na twarzy- Jak mogliście dać się tak podpuścić!?
-Ale...-Mark niepewnie zwrócił się w kierunku Juda i Axela - To co mówił Byron... jest prawdą?
-Co ci strzeliło!? Chciał cię sprowokować żeby....
-Niestety to prawda- odparł ponuro Jude tym samym przerywając krzyki Nelly i przyprawiając ją o rumieńce.
Widząc zdziwione spojrzenia przyjaciół Axel pospieszył z wyjaśnieniami.
-To było parę dni temu- zaczął jak zwykle z poważnym wyrazem twarzy i spojrzał na Juda. Ten skinął głową, a jego wzrok zatrzymał się na Celi.
-Razem z Axelem urządziliśmy sobie dodatkowy trening i poszliśmy pobiegać nad rzekę- mówił nie spuszczają wzroku z siostry, która stała przerażona z złączonymi dłońmi przy klatce piersiowej.
-Stał tam jakby na nas czekał...- dodał Axel, patrzył się gdzieś przed siebie obojętnym wzrokiem, nie dając nic po sobie poznać.
-...Nie był sam.
-Goryle- zgadł Sam, a chłopacy pokiwali głowami.
Stali teraz dokładnie na przeciwko wszystkich, oni po jednej stronie, a po drugiej kilkanaście niepewnych par oczu skierowanych tylko na nich. Czekając na dalsze słowa nikt się nie poruszył, aż w końcu Axel postanowił iść dalej.
-Zastąpił nam drogę nie dając biec dalej więc byliśmy zmuszeni go wysłuchać...
-...Był bardzo przekonujący- ciągnął szczerze Jude podczas gdy Axel tylko skinął głową
-A.ale odmówiliście mu... tak?- spytała nieco przerażona Celia.
Obaj natychmiast, w tym samym momencie przytaknęli, a reszta odetchnęła z ulgą. W milczeniu udali się do domku klubowego, by tam chwilę odpocząć i przemyśleć wszystkie sprawy.
-Więc teraz zostało nam już tylko jedno- powiedziała oficjalnie Nelly gdy wszyscy usadowili się wygodnie i zapadła cisza. Nie wiadomo kiedy przyszedł również Kevin. Nie odezwał się ani razu, a jego wzrok był jak najgorsze tortury. Wydawało się, że teraz nienawidzi już nie tylko Axela, Nathana i Juda, ale i całego świata. Przygnębiony do reszty wpatrywał się otępiałym wzrokiem w podłogę i mruczał coś do siebie. Był naprawdę wściekły. Znowu Axel! Axel, Axel... i jeszcze Jude!? Ich wzięli... Wredne bałwany, myślą że są tacy dobrzy!? Przekonamy się kto tu naprawdę jest gwiazdą. Te przygłupy nawet nie zdążą spojrzeć na piłkę. Już ja tego przypilnuję. Złość narastał w nim z każdą sekundą, gniew i nienawiść do kolegów z drużyny nie potrafiła ustąpić przebaczeniu i zrozumieniu. Chłopak zacisnął mocniej pięści. Nie wiedział po co tu siedzi, ale miał niejasne wrażenie, że stanie się coś ważnego. Jedynie to przeczucie trzymało go jeszcze przy granicach rozsądku. Najchętniej wyszedłby stąd rozwalając wszystko naokoło, dodatkowo jeszcze wlałby tym trzem gostkom, którzy teraz, niczym wielkie gwiazdy, zgrywały niewiniątka na oczach wszystkich. Już chciał wstać, już szykował pięści, już był gotowy, by rzucić się na swoich teraz największych wrogów, gdy Nelly ponownie przemówiła. Z wielką niechęcią powstrzymał się, by nie wszcząć bójki. Cały napięty i sztywny oparł plecy o krzesło. Zacisnął pięść przed twarzą, był wściekły, był potwornie zły, czuł, że pomimo wszystko nie uda mu się zapanować nad gniewem... nie, to nie to. On po prostu nie chciał nad nim zapanować. Chciał się wyżyć, teraz! Zaraz! Tu! Nie wytrzymał! Stojący obok Todd oberwał pięścią w brzuch i przewalił się na podłogę. Kevin ani myślał go przepraszać. Nawet mu to przez myśl nie przeszło. Nie zważając na spojrzenia drużyny, ponownie ponuro spojrzał na Nathana, Juda i Axela.
-Musimy zadecydować co w sprawie Nuki. Mark?-spojrzała na niego z wyrzutem, ale równocześnie zaciekawieniem.
-No więc... eee prawdę mówiąc to nie mam pojęcia.
-uch. No dobra, ktoś ma jakiś pomysł?
-Może.. może zróbmy głosowanie- zaproponował nieśmiało Stev.
Nelly pokiwała głową.
-Dobra, niech będzie- spojrzała na Celię i Silvie- Ale głos mają tylko piłkarze.
-Zgoda- przytaknęły ponuro.
Max wyjął z plecaka notes i wyrwał jedną kartkę, po czym podzielił ją na równe części i przedarł. Rozdał każdemu po jednej.
-Wystarczy napisać tak lub nie- oznajmiła dziewczyna, gdy wszyscy wyjęli już długopisy.
Piłkarze pochylili się nad karteczkami. Większość miała dylemat, niezdecydowani oglądali się dookoła.
-Sami macie podjąć decyzję- powiedziała surowo Nelly pochylając się nad Timim. Maluch zaczerwienił się i opuścił głowę. Jedyną osobą, która nie musiała zastanawiać się nad wyborem był Kevin. Wyniosłym spojrzeniem przeleciał po pomieszczeniu. Zatrzymał się przy Stevie, który również go obserwował, tyle że nie dumnym spojrzeniem, a raczej niepewnym. Czubek długopisu spoczywał na kartce czekając na decyzję. Chłopak oderwał wzrok od kolegi. Nuka siedziała pod ścianą i podwinąwszy kolana, oparła o nie brodę. W jej spojrzeniu nie było ani strachu, czy najmniejszej iskry bólu po niedawnym ataku. Nie można było jednak powiedzieć, że siedzi spokojnie, jej głowa latała raz w jedną stronę, raz w drugą, a stopy nerwowo stukały o podłogę. Obok niej siedziała brunetka. Obie wyglądały na odprężone. Cicho szeptały coś do siebie, nie zagłuszając stukania długopisów o podłogę i ściany, niezdecydowanych uczniów. Brunet narysował na swoim kawałku papieru prostą kreskę. Przymierzał się już, by nad nią dorysować drugą, w poprzek, gdy poczuł na sobie przeszywające spojrzenie. Podniósł głowę. Kevin patrzył na niego morderczym wzrokiem z kwaśną miną. Przestraszony chłopak natychmiast zmienił swoje zamiary i nabazgrał na kartce "nie" . Spojrzał na przyjaciela, który w tym momencie gorzko się uśmiechał, pokiwał głową i przeniósł wzrok na Tod'a. Stev powoli złożył skrawek papieru i podszedł do Nelly. Wolno wyciągnął rękę z karteczką, jeszcze raz spoglądając na Kevina. Ten tylko przytaknął, więc brunet oddał dziewczynie kartkę i udał sie na swoje miejsce. Chwilę później reszta zawodników zrobiła to samo. Gdy już wszyscy oddali swoje głosy, Celia rozłożyła je na stole i zaczęła liczyć.
-Przykro mi- skierowała się w stronę Nuki- Tylko jeden głos na tak.
Do oczu dziewczyny napłynęły łzy. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować Nuka wybiegła z domku
gorzko płacząc.
-Jak mogliście jej to zrobić? Nic bardziej podłego- powiedziała wściekła Amber podnosząc się i kierując mordercze spojrzenie w kierunku chłopaków- Nie macie pojęcia kogo straciliście. Nuka była jedną z lepszych zawodniczek Elaqui...
-Więc musieliście mieć bardzo "silną" drużynę- powiedział sarkastycznie Kevin. Nadal siedział z założonymi rękoma oraz zamkniętymi oczami. Gdy wypowiedział ostatnie słowo na jego twarz wpełzł chamski uśmieszek.
-Taaaa.. Masz rację. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej to naprawdę kiepski wynik.
-Myślisz, że ci uwierzę
-Internet nie kłamie- powiedziała i wyszła, oczywiście nie oszczędziła sobie głośnego trzaśnięcia drzwiami.
-Co ona sobie wyobraża?! Myśli, że uda jej się mnie nabrać?!
-Uspokój się, Kevin- powiedziała spokojnym głosem Nelly- Tak się składa, że słyszałam o Elaqu'i. Dostaliśmy od nich parę listów. Chcieli przejąć niektórych naszych sportowców, prawda Nathan?
-Tak, dostałem od nich propozycję parę lat temu, gdy należałem jeszcze do lekkoatletów. Ich poziom jest naprawdę wysoki. Miałem się do nich przenieść, ale ostatecznie zostałem tutaj.
-Ja również o nich słyszałem, gdy byłem młodszy- wtrącił się Jude- Chcieli przejąć kilku naszych piłkarzy, ale oczywiście Dark się na to nie zgodził.
-Jestem pewna, że ta nowa nie kłamie i że drużyna Elaqu'i naprawę posiada mistrzostwa Europy- powiedziała Nelly, tym samym kończąc dyskusję.
Po kilku minutach wyszła z domku.
Nim drzwi się za nią zamknęły Kevin stał na równych nogach, gniewnie patrząc na wszystkich.
-KTÓRY BYŁ NA TAK?!
-Uspokój się- powiedział spokojnie Axel
Nim ktokolwiek zdążył zareagować Kevin stał przy chłopaku. Chwycił jego koszulkę i pociągnął do siebie.
-Pewnie ty Blaze. Dobrze wiem, że ją znasz. To na pewno ty!
-Kevin. Każdy z nas zna i lubi Nukę- to mógł zagłosować każdy- powiedział spokojnie Jim, co oczywiście skończyło się ciarkami na plecach zebranych w domku.
-Nie zostawię tak tego! Dowiem się, który to z was! Dziewczyna w drużynie! Po moim trupie!
-Masz coś do dziewczyn?- wybuchnęła Silvia- Drużyna z Osaki to same dziewczyny i są rewelacyjne. Posiadają o wiele ciekawsze techniki specjalne niż my. Były nawet w turnieju Strefy Footbolu, tylko odpadły    w półfinałach z Zeusem.
-Tak, tylko MY pokonaliśmy Zeusa.
-Bez ciebie. Byłeś kontuzjowany, mam ci przypominać?!
Zdezoriętowany Kevin nie wiedział co jej odpowiedzieć. Nie spodziewał się czegoś takiego po Silvii. Kompletnie go zatkało. Dając upust swoim emocją uderzył Axela w brzuch, ten podobnie jak przed momentem Todd zwijał się z bólu.
Nim Axel podniósł wzrok by spojrzeć na przeciwnika Jack, Mark oraz Jude trzymali Kevina, który już wymierzał się by po raz kolejny uderzyć blondyna.
***
-Nuka, błagam cie, otwórz- Amber stała w holu domu Nuki, jej przyjaciółka zamknęła się w pokoju i nikogo nie chciała wpuścić- No proszę- brunetka westchnęła, to nic nie da, pomyślała- Dobra, jeżeli w tej chwili mi nie otworzysz wywarze te cholerne drzwi. A dobrze wiesz, że jestem w stanie to zrobić! Liczę do trzech. Raz! Dwa!
Zanim zdążyła skończyć drzwi otworzyły się, Amber ledwo przekroczyła próg, a Nuka znów leżała na łóżku, płacząc w poduszkę. Szlochała tak już od dłuższego czasu co można było łatwo za uwarzyć patrząc na jej napuchnięte i pełne łez oczy.
-Skarbie, nie płacz...
-Mam nie płakać?! Nie chcą mnie. A- ale wyglądało przecież, że się im podobało... Wszystko byłoby inaczej gdyby nie By-yyyyron! Jestem beznadziejna! Nawet do drużyny nie potrafię się dostać!
-Daj spokój, potrenujesz trochę i będą musieli przyjąć cię do drużyny.
-Naprawdę tak myślisz?- brunetka przytaknęła- No to na co czekamy?!- dodała z entuzjazmem, dźwigając się na poduszkach i szybko wstając- Musimy zacząć trenować!
-Ale teraz?!
-Im szybciej tym lepiej! A kto lepiej jak ty przygotuje mnie do gry?! I może uda nam się razem do niech dołączyć!
-Rozmawiałyśmy już o tym....
-No do-ooobra- dziewczyna stała podekscytowana, spojrzała na swój strój, nadal miała na sobie strój zawodnika Raimona, niebiesko- żółty z niebieską 17 na plecach- O-oooo. Zapomniałam się przebrać...
-Nie martw się zabrałam twoje ubrania, a jutro odniosę strój, jeśli chcesz.
-Świetnie! Ami...- powiedziała gdy spojrzała na przyniesione przez przyjaciółkę ubrania- Zabrałaś moją bransoletkę?
-Bransoletkę?
-Chyba musiałam ją tam zostawić... A ona jest dla mnie taka ważna. Dostałam ją od Zoe, dzięki niej pokochałam piłkę nożną.
-Zabiorę ją jutro, gdy odniosę strój.
-Jesteś kochana! No to co trening?!
-O tej porze? Jest już po 20....
-Przebiegniemy się trochę, a później postrzelamy na bramkę, co? Może uda nam się stworzyć jakąś nową technikę! Chodź Ami szybko!
***
Nuka zabrała Amber nad boisko nad rzeką. Zbliżał się zmrok, więc nikogo tam nie było. Niebiesko-włosa zdjęła z ramienia torbę którą zabrała  ze sobą. Otworzyła ją, w środku były dwie piłki, bidony z wodą oraz ręcznik. Nuka już chciała wyciągnąć piłkę, ale Amber zabroniła jej gestem ręki.
-Najpierw rozgrzewka.
Dziewczyny przebiegły dwie długości boiska. Następnie stanęły przy ławeczce i powoli zaczęły się rozciągać. Niebiesko-włosej, której od długiego czasu brakowało tak dokładnej rozgrzewki szło to gorzej.
-Nic na siłę, Nuka. Jeżeli coś cię boli to nie naciągaj, bo jeszcze coś sobie zrobisz.
Gdy to mówiła robiła jednocześnie szpagat.
-Dobra teraz, to na co czekałaś. Postrzelamy sobie- powiedziała widząc niepewną minę dziewczyny.
Obie ustawiły się kilka metrów przed bramką. Nuka wpatrywała się w słupki jakby miały zamiar coś jej powiedzieć natomiast Amber stała z troskliwą miną trzymając ręce na biodrach.
-Pokaż co potrafisz.
Nuka bez większego entuzjazmu kopnęła piłkę, ta wolno poturlała sie do siatki.
-Co to było?
-Nie potrafię.
-Musisz w siebie uwierzyć. Popatrz.
Powiedziała i odeszła z piłką na środek boiska. Gdy ustawiła narzędzie gry na środku pola. Nuka nadal stała  niepewnie na tym samym miejscu. Brązowowłosa poczuła wiatr we włosach. Pędem ruszyła do przodu. Wkoło niej pojawił się błękitny wiatr. Gdy dobiegła do przyjaciółki nagle zatrzymała się i błyskawicznie uklękła na kolano. Nim Nuka zdążyła zareagować jej przyjaciółka wyskoczyła wysoko w powietrze, wykonała obrót w koło własnej osi i strzeliła wspaniałą bramkę.
-O-oddech- odrzekła cicho, prawie niedosłyszalnie
-Dokładnie.
-Teraz nie mam najmniejszych szans by dołączyć do Raimona. Nigdy nie uda mi się zrobić czegoś takiego.
-Masz pojęcie ile musiałam się starać by opracować własną technikę strzelecką? Nuka, musisz wykorzystać swoje emocje. Jesteś wściekła, prawda? Rozgoryczona. Wykorzystaj to przenieś swoje emocje na piłkę.
Niebiesko-włosa stała przez kilka sekund wpatrując się w piłkę, aż w końcu zrobiła to co poleciła jej brunetka. Wykonała 10 strzałów. Każdy kolejny był lepszy od poprzedniego. Przy ostatnim można było dostrzec białą mgłę.
-Widziałaś to?! Coś się pojawiło! Musimy jeszcze potrenować. Muszę dokończyć ten strzał.
-Jutro. Jest już późno.
-Amber... Jutro nie będzie to samo, no proszę.
-Będą się martwić jeśli zaraz nie wrócimy.
-10 minut?
-Zgoda- zrezygnowana popatrzyła na przyjaciółkę- 10 minut nie więcej!
Niebiesko-włosa ustawiła się za piłką. Po chwili milczenia zaczęła biec z nią w stronę bramki, wyskoczyła w górę i kopnęła piłkę. Ta wpadła do siatki jednak tym razem żadna, choćby najmniejsza iskierka nie pojawiła się podczas strzału. Po wylądowaniu prychnęła i usiadła na boisku. Skrzyżowała ręce na piersi i zamknęła oczy. Amber zastanowiła się chwilkę.
-Miałaś rację-powiedziała usiłując by jej głos brzmiał obojętnie- Jesteś za słaba. Nic dziwnego, że nie przyjęli cię do drużyny.
Nuka otworzyła jedno oko i z zdziwieniem popatrzyła na przyjaciółkę. Stała do niej bokiem i miała wyjątkowo poważny wyraz twarzy. Dziewczyna przymknęła oczy i rozłożyła ręce.
-Przecież to jest drużyna, która wygrała strefę futbolu, są najlepsi. Nie wierzę by mogli cię przyjąć. Nawet prostego strzału nie potrafisz wykonać. Byłaś naiwna robiąc sobie złudne nadzieję. Naprawdę mi cię żal. To było żałosne. Szkoda, że nie widziałaś ich min gdy wyszłaś. Mogłabym przysiąc, że odetchnęli z ulgą- popatrzyła na niebiesko-włosą. Po jej policzku spłynęła łza. Wściekłość i determinacja malowały się jej na twarzy. Amber uśmiechnęła się w duchu. Wiedziała, że tak będzie. Siląc się na obojętny wyraz twarzy, wyzywająco spojrzała w jej oczy.
-Pewnie nawet piłki nie potrafisz mi odebrać.
Tego było już za wiele, Nuka zerwała się i ściekła podeszła do Amber. Pomiędzy nimi leżała tylko piłka. Brunetka jak gdyby nigdy nic położyła na niej swoją stopę i uśmiechnęła się chytrze. Dokładnie wyczuła moment i w chwili gdy niebiesko-włosa chciała postąpić krok na przód, dziewczyna piłką przeturlała za siebie, po czym pięknie wymijając Nukę stanęła za nią. Zdziwiona dziewczyna obróciła się. Widząc rozbawienie na twarzy koleżanki, ponownie na nią natarła. Tym razem Amber nie wyminęła jej. Stojąc w miejscu obie dziewczyny starały się przejąć piłkę. Z początku brunetce szło łatwo. Zdesperowany człowiek nie za bardzo myśli co robi. Jednak już po chwili Nuka wyczuła dziewczynę. Po 5 minutach migania się niebiesko-włosa wreszcie przejęła piłkę. Amber popatrzyła na nią. Wiedziała, że jeśli teraz odpuści do niczego nie dojdą. Postanowiła dalej grać.
-I co teraz?-szepnęła jej na ucho przebiegając obok. Chciała przejąć piłkę, ale dziewczyna sprytnie przeturlała ją pod lewą stopę- Przecież i tak nie potrafisz strzelać.
Niebiesko-włosa nie odpowiedziała, z trudem powstrzymywała łzy i dzielnie starała się walczyć. Słowa Amber były dla niej jak pociski trafiające w samo serce. Wreszcie udało jej się wyprzedzić dziewczynę i znaleźć dokładnie na przeciwko bramki. Biegnąc naprawdę szybko starała się tak manipulować piłką, by ta nie dostała się pod nogi brunetki.  Amber wykonała wślizg. Odpowiedzią na to miał być wyskok z piłką, jednak w momencie wybicia się Nuka poczuła, jak cała negatywna energia gromadzi się w niej i tylko czeka, aż dziewczyna da upust złym emocją  Wyskakując niebiesko-włosa miała zdeterminowany wyraz twarzy, Wokół niej pojawiła się jasna, prawie biała mgiełka, coś jakby wiatr otulający ją z każdej strony. Dziewczyna zaczęła wirować wokół własnej osi. jednocześnie wykonując coś jakby salto z wyprostowanymi nogami i rękoma szeroko rozłożonymi. (Profesjonalnie zwane śrubą.)
-Potrójna śruba- wyszeptała Amber podążając wzrokiem za przyjaciółką.
Piłka cały czas wirowała dookoła dziewczyny, na wietrze, który owiewał Nukę. Gdy znalazła się głową w dół podczas wykonywania trzeciego obrotu, zamachnęła się i kopnęła piłkę z całą mocą na jaką było ją stać.  Za futbolówką poleciało jasne światło, a powietrze otaczające ją rozwiewało wszystko dookoła. Dziewczyna wylądowała o wiele spokojniejsza, jakby cała zła energia w jednej chwili się ulotniła.
-Jej! Nuka to było rewelacyjne!
-Amber!- Dziewczyna rzuciła się jej na szyję i obie upadły na murawę- jesteś niesamowita! Dziękuję ci... nie wiedziałam, że umiesz być aż tak wredna
-Lata ćwiczeń- wzruszyła ramionami- A teraz chodźmy już. I tak nieźle nam się oberwie.



Zapowiedzi Marka!
To co stało się wczoraj na długo zostanie w naszych pamięciach. Ale nie możemy teraz o tym rozmyślać! Przed nami mecz z Liceum Kerkwood'a! Zeszłym razem bracia Murdock skupiali całą swoją uwagę na Axel'u. Dzięki temu wygraliśmy. Teraz nie będzie tak łatwo. Już nie mogę się doczekać! Koniecznie zobaczcie następny rozdział pod tytułem "Mecz"
Ale będzie się działo!





-----------------------------------------------------------------------------------
Wooo Skończyłyśmy :D
Normalnie 8 cud świata xd
No ale do rzeczy. Bardzo was przepraszamy, że musieliście tak długo czekać. Powodem jest oczywiście szkoła i brak czasu. Mamy nadzieję, że to się nie powtórzy i kolejny rozdział ujrzy światło dzienne dokładnie za tydzień.
Życzymy miłego czytania ;*