czwartek, 3 lipca 2014

36. Boski mecz

Nigdy w życiu, aż do tej pory Nathan nie pragnął stać się niewidzialnym. Gdy tylko pojawiał się na horyzoncie ucichały wszystkie rozmowy, które i tak były prowadzone szeptem i liczne pary oczu wlepiały w niego wzrok. Chłopak cicho westchnął. Przecież mógł się tego spodziewać, w końcu stał się głównym tematem plotki numer jeden krążącej po całej szkole jak i okolicach. Jedynym marzeniem niebiesko-włosego było jak najszybsze znalezienie się przy swojej szafce i zabranie książek na następną lekcję. Jednak nie mogło mu to pójść zbyt gładko. Drogę zastąpiła mu pewna dziewczyna. Miała długie filetowe loki i szare oczy, po niebieskiej kokardzie zawiązanej na szyi chłopak wywnioskował, że jest z trzeciej, ostatniej klasy.
-Cześć Nathan!- powiedziała uradowana- Nazywam się Lavender Sumrie, bardzo miło mi cię poznać! Jestem naczelną szkolnej gazetki Raimona i mam do ciebie parę pytań- mówiąc to wyjęła z torby dyktafon, po czym go włączyła- Powiedz Nathan przez jeden malusieńki artykuł stałeś się głównym tematem w całej szkole jakie to uczucie?- zapytała z uśmiechem
Nathan spojrzał na nią nie wiedząc co jej odpowiedzieć
-No dalej- ponaglała go życzliwym tonem- spokojnie Nath, cała szkła czeka na twój komentarz...
-Eeee- zaczął rozglądając się na boki za ewentualną drogą ucieczki
-Sumire-senpai! Tego już za dużo, obiecałaś, że nie napiszesz na ten temat ani linijki!- krzyknęła Celia stając pomiędzy dwójką
-O-Otonashi- zaczęła naczelna cofając się o krok- ja tylko chciałam... Błagam! Pozwól mi napisać sprawozdanie z plotkary!- wybuchnęła klękając przed menadżerką i chwytając ją za nogi- Celia to moja jedyna szansa na napisanie artykułu rooooku! Wyobraź sobie- w jednej chwili znalazła się powrotem na nogach i przybrała pozę marzycielki- Ja Lavender Sumire na zawsze zapiszę się w kartach historii szkoły jako legendarna redaktor naczelna gazetki, która nie boi się żadnego tematu! Zawsze gotowa poświęcić swój czas i energię by tylko przekazać swoją wiedzę innym! Ten artykuł otworzy mi drzwi do dziennikarskiej kariery!
-S-Sumire-senpai...- wykrztusiła zbita z tropu menadżerka
-Postaw się na moim miejscu- krzyknęła i chwyciła Celię za ramiona- Muszę napisać ten artykuł!
-Nie- odparła stanowczo. Trzecioroczna przybrała minę bezdomnego szczeniaczka: duże błyszczące szklane oczy, a w ich kącikach duże łzy plus usta wygięte w odwróconą podkówkę
-A-ale, ale..- widząc nieugiętą postawę dziewczyny Lavender zrobiła naburmuszoną minę i niczym obrażone dziecko odeszła głośno stąpając butami.
-Sumire-senpai ma wiele wad jest dziecinna, uparta i nie widzi wielu oczywistych rzeczy, ale zawsze dotrzymuje słowa. Jeżeli powiedziała, że nie skomentuje tej sytuacji to tak też zrobi, nie musisz się obawiać- uśmiechnęła się życzliwie i odeszła w przeciwnym kierunku.

***

-Szybko, szybko!- ponaglał wszystkich Mark, którzy wchodzili do autokaru- Szybciej! Już nie mogę się doczekać by skopać drużynę Zeusa!- krzyknął uradowany
-Obudź mnie gdy będziemy na miejscu- powiedziała Amber do Nuki siadając w połowie autobusu. Zdjęła bluzę od dresu i uformowała z niej prowizoryczną poduszkę, po czym ułożyła ją pomiędzy oknem, a swoją głową.
-Hej, Domon-kun- zaczęła niebiesko-włosa do siedzącego po przeciwnej stronie Bobby'ego- oglądałeś wczoraj Tokyo shore. Ekipa z Tokio? Zapomniałam, że leciało w tv i nie wiem kto odpadł...
-Moe Momo- odparł obrońca,widząc pytający wzrok dziewczyny zaczął wyjaśniać- no wiesz jaka ta co ma takie pomarańczowe włosy i kazała na siebie mówić Nekko-chan
-Już wiem jaka to- powiedziała Nuka klepiąc się w czoło
-Trochę przeraża mnie myśl o dzisiejszym meczu- mruknął Max
-Daj spokój stary, pokonamy ich z palcem nosie!- doparł hardo Kevin- Tym razem pokażemy im gdzie raki zimują!- dodał wstając i zaciskając pięść, reszta towarzyszy mu przytaknęła
Nuka nerwowym wzrokiem rozejrzała się po przyjaciołach. Z twarzy wszystkich emanowała pozytywna energia połączona z zapałem do walki. Miał być to jej pierwszy mecz przeciwko drużynie Zeusa.. Pamiętała jak starała się o przyjęcie do drużyny. Wtedy następnego dnia pojawił się on, Byron Love, Nuka spojrzała ponuro na Amber, doskonale pamiętała jak wtedy kapitan Zeusa kopnął w nią piłką i jak długo zwijała się po tym z bólu. Wtedy wystraszyła się nie na żarty. Jak ktoś mógł tak mocno kopnąć i to bez użycia hissatsu? Ale teraz przyrzekła  sobie, że ten mecz będzie jej rewanżem, że pokaże, że ona też potrafi grać w piłkę. Myśląc o tym wszystkim zaciskała dłonie w pieści.

***

-Witam, Liceum Raimona!- powiedziała dumnym głosem podchodząca do nich dziewczyna. Wysoka, nawet bardzo. Zgrabne długie nogi i włosy do pasa przyciągały spojrzenia zawodników. Szczególną uwagę zwracał ich kolor. Jasny blond z wyróżniającymi się, krwistoczerwonymi pasemkami. Wizerunek diablicy dopełniały czerwone oczy, niemal takie same jak u Byrona.- Jestem Rav, menadżerka drużyny Zeusa- rzeczywiście teraz zauważyli, że ma na sobie tak znany im, znienawidzony mundurek szkolny. Plisowana biała spódniczka z błękitnym paskiem na dole, do tego biała marynarka z niebieskimi mankietami oraz szarfa w tym samym kolorze biegnąca od lewego ramienia do prawego biodra. Jej marynarka była rozpięta do połowy piersi ukazując przy tym koronkowy czarny stanik i co za tym idzie połowę biustu. Na nogach miała czarne pończochy. Jej spódniczka, która normalnie powinna się kończyć kilka centymetrów przed kolanami, kończyła się kilkanaście milimetrów przed pośladkami. Ten szczegół nie umknął płci męskiej Raimona, z otwartymi buziami i śliną cieknącą z nich wpatrywali się w nogi dziewczyny do czasu gdy nie pojawiła się druga dziewczyna. Ta była kompletnym przeciwieństwem Rav. Jasne brązowe włosy miała związane w kucyk, jej makijaż był bardziej naturalny. W rękach miała kilka notatników. Jej spódniczka była odpowiedniej długości, a zamiast pończoch założyła podkolanówki.
-Wasza szatnia już czeka- powiedziała cichym głosem
-Dobra, Noriko nie zawracaj sobie nimi głowy, ja ich odprowadzę- powiedziała gestem dłoni odprawiając dziewczynę, ta przestraszona przytaknęła i szybko odeszła.
Gdy brunetka zniknęła z zasięgu wzroku Rav spojrzała na nich i przygryzła dolną wargę jednocześnie kręcąc na palcu kosmyk włosów.
-To co? Idziemy?- powoli wyciągnęła z kieszeni saszetkę z gumą do żucia i wyciągnęła jeden listek. Żując zrobiła obrót na pięcie tak, że jej spódniczka ukazała połowę jej tyłka i zadowolona z siebie ruszyła prowadząc za sobą piłkarzy Raimona.

***

-Proszę oto wasza szatnia- powiedziała blondynka wchodząc do środka- Jeżelibyście czegoś potrzebowali...
-Nie dzięki Sireno, możesz już sobie iść- powiedziała Amber chwytając ją za nadgarstek i dosłownie wywalając z pomieszczenia.
Gdy menadżerka drużyny Zeusa opuściła szatnię w środku nastała niezręczna cisza. Dziewczyny udały się do swojej części przebieralni. Podczas zmiany strojów nikt nie wypowiedział ani jednego słowa. Od razu wróciły wspomnienia sprzed ostatniego roku, gdzie właśnie na tym stadionie rozegrała się walka o wszystko. Już od ponad roku Kageyama Reji był zatrzymany w więzieniu i odbywał swoją karę, za spowodowanie wielu wypadków. Zamach na stadionie Królewskich na piłkarzy Raimona, wypadek Yuuki, wypadek samochodowy Raimona 40 lat temu i śmierć dziadka Marka oraz podawanie nielegalnych substancji zawodnikom Zeusa...
Tym razem, przysiągł sobie Mark, będzie inaczej. Pokażemy im, że miłość do futbolu jest silniejsza niż siła, którą taks obie ceni Byron. 
-Ludzie- zaczął gdy wszyscy byli przebrani, a dziewczyny pojawiły się w drzwiach- Po dzisiejszym meczu zostanie wyłoniona reprezentacja kraju. Zagrajmy jak najlepiej, pokażmy się z jak najlepszej strony i pokonajmy drużynę Zeusa! Już raz nam się to udało, więc zróbmy to kolejny raz!
-TAK!- krzyknęli wszyscy popierając kapitana, wszyscy tylko nie Amber, która stała ostatnia, pod ścianą i nikt dzięki temu nie zauważył jej braku entuzjazmu.
W bojowych nastrojach piłkarze udali się na murawę boiska by przeprowadzić rozgrzewkę i zapoznać się z polem bitwy. Menadżerki przyniosły piłki, bidony, ręczniki, apteczkę i wszelkie inne gadżety potrzebne zawodnikom.
-WOW- zaczęła Nuka rozglądając się dookoła z wpółotwartą buzią- Z tej perspektywy robi o wiele większe wrażenie, niż z trybun! Prawda Ami?- zwróciła się do przyjaciółki, nie tylko ona zauważyła, że brunetka jest dziwnie milcząca.
-Można się przyzwyczaić- powiedziała z nieobecnym spojrzeniem. Nuka prześwietliła ją oskarżającym wzrokiem. Obie wpatrywały się w siebie nawzajem krótszą chwilę- Pójdę się rozgrzać- powiedziała cicho brunetka i zaczęła wolno biec wkoło boiska.
-Dziwnie się zachowuje- powiedziała Celia wyciągając z przenośnej lodówki bidon z wodą i podając go Bobby'emu
-Masz rację- przytaknął jej- oby podczas meczy wróciła do siebie, bo będzie ciężko...
W tym momencie również drużyna Zeusa zaczęła pojawiać się na boisku. Pierwszy pojawił się Hera, brązowowłosy napastnik w towarzystwie Ateny blondyna z blizną po lewej stronie twarzy. Obaj weszli wolnym dostojnym krokiem posyłając w stronę przeciwników pogardliwe spojrzenia. Tuż za nimi szła brązowowłosa menadżerka. W przeciwieństwie do Raimona, nie zabrała ze sobą tego całego ekwipunku, jedyne co miała ze sobą to notes oraz.. przenośna lodówka w barwach drużyny. O to czy w środku znajdowała się boska woda nie należało się martwić. Tuż za nimi szli obrońcy i bramkarz. Byron szedł tuż za nimi z tym swoim pewnym siebie chytrym uśmieszkiem. W chwili gdy przekraczał linię boiska akurat przebiegała jego dziewczyna z piłką. Amber przecięła mu drogę i zatrzymała się gdy do minęła. Postawiła nogę na piłce by nie poturlała się nigdzie. Blondyn powiedział coś do niej, a ta kiwnęła delikatnie głową, nie odwracając się do niego twarzą.
-Nie wierzę- syknął Nath rzucając o ziemię bidonem z wodą- widziałeś to?- zwrócił się wściekły w kierunku Axela, blondyn kiwnął głową w odpowiedzi- Nie wierzę, wiesz jak to wygląda? Tak nie powinno...- ruszył w kierunku pary, ale zatrzymała go Silvia
-Nieważne jak to wygląda to nie mamy prawa się wtrącać- powiedziała- Chcesz tam do nich podejść i zrobić awanturę? Tylko odpowiedz, o co?
Właśnie o co?, pomyślał, Aki miała rację, powinien zostać na miejscu i udawać, że niczego nie widział. 
Po chwili drużyna gospodarzy była już w komplecie. Druga menadżerka Zeusa, Rav szła jako ostatnia. Wolno idąc poprawiała włosy i ubranie, które były w nieładzie.
-Dzieciaki- zawołał trener Hibiki, gdy wszyscy znaleźli się przy nim przemówił- Podaję dzisiejszy skład: na bramce Endou. Obrona: Bobby, Jack, Amber, Nathan. Pomoc: Erick, Nuka, Max i Steve. Atak: Axel i Kevin.
-Tak jest!- zawołali wszyscy wybrani do pierwszego składu.
-ZAAAAACZYNAMY!- krzyknął głośno w mikrofon Cheaster Horse Senior- Dziś ma miejsce ostatni mecz towarzyski przed wyłonieniem reprezentacji Inazumy Japan. Gospodarze spotkania Liceum Zeusa podejmie zwycięzców Strefy Futbolu Liceum Raimona! Zapowiada się emocjonujące spotkanie i to możemy wam zagwarantować. Żadna drużyna nie odda łatwo wygranej!
Piłkarze obu zespołów ustawili się na swoich pozycjach. Na stadionie, również wśród publiczności można było wyczuć nerwową atmosferę...
-Sędzia główny otwiera spotkanie!! Raimon rozpoczyna.
Axel podał krótką piłkę w kierunku Kevina. Napastnicy rozpoczęli bieg ku przeciwnikom. W głowach nadal mieli wizję poprzedniego zwycięstwa z rywalami i nawet pomimo ostrzeżeń, ich chwilowa pewność siebie wzięła górę nad strachem. Posuwali się do przodu wymieniając piłkę z Erickiem, Max'em i Nuką. Zespół Zeusa gonił za nimi, jednak puki co utrzymywał dystans.
-Pobawmy się z nimi- mruknął Byron do stojącego obok Hery.- Niech myślą, że są silniejsi....
Posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia, po czym Hera ruszył do przodu. Kapitan natomiast stał i z tego miejsca obserwował całą sytuację przywołując na usta chytry uśmieszek. Plan zemsty na drużynie Raimona własnie się rozpoczął. Zabawa z piłką na boisku trwała. Raz trafiała pod nogi zawodników Zeusa, a już po chwili biegł z nią członek Raimona. Nikt nie przejmował kontroli, nikt nie dominował. Wyglądało to jak całkiem przyjemna gra. A przynajmniej tak wydawało się widzą na trybunach, gdyż nie mogli oni dostrzec tego, co naprawdę się działo na murawie. Choć póki co obyło się bez fauli czy jakiś brutalniejszych akcentów, dzięki rozkazowi Byrona, gracze Zeusa nie mogli się powstrzymać od drobnych przepychanek, 'małego' trącenia ramieniem, niewidocznego kopania po kostkach czy podkasywania nóg. Axel i Kevin wysunęli się do przodu walcząc z obrońcami Zeusa. Pomocnicy starali się kryć ich od tyłu blokując pozostałych, jak na razie skutecznie. Blondyn stojący kilka metrów dalej zacisnął pięści, znów nie przewidział siły Raimona.... zaraz strzelą bramkę... nie. Nie dopuści do tego. Podniósł rękę wysoko do góry dając tym samym znak swoim kolegom z drużyny. Opuścił ją wskazując na własną bramkę. Dla Raimona mogło wydawać się to bez sensu, ale przecież wszyscy wiedzą, że każdy ruch jaki wykona kapitan Zeusa niesie za sobą jakieś konsekwencje. Dla rywali był to znak. Sygnał, że koniec zabawy, czas na poważną grę. Axel podał piłkę. Drugi napastnik odwrócił się i przekazał futbolówkę do tyłu tuż pod nogi Ericka. Zawodnik z Ameryki od razu posłał ją dalej do czekającej już Nuki. Niebiesko-włosa niestety nie miała tego szczęścia co chłopcy. Drogę zastąpił jej Byron. Uśmiechnął się wrednie mrużąc przy tym swoje oczy. Dziewczyna próbowała odgadnąć co on sobie myśli, ale zanim się spostrzegła straciła grunt pod nogami i znalazła się w centrum małego tornada, które szarpało jej ciałem na wszystkie strony. Z wysokości czterech metrów runęła na ziemię, upadając na plecy. Cała wgnieciona w murawę nie mogła złapać oddechu przez parę długich sekund. Kątem oka spostrzegła kapitana Zeusa, który kierował się na ich bramkę. W tym samym momencie podbiegł do niej Erick by pomóc jej podnieść się z boiska.
-Wszystko dobrze?- zapytał z troską w głosie.
-T-tak- odparła podnosząc się ostrożnie i otrzepując spodnie.
Napastnicy gospodarzy dalej biegli w kierunku Marka i innych. Minęli Maxa i Bobbyego jakby ci byli powietrzem. Amber nawet nie ruszyła się z miejsca nie zauważając szarżujących napastników, zbyt zajęta oglądanie swoich paznokci. Obejrzała się za siebie dopiero gdy Ci oddali pierwszy strzał na bramkę Marka.
-Och...- mruknęła przekrzywiając głowę.
W przeciwieństwie do nikłego zainteresowania Amber, Mark był idealnie skupiony. Przeciwnicy oddawali systematyczne strzały na jego bramkę, a on musiał wyczyniać przeróżne akrobacje, aby nie dopuścić piłki do siatki. Już nie raz i nie dwa serce mu na moment stawało, gdy stał po przeciwnej stronie niż ta, do której leciała piłka. Na szczęście mógł polegać na pozostałych obrońcach, którzy przybyli mu z pomocą widząc kiepską sytuację, w którą wpadli. Pomocnicy i napastnicy również zaczęli interweniować, szczególnie, gdy pod bramkę Raimona zawitali obrońcy Zeusa. Mimo takiego natłoku po stronie gości, bramka nie padała. Raimon z całych sił starał się dorównać drużynie bogów i póki co udawało im się to. Gdy po kilku minutach jako taką kontrolę nad piłką w końcu przejął Erick, ruszył on na stronę przeciwnika. Niestety drogę zagrodził mu Byron, odebrał futbolówkę i używając Boskiej Wiedzy strzelił wprost w Marka. Siła była duużo większa niż bramkarz mógł się spodziewać. Siłował się z strzałem przez chwilę, jednak tym razem przegrał pojedynek lądując w bramce z piłką wiercącą mu dziurę w brzuchu. Dla Raimona czas na chwilę stanął w miejscu ( i nie, tym razem nie była to sprawka Byrona ) gdy widzieli upadającego Marka, a zaraz potem po całym stadionie rozszedł się donośny krzyk komentatora oznajmujący zdobycie gola przez zespół blondyna. Zawodnicy powoli zaczęli wracać na swoje pozycje. Nie dość, że byli wyczerpani po walce o piłkę to jeszcze przegrali z kretesem szybko tracąc swoją pierwszą bramkę.
-Mogłabyś nam pomóc- mruknął Erik przechodząc koło niewzruszonej niczym brunetki.
-Mhm- mruknęła w odpowiedzi i tyle jej było. Poszła dalej smętnie kopiąc stopami murawę. Brązowo-włosy chłopak westchnął tylko odprowadzając ja wzrokiem. Mógłby jej coś powiedzieć, dać reprymendę lub cokolwiek, wiedział jednak, ze nie ma na to czasu. Mecz zaraz zostanie wznowiony, a on musi do tego czasu znaleźć się na swojej pozycji, by nie dopuścić do dalszych strat. Teraz przyszła ich kolej na zdobycie bramki. Muszą to zrobić! Muszą wygrać.Gdy już ustawił się na miejscu rozejrzał dookoła. Niedaleko niego stało dwóch pomocników Zeusa. Wyglądało na to, że byli w bardzo dobrych humorach i już nie mogli doczekać się dalszego niszczenia przeciwnika. Tego właśnie Erick obawiał się najbardziej. Chyba nadszedł koniec spokojnej gry. W najlepszym wypadku mogą spodziewać się podobnej pierwszej połowy co ostatnim razem. Przed wznowieniem meczu udało mu się jeszcze na kilka chwil wymienić spojrzenia z Markiem. Pomocnik zdziwił się bardzo, gdy zamiast bólu, na twarzy przyjaciela dostrzegł szeroki uśmiech, a zaraz potem gest zachęcający do dalszej walki. 'Cały Mark' przeszło mu przez myśl zanim odpowiedział w stronę bramkarza tym samym. Gwizdek. Piłka znów ruszyła. Na nieszczęście Raimona do piłki jako pierwsi dotarli zawodnicy Zeusa. Sprawnie wyminęli pomocników i obrońców znów znajdując się pod bramką, która strzegł Mark. I już gdy zmierzali do oddania strzału, plany zburzył im niebiesko-włosy obrońca raimona, pięknym wślizgiem zabierając piłkę i natychmiast przekazując ją w stronę pomocników zespołu. Nathan wstał, otrzepał spodnie i jeszcze ostatni raz zerkając na zaskoczone twarze napastników, odbiegł uśmiechając się lekko.Po akcji pomocników, którzy w świetnym stylu wykiwali resztę zespołu Zeusa, nadeszła kolej Axela i Kevina.
-To jedyna taka okazja- mruknął ten drugi, gdy biegł do przodu nadal wzrokiem śledząc lecącą ku niemu piłkę. Futbolówka opadła na ziemię, a zaraz przy niej był już Kevin.
Szybka wymiana podań i napastnicy już stali przed zaskoczonym bramkarzem Zeusa. Jako, że Kevin wysunął się z piłką do przodu, strzelił jako pierwszy używając swojego hissatsu, jednak siła była zbyt mała i chwilę później wybita piłka szybowała w powietrzu tuż pod nogi kapitana Zeusa. Jednakże! Zanim tam dotarła, w powietrzu została przejęta przez innego blondyna. Pierwszy napastnik Raimona tylko czekał na sprzyjającą okazję i gdy piłka znalazła się na odpowiedniej wysokości, wkładając w to całą siłę i determinacje jaka się w nim zrodziła z chęci zdobycia wyrównawczego gola, strzelił przy pomocy Ognistego Tornada, wypalając w powietrzu ognistą ścieżkę, kierującą się wprost do bramki rwali.
-GOOOOOOOOOL!!- zawył do mikrofonu komentator, wstając jednocześnie tak energicznie, że przewrócił krzesło.
-Taaak! Brawo Axel! Tak trzymać, dokopiemy im!!
Jednak w pierwszej połowie nie padł już żaden gol. Gra znów była wyrównana, zawodnicy obu drużyn męczyli się biegając to w jedną, to w drugą. Za piłką i z powrotem. Główna akcja toczyła się na samym środku boiska, gdzie było najwięcej zawodników. Co jakiś czas przenosiło się pod jedną z bramek, by zaraz wrócić znów na centralną część murawy.
Gdy rozległ się gwizdek oznajmiający przerwę, wyczerpani zawodnicy włócząc nogami udali się do szatni. Jedynie Amber, w przeciwieństwie do reszty, nadal miała na tyle dużo sił, by szybciej niż inni pobiec do przejścia mającego zaprowadzić ich do szatni. Oczywiście powodem tej energii, którą nadal w sobie miała było nie co innego, jak brak jakiegokolwiek zaangażowania w grę. Nie raz piłka, która do niej trafiała, została później niecelnie oddana, przejęta przez Zeusa, lub totalnie przepuszczona, gdyż brunetka nie zdążyła do niej dopiec. Koniec końców reszta przestała do niej podawać w efekcie czego obrończyni stała jak kołek na boisku przyglądając się tylko grze pozostałych.
-Ja nie rozumiem- obolały Max szedł między resztą zawodników, pocierając czerwone od upadku łokcie.- Dlaczego trener nie zdjął jej z boiska... Gdyby wszedł ktoś inny...
-Tak- poparł go niechętnie Erick, którego postawa dziewczyny bardzo zdenerwowała.- przynajmniej gralibyśmy w jedenastu....
-Gdzie ona właściwie poszła?- Nuka, która szła obok bruneta zaczęła rozglądać się za towarzyszką, jednak nigdzie jej nie było.- Ktoś coś widział?
-Wyrwała się do przodu... pewnie już jest w szatni- odparł Kevin przyśpieszając kroku.
-Nie w szatni....-Max stanął powodując, ze reszta wpadła na niego robiąc przy tym sporo hałasu. Chłopak jednak uciszył ich szybko wskazując na odległy zakręt korytarza po lewej stronie.
-Amber i.... Byron?- Nathan stał w szoku dopóki reszta drużyny nie pociągnęła go za sobą, aby się schował. Scena przed nimi wyglądała następująco: Stojąca na przeciw para. Chłopak przekazujący dziewczynie białe pudełko po tabletkach... a raczej z tabletkami.
Skojarzenia przyszły same.Tym bardziej gdy doszła do nich rozmowa toczona między parą.
-Przyniosłeś?- zapytała zdenerwowana brunetka, Aphrodi kiwnął głową potwierdzająco- Daj to szybko, póki nikt nie idzie- powiedziała półszeptem
Blondyn jedną ręką chwycił jej koszulkę na brzuchu i delikatnie pociągnął w swoją stronę, tak, że dziewczyna musiała zrobić dwa małe kroczki w przód. Drugą wolną ręką dał jej pudełko z tabletkami, tak by wykonać jak najmniej niepotrzebnych gestów.
-Dobra, dzięki- rzuciła szybko i odwracała się by odejść. W tej samej chwili Byron objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Aphrodi i takie zachowania? pomyślała, jednak szybko zrozumiała reakcję chłopaka
-Widzieli nas?- zapytała szeptem.
-Yhym, pomyślałem, że możemy zapewnić im odrobinę rozrywki- mruknął cicho
-Szybko zmywajmy się zanim nas zauważą- Axel poprowadził resztę do szatni gdzie rozwiązała się dyskusja na temat widzianego przed chwilą zdarzenia.
Amber wróciła do szatni i powoli zamknęła za sobą drzwi. Gdy się odwróciła stanęła twarzą w twarz z rozwścieczonymi spojrzeniami kolegów z drużyny. Na szczęście dla niej trener udał się parę chwil wcześniej do karawanu po jakieś dokumenty. Irytacja wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i dobrymi manierami.
-Czego?- zapytała z wyrzutem mierząc wściekłym spojrzeniem każdego z nich
-Co on ci dał!- prawie krzyknął wściekły Nathan- Pokaż to natychmiast
-Nie bądź żałosny- usłyszał w odpowiedzi
-Ty...- krzyknął na nią, w jednej chwili brunetka podskoczyła do niego i zacisnęła dłoń na jego koszulce i pociągnęła w swoim kierunku, tak, że jej twarz była przy jego
-Zapamiętaj sobie raz na zawsze, ze mną się nie zaczyna- syknęła, chłopak był na tyle blisko, że mógł dokładnie zauważyć, że Amber ma sporo powiększone źrenice
-H-hej uspokójcie się oboje- sytuację próbował załagodzić Mark
-Skoro tak bardzo wam zależy- dziewczyna puściła ... i wyciągnęła z torby pudełko z tabletkami- O to wam chodzi, czyż nie?- rzuciła je w kierunku chłopaków- Przeczytajcie sobie. Powinno was to zainteresować- dodała z sarkazmem
-Co to?- pytali między sobą
-Tabletki antykoncepcyjne, sieroty- powiedziała z wyższością w głosie
-Co? Po co?
-Nie mówcie, że nadal wierzycie, że dzieci biorą się z kapusty. Takie tabletki się bierze, by nie zajść w nieplanowaną ciążę, głąby. Tłumaczyć dalej?!
-A-ale...
-Tak, są moje. Jeśli was to interesuje to nie trzymamy się tylko za rączki i nie patrzymy w oczka z uśmiechem na ustach- zaśmiała się
-I on ci takie coś załatwia?- zapytała z podejrzeniem i rumieńcem na twarzy Nuka
-Zostawiłam u niego... po ostatnim razie
-Takie tabletki powinno się brać o jednakowej porze, a ty brałaś je w różnych godzinach- zauważyła Nelly
-Widzę, że jesteś obeznana w tym temacie. Te są nowością na rynku, można je brać w różnym czasie, ważne by codziennie- podeszła do Marka, trzymającego opakowanie i zabrała je. Zadowolona z siebie przeszła do części szatni należącej do dziewczyn i tam schowała pudełko ponowie do torby. Tam w środku było inne, identyczne. To powinno ich uspokoić i odrobinę ujarzmić, pomyślała zapinając plecak

***

-Rozpoczynamy drugą połowę! Zawodnicy ustawiają się już na pozycjach! Dwie minuty pozostały do pierwszego gwizdka w drugiej połowie tego spotkania!!
Dwaj napastnicy Zeusa ustawili się za piłką z tajemniczymi uśmieszkami nie opuszczającymi ich ust.
Sędzie podszedł do nich i chwilę później zaczęła się gra. Byron śmignął między Raimonem niepostrzeżenie, pozostawiając po sobie ślady w postaci małych huraganów porywających przeciwników i zrzucających ich na ziemię z zdecydowanie zbyt dużej wysokości. Po drobnej zabawie z obrońcami stał już z tryumfującym uśmiechem na ustach, przed gotowym do obrony Markiem. Bramkarz spodziewał się ataku, wiedział, że tym razem zanosi się na coś większego. Byron stał w dość sporej odległości od niego, normalnie żaden napastnik nie decydowałby się na atak z takiej odległości... chyba, że posiadałby jakieś wystarczająco potężne hissatsu.
-Jesteś gotowy Mark?- uśmiech nie schodził z ślicznej buźki Byrona. Pomimo tego, że chłopak to mówił, bramkarz nie miał problemu z usłyszeniem tych słów. Czas jakby się zatrzymał. Czas i miejsce przestały mieć znaczenia, na boisku stała ta dwójka tocząc między sobą niewidzialną bitwę, w której o zwycięstwie decydować miała wewnętrzna wola walki.
-Nie boję się Ciebie i twoich strzałów- odparł w końcu kapitan Raimona.
-Dobrze Mark. Bardzo dobrze.
Po tych słowach blondyn ruszył do przodu. Najpierw powoli, po czasie przechodząc w trucht, aż do zawrotnego pędu. W jego dłoni pojawiła się błyskawica. Tłum wstrzymał oddech widząc co dzieje się przed bramką gości. Walka pomiędzy kapitanami drużyn. Niekończąca się wojna między przeciwnymi zespołami. Kolejna bitwa między tą dwójką. Jak skończy się tym razem...
Grom został wystrzelony w stronę bruneta, który teraz całą swoją uwagę skupił właśnie na nim. Ni stąd ni zowąt pojawił się Byron z piłką przed nogami. Kopnął futbolówkę prosto w błyskawicę. Po połączeniu razem popędziły z ogromną mocą w stronę siatki, wypalając trawę na murawie. Obrona Marka, choć stawiała silny opór i długo powstrzymywała strzał, nie mogła uniknąć tego co hissastu niosło za sobą. Blask gromu oślepił wszystkich.
-Błyskawica Zeusa- powiedział Byron z wyższością w głosie nazwę swojego hissatsu.
Gdy gwizdek sędziego oznajmił zdobycie kolejnego gola dla Zeusa, na trybunach, murawie i pomieszczeniu dla komentatora panowała głucha cisza. Zwęglona bramka i dym unoszący się w tym miejscu mówiły same za siebie. Siła rażenia była na tyle ogromna, że nawet stojący najbliżej obrońcy czuli na sobie jej efekty. Aż trudno sobie wyobrazić co w takim razie musiał czuć Mark, który znajdował się bezpośrednio w centrum 'wybuchu', a teraz nadal nie podnosił się z ziemi. Nie, nie przez moc strzału, która go powaliła, a jedynie przez przytłaczającą go własną bezradność, która nie pozwalała mu wstać. Zaciskał pięści coraz mocniej leząc na murawie i myśląc gorączkowo o sytuacji w której się przed chwilą znalazł. Znów nie dałem rady obronić bramki. Jestem za słaby. Dziadku czemu to nie działa. Co robię źle.... Muszę stać się silniejszy. Dużo silniejszy! Muszę zatrzymać ten strzał. Dziś... musimy wygrać!! 
Przeciwnicy powoli wrócili na swoje pozycje nie oszczędzając sobie głośnych komentarzy odnośnie gry Raimona.
-To będzie prostsze niż myślałem- powiedział poprzez śmiech Demeter, a Hera mu przytaknął
-Spodziewałem się chociaż odrobimy wyzwania, a tu.. gorzej niż w zeszłym roku...- tym razem obaj się zaśmiali
Axel ze skoncentrowaną miną analizował sytuację w jakiej się znaleźli. Zeus wygrywali 2:1, ale to była różnica tylko jednego gola, więc wciąż była nadzieja. Wystarczyło się jej tylko mocno chwycić, by wyjść z tarczą z tego meczu...
-Erick!- krzyknął blondyn podając do amerykańskiego czarodzieja piłki, brunet rozejrzał się i podał w kierunku Nuki, która nie była jeszcze przez nikogo kryta. Niebiesko-włosa posłała piłkę dalej tym razem do Kevina. Wymiana podań trwała jeszcze z parę minut oczywiście omijając Amber, która nawet nie zareagowała na to. W końcu futbolówka trafiła pod nogi Bobby'ego.
-Zabawmy się trochę- powiedział Byron mijając w biegu Herę i Demeter. Obaj uśmiechnęli się chytrze na słowa swojego kapitana. Napastnicy Zeusa szykowali się do użycia nowego, zabójczego hissatsu. Zatrzymali się gdy odległość między nimi, a niebiesko-włosym wyniosła pięć metrów. Ustawili się w sporej przerwie od siebie, tak, że nawet ich bramkarz i Jack mogliby walczyć sumo pomiędzy nimi. W jednym momencie obaj wyrzucili w górę po jednej złotej monecie, które nie wiadomo skąd znalazły się w ich rękach. Zanim monety upadły na ziemię, pomiędzy trzema chłopakami pojawiła się czarna rzeka. Bobby spojrzał na swoje nogi, które były po kolana zamoczone w gęstej niczym smoła wodzie, i tym samym odkrył, że piłka zniknęła mu z pola widzenia. Zdezorientowany zawodnik próbował się wyswobodzić z objęć rzeki jednak im bardziej się siłował tym Styks bardziej nie ustępował. Jednak to nie był koniec. Za plecami Hery i Demeter pojawiły się ogromne ciemne drzwi, które otworzyły się. Rzeka zmierzała właśnie w otwarte wrota. Najpierw powoli, później coraz bardziej bezlitośnie zaczęła wciągać obrońcę. Bobby stracił równowagę i się przewrócił. Rzeka zaczęła mu wpływać do ust i nosa, tak, że nie mógł złapać oddechu. Chłopak poczuł przerażające płomienie na swoim ciele. Miał wrażenie, że pali się żywym ogniem, jednak nadal znajdował się w rzece.
-Skończcie z tym- rozkazał rozbawiony Byron
Dwaj napastnicy kiwnęli głowami i krzyknęli jednocześnie nazwę zabójczego hissatsu.
-Brama Hadesu!- w tym momencie Bobby poczuł jak coś rozrywa go od środka. To ta rzeka, pomyślał. Słowo ból to było zdecydowanie zbyt łagodne określenie dla zawodnika Raimona. Dotąd miał wrażenie, że palił się ogniem, jeżeli jest coś gorętszego to z pewnością teraz w tym się znajdował. W nodze czuł jakby kości pokruszyły się na miliony kawałeczków.
Nagle wszystko ustało. Mimo, że nie minęło nawet pięciu minut chłopak nie wytrzymał z cierpienia i zemdlał.
-Bobby!- pierwsza z szoku otrząsnęła się Nuka- Bobby!- w jednej chwili znalazła się przy nim i próbowała ocucić. W ślad za nią podbiegli wszyscy pozostali zawodnicy Raimona, nawet Amber z tym, że ona szła na samym końcu.
-Bobby- jęknęła Silvia zasłaniając usta dłońmi z przerażenia
-Spokojnie- powiedziała Nelly, kładąc jej dłoń na ramieniu- Są tu lekarze- wskazała jej na dwóch ratowników, którzy już biegli z apteczkami w kierunku boiska.
-To mogło skończyć się o wiele gorzej- zauważyła Celia- Takie hissatsu powinny być nielegalne
-Bobby, stary- obok nieprzytomnego chłopaka klęknął jego najlepszy przyjaciel- Nie rób nam tego.
-Odsuńcie się dzieciaki- powiedział ratownik, gdy znalazł się przy nich
-Co robimy? Nie wygląda to za ciekawie- powiedział drugi, dokładnie obejrzał nogę chłopaka oceniając jej stan, już na pierwszy rzut oka było widać, że niewiele brakowało do tego aby kość wydostała się na zewnątrz.
-Musimy zabrać go do szpitala. Złamanie wygląda zbyt poważnie. 
-Dobra, niech chłopaki przyniosą nosze- dał znak w kierunku ambulansu, po chwili podjechało auto, a kontuzjowanego Bobby'ego wniesiono do środka. Silvia uparła się, że pojedzie z przyjacielem i będzie na bieżąco informować resztę o jego stanie zdrowia. Trener na to przystał.
-Willy- zaczął Hibiki- wchodzisz na obronę 
Wszyscy nadal mieli w pamięci obraz okrutnego hissastu, które doprowadziło chłopaka do takiego stanu.
-Prawie otwarte złamanie nogi, mnóstwo siniaków, poturbowane żebra, stłuczone kolana i łokcie, podbite oko i dwa guzy- wyliczyła Amber- Tym razem przesadziliście- odwróciła się w stronę Byrona, który stał za nią, ten tylko wzruszył ramionami i spokojnym krokiem odszedł w kierunku swojej pozycji
Wznowiono mecz, jednak zawodnicy Raimona byli wstrząśnięci tym, co się przed chwilą stało. Jak do tego doszło? Stali bezradnie na boisku, rozglądając się nerwowo dookoła. Między nimi panował strach. Co jeśli się zbliżą do przeciwnika i skończą tak samo jak ich przyjaciel? Mark na ten widok zacisnął jeszcze mocniej pięści. Widział jak Jack i Willy spanikowani trzęśli się ze strachu, nerwowo patrząc to w jedną, to w drugą stronę, byle w razie potrzeby znaleźć się jak najdalej od szarżujących przeciwników. Amber stała tylko z boku, spokojnie analizując wygląd swoich paznokci, niezbyt zainteresowana tym, co aktualnie działo się w połowie boiska. Jedynie tam, Nuka i Erick, wykazywali skrajne zaangażowanie w rozgrywkę, desperacko usiłując zablokować zawodników Zeusa, co chwila lądując twarzą do ziemi. W pewnym momencie, nawet Max, który do tej pory wahał się, czy lepszym rozwiązaniem będzie dołączyć do tej nieszczęsnej wymiany podań, czy bezpiecznie usunąć się z drogi. Koniec końców zdecydował się na pierwsze rozwiązanie, mrucząc pod nosem, że za chwilę z pewnością tego pożałuje. Wspomniał na te słowa zaledwie dwie minuty później, wąchając świeżo skoszoną, wydeptaną trawę.
Zeus ponownie ruszył do ataku, tym razem Aphrodi postanowił nie fatygować się i pozostawił zdobycie bramki w rękach, a może raczej nogach Hery. Brunet wyskoczył wysoko w powietrze i parokrotnie uderzył piłkę pod różnymi kątami, krzycząc przy tym:
-Boska strzała!
-Nie tym razem! Mur!- Jack ustawił się na linii strzału, a zanim pojawił się wspomniany wcześniej mur. Piłka nacierała na niego jednakże boskość przez nią niesiona musiała ustąpić przed obrońcom Raimona.
-Świetna robota Jack- usłyszał zza pleców głos kapitana. Zielono-włosy rozejrzał się, Nathan był z pomocnikami w połowie boiska, Amber z kolei nie wykazywała zainteresowania co do piłki i pewnie nie zauważyłaby jej nawet gdyby dostała nią w twarz, najbliżej niego znajdował się Willy i również do niego skierował swoje podanie. W chwili gdy dotknął jej znikąd pojawili się Hera i Demeter. Okularnik zdążył jedynie obdarzyć ich przerażonym panicznym spojrzeniem, ponieważ w następnej chwili ci wyrzucili po złotej monecie w powietrze, a przestrzeń między nimi wypełniła się rzeką.
-Cholera Willy!- krzyknęła Amber- Uciekaj stamtąd!
Chłopak spojrzał na swoje nogi, które do połowy były zanurzone w smolistej wodzie, drugi raz nie trzeba było mu powtarzać tego polecenia. Z całych sił próbował wyszamotać się z objęć Stuksu, ale woda nie ustępowała coraz mocniej obejmując jego nogi.
Amber niewiele myśląc pobiegła w jego kierunku by mu pomóc. Jednak zdążyła zrobić tylko kilka małych kroczków gdy ktoś ją złapał.
-Nie ruszaj się!- syknął jej do ucha Byron- Chcesz skończyć jak ten cały Bobby?!- wrzasnął
-Nie, i on też tak nie skończy!- krzyknęła szamocząc się- Puszczaj mnie!- jakimś cudem wyrwała się z objęć blondyna i podbiegła do pozostałych. Na całe szczęście chłopaki nie zdążyli jeszcze przywołać Bram Hadesu. Nie zastanawiając się dziewczyna wbiegła prosto w rzekę i stanęła przed wystraszonym na śmierć Williamem, który trząsł się ze strachu i kulił oczekując najgorszego. Amber rozłożyła ręce w obronnym geście i czekała. Doskonale wiedziała, że Byron zakazał swoim kolegom atakowania jej. Sam jej przecież to powiedział w chwili gdy wchodził na boisko. Więc oczywiste było, że jeżeli teraz stanie im na drodze to będą musieli przerwać tę rzeź.
Kamień spadł jej z serca w chwili gdy Hera i Demeter wyciągnęli ręce, a w ich dłonie wpadły złote monety, które wcześniej wyrzucili. W momencie gdy to się stało, również woda zniknęła uwalniając ją i Willy'ego. Ten drugi padł na kolana cały czas się trzęsąc.
-Hej, spokojnie, już wszystko dobrze- mówiła pomagając mu wstać i prowadząc w kierunku ławek. Tam zajęła się nim Celia, okrywając go ciepłym kocem i mówiąc pocieszające słowa. Na jego miejsce wszedł Tod. Gdy pierwszoroczny wszedł na boisko rozległ się gwizdek sędziego.
-A niech to sędzia główny odgwizduje faul!- powiedział przez mikrofon Horse Senior
-Co?
-Gdzie?
-Kiedy?
-Kto?- pojawiały się pytania z różnych stron, ale odpowiedź pojawiła się sama.
Na ogromnym telebimie, który pokazywał wynik meczu pojawił się moment, w którym Byron trzymał swoją dziewczynę i szamotał się z nią. Co oznaczało... piłkę na rzecz Raimona! To była ich szansa na wyrównanie!
-Wygląda na to, że rzut karny wykona sama poszkodowana- powiedział komentator widząc idącą wolnym krokiem Amber w kierunku połowy Zeusa. Dziewczyna spojrzała na ławkę, spojrzała w twarze wszystkich, zatrzymując wzrok na trenerze. Ten również spojrzał na nią i kiwnął lekko głową.
Posejdon, bóg mórz i oceanów, jak cię pokonać, myślała stawiając piłkę, jako swojej obrony używasz wody i powietrza. Zasłaniasz się wodnym murem lub wbijasz piłkę w ziemię... Które z moich technik jest w stanie cię pokonać? Ha, przecież doskonale wiem, tylko czy jestem w stanie... 
Z rozmyślań wyrwał ją gwizdek sędziego nakazujący strzał. Brunetka podbiegła go piłki i piętą podzieliła ją na dwie nowe, jedną otoczoną niebieską, a długą czerwoną aurą, które wzniosły się w powietrze. Wyskoczyła za nimi i kopnęła je obiema nogami, w trakcie lotu na bramkę Posejdona złączyły się w jedną i z podwójną siłą wpadły w bramkę przyciskając boga mórz do siatki.
-Shoot Command 07 jak zwykle niezastąpiony- powiedziała do siebie i odeszła wolnym krokiem w kierunku swojej pozycji, nie czekając na okrzyki radości kolegów z drużyny.
-Do końca drugiej połowy zostało tylko piętnaście minut. Czy Raimon zdąży przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?- komentował Horse Senior- Czy Zeus tak łatwo odda wygraną?!
-Żarty się skończyły- syknął Aphrodi do pozostałych
-Chyba coś ten mecz nie układa się po waszej myśli, co?- zapytała z przekąsem Nuka powstrzymując się jednocześnie od wybuchnięcia śmiechem
-Nie prowokuj ich- powiedział Nath, który przeszedł do pomocy, teraz gdy Amber wykazała się wolą walki nie musiał martwić się o defensywę.
-Gomen, gomen..
W tym samym czasie Byron spojrzał na ławkę rezerwowych swojej drużyny. Oczywiście nie było tam nikogo oprócz dwóch menadżerek. Jego wzrok padł na blondynkę, która mogłaby być jego siostrą. Dał jej sygnał, a dziewczyna odrzuciła bajecznie długie włosy do tyłu i wypięła piersi do przodu.
-Słuchajcie- Amber zwróciła się po raz pierwszy do pozostałych podczas meczu- Pod żadnym pozorem nie wolno wam patrzeć w stronę Sireny. Ona również posiada własne hissastu, które omamia mężczyzn. Jeżeli dopuścicie do uszu jej głos lub co gorsza spojrzycie na nią mamy przechlapane..
-Sirena?- zapytał Tod nie wiedząc o co chodzi, pozostali szczerze mówiąc również
-Chodzi o kurwiastą Rav, ich menadżerkę. To Syrena, omamia wszystkich mężczyzn, by ich wykorzystać. Jak myślicie, że jest tam tylko ze względu na duże cycki i krótką spódniczkę?! Oczarowuje wszystkich swoim wpływem. Dlatego czekała na nas jak przyjechaliśmy.
-Więc co mamy robić?- zapytał Max
-Sirena omamia facetów swoim urokiem osobistym- zastanowiła się- myślcie o czymś innym, nie wiem o jakiś innych dziewczynach, które wam się podobają, albo nie wiem.. samochodach? Czy co tam lubicie. Marka raczej nie trafi jej urok, bo nie myśli za dużo o... tych sprawach. Ja i Nuka jesteśmy bezpieczne, dopóki nie zaczniemy preferować dziewczyn. To nam daje trzy osoby na jedenastu..
-Więc cała nadzieja opiera się na tym, że chłopcy pokonają swój testosteron, albo któraś z nas strzeli trzeciego gola- podsumowała niebiesko-włosa pomocniczka
-Dokładnie
-Więc wiemy wszystko. Ami- zrobiła krótką przerwę- dobrze, że znów jesteś sobą..
-Ja też się cieszę.
Wznowiono mecz. Przy piłce znajdowali się gospodarze meczu. W chwili gdy Hera podał piłkę w stronę Atheny, dziwna, czerwono-niebieska ledwo widoczna mgła wstąpiła na boisko. Wszyscy zawodnicy Raimona płci męskiej usłyszeli w swoich głowach bajeczny śpiew i głos tak piękny, że wszyscy bez wyjątku stanęli jak wryci.
-Oho, wygląda na to, że się zaczyna- mruknęła Nuka
Myśl o czymś innym, upominał się w myślach Axel, nie daj się pokonać. Myśl o meczu, o przeciwniku. O piłce nożnej!, w tym momencie poczuł na skórze pod koszulką mały wisiorek w kształcie korka zawieszony na szyi. Yuuka, pomyślał, a przed oczami objawiła mu się postać siostry.W jednej chwili mgła wkoło niego upadła, a blondyn znów był gotowy do walki. Jednak inni nie potrafili sobie poradzić z tym czarem tak szybko i łatwo jak on. Nie było czasu na na czekanie, musieli działać. Teraz, choćby w trójkę.. Pozostawiając Makra bez obrony. Napastnik wślizgiem odebrał przeciwnikowi piłkę i rękom dał znać dziewczyną by te biegły wraz z nim.
Jakoś wspólnymi siłami przedarli się przez połowę boiska należącą do Zeusa. Jednak ci wyczuli zagrożenie z ich strony i zacieśnili szeregi. Axel znajdował się w posiadaniu piłki, ale niestety był zbyt dobrze kryty by mógł użyć Ognistego Tornada by strzelić. Amber również, otoczona była jeszcze bardziej niż on, zauważył nawet, że Byron przyłączył się do obrony uniemożliwiając brunetce najmniejszy ruch. Nuka, ona również była kryta, ale nie tak bardzo jak oni.. Dodatkowo widać było, że znalazła już ewentualną drogę ucieczki, ale. Ale była za daleko by podanie do niej dotarło..
-Podaj tutaj!- usłyszał głos i szybki bieg. Nath! Więc i jemu udało wyswobodzić się z hissastu Rav! Blondyn podał piłkę w kierunku niebiesko-włosego, a ten przedłużył podanie, które padło do Nuki. Dziewczyna wyskoczyła wysoko w powietrze, a wkoło niej pojawiły się ciemnoczerwone linie wiatru, które zamieniły się w ogromną czerwoną różę, zamykając ją w środku. Następnie kwiat otworzył się, a Nuka wyskoczyła z niego wysoko w górę i kopnęła piłkę z podwójnej przewrotki.
-Floral Despair!
-GOOOOOOOL! Drużyna Raimona zdobywa trzeciego gola! Pięć minut przed końcem meczu!!
Gdy uradowana dziewczyna odwróciła się, zauważyła, że nie tylko Nath wyswobodził się z hissastu menadżerki. Wszyscy pozostali osłaniali napastników Zeusa, a inni byli nawet na ich połowie.
-Niesamowite- powiedziała bardziej sama do siebie niż kogokolwiek innego.
Przez następne pięć minut gospodarze meczu nieustannie atakowali swoich rywali, jednak bezskutecznie. Za każdym razem na ich drodze stawała cała jedenastka krzyżując tym samym ich plany. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 2:3 dla Raimona. Kto by pomyślał, po tak nieciekawym początku! 

Zapowiedzi Marka! 
Udało się! Pokonaliśmy Zeusa! Teraz czeka nas coś jeszcze bardziej niesamowitego! A konkretnie wyłonienie reprezentacji Japonii! Wszyscy będą nieźle zdenerwowani oczekując wyników! Wśród reprezentantów nie zabraknie naszych wrogów, ale i także przyjaciół. Kim okaże się być selekcjoner? Czy jego decyzje przypadną wszystkim do gustu? Czy reprezentanci będą w stanie odłożyć własne spory na bok i połączyć swoje siły by stworzyć drużynę z prawdziwego zdarzenia? Aby się tego dowiedzieć koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt: "Inazuma Japan"! Ale będzie się działo!


_____________________________________________________________

Ohayo!! :D
Oczywiście przepraszamy za tak długą nieobecność, ale przecież najważniejsze, że wróciłyśmy prawda...? ^^"
Dziękujemy, ze tak długo czekaliście, liczymy że jeszcze wszyscy nie odeszli i zostawicie po sobie jakiś komentarz ;*

Oto wyniki konkursu!
Kryształowa
Will
Starunna
Anonim ( ^^")

Zamiast 3 osób, wybrałyśmy 4, gratuluję!
Na nasz ask wyślijcie proszę opisy waszych postaci, jakieś przykładowe zdjęcie, określcie ich wiek, szkołę, która klasa (Przykładowo Mark ma 17 lat ;) ), kim są dla drużyny Raimona (lub poszczególnych zawodników) itp.

środa, 19 marca 2014

6 lat Inazumy

Anime Inazuma Eleven rozpoczęło swoją emisję w 2008 roku, a w naszym kraju miało swoją premierę w 2012. Emisja w Polsce miała ścisły związek z Euro, którego gospodarzami byliśmy razem z Ukrainą, podczas którego rynek domagał się jakiegoś serialu o piłce nożnej. W ten oto sposób Inazuma trafiła do nas. Jednakże gdy Euro2012 dobiegło końca to i ramówka naszego ukochanego anime znikła z anteny. Ale wiadomo polak potrafi. Wkrótce znaleźli się tłumacze, którzy stworzyli napisy do odcinków.
Japonia nie poprzestawała tylko na jednej serii. Oprócz oryginalnej serii opowiadającej o staraniach drużyny Raimona w Turnieju Strefy Footballu powstawały kolejne. Druga przedstawiająca rekrutację prowadzoną przez Kirę Hitomiko/ Linę Schiller do najlepszej jedenastki Ziemi przeciw walce z kosmitami z Aliea Gakuen. Następnie powołaną reprezentację Inazumę Japan, która dożyła do zdobycia pierwszego miejsca na świecie. Aż w końcu powstała seria GO, opowiadająca losy klubu Raimon 10 lat od wydarzeń w oryginalnej serii. Walka o przewrócenie prawdziwej gry w piłkę nożną bez ustalania zwycięzców i wyników z góry. Kolejne - GO Chrono Stone czyli walka z instytucją El Dorado chcąca wyeliminować football z historii raz na zawsze. W końcu seria GO Galaxy czyli walka z prawdziwymi kosmitami w turnieju Grand Celestia Galaxy. Powstały również trzy filmy o tematyce IE. A jak krążą plotki czwarty, kolejny ma mieć swoją premierę w wakacje. Niestety Polska, która jest głucha na prośby fanów nie pali się do tego by wyemitować kolejne odcinki serii. Ale przecież nadzieja umiera ostatnia, prawda? Kto wie, może doczekamy się anime z profesjonalnym tłumaczeniem....
W ciągu tych sześciu lat poznaliśmy wiele wspaniałych drużyn, postaci, wątków, hisstatsu, taktyk, avatarów czy dusz!
Dlaczego wam o tym piszemy? Bowiem dziś jest historyczna data, dla naszego kochanego anime. Dziś 19 marca 2014 wyemitowany został OSTATNI odcinek Inazumy. Nie powiem łezka zakręciła się w oku. Mimo, iż moja jak i pewnie wasza przygoda z IE zaczęła się dwa lata temu (podczas Polskiej premiery) mogę z ręką na sercu powiedzieć, że ta seria zmieniła wiele w moim życiu. Dzięki temu poznałyśmy razem z Keiszą Was wszystkich! Gdyby nie IE nigdy nie powstałby ten blog! Kochane robaczki nie pozostaje mi nic innego jak tylko powiedzieć: Inazuma Eleven ARIGATOU! 



Jednakże nie myślcie sobie, że to wszytsko. Jak dobrze wiecie zbliża się koniec pierwszego sezonu na naszym blogu! Po tym nastąpi rozdział specjalny, w którym będziecie mogli wystąpić WY, czyli bohaterowie stworzeni przez was. Jednak jest haczyk. Aby móc wystąpić w naszym bonusie należy wygrać mały konkursik. Na czym polega zadanie, które należy wykonać? Prosimy, aby pod tym postem napisać w komentarzu jak Inazuma Eleven wpłynęła na was i jak odmieniła wasze życie. Czego najbardziej będzie wam brakować? Jaki moment najbardziej zapadł wam w sercu? Kogo najbardziej pokochaliście? itd. możliwości macie mnóstwo. Trzy osoby, które napiszą najlepsze komentarze dostaną możliwość stworzenia postaci, które wystąpią w bonusie. Mamy nadzieję, że się zgłosicie ;)
Powodzenia ;))
Lin ;*

niedziela, 2 marca 2014

35. Plotkara


-C-co to ma być- zapytał zbity z tropu Mark spoglądając na ogromny karton stojący na środku świetlicy klubowej.
-To jakieś ulotki, które nie wiadomo skąd znalazły się w pomieszczeniu samorządu uczniowskiego- powiedziała Nelly- Do czasu, aż nie wyjaśni się sprawa kto za tym stoi to- wskazała na paczkę- będzie tu.
Od razu jakby na komendę Kevin oraz Bobby wyciągnęli po kilka ulotek i zaczęli je głośno czytać.
-"Chcesz wiedzieć co dzieje się w murach naszej szkoły?"- zaczął niebiesko-włosy
-"Czy zwykła szara myszka po wyjścia z bram szkoły zmienia się w gorącego kociaka?" kto to pisał? Zapowiada się niezły ubaw!- zaśmiał się napastnik Raimona
-No nie wiem- zaczęła Silvia- ciekawe co tam będzie opisywać...
-Jeżeli tytuł nosi nazwę "Raimonowe ploteczki" to nie wróży niczego dobrego- zaczęła Nuka

*** 

-Wreszcie w domu!- powiedziała uradowana niebiesko-włosa wchodząc do pokoju i jednocześnie kładąc torbę przy biurku. Nuka jak zwykle rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu swojej kotki, która uwielbiała w nim spać gdy ta była w szkole. Pomieszczenie było dość duże, na fiołkowych ścianach wisiało pełno rysunków postaci z mang i anime, które dziewczyna tak namiętnie oglądała i czytała. Nie zabrakło tam również mnóstwa zdjęć, wiele z nich to te z przyjaciółmi, głównie tych poznanymi w Japonii, kilka Nuki w otoczeniu jej kotów, ale również samych kotów, szkolne cosplay'e, gdy kiedyś udało się jej namówić całą klasę na przebranie się, ale również fotografie z Zoe, rodzicami i ze szkolnych wycieczek. W rogu pokoju stał ogromny regał z mangami i płytami anime, półki był już tak zawalone, że ledwo starczyło miejsca na nowe egzemplarze. Ogromne łóżko z licznymi poduszkami w przeróżnych kolorach i kształtach zbombardowane było jeszcze większą ilością misiów i innych pluszaków. Na przeciwko niego stała komoda z telewizorem i dvd, na odtwarzaczu leżało pudełko od płyty z ulubionym anime dziewczyny. Ale również należy wspomnieć o ogromnym bałaganie panującym w środku. W każdym możliwym miejscu leżały książki, mangi, rysunki oraz przybory do rysowania, ubrania, kosmetyki i wiele innych. Czyli jednym słowem - typowy pokój, typowej japońskiej nastolatki. Na jednym z fotelów, oczywiście zawalonych ciuchami zwinięta w kłębek leżała śpiąca Dżinka, jej kotka.
-Tu jesteś maleńka- powiedziała biorąc ją na ręce, zbudzona głośno chrypnęła na swoją właścicielkę i wyślizgując się z jej objęcia wyszła z pokoju. Niebiesko-włosa spojrzała na miejsce gdzie przed chwilą zniknął ogon Dżinki i przeniosła wzrok na fotel, gdzie niedawno leżała- Nie wierzę, znów spałaś na laptopie- a raczej dokładniej mówiąc na laptopie i ciepłej ładowarce od niego.
Roześmiana nastolatka usiadła na łóżku i włączyła komputer. Pierwszą rzeczą oczywiście jaką robi się w dzisiejszych czasach było sprawdzenie poczty oraz facebooka. Jej uwagę przykuły liczne posty dotyczące jakiegoś bloga. Wszystkie wyrażały zachwyt nad nim i pochwały dla autorki za odważne i jednocześnie szczere opisy. Zaintrygowana dziewczyna postanowiła sprawdzić stronę. Już po pierwszym kliknięciu została przeniesiona na bloga. Wielki nagłówek "raimonowe ploteczki" aż raził w oczy. A to dopiero początek....

*** 

-Napijesz się czegoś Mia?- zapytał Jude stojąc w drzwiach
-Yhym, poproszę- powiedziała uśmiechnięta fioletowo-włosa. Nagle dziewczyna zauważyła, że dostała sms'a. Jedna z jej koleżanek napisała jej, że koniecznie musi wejść na jakiś adres internetowy i natychmiast pokazać to Jude'owi. Zaintrygowana zabrała leżący na biurku chłopaka laptop i włączyła go. Następnie wpisała adres podany w wiadomości i przeniosła się na blog. W tym samym momencie wszedł Kidou.
-Co masz?- zapytał
-Sue Sparrow, wysłała mi eskę, że muszę to zobaczyć i ty też powinieneś- powiedziała cicho biorąc od niego szklankę z sokiem

***

-Ej Steve gdzie masz tą ulotkę?- Kevin siedział przed komputerem gotowy by wyszukać stronę z plotkami
-Czekaj, czekaj- mruknął brunet przeszukując swoją torbę- chwilka, gdzieś tu jest... MAM!
-Szybko dawaj, zaraz sprawdzimy- powiedział uradowany napastnik zacierając ręce w szerokim uśmiechu.

*** 

Miles Ryan siedziała właśnie w bibliotece. Przeszukiwała książki w poszukiwaniu jakiś informacji na lekcję historii. Gdzieś za jej plecami usłyszała jakieś tajemnicze szepty odnośnie bloga i "raimonowych ploteczkach".
Przypominam sobie, przecież odstałam ulotkę podczas meczu...., pomyślała. W jednej chwili zapomniała o referacie na zajęcia i już siedziała przy szkolnym komputerze i wpisywała adres do przeglądarki...

***

Ostatnio w naszej szkole sporo się dzieje, zwłaszcza wśród naszych sportowców. Jeszcze dokładniej mówiąc- członków klubu piłkarskiego. Od czasu wygrania turnieju Strefy Futbolu nasi zawodnicy stali się obiektem zainteresowań sporej części dziewczyn, nie tylko z naszej szkoły. To chyba zauważył każdy z nasz, prawda? Jednak pragnę skupić się na podbojach konkretnego z nich. Ten chłopak otoczony jest przez sznureczek niezwykle atrakcyjnych, ale jednocześnie różnych od siebie dziewczyn, że nie dziwię mu się, że nie jest z żadną na stałe. 
Pewnie już domyślacie się o kim mowa, prawda? Jeżeli przez głowę przeszło wam nazwisko Nathan Swift, to trafiliście w dziesiątkę! 
Dzisiejszy artykuł będzie poświęcony właśnie jemu!  
Zaczynając od początków miłosnych podbojów naszego przeuroczego obrońcy. Wracając do czasów gdy Kazemaru należał jeszcze do klubu lekkoatletycznego. Wtedy pierwszą owieczką, której skradł serce została mała pierwszoklasistka Miles Ryan z sekcji biegaczy. Każdy z was z pewnością kojarzy te wszystkie ploteczki, które krążyły na ich temat... Jak to mała blondyneczka prosiła swojego senpai'a o to by razem z nią potrenował po zajęciach, by mogła polepszyć swoje umiejętności. Urocze prawda. Nic dziwnego, że po kilu tygodniach nasza sikoreczka zakochała się bez pamięci w asie lekkoatletów. Jednakże jej szczęśliwe zauroczenie natrafiło na godną konkurentkę.
Na pewno każdy z nas zna Nukę Lonbery, wiecznie uśmiechniętą i pełną energii dziewczynę, która jak sama o sobie mówi zna wszystkich w całej szkole! Tak! Ona i Nath są widywani ze sobą wiecznie, na każdej przerwie, że aż wniosek nasuwa się sam! Coś pomiędzy nimi musi, lub musiało być! Czy nie wydaje wam się podejrzane, że osoby z tej samej klasy, dodatkowo chłopak i dziewczyna, zawsze niezależnie od pogody są wiecznie niemalże widywani razem? Rano razem w drodze do szkoły. W ciągu dnia razem na przerwach. Po zajęciach razem w drodze do domu. Dodatkowo Nuka dołączyła do klubu piłkarskiego! Czyżby jej jedynym powodem była niezaprzeczalna miłość do piłki? A może nie tylko do tego sportu? Może chodzi również o wspaniałego obrońcę? 
Na pewno kojarzycie Margaret Bunny z klasy równoległej. Z pewnością każdy zauważył, że Margaret wielokrotnie potyka się lub przewraca, zawsze w obecności naszego dzisiejszego głównego bohatera.. Ba wielokrotnie trzymali się za ręce, a wiele razy wymieniali się czymś na korytarzu!
Kolejną miłostką naszego Nathana jest niejaka Sophie Fushin. Tą piękność z pewnością każdy zauważył. Pamiętacie różowo-włosą księżniczkę ociekającą seksapilem. Jeżeli drodzy panowie kiedykolwiek wyobrażaliście sobie ideał uroczej lolitki to Sophie spełnia go w 100%. Nasz Nathan ma nie lada szczęście. W dzień walentynek dziewczyna zaprosiła go na randkę i prawie się całowali! Dodatkowo przyszła na nasz koncert talentów i nasze misiaczki patrzyli sobie w oczy trzymając się za ręce niemal całą imprezę! Sophie była taka szczęśliwa, że aura miłości rozlegała się na całą dzielnicę!
Najlepsze zostawiłam na koniec! Było o niej głośno już pierwszego dnia gdy się pojawiła. Tak! Mowa o NIEJ, Amber Stourt. Jeżeli zrobić by ranking, to właśnie ona zajmuje pierwsze miejsce w sercu Nathana! Od pierwszego dnia zawróciła mu w głowie, co było widać na goły rzut oka! Czyżby to przypadek, że zawsze jest tam gdzie ona? Że zawsze pojawia się gdy jest ona sam na sam z innym chłopakiem? Czy wiecie kochani, że całą imprezę sylwestrową spędzili w jednej sypialni i ani na chwilę z niej nie wyszli? Wielokrotnie widywałam ich w dwuznacznych sytuacjach, a Nathan jest nią zachwycony! Czyżby już dokonał wyboru? Nawet gdyby to Amber najwyraźniej się znudziła, bo ostatnio jest widywana w towarzystwie kogoś innego... Byron Love, mówi wam coś to nazwisko? Ale o tym mowa już w innym artykule!
Wracając do Nathana, kręci się wkoło niego tak wiele pięknych, dziewczyn, że nic dziwnego, że nie może się zdecydować. Ale należy mu wybaczyć. Kto nie miałby mętliku w głowie przy takiej ilości dziewczyn? 
Poniżej artykułu widniało parę zdjęć. Na pierwszym z nich Miles i Nathan jak razem rozmawiali, fotografia była jeszcze za czasów gdy niebiesko-włosy należał do klubu lekkoatletycznego. Kolejne zdjęcie to Nuka i Nath podczas drogi do szkoły, dziewczyna mówiąc coś mocno gestykulowała, a chłopak śmiał się patrząc na nią. Kolejna fotka to Nathan w towarzystwie dziewczyny z włosami zaczesanymi w dwa koczki, Margaret trzymała w jednej ręce piórnik, a w drugiej długopis, który dawała chłopakowi. Następny obraz przedstawiał Sophie uwieszoną na jego ramieniu z ogromnym uśmiechem na ustach. Kolejne to moment gdy Kazemaru próbował dotknąć jej włosów podczas lekcji matematyki. Ostatnie zdjęcie to Nathan idący z olbrzymią ilością walentynek...

***

-O w mordę!- krzyknął Kevin, Steve już od połowy artykułu był na nogach i opierał się o stół- Wyobrażasz to sobie?
-Nath ma przerąbane... 

*** 

Miles wpatrywała się w ekran z szeroko otwartą buzią i nawet nie zwracała uwagę na bibliotekarkę, która pouczała ją, że popsuje sobie wzrok.

*** 

Mia o mało nie zakrztusiła się sokiem, który piła. Jude z poważną miną i założonymi rękoma wpatrywał się w litery na ekranie. 

*** 

Nuka z przejęcia zrzuciła z łóżka wszystkie misie i poduszki, czego nawet nie zauważyła. Dżinka, która próbowała ponownie wejść do pokoju głośno zasyczała widząc co zrobiła jej właścicielka....

Zapowiedzi Marka!
Pozostał nam ostatni mecz po którym zostanie wybrana reprezentacja Japonii. Naszym przeciwnikiem będzie... Liceum Zeusa! Nie zabraknie wspaniałych goli, hissatsu, akcji, kontuzji, zwrotów akcji oraz niesamowitych wydarzeń. Jak zakończy się to spotkanie? Kto przegra, a kto zdobędzie laur zwycięstwa? Aby się tego dowiedzieć koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt."Boski mecz". Ale będzie się działo!

_______________________________________________________
Ohayo everybody!!
Kolejny rozdzialik przed wami, później już tylko mecz, reprezentacja i co... koniec sezonu! Uhuhuhu!!
Za ten rozdział podziękujcie tylko i wyłącznie Linie, bo to jej zasługa! Arigatou i gomen nasai <33
Mam nadzieję, że miło się czytało i zostawicie po sobie jakiś ślad ;*
Do zobaczenia! :D

niedziela, 26 stycznia 2014

34. Potyczka z dawnym wrogiem


-COOOOO?!- krzyknęli jednocześnie wszyscy zawodnicy znajdujący się w domku klubowym po wysłuchaniu relacji Silvii, Bobby'ego i Ericka.
-Niestety- powiedział Erick odwracając wzrok od wściekłych i jednocześnie przerażonych twarzy przyjaciół
-Co z tym zrobimy?- zapytał Max
-Jak to co?- zaczął Kevin- wybijemy jej go z głowy. A jak to nie pomoże rozwiążemy ten problem ręcznie..- dodał zaciskając dłonie w pięści
-Może nie aż tak brutalnie? Kevin-kun- powiedziała Silvia
-Nuka, znasz ją najlepiej z nas wszystkich. Myślisz, że jest świadoma tego, że to nasz największy wróg?- zapytała Nelly wyraźnie akcentując ostatnie słowo
-No wiecie...- zaczęła niebiesko-włosa wyciągając ręce przed siebie w obronnym geście- Ami zawsze zaskakiwała, w sumie tego można by się po niej spodziewać...
-Czyli nic na to nie możemy poradzić- powiedziała już spokojniejszym głosem Natsumi
-Dzień dobry- powiedziała cicho brunetka wchodząc do środka- przepraszam, za spóźnienie- dodała. Miała podkrążone oczy i włosy w nieładzie. Jej skóra była biała jak śnieg.
-Jesteś chora?
-N-nie. Po prostu, nie zrobiłam makijażu.
Jednak nawet chłopcy wiedzieli, że to zwykłe kłamstwo.
Mecz zbliżał się wielkimi krokami. Mark doskonale pamiętał jak jeszcze niespełna rok temu mierzyli się po raz pierwszy z tym zespołem. Gdy Jude był jeszcze pod wpływem Drak'a, to była zupełnie inna osoba. Wraz z pozostałymi dosłownie zmiażdżyli całą jedenastkę Raimona, strzelając im 19 bramek... Ale wtedy dopiero zaczynali, prawda? Teraz było inaczej. Wtedy mieli tylko dwóch zawodników z technikami hissatsu, teraz cała drużyna miała ich po kilka...
W końcu nastał długo wyczekiwany dzień meczu z dawnym wrogiem, a teraz przyjacielem. Trzeba było przyznać, z żadną inną szkołą Liceum Raimona nie miało takich dobrych kontaktów jak właśnie z Królewskimi.
Wszyscy nie mogli już doczekać się przybycia gości. Menadżerki zajmowały się przygotowywaniem wszystkiego czego mogliby potrzebować zawodnicy podczas meczu. Bidony z wodą, ręczniki, apteczka pierwszej pomocy, nawet piłki potrzebne do rozgrzewki znajdowały się na ławce. Oczywiście Nelly zamiast zajmować się pracami fizycznymi wolała dyrygować Silvią i Celią.
-Dobra dzieciaki- zaczął trener Hibiki siedzący na ławce- podaję pierwszy skład. W bramce: Mark. Atak: Axel i Kevin. Pomoc: Timmy, Nuka, Erick i Max. Obrona: Bobby, Jack, Todd, Nathan. Zacznijcie się rozgrzewać...
Wybrani zawodnicy z Markiem na czele wbiegli na murawę i zaczęli rozgrzewać mięśnie przed przybyciem Akademii Królewskiej.
Amber spojrzała z niedowierzaniem na trenera, czyżby dobrze usłyszała, że trafiła na rezerwę?!
Brunetka jedynie wzruszyła ramionami i usiadła na ławeczce przyglądając się pozostałym jak rozciągają mięśnie.
Nagle przez szkołe przeszło jakby trzęsienie ziemi. Chmara ciemnego dymu ograniczyła widoczność.
Ogromny autokar wjechał przez główną bramę szkoły po czym gwałtownie się zatrzymał. Drzwi do środka otworzyły się na oścież i wybiegło z nich kilkunastu chłopców w mundurkach Akademii. Stanęli po obu stronach czerwonego dywanu, każdy z piłką. Tuż za nimi wyszli zawodnicy drużyny piłkarskiej. Nacz czele szedł Jude, za nim Joe, Mia oraz David.
-Raimon- powiedział cicho Kidou spoglądając na dawną szkołę.
-Jude! Min'na!- krzyknął Mark podbiegając do nich- Dobrze was widzieć! Nie mogliśmy się już was doczekać. Pewnie chcecie się troszeczkę rozgrzać, co? Wtedy zaczniemy mecz, ok?
Endou, ty chyba nigdy się nie zmienisz, pomyślał kapitan Akademii

***

-Witam wszystkich zebranych! Mecz pomiędzy Liceum Raimona, a Akademią Królewską wkrótce się zacznie! Zawodnicy obu drużyn gotowi są już do rozpoczęcia tego emocjonującego zapowiadającego się spotkania! Specjaliści oszacowali szansę obu drużyn na 50%, czyli każdy ma szansę wygrać!
-Nie mogę się doczekać!- wrzeszczał Willy,który siedział na ziemi, bo nie starczyło dla niego mijesca na ławce
-Tsaaaa- Silvia spojrzała na niego litościwym wzrokiem
-Podaję skład gości!- krzyknął Chester- bramka to Joe King, obrona: Peter Drent, Alan Master, Gus Martin, Herman Waldon. Pomoc: Mia Use, John Bloom, Derek Swing. Atak: Daniel Hatch, David Samford oraz kapitan zespołu Jude Sharp! ZACZYNAMY!- wrzasnął ile sił w płucach
Kevin podał do Axela i od razu ruszyli w kierunku przeciwników.
-Erik- krzyknął Axel i podał mu piłkę
-Max!
-Nuka!
-Kevin!
-Nathan!
-Zawodnicy Raimona jeszcze nigdy nie byli tacy zgrani. Wygląda jakby czytali sobie wzajemnie w myślach!- skomentował Chester
-On ma rację- powiedziała Celia- Takiego zgrania nie widziałam od czasu...
-... finału Strefy Futbolu- dokończyła Nelly
W międzyczasie ofensywa zdążyła się zbliżyć do pola karnego Akademii.
-Nie damy wam się tak łatwo przebić!- powiedziała Mia- Good Smell!- krzyknęła posyłając w ich kierunku różową mgłę, która sprawiła, że Kevin, który aktualnie był przy piłce osłabł i upadł śpiący na ziemię. Fioletowo-włosa podała piłkę do Jude'a.
Kapitan gości minął pozostałych przeciwników wykorzystując do tego hisstatsu- Illusion Ball
-Sakuma! Wiesz co robić!- krzyknął do niego w biegu i kopiąc tym samym piłkę w jego kierunku.
-Sie robi!- zaczął David- Królewski Pingwin nr1!- krzyknął i zagwizdał, po czym wystawił nogę wysoko w górę, a pięć czerwonych pingwinów przyczepiło się do niej. Z całej siły kopnął w futbolówkę, a ptaki krążyły wkoło niej.
-Czekam!- powiedział Mark- Boska Ręka!
Kolizja tych obu hissatsu nastąpiła szybciej niż bramkarz Raimona się spodziewał. Czerwone pingwiny wbijały się ostrymi dziobami w palce Boskiej Ręki, przez co jego własna również odczuwała tę siłę. Piłka napierała całą swoją siłą na dłoń kapitana. Teraz pozostało jedynie wytrzymać do końca. Nie może teraz poddać się bólowi! Ale... Nie potrafił.
-GOOOOOL! Królewscy zdobywają gola! Nie minęło jeszcze piętnaście minut meczu, a Akademia już prowadzi!- krzyknął Chester 
-Oj nie dobrze- powiedział sam do siebie- Chłopaki, następnym razem obronię! Na pewno!
Ale, dlaczego tak się stało? Jak królewscy mogli w tak szybki sposób minąć pozostałych?, pomyślał Mark
-Jude, powinieneś być zadowolony- powiedział Derck w jego kierunku- Prowadzimy...
-Tsa, ale... coś jest z nimi nie tak..
-Masz coś konkretnego na myśli?
-Nie, będę musiał się temu dokładniej przyjrzeć
-Jak wolisz, wracajmy na pozycję

***

-Zmiana zawodników!- powiedział trener Królewskich w kierunku sędziego
-Derek Swing pomocnik gości schodzi z boiska- zaczął Chester- Na jego miejsce wchodzi... Fudou Akio!
Z autokaru powolnym krokiem wyszedł chłopak. Idąc czerwonym dywanem lekceważąco spoglądał na kolejno mijanych uczniów Raimona. Blada skóra, szare zimne oczy i brązowy irokez jednogłośnie świadczyły o tym, że z tym zawodnikiem nie należy zadzierać. Bez słowa minął wszystkich zawodników zarówno swojej jak i przeciwnej drużyny. Ustawił się na miejscu i z szyderczym uśmiechem czekał na wznowienie gry.
Gwizdek sędziego. Przy piłce Raimon.
-Nuka Lonbery długim podaniem kieruje piłkę pod nogi Axela Blaze'a! Ace Striker Raimona przedziera się przez połowę Akademii Królewskiej- komentował Chester- Na jego drodze staje Mia Use wraz z Alanem Master'em. Dwójka zawodników Teikoku odbiera mu piłkę i podają ją w kierunku Fudou! Czy zaskoczy nas ten zawodnik?!
Szarooki wyszczerzył zęby w podłym uśmiechu. Powoli zaczął biec w stronę połowy boiska Raimona. Na jego drodze pojawiła się Nuka. Dziewczyna próbowała mu odebrać piłkę. Jednak nowy nabytek Królewskich uderzył ją z barku, a niebiesko-włosa upadła. Uczniowie widząc bezczelne zachowanie Fudou zaczęli na niego gwizdać i wrzeszczeć. Jednak taka reakcja widowni wyraźnie go usatysfakcjonowała. Zawodnik dalej napierał na połowę przeciwników. Tym razem na jego drodze stanął mu Todd. Jednak i jego szybko ominął. Przeskoczył nad nim wysoko, a gdy już znajdował się za nim, niezauważalnie kopnął go piętą w plecy. Obrońca Raimona upadł i trząsł się z bólu.
-Zmiana zawodników!- powiedział trener Hibiki- Schodzi Todd Wallside, wchodzi Steve Grim. Steve- zwrócił się do zawodnika- Wejdź w pomoc. To samo powiedz Nathanowi. Zagramy dwoma obrońcami i sześcioma pomocnikami.
-Tak jest, trenerze.
Co kombinujesz, trenerze? Nigdy jeszcze nie ustawiłeś takiej formacji. Gra z dwoma obrońcami? To tak jakbyśmy strzelali sobie samobója, pomyślał Mark
Więc o to chodzi!, Jude w końcu zrozumiał o co chodziło, Mark, chłopaki, mam nadzieję, że zrozumiecie o co biega nim będzie za późno
-Ej trenerze- zaczęła Amber- Czy to bezpieczne?- zapytała spoglądając na obronę, która wyglądała jak sito.
-To się okaże
-Ma pan zamiar mnie dziś wpuszczać?
-Nie, raczej nie.
Dziewczyna cicho westchnęła. W sumie skoro i tak nie zagra, to po co ma tu siedzieć i się nudzić? Powoli wstała i ruszyła w stronę domku klubowego by się przebrać. Po drodze minęła jakąś dziewczynę, która roznosiła ulotki.
-Proszę- powiedziała wręczając jej kartkę
-Znowu jakieś korepetycje?-zapytała samą siebie, gdy dziewczyna odeszła w kierunku innych uczniów
Jednak treść ulotki była bardziej interesująca. Na jasnożółtej kartce widniał ogromny napis: "Raimon'owe Ploteczki!". Poniżej widniał adres bloga internetowego. Jeszcze niżej następująca treść: "Chcesz wiedzieć co dzieje się w murach naszej szkoły? Kto kręci z kim i dlaczego? Czy zwykła szara myszka po wyjściu z bram szkoły zamienia się w gorącego kociaka? Wchodząc na mojego bloga dowiesz się wszystkich najgorętszych i godnych uwagi ploteczkach. Gorąco zapraszam! Pierwszy wpis już na stronie! CO CHWILĘ COŚ NOWEGO!"
-Ootani, skąd to masz?- zapytała Nelly, która przeczytała treść ogłoszenia
Dziewczyna nerwowo zamrugała oczami.
-Myślałam, że wiesz. Gdy weszłam do pokoju samorządowego na stole była paczka, a w środku to- wskazała na trzymaną przez Nelly ulotkę- I był list. Że podczas meczu mam to rozdać wszystkim bo nie będzie lekcji więc nie będziemy musieli wchodzić do wszystkich klas oddzielnie.
-My?
-No tak, ja, Lucy, Merry i te dwie z pierwszej klasy. Ulotek było chyba z milion! Każda wzięła tyle ile zdołała i rozdała wszystkim napotkanym osobom...
-Dziwne. Nic o tym nie wiem. Dobrze Ootani. A sprawdzaliście chociaż tą stronę internetową?
-Nie. Nie było czasu.
-Może to jakaś promocja kółka dziennikarskiego. Celia?
-Słucham?- zapytała zbita z tropu menadżerka, całą rozmowę Nelly i Ootani wpatrywała się w Joe'go i nie byłą w temacie
-To, czy to sprawka waszej gazetki?
-N-nie... Naczelna nic takiego nie organizowała
Gwizdek sędziego. Koniec pierwszej połowy. Menadżerki musiały przerwać rozmowę z dziewczyną i zająć się zmęczonymi piłkarzami.
-Ootani, przestańcie to roznosić. Będę musiała to sprawdzić osobiście. Niestety nie zbierzemy tego co już rozdałyście. Jeśli możesz to dowiedz się co to za blog i co na nim pisze i kto to publikuje.
-Dobrze, Natsumi-san.
-Jesteście wyczerpani- powiedziała Silvia dając Jack'owi trzecią butelkę wody
-Są za silni. A ten co teraz wszedł. Bardziej agresywnego nie widziałem- stwierdził Erick spoglądając w kierunku autobusu, gdzie poszli Królewscy
-Fudou Akio. Kiedyś należał do Liceum Pirackiego, ale wyrzucili go. Teraz przeniósł się do Akademii. Onii-chan mówi, że jest bardzo brutalny, ale jednocześnie niesamowicie utalentowany- powiedziała Celia
-Zaczynamy drugą połowę!- krzyknął Chester- Obie drużyny wchodzą na boisko i ustawiają się na pozycjach. Wynik jak na razie to 0:1 dla drużyny Akademii, po fenomenalnym strzale Davida Samforda z hissatsu Królewski Pingwin nr1! Czy Raimon przechylą szalę zwycięstwa na swoją stronę?
-Zaczynamy- powiedział Kevin, a Axel mu przytaknął
Przy piłce Akademia. Jude, David i pozostali biegli na bramkę. Z łatwością minęli pomoc, mimo jej liczebności. 
Co tu się dzieje? Dlaczego trener tak postąpił? Przecież straciliśmy bramkę więc dlaczego zmniejszył obronę?, gorączkowo myślał blondyn
-Bobby- krzyknął Mark- bardziej na lewo
-Jack dwa kroki do przodu- w tym samym momencie krzyknął Timmy
-Oj fatalny błąd zawodników Raimona. Brak porozumienia sprawia, że obrońcy wpadają na siebie i dają przeciwnikom wolną drogę! Jednak Mark Evans ratuje swoją drużynę przed opresją!- komentował Chester
-Więc to jest to!
-Co?- zapytał Kevin
-Brakuje nam kogoś, kto nami pokieruje. Może i jego decyzje są trafne, ale nic nie zdziałają jeżeli tego nie widzimy. Potrzeba nam stratega. Teraz gdy nie mamy Jude'a, cała nasza gra pozbawiona jest logiki i racjonalnego myślenia- wytłumaczył Axel
-Czyli obojętnie co zrobimy nie wygramy?
-Potrzebujemy kogoś kto ma oczy dookoła głowy i będzie w stanie nas pokierować.
-Kapitan...
-Nie, Mark musi zajmować się bronieniem bramki. Z końca boiska raczej trudno mu będzie nam pomagać gdy pójdziemy po gola. Potrzeba nam jeszcze jednej osoby, która poprowadzi naszą grę po zwycięstwo.
-Więc spróbuj
-Ja?
-Jako jedyny rozgryzłeś to co próbował nam przekazać trener. Więc spróbuj.
-Dobra.

***

-Chłopaki- zaczął Mark gdy Królewscy ponownie minęli pomoc- okiwajcie ich!
-Nie!- krzyknął Axel- Jack użyj muru, ty Bobby wślizg!
-Słuchajcie Axela!- wrzasnął Kevin
Obrońcy posłusznie wykonali polecenia blondyna. Poskutkowało. Teraz przy piłce znajdowali się Raimon.
-Bobby podaj do Nuki!- polecił Jack
-Nie- wtrącił się Axel- niedaleko niej jest Mia. Bobby wyjdź na przód i podaj do Nathana. Dobrze! Nathan podaj do tyłu, do Steve'a. Uważaj na Fudou. Steve, nie daj się wykiwać. Z lewej!
Polecenia wydawane przez Axela były bezbłędne! Wkrótce cała drużyna zdążyła pojąć, że przez cały czas brakowało im kogoś, kto nimi pokieruje. Teraz Axel przejął tę rolę i szło mu znakomicie. Jednak ten wciąż miał obawy.
-Nuka, podaj do mnie.
-Ok!- niebiesko-włosa kopnęła piłkę
Nie mogę teraz strzelić, bo Joe mnie przejrzy na wylot. To samo Kevin, jest osłaniany przez obrońców, ale Nuka. Jeżeli wziąć pod uwagę jej wysokie skoki.. I fakt, że jest niekryta. Tak powinno wyjść.
-Twoja!- krzyknął posyłając piłkę powrotem w stronę Nuki
Że co?, pomyślała
Niebiesko-włosa zaczęła wykonywać obroty wkoło własnej osi. Po około pięciu z nich wyniosła się parę metrów nad ziemię i stanęła twarzą do bramki. Wkoło niej zaczęły pojawiać się ciemnoczerwone linie wiatru które otoczyły dziewczynę i zamieniły się w ogromną czerwoną różę. Następnie kwiat otworzył się, a zawodniczka wyskoczyła z niego wysoko w górę i kopnęła piłkę z podwójnej przewrotki. Futbolówka niesiona ogromną ciemnoczerwoną siłą leciała wprost do bramki.
-Floral Despair!
-GOOOOOL! Raimon wyrównuje! Nuka Lonbery odkrywa swoją własną, samodzielną technikę hissatsu! Niesamowite!
-Ale to ja chciałem nazwać tą technikę!- zaczął zignorowany Willy
-Jest jeszcze szansa- powiedziała sama do siebie Silvia trzymając ściśnięte dłonie
-Idźmy za ciosem!
-OK!
Drużyna znów odzyskała wiarę w swoje zwycięstwo. Parę minut później zawodnicy znów byli pod bramką przeciwników. Tym razem Axel i Kevin wykonali starą, ale dalej niebezpieczną technikę - Smocze tornado. Zmieniając wynik na tablicy 2:1 dla Raimona. Taki wynik pozostał już do końca meczu!

Zapowiedzi Marka! NUKI!!
W końcu dało mi się stworzyć moje własne hissatsu! Dałam czadu co nie? Niestety problemy Raimona dopiero się zaczynają. Po szkole krąży tajemnicza blogerka, która wepchnie się w każdą szczelinę i wyciągnie na światło dzienne najdrobniejsze sprawy! Potrafi każdą informacje przekształcić na największe kłamstwo. Prawdę przedstawia tak jak ona chce to widzieć. Jeszcze.. uwzięła się właśnie na nasz klub piłkarski, wyobrażacie sobie? Na kogo uwzięła się jako pierwszego? Czy to będzie mieć jakieś poważne konsekwencje? Aby się tego dowiedzieć koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt. "Plotkara" Ale będzie się działo!


________________________________________
Hej miśki!
PRZEPRASZAMY, naprawdę przepraszamy was za to, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział. Ale sami wiecie, szkoła, końcówka semestru zaliczenia (w moim przypadku - tak;p) naprawdę chciałyśmy wyrobić się szybciej... ale chyba warto było czkać co nie?
Jak wrażenia? Czekamy na SZCZERE odpowiedzi ;d

P.S pisałam juz o tym na sb, ale powtórzę - zapraszam do działu postacie nowy wygląd ;) 

wtorek, 24 grudnia 2013

Merry Christmas



Kolejne święta!!!!! Kto by pomyślał, że wspólnie wytrwamy aż tyle?? :D Nawet nie wiecie, jak wspólnie z Liną, jesteśmy szczęśliwe, że aż tylu was tu jest, czyta naszego bloga i na bierząco go obserwuje. Ten post kierowany jest głównie do tych, którzy czytają bloga, ale go nie koentują. Różne są tego powody, ale my widzimy ile jest wyświetleń i potrafimy dodać dwa do dwóch ;) ARIGATOU dla was wszystkich! Gdyby nie wy... no nie było by niczego ;P
Ale są święta, więc wypada nam złożyć wam życzenia!
Śniegu po nerki
Wesołej pasterki
Prezentów moc
Sexu co noc
Pysznego bigosu
Gwiazdki z kosmosu
I udanego wskoku
do 2014 roku!


(Tak wiem, że śniegu nie ma! Nie przypominajcie ok? ~ )

WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAJ NAJ NAJ  :*
A tu macie naaaaaaaaaaaaaaaaaaajlepszą nutę na święta, jaką mogę wam polecić *o* 
-> https://www.youtube.com/watch?v=yVLxRXoLaas


WESOŁYCH ŚWIĄT OD KEISZY I LINY!!!! <3

poniedziałek, 9 grudnia 2013

33. Odkryte tajemnice


-Nuka, Nuka, NUKA!- z rozmyślań wyrwał dziewczynę natarczywy głos, wokół niej zebrali się prawie wszyscy zawodnicy, z którymi chodziła do klasy.
-Hai?
-Wszystko dobrze? Ostatnio zachowujesz się jakoś dziwnie- zapytał życzliwie Bobby opierając się o jej ławkę.
-Yhym, czemu pytasz?
-Zawsze tryskasz energią, a ostatnio zachowujesz się jakby wyczerpały ci się baterie- powiedziała Nelly
-Naprawdę? Przepraszam, nie chciałam was martwić- odparła z wymuszonym uśmiechem, wstając chwyciła torbę i udała się w stronę korytarza.
W drzwiach minęła się z Amber. Dziś brunetka uczesana była niesfornego kucyka, co jeszcze bardziej podkreślało fakt, że ścięła włosy.
-A z nią co?- zapytała wchodząc do klasy i pokazując kciukiem w miejsce, w którym przed chwilą stała niebiesko-włosa.
Wszyscy obecni wzruszyli ramionami.
-Dobra dzieciaki zaczynamy lekcję- powiedział profesor wchodząc do klasy- Przeczytajcie temat ze strony 286. Później go omówimy...
Uczniowie jak to uczniowie, prawie każdy miał ważniejsze rzeczy do roboty niż czytanie kolejnego nudnego tematu z języka japońskiego. Willy, oczywiście jak to on, był wyjątkiem. Jak zwykle tak zażarcie studiował treść czytanego rozdziału, że nosem prawie dotykał podręcznika. Nelly również zajęła się czytaniem tematu. Głownie dlatego by nikt nie widział, że córka właściciela szkoły obija się na lekcjach.. Mark jak zwykle położył swój notes w książkę i udawał, że się uczy podczas gdy szukał kolejnej sekretnej techniki pozostawionej przez dziadka. Ichinose i Domon zajęli się przeglądaniem jakiegoś amerykańskiego pisma, które przesłał Erickowi ojciec. Sam położył się na ławce i postanowił policzyć wszystkie kratki w swoim zeszycie, by nie zasnąć z nudów. Silvia dyskretnie zaczęła przygotowywać plan treningu na jutro, a Kevin jej w tym pomagał. Menadżerka pokazywała mu przedstawiony na schemacie zestaw ćwiczeń, a napastnik podpowiadał co mogłaby zmienić. Axel jak zwykle wpatrywał się przez okno na miasto. Robił to już tak często, że zapadło mu w zwyczaju. Znał już ulice z których jak co dzień o tej samej porze, ci sami ludzie wychodzą w te same miejsca, w tych samych sprawach. Zza rogu właśnie powinna wyłonić się postać małej dziewczynki z babcią, które szły od piekarni po bagietki. I tak właśnie było. W połowie drogi spotkają listonosza, który wręczy kobiecie plik listów i pocztówek. Zdejmie czapkę, ukłoni się jej i pójdzie dalej w kierunku kwiaciarni, gdzie długowłosa blondynka, będzie podlewać pelargonie na oknach i wystawiać wiązanki na chodnik. Zadowolony Blaze uśmiechnął się do siebie, gdy jak zwykle jego przewidywania się sprawdziły. W kącie sali siedział też Jim, ale tego jak zwykle nie zauważono. Zamyślony ponurak szkicował właśnie coś w swoim zeszycie. Nawiasem mówiąc Jim przepięknie rysował, o czym wiedzieli tylko nieliczni, nieliczni czyli jedynie Max i Nuka. Gdy dotarło do niego co narysował, a raczej kogo doznał szoku i z prędkością światła zniszczył dowód zbrodni.
-Nie było ci szkoda?
-Słucham?- Amber odłożyła telefon na blat ławki i spojrzała w kierunku, z którego padło pytanie.
-Włosy, nie było ci szkoda?- zapytał Nathan.
-Nie, jakoś niekoniecznie...- mówiąc to dotknęła ich końcówek- Teraz bynajmniej się nie plączą..
Ami delikatnie przechyliła głowę w jego kierunku "prezentując" idealnie trzymającą się fryzurę. Ale  jeden niesforny kosmyk nie układał się na jej grzywce tak jak powinien i dosłownie prowokował by go poprawić. Nim chłopak zdążył pomyśleć wyciągnął dłoń i zaczął ją zbliżać w kierunku głowy brunetki. Jednak ta impulsywnie odtrąciła jego dłoń, która znajdowała się w połowie drogi. Spojrzała na niego tym samym gniewnym wzrokiem, którego zawsze używała przeciwko Willy'emu.
Nagle oboje jak na komendę odwrócili się w stronę blatu ławki.. Wyświetlacz telefonu dziewczyny podświetlał się co oznaczało, że dostała SMS'a. Brunetka spojrzała na wiadomość, którą otrzymała i uśmiechnęła się szeroko. Nathan, mimo że nie lubił zaglądać w cudzą korespondencję, delikatnie zerknął co ją tak uradowało. Jedyne co udało mu się odczytać to sowo "spotkanie"...
-Psssst.. Psst
Oboje odwrócili się do tyłu.
-Co?
-Nuka, nie wróciła po tym jak wyszła. To do niej niepodobne- powiedział Bobby, a Erick mu przytaknął.
-Zaczynam się martwić- dodał Ichinose.
-Hymmm- zaczął zastanawiać się Bobby- To musi być coś poważnego...
-Dobra, mieliście wystarczająco dużo czasu na przeczytanie. Zapiszcie w zeszytach temat....
-Ej, którego dziś jest?- zapytał Mark, zastanawiając się nad datą, którą chciał zapisać na marginesie.
-Dwudziestego- powiedział Sam.
-A luty to drugi miesiąc co nie?
-Tak- odparła Silvia- Tylko nie pomyl roku, Endou-kun.
-Cholera...- powiedziała Amber jakby coś ją olśniło- Profesorze...- zaczęła wstając- Źle się czuję, mogę pójść do pielęgniarki?
-Tak, Nathan, zaprowadzisz ją?- odparł sensei
-Mógłby to zrobić Axel?- zapytała, na co odpowiedziała jej niezręczna cisza- I Mark?- dodała po chwili
-Tak...
Cała trójka wyszła z sali. Na korytarzu obrali kierunek w najbardziej ciche miejsce w szkole - gabinet szkolnej pielęgniarki. W połowie drogi Axel, który szedł na czele zatrzymał się.
-Tu nikt nie powinien nas usłyszeć- odparł krzyżując ręce i zamykając oczy oparł się o ścianę. Amber natomiast usiadła na ławkę. Mark, który jak zwykle nie wiedział o co chodzi stał jak wryty.
-Czujesz się już lepiej?- zapytał w kierunku dziewczyny
-Jak zwykle...- odparł Gouenji- Am chce nam coś powiedzieć.
Kapitan spojrzał w jej kierunku
-Chodzi o Nukę- zaczęła- Nie wiem czy powinnam wam o tym mówić.. Dokładnie pięć lat temu..- urwała- Kiedykolwiek zastanawialiście się dlaczego jej rodzina przeprowadziła się do Japonii? Kiedyś mieszkała jak ja w Polsce. Ale. Wtedy. Jej...- wzięła głęboki oddech- Dziś jest rocznica śmierci jej starszej siostry! Dokładnie pięć lat temu zmarła Zoe Lonbery. To dlatego jej rodzina wróciła do Japonii. Dlatego się tu przeprowadziła. 
-N-Nuka miała siostrę? Nic o tym nie wiedziałem...
-Nikt o tym nie wiedział. Ukrywała to przed wami wszystkimi..- przełknęła głośno ślinę- Zoe jechała z innymi na zawody lekkoatletyczne. Ja nie jechałam z nimi, bo to był turniej tylko dla gimnazjum i liceów. To było zimą. A jechali, aż do Włoch, w Alpy. Od ośrodka dzieliło ich tylko 60 kilometrów. I wtedy spadła na nich lawina. Autokar stoczył się z drogi. Kilka szyb pękło w drobny mak, a Zoe wypadła głęboko pod lawinę, w śnieg... Zanim ją odnaleźli było już za późno. Tata mówił, że nawet gdyby od razu zaczęliby ją ratować szanse na to, by przeżyła byłyby mniejsze niż zero... Później się przeprowadzili. Z nas wszystkich- miała na myśli Elaquaiczyków- najbardziej przeżył to Jonathan. Chodził z Zoe. Gdy Nuka i jej rodzice wyjechali... stracił jedyny łącznik z Zoe..
Axel zamknął oczy i zaczął nad czymś się zastanawiać. Natomiast Mark miał w oczach gigantyczne krople łez, a po jego policzkach spływały już strużki.
-N-nie było mnie na pogrzebie. Odbył się tu, w Japonii. Od tamtego czasu... nie miałam kontaktu z Nuką. Dopiero teraz, a gdy ją zobaczyłam, to tak jakby to była Zoe.. W sumie niezupełnie. Zoe miała czarne włosy i nigdy ich nie wiązała. Była też wyższa... Ale wszystko inne... Pamiętam jak Nuki zareagowała gdy zobaczyła jej... ciało w t-trumnie. Nie można było jej uspokoić przez kilka godzin... Nigdy tego nie zapomnę.. To było straszne..

***

-Coś długo nie wracają powiedziała Nelly spoglądając na puste miejsca. Od minuty trwała przerwa, a na następnej lekcji mieli Informatykę w innej sali
-Może zaczniemy ich pakować?- zapytała Silvia
-Dobry pomysł- odparł Kevin i z szybkością światła znalazł się przy ławce Amber. Miał teraz doskonałą okazję, by móc poszperać w jej torbie i dowiedzieć się czegoś o tych białych tabletkach- Gdzieś muszą tu być- zaczął przekładać książki w poszukiwaniu pudełeczka lub czegokolwiek- Znala..- zaczął
-Kevin-kun?- zapytała Amber stojąc w progu i widząc jak szpera jej w torbie
-Pakuję cię- zaczął nerwowo
-Jesteś taki miły- odparła z uśmiechem- Arigatou

***

-Ohayou onee-chan- powiedziała Nuka stając przy grobie siostry. Miała na sobie czarną sukienkę, a w dłoniach trzymała bukiet białych lilii. Kucnęła i położyła kwiaty pod tablicą- Tak wiele się wydarzyło onee-chan.. Ten rok był wyjątkowy. Już początek roku był niesamowity! Pamiętasz Ami? Kuzynkę Samanty! Przeprowadziła się tu do Japonii. Wtedy postanowiłam dołączyć do klubu piłkarskiego Raimona. No właśnie od tego powinnam zacząć, nasza drużyna wygrała prestiżowy Turniej Strefy Futbolu. A jeszcze w zeszłym roku mieli zaledwie tylko siedmiu zawodników! W niespełna rok udało im się zebrać całą drużynę, ba nawet więcej, znaleźli doskonałego trenera, byłego bramkarza Inazumy! I do tego wygrali mistrzostwa! Wtedy przypomniało mi się jak kiedyś razem grałyśmy w piłkę. Pamiętasz? Jak dałaś mi bransoletkę?- spojrzała na nadgarstek- Podczas naszego pierwszego, wspólnego meczu... Właśnie, gdy Amber doszła do naszej klasy postanowiłam, że muszę dołączyć do klubu! Na początku nie chcieli mnie przyjąć, chociaż pokazałam im co potrafię. Ale z czasem przyjęli mnie do zespołu. Cudownie prawda? Prawie, nauczyłam się niesamowitej techniki hissatsu drużyny Inazumy! Ale niestety nie wychodzi nam to. Ale trener wybrał właśnie mnie do używana tej techniki!- krzyknęła uradowana- Wyobrażasz sobie to Zoe-neechan? Ja wykonywająca hissatsu z Axelem! A właśnie Axel, nie znasz go. Zakochałam się w nim! Jest cudowny! To nasz Ace Striker! Pokochałam go od momentu gdy go zobaczyłam. Właśnie muszę ci coś opowiedzieć. Podczas jednego z meczów wyjazdowych graliśmy z drużyną Akademii Dworskiej, wyobrażasz to sobie? Ich kapitan, Finn zaprosił mnie na bal! Niesamowite prawda? Prawdziwy książę zaprosił mnie na bal!  Już niedługo czekają nas wybory do reprezentacji kraju podczas międzynarodowej strefy! Nie mogę się doczekać! Mam nadzieję, że mnie wybiorą. Tak bardzo chciałabym grać w barwach kraju! Nie mogę się doczekać! Onee-chan! Robi się już późno- powiedziała spoglądając ściemniające się niebo- Muszę już iść. Niedługo znów cię odwiedzę, a w następnym roku opowiem ci znów co się wydarzyło. Do zobaczenia Zoe-neechan!

***

Niebo było już pełne gwiazd, a księżyc jasno świecił na niebie, gdy Amber, Byron i Dango szli wolnym spacerem po parku.
Na ścieżce, którą właśnie szli dziewczyna zauważyła znajome sylwetki. Erick, Bobby, Malcolm i Silvia. Szli dokładnie w ich stronę. W dłoniach trzymali popcorn oraz colę. Dziś miała miejsce premiera filmu, na którą od dawna planowali pójść, a droga przez park była najkrótszą od domu Silvii. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy szybko myśląc co teraz. Skoczyć w krzaki i się schować? Czy może lepiej szybko uciec w drugą stronę. Albo ukryć się za najbliższym drzewem? Nie, Dango by ich zdradził. Więc co może teraz zrobić, by ich nie zauważyli. 
-Spokojnie- polecił jej cichym głosem blondyn 
Amber wyprostowała się i z podniesioną głową szła dalej.
-Dango, tylko nie za daleko- krzyknęła jeszcze za psem, za nim ten zniknął za kolejnym drzewem. Para szła dalej, zbliżając się powolnym krokiem do rozgadanej czwórki, która wydawała się tak pochłonięta rozmową, że nie zwróciła na nich uwagi. Byli coraz bliżej, przechodząc obok siebie omal nie stuknęli się ramieniem... Nagle brunetka poczuła na swoim ramieniu dłoń Byrona, która ociągnęła ją od kolizji z niebiesko-włosym.
-Ojć, Przepra.... Amber!?- Bobby, który prawie wpadł na dziewczynę, stanął w miejscu- Sorki, nie zauważyłem cię i... C-co on tutaj... ?
Reszta paczki, Silvia, Malcolm i Erick podeszli uśmiechnięci do niego.
-Co jest stary? O cześć Amber.- Przywitał się Erick i spojrzał na jej towarzysza. Całej czwórce szczęka opadła do ziemi. Wpatrywali się w niego chwilę oniemiali. A ich wzrok padł na jego dłoń, którą obejmował dziewczynę.
-Yyyy, wszystko dobrze?- zapytała niewinnym głosikiem Amber spoglądając na ich zabawne miny
Nikt nic jej nie odpowiedział, patrzyli się tylko głupio na dziewczynę wytrzeszczając oczy.
-Jasne- pierwsza zrehabilitowała się Silvia, która chwyciła Malcolma i Bobiego za rękawy i powoli zaczęła się wycofywać.
- Mam nadzieję że jesteście razem szczęśliwi- wysapał Erick robiąc krok do tyłu- To my wam nie będziemy przeszkadzać-kolejne kroczki- Już sobie idziemy... Róbcie co tam robiliście.... Pa- szybko odbiegł w kierunku ciągniętych przez dziewczynę kolegów.
Amber i Byron nie zważając na dziwne miny kolegów, poszli dalej, w kierunku najbliższej ławki.
-Co to było?- Bobby nadal wpatrywał się w niedaleko idącą parę.
-Widzieliście to?- Erick stał obok niego, również wpatrując się w nich
-To niemożliwe- Silvia stojąca pomiędzy nimi, robiła dokładnie to samo.
-Czy to nie napastnik Zeusa?- osłupiały Malcolm powędrował wzrokiem za oddalającą się parą i przeniósł wzrok na przyjaciół. Ci tylko skinęli głowami.
Otrząsnęli się dopiero gdy spotkana para zniknęła im za drzewami.
-Lepiej już chodźmy.
Wszyscy posłusznie ruszyli się z miejsca
-Nadal nie mogę uwierzyć w to co widziałem- Erick pokręcił głową.
-Dajmy jej spokój. Ma prawo sama wybrać... Chłopaka.
-Dobra! Chodźmy do kina!- Malcolm wysunął się do przodu i przyspieszył tępo, reszta natychmiast go dogoniła. Udali się w stronę kina, totalnie zmieniając temat. Zostawili sprawę Amber daleko za sobą.
-Teraz to będzie mnie czekać opierdol roku- jęknęła brunetka siadając na ławkę. A Aphrodi spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem 
-Chyba musiałaś mieć świadomość, że w końcu i tak wszystko wyjdzie na jaw...
No tak miał rację, ale to nie miało wyjść w taki sposób. Owszem wiedziała, że i tak prędzej czy później Raimon dowiedzą się, że spotyka się z Byronem, ale.. Ehh. Cicho westchnęła. Aphrodi usiadł obok niej. Podniósł z ziemi liść i zaczął się nim bawić.
-Idziemy coś zjeść?- zapytał
-Dango- powiedziała pokazując brodą na swojego psa- Nigdzie nas z nim nie wpuszczą..
-Czyli postanowione. Idziemy do ciebie. Mam nadzieję, że przygotowałaś swój pokój na moje przyjście.
-Nie potrafię gotować..
-Nie szkodzi, w tej chwili mam ochotę na coś zupełnie innego niż jedzenie..
                                                 
Zapowiedzi Marka!
Po krótkiej przerwie czeka nas kolejny mecz. Tym razem będzie to spotkanie z naszym pierwszym rywalem, czyli Akademią Królewską. Pierwszy raz zmierzymy się z Jude'm odkąd odszedł do swojej starej szkoły. Jedno jest pewne czeka nas twardy orzech do zgryzienia. Dodatkowo Akademia ma nowego, niebezpiecznego zawodnika! Czy uda nam się pokonać naszych rywali? Aby się tego dowiedzieć koniecznie przeczytajcie następny rozdział pt. "Potyczka z dawnym wrogiem" Ale będzie się działo! 

______________________________
 Siemka robaczki!
Na początku chcemy was przeprosić za to, że dopiero dziś pojawia się nowy rozdział, ale przez Ksawera nie miałam prądu i nijak mogłyśmy napisać rozdział. Przepraszamy ;/
Ale pomimo wszelkich przeszkód udało nam się dokończyć nasze wypociny. Niestety trochę krótko wyszło, ale liczy się jakość, a nie ilość, prawda? Tak więc życzymy udanych wrażeń z rozdziałem i do następnego! BUY :*
P.S. Czekamy na wasze komenty!